Satelitarna transformacja

Technologia na teraz i na przyszłość

Zdjęcia satelitarne Warszawy z satelity Ikonos 2 - zbliżenie Starówki i Kolumny Zygmunta. W ciągu miesiąca pracy stacja w Komorowie jest w stanie zarejestrować zdjęcia z powierzchni 95,5 tys. km kwadratowych.

Zdjęcia satelitarne Warszawy z satelity Ikonos 2 - zbliżenie Starówki i Kolumny Zygmunta. W ciągu miesiąca pracy stacja w Komorowie jest w stanie zarejestrować zdjęcia z powierzchni 95,5 tys. km kwadratowych.

Do zalet SCOR zaliczyć należy także technologię, jaką przekazało Space Imaging. Techmex, który prowadził negocjacje ze Space Imaging w tej kwestii, postawił silny nacisk na uniezależnienie od jednego źródła pozyskiwanych danych. Jej praca może być więc kontynuowana, gdyby np. doszło do awarii Ikonosa. "Mamy możliwość korzystania nie tylko z jednego satelity. Co więcej, niekoniecznie z danych z satelity obrazowego czy kamery obrazowej, ale i informacji ze źródła radarowego" - podkreśla Jacek Studencki. Drugim warunkiem "technologicznym", jaki udało się uzyskać, było zapewnienie możliwości interpretowania przez stację danych z różnych źródeł w czasie rzeczywistym.

Możliwość współpracy z danymi radarowymi i obróbki danych w czasie rzeczywistym mają faktycznie istotne znaczenie. Po pierwsze, warunki w naszej strefie klimatycznej sprawiają, że proces rejestracji jest niekiedy niemożliwy. Ikonosa można zaprogramować tak, żeby wychylony zbierał dane z terenu Polski, już kiedy przelatuje nad Finlandią. Jednak przy niskim pułapie chmur i to nie wystarczy. Możliwość korzystania z danych radarowych i łączenie różnych źródeł będzie więc miało kapitalne znaczenie na przykład w sytuacji kryzysowej, kiedy liczy się czas i informacja, a nie wartość dokumentacyjna post factum. Na razie jest to jeszcze potencjał, ze źródeł radarowych korzysta się sporadycznie, w przestrzeni jest zaledwie jeden satelita radarowy obsługujący sferę komercyjną; jest to zarazem jednak technika przyszłościowa: przewiduje się, że właśnie w zobrazowaniach radarowych dokona się w najbliższych latach największy postęp.

SCOR - wybawca polskiego rynku GIS?

Całe przedsięwzięcie nie byłoby może tak ekscytujące, gdyby chodziło tylko o obsługę sektora publicznego. Obserwatorzy i gracze rynku postrzegają jednak w SCOR szansę na pobudzenie rynku usług i produktów GIS. Po pierwsze - pojawienie się SCOR klaruje sytuację na krajowym rynku firm GIS, która w ostatnim czasie była - delikatnie mówiąc - nieszczególna. Do spektakularnego zamieszania doszło zresztą na przełomie 2003 i 2004 r. wokół zamówienia na stworzenie ortofotomapy kraju. Główny Geodeta Kraju (GGK) tak określił warunki techniczne i organizacyjne zamówienia, że faktycznie skierowane ono było do jednego, konkretnego dostawcy zdjęć i zarazem ortofotomapy. Według oceny obserwatorów rynku, rozwiązanie organizacyjno-prawno-technologiczne, które forsował GGK, sprowadzało się do przekazania monopolu na zdjęcia satelitarne wysokiej rozdzielczości jednemu prywatnemu podmiotowi, i do tego ufundowanie go z budżetowych pieniędzy. "Gdyby go wprowadzono (ten model - red.), za kilka lat wszystkie urzędy w kraju musiałyby kupować zdjęcia (poprzez państwowy CODGiK) tylko od jednej i, co najistotniejsze, wybranej bez przetargu firmy" - napisał Jerzy Przywara we wrześniowym numerze magazynu "Geodeta". Ostatecznie działania GGK oprotestowano - m.in. na wniosek Techmeksu - i teraz na zamówienie na ortofotomapę liczyć może także SCOR.

"Rynek jest niewielki, ale co gorsza jego uczestnicy byli w sposób bezwzględny "rozgrywani" przez urząd kontrolny - GGK" - komentuje Witold Fedorowicz-Jackowski, szef firmy Geosystems, która działa w sektorze GIS już od 1995 r. Warto więc zaznaczyć, że obecnie Główny Urząd Geodezji i Kartografii wyraża zadowolenie z faktu powstania SCOR. "Z całą energią popieramy wszystko, co przybliża w naszym kraju technologię GIS, popieramy każdą nowość techniczną w geodezji" - mówi dyrektor generalny GUGiK Tadeusz Kościuk. Jak podkreśla, GUGiK nie będzie promował żadnej konkretnej opcji technologicznej. "My musimy się skupić na wyborze najlepszej jakościowo i kosztowo możliwości zasilenia naszych baz geodezyjnych. Najlepiej, gdyby zamiast owych dwóch-trzech satelitów wysokorozdzielczych dostarczających zdjęcia, dostępnych było na przykład 7-8. Im więcej będzie konkurencji, tym lepiej. Stworzenie monopolu na dostarczanie zdjęć satelitarnych byłoby natomiast najgorszą rzeczą" - podkreśla dyrektor Kościuk.

Według Witolda Fedorowicza-Jackowskiego, powstanie SCOR-u to tymczasem także ważny krok w stronę pobudzania rynku, i to nie pod szyldem GGK. Potwierdza to bardzo wyraźnie prezes Studencki. "Oczywiście będziemy zapraszać do współpracy inne firmy z sektora GIS. Dotychczas brak było na rynku katalizatora, jakim powinien stać się SCOR - firmy koncentrowały się na walce między sobą, a nie na rozwoju. Chcemy wyjść z jasną inicjatywą współpracy, nie na zasadzie "dziel i rządź" - przekonuje Jacek Studencki.

Z uruchomieniem stacji obsługiwanej przez SCOR wiąże się nadzieje na upowszechnianie technologii GIS. "Warto choćby przyjrzeć się kosztom: w 2001 ortofotomapa kosztowała u nas około 200 USD za km2. W 2002 r. realizowaliśmy już bardzo trudny kontrakt i mogliśmy zażądać tylko nieco ponad 50 USD. Dzisiaj realizujemy zlecenia za ok. 40 USD, za rok-dwa powinno to być około 30 USD, a za dłuższą chwilę - jeszcze mniej. Na przestrzeni 6-8 lat cena produktu obniży się dziesięciokrotnie przy stale rosnącej jakości, a to oznacza jego upowszechnienie" - wyjaśnia Jacek Studencki (patrz: "Ortofotomapa pod strzechy").

Trudno już w zasadzie wyobrazić sobie nowoczesne przedsiębiorstwa o rozległej infrastrukturze bez systemów informacji przestrzennej. Na przykład na początku roku wpłynęły oferty na przetarg na zaprojektowanie, dostawę i wdrożenie Systemu Informacji Geograficznej (GIS) dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych, szacowanego na kilkadziesiąt milionów zł. W PSE ciągle jednak trwa jeszcze rozpatrywanie ofert złożonych w lutym br., trudno więc spodziewać się, żeby firma mogła wkrótce stać się klientem SCOR. Znowu jednak większa konkurencja sprzyjać będzie obniżeniu cen, co ma pomóc w upowszechnieniu wykorzystania zdjęć satelitarnych i opartych na nich produktów. Jak też wspomniano, szanse rynkowe wiąże się z samą możliwością obsługi nie tylko polskich projektów, ale i Skandynawii czy krajów nadbałtyckich. "Można się spodziewać, że rynek czeka raczej zalew niż niedobór geoinformacji. Dla nas, firm budujących i wdrażających system do korzystania z tej informacji, powinno to zwiastować lepsze czasy. Oby tylko zjawili się odbiorcy. O potencjale mówi się co prawda od dawna, ale jeszcze raz posłużę się pewnym porównaniem: w Europie Zachodniej przychody firm jak nasza średnio w ok. 60% pochodzą z projektów publicznych związanych z geoinformacją; w Polsce sytuacja jest dramatyczna - sektor publiczny dostarcza niespełna 10% naszych przychodów i podobnie jest w przypadku innych firm. To jest wyraz cywilizacyjnej przepaści" - podsumowuje Witold Fedorowicz-Jackowski.

SCOR naukowy

Szanse na skorzystanie z istnienia SCOR mają także instytuty badawcze. Według Jacka Studenckiego, SCOR na pewno będzie wciągał do współpracy środowisko naukowe - bo jak zaznacza, pewnych projektów bez udziału i wiedzy przedstawicieli instytutów naukowych po prostu sobie nie wyobraża. Nie podpisano jeszcze żadnych umów, coraz bliżej jednak konkretów. " SCOR wraz z Głównym Urzędem Statystycznym określił już obszary, w których nauka będzie wkrótce wspierać prace nad wykorzystaniem wysokorozdzielczych zdjęć wykonywanych przez satelitę Ikonos. Ośrodki takie jak Instytut Geodezji i Kartografii pomogą opracować technologię określania struktury upraw (to ważny element systemu IACS) oraz modele prognostyczne plonów głównych upraw. Wyniki znajdą zastosowanie w statystyce publicznej" - mówi profesor Jan Ciołkosz z IGiK. Wysokorozdzielcze zdjęcia satelitarne znajdą zastosowanie w monitoringu środowiska, na przykład przy obserwacji zasobów leśnych kraju.