Kapitał szansy dla wybranych

W ubiegłym roku, podobnie jak dwa lata temu, dominowały transakcje międzyfunduszowe. Jedne fundusze wychodziły z projektu, inne weń wchodziły. Na kolejnym miejscu znajdowali się inwestorzy branżowi, a na końcu giełdowi. Jak będzie wyglądała struktura dezinwestycji w tym roku?

- Transakcji międzyfunduszowych raczej nie będzie lub będzie ich bardzo mało. Wychodzenie z inwestycji poprzez giełdę także jest obecnie trudne. Koniunktura jest jeszcze zbyt słaba. Natomiast są inwestorzy branżowi zainteresowani przejęciami. Niektórzy wręcz chcą wykorzystać gorsze czasy na dokonanie atrakcyjnych zakupów. Ceny dziś są niższe niż w latach prosperity. Dla funduszy jednak to niewielkie pocieszenie, bo celem naszych inwestycji jest podniesienie wartości firmy czy jej wyodrębnionej części i sprzedaż z zyskiem. Nie jest obojętne, czy stopa zwrotu wyniesie kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt procent. Mamy zobowiązania wobec naszych partnerów - inwestorów kapitałowych.

Mówi Pan, że najgorsze już minęło. Skąd ta pewność?

- Nasi partnerzy z Londynu dokładnie analizują stan gospodarki światowej i europejskiej. Zza oceanu napływają dobre wieści, amerykańska gospodarka przestała tonąć. Gospodarka Niemiec, naszego największego partnera handlowego, także wychodzi z recesji. W następnych latach oczekujemy niewielkiego wzrostu. Pocieszające jest także to, że nie będzie inflacji. Inflacja pogrążyłaby nasz biznes. Wygląda na to, że rządy krajów zachodnich nie drukowały pustych pieniędzy, lecz wspierały gospodarkę, udzielając gwarancji. Te gwarancje uchroniły wiele firm i banków przed bankructwem, a niektórym pomogły mocno stanąć na nogi.

W oczekiwaniu na ożywienie

Sytuacja światowa ma mniejszy wpływ na Polskę niż na inne kraje, bo jesteśmy gospodarką bardziej zamkniętą niż choćby czeska czy węgierska. Skoro kryzys dotarł do nas z opóźnieniem, chyba później też przyjdzie ożywienie?

- Pytanie, co nazwiemy ożywieniem. Analitycy z Londynu nie przewidują jakiegoś spektakularnego skoku. Ten kryzys zepchnął świat do poziomu z 2004 r. i powrót na szczyt z połowy 2008 r. będzie długi i mozolny. Polską gospodarkę przed recesją uchroniło rzeczywiście względne zacofanie, ale także duży rynek wewnętrzny i - paradoksalnie - transakcje spekulacyjne na rynku walutowym, dzięki którym złoty znacznie osłabł. Nasze produkty stały się bardzo konkurencyjne na zagranicznych rynkach. Pomogła również Unia, bo pieniądze z funduszy strukturalnych płyną bez względu na kryzys. Trzeba też oddać sprawiedliwość rządowi, który nie popełnił jakiś kardynalnych błędów, na przykład nie unieważnił transakcji opcyjnych, co sugerował jeden z jego przedstawicieli.