Kapitał szansy dla wybranych

Obecnie głównym problemem funduszy private equity jest wycena przejmowanego majątku. Transakcji jest mało, więc rynek nie działa sprawnie. Naszą ekspansję hamuje również polityka kredytowa banków oraz dekoniunktura giełdowa, utrudniająca wychodzenie z inwestycji.

Gdy zaczął się kryzys, giełda poszła w dół, banki zakręciły kurki z kredytami, a złoty gwałtownie osłabł, co uderzyło w wiele firm, które wcześniej spekulowały na rynku walutowym. Niektórym wydawało się, że jedyną deską ratunku są fundusze venture capital/private equity. Jednak szybko ich zarządy przekonały się, że fundusze nie są kapitałem ostatniej szansy, lecz kapitałem szansy dla wybranych. Menedżerowie zarządzający funduszami nie obniżyli kryteriów kwalifikacyjnych, a jedynie wyceny majątku firm. Zabiegającym o wsparcie funduszy nie mogło się to podobać. Nic więc dziwnego, że fali przejęć ze strony funduszy nie było. Kryzys pokazał, że rynek finansowy działa według jednolitych reguł, nie ma na nim samotnych wysp - albo wszyscy robią interesy i zarabiają, albo wszyscy - w większym lub mniejszym stopniu - popadają w kłopoty. Firmy są dziś skazane na własne siły, na twarde negocjacje z bankami. Najlepiej radzą sobie przedsiębiorstwa, które w tłustych latach zgromadziły jakieś oszczędności. Kwestie te przedstawia w rozmowie z CEO Magazynem Kadry Zarządzającej Michał Koślacz, dyrektor finansowy Capital Park sp. z o. o.

Michał Koślacz

Michał Koślacz

W okresie kryzysu firmy mają problemy ze zdobyciem finansowania, a zarządzający funduszami private equity zawsze twierdzili, że brakuje im dobrych projektów, ale nie pieniędzy. Czy w tym roku macie wreszcie w czym wybierać?

Zobacz również:

- Na początku roku chętnych do współpracy było rzeczywiście wielu, ale po pierwszym kwartale to się zmieniło. Można powiedzieć, że zainteresowanie naszą ofertą wróciło do normy, a nawet osłabło.

Z czego wynikła ta zmiana?

- Na przełomie ubiegłego i obecnego roku panowała powszechna niepewność, nikt nie wiedział, jak kryzys będzie się rozwijał. Firmy w obawie przed recesją na gwałt szukały partnerów gotowych wesprzeć ich projekty. Poza tym niektóre rzeczywiście miały poważne problemy. Kryzys na rynku opcji walutowych nie był faktem medialnym, lecz jak najbardziej rzeczywistym. Tym, którzy poszli w spekulację i zamiast kupować opcje, sprzedawali je, wchodząc w rolę banków i biorąc na siebie całe ryzyko zmiany kursu, w oczy zaczęło zaglądać bankructwo. Jednak wiosną wszystko się zmieniło. Zza oceanu zaczęły płynąć lepsze wieści, wyniki pierwszego kwartału pokazały, że Polska radzi sobie w kryzysowym świecie całkiem nieźle, a kryzys na rynku opcji został zażegnany, bo banki ułożyły się z klientami, wychodząc z założenia, że lepiej rozłożyć ich zobowiązania w czasie, nawet jeśli wiązało się to z udzieleniem kredytu, niż spisywać je na straty.