Najważniejsze pytanie

W ciągu ostatnich lat ekonomia wiele razy doszczętnie się skompromitowała. Znaczna część modeli ekonomicznych okazała się niewiele warta.

Michał Protasiuk

Pisarz. Za powieść "Struktura“ uhonorowany w 2010 roku Nagrodą Literacką im. Jerzego Żóławskiego. Zawodowo jest badaczem marketingowym. Literacko - wielbiciel Dostojewskiego i Lema, Gibsona i Pynchona.

Od trzech lat żyjemy w stanie ciągłego, "pełzającego" kryzysu. Kryzys niszczy coś, co nie jest na pierwszy rzut oka widoczne. Podważa wiarę w obiektywną poznawalność świata, udzielając negatywnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie, jakie kiedykolwiek zadała sobie ludzkość (które brzmi: czy świat jest poznawalny?).

Przyjmijmy uproszczenie: filozofów możemy podzielić na dwa obozy. Z jednej strony mamy "realistów", którzy uważają istnienie świata zewnętrznego za coś danego i oczywistego. Ich zdaniem świat można badać za pomocą zmysłów i wnioskować na jego temat, używając rozumu. Stanowisko "realistyczne" przyjmują naukowcy uprawiający hard science, czyli fizycy, biologowie, chemicy itd. Istnienie poznawalnego świata jest wręcz warunkiem sine qua non ich pracy.

Zobacz również:

Po drugiej stronie mamy sporą część filozofów nowożytnych, którzy istnienie i możliwość poznania świata obudowują dużą ilością "ale". Świat przestaje być tworem obiektywnym i w zależności od myśliciela staje się narracją, językową grą, symulacją czy simulakrą. Zatem w nauce anything goes, jak głosił metodologiczny anarchista, Paul Feyerabend.

Tyle teorii. Pora odpowiedzieć na pytanie: jak ma się do tego kryzys?

Z jednym zgodzą się chyba wszyscy. Podczas ostatnich trzech lat ekonomia, jako nauka, wiele razy doszczętnie się skompromitowała. Znaczna część modeli ekonomicznych okazała się niewiele warta. Wewnętrzna spójność i matematyczne piękno to zbyt mało, kiedy teoria kompletnie rozmija się z rzeczywistością.

Złorzeczenie na ekonomię wykładaną na uniwersytetach to nic złego. Niebezpiecznie robi się, kiedy krytykanci przesuwają środek ciężkości i zamiast narzekać na niedostatki metodologiczne i niewłaściwe narzędzia, podają w wątpliwość samą możliwość poznania. Z realistów przenosimy się zatem na pozycje antyrealistyczne. Przestajemy mówić: nie znamy jeszcze modelu, który opisywałby dane zjawisko. Zaczynamy przebąkiwać: dane zjawisko nie jest opisywalne w ogóle. Takie głosy można usłyszeć coraz częściej.

Trochę to przypomina sytuację, w jakiej znalazła się w ostatnich latach fizyka teoretyczna. Świętym Graalem jest tam tzw. wielka teoria unifikacji, czyli jeden matematyczny model, który łączyłby elektromagnetyzm, oddziaływania silne, słabe oraz grawitację. Poszukiwania jak dotąd są bezskuteczne, choć głównym faworytem od lat pozostaje teoria strun. Z nią problem jest inny: jej przewidywania w większości są nieweryfikowalne doświadczalnie. Jedynym testem prawdziwości modelu pozostaje wewnętrzna spójność matematycznych równań. Tracimy tym samym kontakt z obiektywnym światem, tak jak utraciła go dzisiejsza ekonomia. Wówczas wszystko wolno i możemy gdybać sobie o dodatkowych wymiarach czy innych wszechświatach.

Cóż, chciałbym wierzyć, że ekonomia szybko wyjdzie ze ślepego zaułka, w jakim znalazła się teoria strun. Niech uporanie się z kryzysem będzie dla niej tym, czym Wielki Zderzacz Hadronów jest dla teoretycznego "bozonu Higgsa". Każda nauka jest tyle warta, ile jej twardy reality check. Nie pozwólmy zatem, aby kryzys zabrał nam wiarę w obiektywną poznawalność świata. Na najważniejsze pytanie musimy dać twierdzącą odpowiedź.