Cyfryzacja nie jest bogiem

Adam Sawicki, który od czerwca br. jest prezesem zarządu T-Mobile Polska SA, udzielił na żywo wywiadu podczas CXO Tech Summit. Nowy prezes T-Mobile posiada rozległe międzynarodowe doświadczenie w obszarach usług dla klientów biznesowych i indywidualnych.

Adam Sawicki pełnił funkcję prezesa GTS Central Europe, był dyrektorem generalnym i prezesem zarządu Netia SA, w latach 2011–2012 dyrektorem generalnym i prezesem zarządu Ruch Internet SA, sprawował także wysokie stanowiska kierownicze w różnych spółkach grupy Telia (następnie TeliaSonera), w tym w Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Rosji, Polsce i na innych rynkach telekomunikacyjnych w Europie Centralnej. Odpowiadał także za sprawy korporacyjne w KGHM, kiedy nasz krajowy champion wstępował na ścieżkę globalizowania zasięgu działania. T-Mobile w Polsce według słów zarządu Grupy działa na rynku, który cechują duże wyzwania. A przy tym, z racji posiadanych zasobów, kwalifikacji, doświadczeń, dojrzałości technologicznej, telekomy wydają się predestynowane do odegrania wielkiej roli w cyfryzacji biznesu w ogóle.

CEO: W jaki sposób można zdefiniować pojęcie cyfryzacji biznesu. Czy to trend uniwersalny, czy też ograniczony do branż, sektorów, określonych „profilów” firm?

Zobacz również:

Adam Sawicki: Postrzegam cyfryzację jako uniwersalny trend w biznesie, który obejmuje wszystkie aspekty naszego życia. Trwająca obecnie dyskusja na temat potrzeby inwestycji w infrastrukturę telekomunikacyjną i zwiększenia jej dostępności dotyczy objęcia cyfryzacją jak największej części społeczeństwa i życia społecznego.

Nie należy mylić jednak pojęć i zapominać, że cyfryzacja nie jest celem samym w sobie. Niedobrze, aby stała się też mantrą, bożkiem. Nie jest przecież czymś, co możemy rozpatrywać w oderwaniu od świata. Dostęp do innowacyjnych usług cyfrowych to zmiana sposobu, w jaki pracujemy, żyjemy, funkcjonujemy. Wydaje mi się, że nasi decydenci, próbując ująć cyfryzację w ramy prawne, stawiając ją jako postulat sam w sobie na pierwszym miejscu, popełniają wielki błąd. Powinniśmy raczej rozmawiać o korzyściach, jakie usługi cyfrowe mogą przynieść gospodarce i społeczeństwu.

Regulatorzy rynku będą jednak istotnym czynnikiem w określaniu kursu cyfryzacji, w nadaniu jej ram. Ale zapewne nie jedynym. Czy w tym krajobrazie cyfryzacyjnym 2015 można wskazać kogoś jako podmiot dominujący? Może to są dostawcy technologii? Może to oni mają wizję i siłę, by przez swoich klientów ją promować, by uzyskać efekt tego upowszechnienia cyfryzacji? Może to są marketingowcy i konsultanci, którzy wiedzą, jak mówić, by z komunikatem dotrzeć do prezesa? A może jest to odbiorca końcowy, który pokaże, co jest mu naprawdę potrzebne?

Zapewne wszyscy po trochu, pamiętajmy jednak, że innowacyjność, pewne przełomowe rozwiązania przychodzą często z nieoczekiwanego kierunku. Przykład ostatniej zmiany strategii biznesowej Microsoftu pokazuje wyraźnie, że czynniki, które w sposób znaczący i rewolucyjny zmieniają kierunek rozwoju nawet największych graczy, przychodzą spoza głównego nurtu branży.

A co jeszcze stoi ponad cyfryzacją? Czy fundamentem do zmiany biznesu na cyfrowy jest dobre zarządzanie? Czy jest jakieś kontinuum od dobrego zarządzania „analogowego”, które ostatecznie prowadzi do cyfrowego?

Na pewno tak. Dzięki dbałości o warsztat, o jakość zarządzania, jesteśmy otwarci na nowe idee i nowy sposób pracy. Wszystkie systemy, które zmieniałem w swoim życiu, czy to były BSS czy OSS, były dopiero ostatnim elementem łańcucha zmian, które proponowaliśmy. U podstawy każdej z nich leżała chęć wprowadzenia nowego produktu, wdrożenia nowego podejścia do pracy. Wychodzę z założenia, że nie ma idealnej organizacji, a odpowiedni model należy dobrać do konkretnego momentu w jej cyklu rozwoju. W taki sposób dopasowujemy także poziom cyfryzacji: badamy kompetencje naszych pracowników, nasze cele, analizujemy, czy klient jest gotowy na zmiany, czy raczej w tym konkretnym momencie lepiej będzie skupić się na edukacji rynku. Pytań wstępnych jest bardzo wiele, najpierw należy znaleźć na nie odpowiedzi, a dopiero na końcu wypadkową tych wszystkich analiz jest decyzja o konieczności zmiany poziomu cyfryzacji czy o wprowadzeniu nowych rozwiązań systemowych.

Kilka lat temu telekomom wróżono dobrą przyszłość, że stoją przed szansą, by przez swoje kompetencje w zakresie sieciowym czy w zakresie operowania danymi nadać ton cyfryzacji. Czy tak będzie?

Trzeba się uderzyć się w piersi i powiedzieć, że przespaliśmy parę szans… Mało kto wie, że 70% rynku teleinformatycznego w Europie Zachodniej to sieci stałe, a tylko 30% to sieć telefonii komórkowej. Gdy w naszej części Europy nastąpił boom telekomunikacyjny, proporcje te ułożyły się zupełnie inaczej: obecnie udział telefonii komórkowej w rynku transmisji danych wynosi 70% i tylko 30% ruchu odbywa się w sieciach stałych. Po prostu mieliśmy duże zaległości w infrastrukturze i dlatego ta zmiana proporcji nastąpiła dużo szybciej. A infrastruktura telekomunikacyjna dla cyfryzacji ma znaczenie fundamentalne.

Obecnie wiele firm telekomunikacyjnych próbuje zdefiniować swój model biznesowy na nowo. Szukają odpowiedzi na pytanie, na ile własna infrastruktura stanowi gwarancję rozwoju w długim terminie i czy takie firmy jak Facebook czy Google będą chciały korzystać z ich sieci, skoro same sobie budują światłowody do swoich data center. Modele biznesowe zmieniają się, dlatego poszukujemy nowych źródeł przychodów, patrzymy na sprzedaż usług finansowych czy energii.

Wracając do pytania, nie wiem, czy telekomy odgrywają główna rolę, natomiast jednym z tych kluczowych elementów rozwoju gospodarki cyfrowej jest dostarczenie odbiorcy końcowemu usług w cenie dostosowanej do jego możliwości. I znowu pojawia się kwestia regulatora rynku, a raczej sytuacji, z którą dziś musimy się zmierzyć. Wydawałoby się, że takie zamieszanie, jakie jest wokół częstotliwości 800 MHz, nie może się wydarzyć w kraju należącym do Unii Europejskiej w 2015 r. A jednak to się dzieje naprawdę. Dopóki w kwestiach regulacyjnych i rozwiązaniach infrastrukturalnych nie dojdziemy do pewnego poziomu europejskiego czy światowego, wszystkie inne aplikacje i rozwiązania będą napotykać na poważne bariery rozwojowe. W oczywisty sposób rzutuje to także na powszechność i dynamikę cyfryzacji biznesu, społeczeństwa, gospodarki.

Możemy być innowacyjni, ale jeśli Google nie zdecyduje się wysłać nad Polskę swoich balonów z dostępem do internetu, to pasmo 800 MHz będzie jednak potrzebne. Od frontu stoi użytkownik, który chce korzystać z przystępnych i niezawodnych rozwiązań, a nie interesuje go, co dzieje się w kuchni. Tak, użytkownik, szczególnie z młodego pokolenia, zupełnie inaczej korzysta z infrastruktury, chce mieć dostęp do muzyki, filmów, portali społecznościowych. On jest zarazem technologicznie „agnostyczny”, nie chce wiedzieć o infrastrukturze dostępowej. Ale wie jedno: usługi mają być mobilne, dostępne zawsze i wszędzie. To nasze zadanie, by cała maszyneria „znajdująca się na zapleczu” była dostarczona w odpowiedni sposób. Tu telekomy będą nadal odgrywały kluczową rolę.

Wróćmy jeszcze do potencjału cyfryzacji. Czy w wymiarze pojedynczych firm cyfryzacja może stać się trampoliną dla rozwoju biznesu? Czy może dać możliwość „przeskoczenia kilku pięter” technologicznego dojrzewania i przez to umożliwić przeskalowanie jakości, zasięgu, efektywności?

Zdecydowanie tak. Na przykład rozwój e-commerce czy branży logistycznej niesamowicie przyspiesza. Podam przykład: byłem prezesem spółki RUCH Internet, kiedy wprowadziła usługę „Paczka w ruchu”. To był efekt tego, co dzieje się obecnie w e-commerce, połączenia kapitału i zasobów tradycyjnego biznesu dystrybucyjnego z nowym modelem zakupów w sieci. Sklepy powoli stają się showroomami, do których idziemy, żeby dotknąć towar, zobaczyć go, ale tak naprawdę kupujemy w miejscu, gdzie jest najtaniej, a do tego nie chcemy już płacić za kuriera. Innowacyjność, która staje się motorem rozwoju, wpływa pośrednio, choć w bardzo znaczącym stopniu na rozwój branż tradycyjnych.

Innowacyjność jest obecnie rozproszona po wielu branżach, wiele nowych idei rodzi się w start-upach, którym pilnie przyglądają się nasi koledzy z Facebooka czy Google’a. Pewnie już dziś powstaje tam technologia, jaka nada naszemu rozwojowi kierunek, o którym nawet jeszcze nie myślimy. My też szukamy swojej trampoliny, także rozglądamy się po start-upach, ale trzymamy się trochę z boku, by nie przygnieść ich naszym ciężarem. Uwielbiam przebywać w hub:raum, naszym krakowskim centrum innowacyjnym dla start-upów. Panuje tam świetna atmosfera sprzyjająca kreatywności, tworzeniu synergii, współpracy pomiędzy wynalazcami, innowatorami. Staram się dość regularnie robić tam posiedzenia zarządu, byśmy mogli poczuć tę atmosferę, rozmawiać z ludźmi, którzy kwestionują status quo. To jest dla nas dzisiaj punktem odniesienia. Staramy się być aktywną częścią społeczności start-upowej.

Ma Pan poczucie, że T-Mobile rzeczywiście płynie już w tym nurcie zmian, współtworząc nową rzeczywistość?

Dużo czasu ostatnio spędzam z blogerami i vlogerami. Robię to dlatego, że wiem, że my, ludzie w wieku 40+, decydujący o kierunku biznesu, podejmujemy swoje decyzje inwestycyjne, zupełnie nie rozumiejąc, co użytkownicy myślą, mówią, w jaki sposób chcą korzystać z telefonu.

Gdy spojrzymy na profil młodych klientów, to widać, że wykonują tylko około 20 minut rozmów miesięcznie, korzystając jednocześnie bardzo intensywnie z transmisji danych. Musimy dopasować do tego nasz sposób myślenia, model biznesowy, sieć, swoje usługi. Chcemy kreować rzeczywistość, walczyć z wykluczeniem cyfrowym, ponieważ w Polsce – nie zamieciemy tego pod dywan – dalej są białe plamy, gdzie Internet nie dociera.

To wykluczenie dotyczy nie tylko obywateli. Istnieje w Polsce mnóstwo małych firm, będących przecież największym pracodawcą w Polsce, które nie mają dostępu do internetu. A tymczasem mówi się, że przez następne 20 lat około 70% nowych miejsc pracy będzie wymagało kompetencji internetowych. To ogromne wyzwanie. Kolejna rzecz, którą należy zmieniać, to edukacja. W szkołach zainstalowano internet, ale nauczyciele, szczególnie ci z dłuższym stażem pracy, nie zawsze potrafią z niego korzystać. Możemy zbudować infrastrukturę, inni dostarczą kontent, zbudujemy wspólnie model biznesowy, ale na końcu są przecież jeszcze użytkownicy, którzy muszą posiadać kompetencje umożliwiające im skorzystanie z innowacyjnych usług.

Wracamy do pierwszego wątku rozmowy, związanego z podziałem ról w cyfrowej rzeczywistości. Czy tego typu metakompetencje do tworzenia scenariuszy cyfryzacyjnych mogą się skupić w telekomach?

Myślę, że nie. Ten pociąg już dawno odjechał. Kompetencje są już za bardzo rozproszone, my możemy odegrać własną rolę, ale nie sadzę, byśmy jako branża byli główną siłą. Będziemy jedną z ważnych sił, będziemy mieć wpływ na kierunek, ale to nie my będziemy w tych kwestiach decydować.

Opracował Grzegorz Stech