Poland, go global!

Potraktujmy przedsiębiorców, którzy budują własne firmy, jak prawdziwych patriotów. To oni tworzą PKB tego kraju i to oni zatrudniają inne osoby. Jeśli w Polsce przedsiębiorcy będą mieli gorsze warunki prowadzenia biznesu, zatrudnią mniej ludzi, kraj będzie się gorzej rozwijał – mówi prof. Krzysztof Rybiński, uznany w 2012 r. przez polskich przedsiębiorców za najczęściej słuchanego przez nich ekonomistę.

Prof. Krzysztof Rybiński

Prof. Krzysztof Rybiński

Prof. Krzysztof Rybiński

Jeden z najbardziej znanych polskich ekonomistów. Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, właściciel firmy doradczej. W 2012 roku uznany przez polskich przedsiębiorców za najczęściej słuchanego przez nich ekonomistę. Był głównym ekonomistą kilku banków i wiceprezesem NBP, gdzie pod jego nadzorem zmieniono sposób inwestowania rezerw dewizowych, dzięki czemu Polska w ciągu dwóch lat zarobiła dodatkowo 1 mld USD. Autor licznych publikacji, m.in. w „Financial Times”. Niedawno ukazała się jego książka „Go global! Wywiady z twórcami polskich firm, które zdobyły rynki międzynarodowe”.

Książka „Go global!” to przewodnik, w którym polscy przedsiębiorcy znajdą wskazówki dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej. Proszę powiedzieć, czy są wspólne cechy, które łączą te wszystkie firmy. Na przykład nowoczesne technologie.

Są cechy łączące historie sukcesów polskich firm, które dokonały skutecznej ekspansji międzynarodowej. Przewaga modelu biznesowego nad innymi, które są obecne w innych krajach świata, gdzie te firmy działają, to jest jeden z czynników sukcesu. Czasami jest to związane z technologią, która okazała się znacznie lepsza niż technologie konkurencji, np. firma HTL-Strefa, która ma 55-proc. udział w światowym rynku jednorazowych nakłuwaczy stosowanych w medycynie. Ich technologia, mimo że to może wydawać się proste urządzenie, okazała się znacznie lepsza od konkurencji. W Szwecji technologie wytwarzania jednorazowych nakłuwaczy nie były skalowalne w wystarczającym stopniu. W związku z tym Polacy przejęli Szwedów, a zwykle to nas przejmują.

Zobacz również:

Rozmawiał Pan także z prezesem firmy, której technologia odniosła sukces międzyplanetarny.

Tak, technologia pomiaru podczerwieni firmy VIGO System jest zamontowana w łaziku NASA Couriousity eksplorującym powierzchnię Marsa. W książce zawarte są przykłady, w których przewaga technologiczna faktycznie umożliwiła ekspansję. A są też sytuacje, o których można powiedzieć, że takiej ewidentnej przewagi technologicznej nie było, na przykład firma Solaris produkującą autobusy, bo autobusy wszystkich firm są technologicznie zbliżone. Ale pan Krzysztof Olszewski, który stworzył Solarisa razem z żoną Solange Olszewski, był jednym z najwybitniejszych w Europie konstruktorów autobusów, dokładnie wiedział, jakie są najlepsze praktyki, wiedział, jakie są słabości, co można w nich usprawnić, błędy w konstrukcjach innych firm zostały poprawione, pewne innowacje zostały zastosowane i potem Solarisy okazały się bardzo dobrymi konstrukcjami. Tak też jest w przypadku innych firm, które nie są ujęte w tej książce, np. LZMO, firma spod Zielonej Góry, z Lubska, która buduje wkłady kominowe z nowoczesną technologią ceramiki izostatycznej. Oni przeszli podobną drogę, czyli sprawdzili, jakie są technologie produkcji wkładów kominowych na świecie, wybrali najlepsze praktyki i jeszcze je usprawnili. I teraz mają najnowocześniejszy zakład na świecie. W wielu przypadkach za sukcesem firmy stoi albo bardzo dobra technologia, czasami najlepsza na świecie, albo wybitny człowiek, który umie dostępne technologie ułożyć w model biznesowy. Radwag tworzy najlepsze wagi na świecie, ma 10% udziału w światowym rynku i też wzięło się to stąd, że twórca tej firmy, pan Witold Lewandowski, wiele lat pracował jako konstruktor wag. Albo Selena, produkująca chemię budowlaną, jej menedżerowie potrafią dużo lepiej niż inni dopasować ofertę do warunków rynkowych i przyzwyczajeń. Zwykle duża firma wchodzi na rynek i sprzedaje to, co ma. A Selena umie rozpoznać rynek i lekko zmienić produkty w ten sposób, że to dobrze odpowiada kulturze budowy domów, mieszkań i innych obiektów, która na danym rynku obowiązuje. To jest jeden z czynników, który pozwala Selenie wygrywać z konkurentami i nawet przejmować zagraniczne przedsiębiorstwa.

Jeden z Pana rozmówców, Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu, powiedział, że „nie ma spokojnego biznesu”. Czy w Polsce przedsiębiorcom jest trudniej niż w innych krajach?

Polska nie jest krajem, który sprzyja tworzeniu takich firm jak Maspex. To się udaje tylko dlatego, że liderzy i zespoły są niesamowicie skuteczni, mają nieprawdopodobną pasję i chęć tworzenia wielkich firm. To są nowocześni patrioci. Największym patriotą jest przedsiębiorca, który stworzy firmę, zatrudni tysiąc, dwa tysiące Polaków i sprzedaje polskie towary czy usługi na wielu rynkach. To jest dla mnie forma nowoczesnego patriotyzmu. Kiedyś trzeba było umrzeć za ojczyznę z bronią w ręku, a dzisiaj, w czasach, które wydają się bardziej pokojowe, patriotyzm mierzy się tym, że przedsiębiorcy tworzą polskie firmy, i to są wspaniali ludzie. Faktycznie, dużo łatwiej jest prowadzić biznes w Wielkiej Brytanii czy w innym kraju, który nie jest tak zbiurokratyzowany, gdzie aparat państwowy nie traktuje przedsiębiorcy jak, cytuję jednego z urzędników: „przestępcę, którego jeszcze nie złapali”. Bo takie jest nastawienie: każdego przedsiębiorcę trzeba dobrze prześwietlić i na pewno coś się znajdzie. Nie jest łatwe budowanie biznesu, nie mówię już nawet o filmie „Układ zamknięty”, w którym pokazane są skrajne patologie, jak można zniszczyć firmę, ale fakt, że w Polsce trzeba często „kopać się z koniem”, jakim jest aparat urzędniczy, aparat skarbowy.

Czy tylko aparat urzędniczy utrudnia prowadzenie biznesu?

Inny przykład, z którym się niedawno spotkałem: firmy zagraniczne często nasyłają na polskie firmy kontrolę, składając donos sugerujący, że polska firma robi coś niezgodnie z przepisami. Wtedy odpowiedni urząd robi nalot na polską firmę, najczęściej nic nie znajduje, ale sprawozdanie przekazuje temu, co donos zgłosił. Obce firmy za pieniądze podatników uzyskują informacje o swoim konkurencie, spowalniając go jednocześnie. Czasami jest tak, że, nieświadomie oczywiście, urzędnicy pomagają konkurencji zagranicznej dokonywać białego wywiadu o polskich firmach i szkodzić polskim firmom.

Prezes MCI, Tomasz Czechowicz powiedział, że „polscy urzędnicy mają tendencję do negatywnej interpretacji przepisów”.

No właśnie. Dlaczego bardzo często inwestor zagraniczny ma „czerwony dywan” i przyjazne traktowanie, a polski przedsiębiorca jest traktowany jak potencjalny przestępca i ma do czynienia z rygorystyczną interpretacją przepisów? Często w przypadku średnich firm okazuje się, że trochę spóźnili się z płaceniem VAT-u. Urząd zamiast zrozumieć, rozłożyć na raty, zajmuje ich rachunki, pojawia się problem płynnościowy, niezapłaceni dostawcy i nagle może to spowodować upadek firmy. Mentalna zmiana w Polsce wśród urzędników jest potrzebna. Potraktujmy przedsiębiorców, którzy budują własne firmy, jak prawdziwych patriotów. To oni tworzą PKB tego kraju i to oni zatrudniają inne osoby. Jeśli w Polsce przedsiębiorcy będą mieli gorsze warunki prowadzenia biznesu, zatrudnią mniej ludzi, będzie mniej pracy, kraj się będzie gorzej rozwijał. O przedsiębiorców trzeba dbać, bo ich jest bardzo mało. A najcenniejsi dla Polski są ci, którzy z małej firmy zbudowali dużą o zasięgu międzynarodowym. O nich trzeba dbać jak o największe dobro narodowe, a urzędnicy jeszcze tego nie rozumieją.

Jest Pan współautorem raportu o polskiej innowacyjności. Twierdzi Pan, że twórcy raportu przewidzieli, co się z stanie z Polską, jeśli nic w ciągu kilku lat się nie zmieni.

Ten raport jest unikalny pod tym względem, że większość raportów w Polsce jest pisanych rękami profesorów, czyli ludzi nauki, a tutaj zespół tworzyli ludzie z nauki i międzynarodowego i biznesu. Pozyskiwaliśmy wiedzę z całego świata, od ludzi, którzy zarobili na tym miliardy euro. Pisaliśmy ten raport w 2010 r., ukazał się w 2011 r. Przewidywaliśmy, że będzie katastrofa z innowacyjnością w Polsce na podstawie zaobserwowanych ułomności, które w Polsce występują. Niestety, tak się stało. W latach 2011–2013 nastąpiło pogłębienie negatywnych trendów. Można to nazwać katastrofą innowacyjności, i to potwierdzają wszystkie dostępne dzisiaj statystyki.

Jak wyglądamy na tle innych krajów?

Polska, jeśli chodzi o innowacyjność, oscyluje gdzieś w okolicach Rumunii, Bułgarii czy krajów, które od nas są dużo niżej w rozwoju. Później zaczęły się modernizować, mają dużo problemów, z którymi wydaje się, że sobie poradziliśmy, a mimo to z innowacyjnością jesteśmy na ich poziomie. Niestety, diagnoza jest taka, że prawdopodobnie sposób wydawania środków unijnych w Polsce doprowadził do spadku innowacyjności. Potężne pieniądze, które były przeznaczone na rozwój innowacyjności, przez sposób, w jaki były wydane w minionych latach, doprowadziły do jej spadku. Mogę wskazać mnóstwo przykładów polskich firm, które wykorzystały dobrze pieniądze unijne, ale jest to 20, może 10%. W potężnej masie te pieniądze zostały pożarte przez firmy, które powstały po to albo sięgnęły po te pieniądze tylko po to, żeby te środki skonsumować. Stoją na wielu uczelniach niewykorzystywane laboratoria. Prezes VIGO System powiedział, że nie widział w życiu większego absurdu: uczelnia, która kupiła sprzęt, bardzo drogi, ogłosiła przetarg na wymyślenie koncepcji wykorzystania tego sprzętu, czyli kupili urządzenia, nie mając pojęcia, do czego to może im być potrzebne. Pokazuje to, w jakich oparach absurdu się poruszamy.