Strategiczna analiza otoczenia

Jest to bardzo niebezpieczna tendencja, na co zwraca uwagę ekspert

"CEO" dr Mieczysław Grudziński.

C.K.S.: Oprocentowanie pożyczek międzybankowych w dolarach jeszcze dwa

miesiące temu przewyższało o 5 pkt proc. oprocentowanie obligacji skarbowych

(w euro były to różnice 2 - 3-punktowe). To skutek tego, że banki sobie nie ufały, był "light to safety", czyli ucieczka do bezpiecznych papierów skarbowych. Teraz jednomiesięczne obligacje amerykańskie mają oprocentowanie 0,1 - 0,2% p.a. Jest na nie popyt, co znaczy, że firmy wybierają

bezpieczeństwo ponad dochód. To był efekt braku zaufania, a dziś światowy rynek nieco się stabilizuje i oprocentowanie długu korporacyjnego spada.

Popatrzmy na Polskę. Jeżeli polski Skarb Państwa zaciąga dług za granicą i płaci 300 pkt bazowych powyżej LIBOR, musi to wpłynąć na marże banków w Polsce.

W sektorze bankowym zapewne jej połowa jest przeznaczona na ryzyko płynności

a druga połowa na koszt kapitału, ryzyko kredytowe oraz marżę dla banku. Rację ma więc dr Grudziński.

Prezes BZ WBK apelował o niepodwyższanie oprocentowania lokat...

C.K.S.: Możemy to pominąć, skoro pewnie zgodnie nie wierzymy w skuteczność

takich apeli, choć reakcja Mateusza Morawieckiego jest dla mnie zrozumiała.

Co z produktami egzotycznymi? Premier Waldemar Pawlak chciał unieważnić

umowy na opcje walutowe, ja sobie tego nie wyobrażam.

R.M.: Wielu inwestorów wykorzystywało opcje w celach spekulacyjnych, a nie

jako zabezpieczenie się przed ryzykiem kursowym. To powodowało, że ich pozycje były wystawione na nieograniczoną wręcz ekspozycję ryzyka kursowego (w przypadku wystawiania opcji), stąd dzisiejsze problemy. Widzę tu ogromną rolę dla banków i innych instytucji, żeby przekazywać informacje, jakimi instrumentami obracać i jak je wykorzystywać.

C.K.S.: Jeżeli przedsiębiorstwo wystawiało opcje call, płacąc nimi za podwyższony kurs w opcji put i wcześniej na tym zarabiało, a teraz na tym straci, i to wywołuje protesty - nie tędy droga. Rzymska zasada: pacta sunt servanta (umowy powinny być dotrzymywane) jest żelazną zasadą

kodeksu cywilnego. Rozwiązanie umów cywilnoprawnych ustawowo, nie sądzę

aby było zgodne z polską konstytucją. Natomiast wprowadzenie systemu, który by zmotywował banki do zdecydowanej akcji powrotu do symetryczności i ekwiwalentności świadczeń, co jest podstawową zasadą relacji cywilnoprawnych, jest właściwą drogą i ten kierunek, moim zdaniem

przyświeca wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi. Co do braku symetryczności

niestety, ktoś decydował się na ryzyko operacyjne. Na operacje, z którymi

immanentnie było związane niezerowe prawdopodobieństwo nie tylko zysków

ale i strat. Inna sytuacja ma miejsce, gdy ktoś zabezpieczał przepływy operacyjne netto i "zmatchował" je (skoordynował czasowo i kwotowo) z terminami przychodów, które ma z kontraktów walutowych, wówczas nie powinno być problemu. Nawet jeśli wystawił określone opcje, a ma przychody w takiej wielkości, sprzeda tę walutę po cenie, za jaką się zobowiązał, to mu się "znettuje". Natomiast jeżeli ktoś "robił lewar" i robił to 2 czy 3 razy, tyle, ile miał otrzymać, to niestety licząc na to, że wygra, powinien był zakładać z niezerowym prawdopodobieństwem, że przegra. Współczuję, ale muszę powiedzieć, że należy się zawsze przyjrzeć, czy były porady (banki nie mają z reguły prawa doradzać firmom w pełnym tego słowa znaczeniu), czy wciskanie i silna sprzedaż. My nie jesteśmy wyeksponowani na opcje, bo ani nie było to zgrane w czasie z naszym wejściem na rynek, na szczęście, ani nie leży to w naszych zasadach: oferowanie klientowi możliwości spekulowania poprzez lewarowanie się i ekspozycję na nadmierne ryzyko rynkowe.

Dziękuję za rozmowę.