Blockchain premiuje pionierów

Potrzebujemy masy krytycznej pomysłów, projektów, referencji, aby ta technologia blockchain rozlała się szeroko po rynku. Potencjał - czego dowodzą przykłady ze świata - jest ogromny, ale jak zwykle, najtrudniej o pionierów - mówi Maciej Jędrzejczyk, Senior IT Architect, IBM CEE Blockchain team.

CEO: Jest kilka zasadniczych problemów z adaptacją blockchain. Zacznijmy od podstawowego – pomysłu na jego zastosowanie w istniejącej firmie. Jak kreować produkty/usługi oparte na blockchain? W jaki sposób integrować je następnie z istniejącymi procesami, usługami?

Maciej Jędrzejczyk: Aby odpowiedzieć na te pytania, ważne jest to, aby traktować blockchain jako technologię, która ma służyć biznesowi, a nie na odwrót. Nowością w stosunku do tradycyjnych rozwiązań dostępnych na rynku jest to, że blockchain pozwala w sposób bezpieczny i zaufany realizować model biznesowy oparty na zupełnie nowej relacji pomiędzy uczestnikami dążącymi do bezpośredniej wymiany wartości między sobą, bez potrzeby korzystania z pośrednictwa zaufanej strony trzeciej.

Zobacz również:

Mając powyższe na uwadze,

pierwszym krokiem do powstania rozwiązania opartego na blockchain jest identyfikacja punktów bólu, które blokują rozwój w kontekście analizowanej usługi lub procesu biznesowego.
Potrzeba osiągnięcia względnego zaufania pomiędzy stronami wymaga wspólnego punktu widzenia na stan przed zawarciem transakcji i gwarancji jej finalizacji po spełnieniu wszystkich warunków przez każdą ze stron przy jednoczesnym zachowaniu prywatności i poufności. Do niedawna wymagało to korzystania z usług pośredników. Integracja istniejących procesów lub usług w oparciu o blockchain daje możliwość obniżenia kosztów realizacji wymienionych wyżej potrzeb, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa i zaufania, tak potrzebnych dla rozwoju zdrowych relacji pomiędzy uczestnikami rynku.

Jakie są biznesowe zalety modeli wspieranych przez blockchain?

Z jednej strony zyskujemy możliwości otrzymania oszczędności dzięki optymalizacji procesów biznesowych poprzez ich ustandardyzowanie do poziomu deterministycznego kodu programistycznego (tzw. smart kontraktu), którego integralność jest gwarantowana przez blockchain. Tak wdrożony proces jest re-używalny i w przypadku powtarzających się czynności jest dostępny niejako od ręki. Z drugiej strony - zyskujemy wzajemną deklarację, że chcemy ze sobą współpracować w ramach jednej sieci biznesowej. Konsekwencją tego jest posiadanie wspólnego punktu widzenia na historię zmian i stanu dóbr w cyfrowym świecie i udostępnienie innym tylko tych danych, które są potrzebne w kontekście konkretnej transakcji pomiędzy jasno zdefiniowanymi stronami.

Jest to zarazem kwestia ile informacji gotowi jesteśmy ujawniać, dzielić. Wyraźna różnica dotyczy wdrożenia publicznego i prywatnego blockchain.

Tak, to istotne, wyjściowe zagadnienie przy tworzeniu swojego pomysłu na wykorzystanie blockchain. Warto jednak jasno zdefiniować, czym jest blockchain publiczny i prywatny – nie chodzi tu o rodzaj usług, jakie oferuje, tylko poziom dostępu oraz funkcjonalności, jakie są na nim dostępne. Aby wybrać właściwe rozwiązanie, należy zatem zdefiniować rynek, który ma na nim być odzwierciedlony.

Pierwsze to rynki publiczne, czyli takie, gdzie wszyscy uczestnicy znają warunki współpracy i gdzie nie ma możliwości stworzenia indywidualnej formy współpracy czy renegocjacji parametrów umowy, której efekt nie byłby widoczny dla innych. Mogą się one dzielić na anonimowe i nieanonimowe. Anonimowe można opisać na przykładzie automatu z napojami i słodyczami dostępnymi w automacie: wszyscy widzą jaka jest ich cena, jaki towar w zamian dostaną i nie muszą się rejestrować, aby z niego korzystać. Jednocześnie jak automat „zje” nam naszą monetę nie dając nic w zamian, to prawdopodobieństwo odzyskania tych środków jest znikome. W tym wypadku może znaleźć zastosowanie blockchain publiczny, czyli taki, który jest dostępny dla wszystkich i oferuje anonimową współpracę między uczestnikami. Przykładem takich platform jest Bitcoin albo Ethereum.

Inaczej ma się sprawa z rynkami publicznymi nieanonimowymi i rynkami prywatnymi.

Rynki publiczne nieanonimowe cechuje wykorzystywanie niegotówkowych form płatniczych i wydawanie dokumentów potwierdzających transakcję pozwala na rejestrację historii oraz ewentualną identyfikację tożsamości. W związku z tym dostęp do rejestru już niekoniecznie musi być otwarty dla wszystkich. Natomiast gdy mówimy o rynkach prywatnych, mamy przede wszystkim do czynienia z oczekiwaniem co do standardów prywatności i poufności. Dla przykładu, strony transakcji nie życzą sobie, żeby ktoś wiedział, że kiedykolwiek miały ze sobą coś wspólnego ani jaka była treść tej interakcji i jej rezultat. W takiej prywatnej relacji możemy zawrzeć dowolnie skomplikowany i kompleksowy model współpracy, który jest wdrażany w postaci smart kontraktów. Warunkiem zapewnienia prywatności i weryfikacji tożsamości jest wykorzystanie sieci blockchain, która pozwala aby tylko wybrani uczestnicy mieli dostęp do przetwarzanych przezeń treści. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem są technologie blockchaina prywatnego, z kontrolowanym dostępem i gwarantującego wyżej wymienione funkcjonalności.

Przede wszystkim musimy sobie zatem zdefiniować, czy to, co chcemy robić wymaga prywatności i poufności. Jeżeli nie - to być może nie ma potrzeby korzystania z sieci blockchain rozproszonej w środowisku zamkniętym. Z drugiej strony niechęć do tego aby dzielić się nadmierną ilością informacji o sobie, ale także bariery związane z bezpieczeństwem informacji, i ładem regulacyjno-prawnym narzucanym uczestnikom rynku, jest sygnałem do tego, by wykorzystać blockchain prywatny.

Czy tak zdefiniowane – publiczne lub prywatne blockchainy już gdzieś funkcjonują, jakie stoją za tym modele??

Najbardziej popularnymi publicznymi sieciami opartymi na technologii blockchain realizującymi ten model są Bitcoin i Ethereum. Każdy, kto ma dostęp do Internetu może się do nich dołączyć. Hierarchia w tych sieciach jest płaska, panuje anonimowość, a rejestr historii zmian jest dostępny dla wszystkich.

W przypadku rozwiązań opartych na prywatnym blockchainie, wiele konsorcjów oraz społeczności rozwija swoje platformy blockchain, pozwalające na zaaplikowanie modelu opartego na prywatności i poufności. Jednakże moim zdaniem na czele tego maratonu znajduje się otwarto źródłowy projekt Hyperledger Fabric, powstający pod auspicjami Linux Foundation. Nie tylko jest on najbardziej zaawansowanym przedsięwzięciem tego typu (w lipcu br. Fabric wyszedł z fazy inkubacji i powstała jego wersja gotowa do zastosowań produkcyjnych), to stoi za nim liczna społeczność oraz IBM, który zrealizował ponad 400 projektów na Fabricu.

W tym miejscu warto podkreślić, że rozwiązania realizowane w takiej postaci jedynie czasami są próbą technologii blockchain. Najczęściej jednak rozwiązują jakiś konkretny, mierzalny i realny problem.

Poproszę o taki przykład.

Dla przykładu podam projekt, który IBM zrealizował z siecią supermarketów Walmart w Chinach. Problemem było psucie się mięsa wieprzowego w trakcie dostaw w długim łańcuchu dostaw, od rzeźni, aż do półek sklepowych. Konsekwencją tego były wielomiesięczne poszukiwania źródła zatrucia, generujące koszty operacyjne i szkodzące wizerunkowi firmy. W tym przypadku blockchain objął istniejącą rozproszoną sieć producentów i dostawców, którzy na kolejnych etapach wydania i odbioru towaru posiadali wspólne i niezaprzeczalne źródło informacji nt. pochodzenia, stanu i jakości żywności. Ta koncepcja jest stale rozwijana w skali globalnej, czego efektem jest wspólna praca IBM i grupy potentatów w produkcji żywności, w której skład wchodzą Dole, Nestle, Unilever, czy wspomniany Walmart.

Blockchain prywatny pozwala na tworzenie równoległych sieci powiązań przekraczających granice i bariery, które wcześniej były nie do pokonania. Przykładem tego jest współpraca pomiędzy IBM a konsorcjum banków (Deutsche Bank, HSBC, KBC, Natixis, Rabobank, Santander, Societe Generale czy UniCredit. Jej rezultatem jest platforma pozwalająca na uzyskanie wspólnego punktu widzenia pomiędzy uczestnikami rynku handlu transgranicznego i międzynarodowego oraz automatyzacji i gwarancji finalizacji procesów handlowych.

Czy duże firmy interesują się automatyzacją procesów decyzyjnych poprzez smart kontrakt?

Zdecydowanie tak. Smart kontrakt jest procesem biznesowym sprowadzonym do formy kodu programistycznego, który po integracji z blockchainem w sposób jednoznaczny wyda rozstrzygnięcie procesu, którego stronami są uczestnicy sieci blockchain. Nie ma tam miejsca na arbitraż, nie ma możliwości anulowania procesu ani jego nieuprawnionej modyfikacji bez wiedzy i zgody innych stron. Dzieje się tak, ponieważ w momencie, kiedy sam kontrakt zostanie wprowadzony do blockchaina jest tak samo niezmienny, niezaprzeczalny, audytowalny, jak każda inna treść w w nim zapisana.

Jest jeszcze kwestia otoczenia regulacyjnego, które często wymaga aby ostatnim ogniwem procesu decyzyjnego był człowiek.

Faktem jest, że pomimo chęci, aby dobrowolnie wykorzystać technologię do przyśpieszenia realizacji wartości dodanej, prawo nadal wymaga, by pod sam koniec procesu znajdywał się człowiek. Niedawno media ogłosiły, że doszło do pierwszej transakcji kupna-sprzedaży nieruchomości na Ukrainie w oparciu o blockchain i smart kontrakty. Nie wspomniano jednak o tym, że w tle działali już tradycyjni notariusze, którzy byli potrzebni do procesowania całej dokumentacji w sposób papierowy, gdyż wymagało tego lokalne prawo. Zamiast zgrabnego procesu – pozostał więc marketingowy chwyt.

Jakie przedsiębiorstwa w Polsce pracują nad wykorzystaniem technologii blockchain ?

Polska jest krajem, w którym technologia blockchain jest dopiero rozpatrywana w kontekście możliwych zastosowań w biznesie, ale i tu mamy już pierwsze konkretne osiągnięcia.

W chwili obecnej IBM realizuje wspólny projekt z Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych, którego celem jest stworzenie platformy do e-głosowania na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy w oparciu o blockchain.
Projekt ten dąży do rozwiązania konkretnego problemu, jakim jest niska aktywność indywidualnych akcjonariuszy w walnych zgromadzeniach spółek. Blockchain pozwoli tutaj na znaczne ograniczenie kosztów, które inwestorzy muszą ponieść, poświęcając swój czas i środki, aby skorzystać ze swoich uprawnień.

Jest również wiele głosów sprzyjających tej technologii, co pozwala patrzeć się z optymizmem na rozwój zastosowań opartych o blockchain w Polsce. Przykładem tego jest Komisja Nadzoru Finansowego oraz Narodowy Bank Polski, które w lipcu br. wyraziły pozytywną opinię o blockchain, widząc w nim potencjał w biznesie. Związek Banków Polskich promuje blockchain jako rozwiązanie problemu tzw. trwałego nośnika informacji w relacjach między bankami, a ich klientami. Blockchain jest również brany pod uwagę przez Giełdę Papierów Wartościowych w sferze rozliczeniowej pomiędzy uczestnikami obrotu giełdowego. Warto również nadmienić, że jednym z głównych instytucjonalnych sojuszników popierających rozwój technologii blockchain w Polsce jest Ministerstwo Cyfryzacji, z którego inicjatywy w 2016 roku powstał strumień „Blockchain DLT i Waluty Cyfrowe”.

Jest Pan aktywnym członkiem tego strumienia. Jaka jest Pana rola?

Pracuję nad zbudowaniem w świadomości biznesu i administracji publicznej potrzeby myślenia o możliwościach adaptacji blockchain. Potrzebujemy masy krytycznej pomysłów, projektów, referencji, aby ta technologia rozlała się szeroko po rynku. Potencjał jest ogromny, ale jak zwykle, najtrudniej o pionierów.

Wróćmy do możliwych i realnych przykładów zastosowania blockchain. Jak mogłaby wyglądać architektura rozwiązania np. w wielooddziałowym banku? Gdzie umiejscowione byłyby węzły?

Wiele zależy od wybranego modelu biznesowego oraz wybranych uczestników. Możemy sobie wyobrazić sytuację, że bank wykorzysta blockchain w ramach swojej własnej organizacji, ale ta technologia może mu służyć w interakcji ze światem zewnętrznym – innymi bankami, partnerami biznesowymi, klientami, czy regulatorem. O tym, jak blockchain może zostać wykorzystany w relacjach pomiędzy instytucjami bankowymi, wspomniałem już wcześniej w kontekście Digital Trade Chain. Ale istnieją również zastosowania do wewnętrznych potrzeb banków. Jako przykład podam projekt, który IBM zrealizował wraz z francuskim Credit Mutuel Arkea, gdzie blockchain połączył w taki sposób sieć lokalnych oddziałów banku, które oprócz szyldu nie współdzieliły praktycznie nic – procesy biznesowe nie zostały bowiem zunifikowane. Konsekwencją tego był niejednolity proces onboardingu nowych klientów, tzw. Know Your Client (KYC). Unifikacja tego procesu nastąpiła poprzez smart kontrakt, a wspólny punkt widzenia na klientów dla wszystkich oddziałów uzyskano dzięki blockchainowi.

To byłby także dobry pomysł na integrację, konsolidację grup biznesowych, np. luźno sfederalizowanych spółek. Mogłyby one sobie tworzyć taką płaszczyznę wymiany informacji, wartości… Kto od strony architektury biznesu powinien się tym zająć lub wyjść z taką propozycją?

W chwili obecnej dominują dwa modele realizacji integracji w ramach sieci blockchain. Pierwszy, to ten, w którym podmiot dominujący narzuca innym swoją nową architekturę biznesową. To wspomniany przykład Walmarta i jego dostawców, gdzie ten pierwszy wprowadza nowe rozwiązania technologiczne, a ci ostatni się do nich dostosowują. Warto tu wspomnieć, że dzieje się to z korzyścią dla dostawców, ponieważ wprowadzenie blockchaina idzie wraz ze znacznym obniżeniem kosztów operacyjnych, wynikających z możliwości uzyskania natychmiastowej informacji o stanie dóbr oraz decyzji w związku z nimi powziętych.

Drugi model biznesowy to konsorcjum, w którym strony w sposób nieprzymuszony, na zasadzie partnerskiej wchodzą ze sobą w interakcję. Konsorcjum decyduje się na utworzenie wspólnej architektury decyzyjnej, którą później razem wdraża. Jest to model wykorzystywany m.in. w Digital Trade Chain lub w konsorcjum producentów żywności, o których wcześniej była mowa.

Z mojej perspektywy oba te modele są jak najbardziej możliwe do wykonania.

Wszystko zależy od tego, czy mamy do czynienia z liderem-wizjonerem, który widzi ogromną korzyść z wykorzystania technologii blockchain w ramach współpracy ze swoimi partnerami biznesowymi, czy decydujemy się na model konsorcjalny, w którym jest to już bardziej wyważone i strony mają więcej do powiedzenia ale jednocześnie uwzględniają ryzyko rozpadu konsorcjum.

Model konsorcjalny dobrze pasuje do uwarunkowań scyfryzowanej gospodarki.

Dlatego spotyka się coraz częściej taki model. W taki sposób współpracują ze sobą społeczności open source rozwijające wolne oprogramowanie - w ramach luźnej, ale jasnej dla uczestników umowy, w uzgodnionym przez wszystkich modelu licencyjnym i pod szyldem organizacji zrzeszającej, jak np. Linux Foundation w przypadku Hyperledger Fabric. Te instrumenty jedynie pomagają w dołączeniu i działania w ramach społeczności, ale nie narzucają swojej woli. Osobiście widzę ogromny potencjał w takich modelach współpracy, ponieważ są one w stanie elastycznie dostosować się do zmiennych uwarunkowań rynkowych oraz potrzeb odbiorców rozwiązań przez nich tworzonych.

Chyba ważną rolę do odegrania mają też integratorzy – komercyjni dostawcy całego rozwiązania, którzy by przeprowadzali ten proces dla jakiegoś konsorcjum. Blockchain nie jest gotowym produktem...

Wydaje się, że popyt na tego typu usługi będzie wzrastał wraz z popularnością technologii blockchain w zastosowaniach biznesowych. Wtedy integratorzy mogliby funkcjonować jako partnerzy biznesowi przy realizowanych wspólnie z klientem projektach. Wynika to z tego, że

blockchain nie jest obecnie gotowym produktem, nie wspominając o procesach biznesowych, które można na nim oprzeć. Jesteśmy na etapie, kiedy blockchain należy uproduktowić, aby odpowiadał na konkretne potrzeby pewnej grupy klientów.
Nota bene, powstaje już ekosystem firm specjalizujących się właśnie w tej dziedzinie. Dzieje się tak dlatego, że główni architekci lub inżynierowie odpowiedzialni za rozwój platform blockchain odchodzą od swoich mateczników i zakładają własne firmy. Pojawiają się również konsorcja wyspecjalizowane w produkowaniu sektorowych rozwiązań blockchainowych, np. dla bankowości, opieki zdrowotnej czy logistyki i łańcucha dostaw.

W tej mozaice palącą potrzebą staje się swoisty standard, który by pozwalał na porównywanie tych rozwiązań między sobą. Ze względu na własną dynamikę, rynek nadal czeka na pojawienie się takiego rozwiązania. Kiedyś wspominało się o Ethereum jako punkcie odniesienia dla rozwiązań blockchainowych, ale konfrontacja tej platformy z brutalną rzeczywistością w postaci nieustannych wpadek technicznych i kolejnych wykrywanych podatności na różne ataki pokazała, że teraz nie jest to już takie oczywiste. Standard oczywiście może przyjść z góry i pierwsze tego typu próby są już realizowane od poprzedniego roku przez dedykowany do tego celu komitet ISO w Australii.

Chyba jednak szybciej powstanie taki standard oddolnie. Blockchain to dzieło środowiska open source... A IBM może kontrybuować, podobnie jak niegdyś w innych warunkach otwierając standard PC...

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że rynek sam wybierze lidera spośród projektów aktualnie rozwijanych przez społeczności takie, jak ta pod parasolem Linux Foundation. Oczywiście gracze tacy jak IBM, którzy mają doświadczenie wdrożeniowe, ale także współtworzyli poszczególne standardy, mają ogromny potencjał, by przechylić szalę na korzyść konkretnego rozwiązania. W 2015 r. IBM przekazał 44 tysięcy linii kodu źródłowego swojego rozwiązania pod nazwą roboczą Open Blockchain do społeczności open source, co stało się podstawą platformy Hyperledger Fabric. IBM nie poprzestał na tym i kontynuuje politykę przekazywania do społeczności zarządzanej w sposób otwarty dedykowanych inżynierów, narzędzi i modeli ułatwiających tworzenie rozwiązań opartych o blockchain. Te działania pozwalają na to, aby standard powstawał oddolnie, dzięki organicznej adopcji konkretnego produktu. Tak jak wcześniej w przypadku chmury obliczeniowej lub serwerów, ten ekosystem już się tworzy.

Kiedy rozmawiamy o zastosowaniach blockchain nieuchronnie pojawia się pytanie o kontekst rozporządzenia RODO. Czy w blockchain można być zapomnianym? W dość powszechnej opinii, RODO skutecznie zablokuje adaptację blockchain publicznego, otwartego na klientów czy obywateli...

Zgodzę się tylko z tym, że jest to faktycznie punkt widzenia 99 proc. zapytanych osób. Tymczasem ja

dostrzegam dla blockchaina ogromną szansę w kontekście RODO, a nawet konkretnie - mechanizmu „prawa do zapomnienia”. Blockchain jako niezaprzeczalny ośrodek informacji może służyć za rejestr poświadczający, że czynność usunięcia informacji została rzeczywiście wykonana.

Ponadto warto dodać, że nie jest przecież konieczne wprowadzanie danych osobowych do blockchaina w czystym tekście. Dane mogą być szyfrowane i dekodowane tylko przez uczestników będących bezpośrednimi stronami współpracy. Ponadto, już samą wartością dodaną jest wprowadzenie do blockchaina jedynie znaczników czy nagłówków informacji, których pełna treść może znajdywać się już na modyfikowalnym nośniku danych. Informacje zabezpieczone są w ten sposób przed próbą ingerencji w ich integralność, a jednocześnie podlegają usunięciu.

Zatem: jeśli w blockchain nie będą się znajdować dane osobowe, to nie będzie mowy o ich usuwaniu... Dotykamy w tym momencie jednak szerszej kwestii – zaufania dotyczącego samego blockchain.

Istotnie. Fundamentem jest zaufanie uczestników sieci do technologii, na której opiera się platforma pozwalająca im na współpracę i tworzenie wartości dodanej.

Blockchain ma tylko sens, kiedy jest transparentny, audytowalny i otwarty.
Źródłem sukcesu Bitcoina jest to, że jego kod od początku jest dostępny do wglądu dla wszystkich, którzy potrafią go czytać. Jeżeli ktoś mówi, że udostępnia rozwiązanie oparte o blockchaina, ale nie pokazuje kodu źródłowego to naraża uczestników sieci współpracy na znaczne ryzyko, ponieważ nikt tego rozwiązania obiektywnie nie będzie mógł na bieżąco audytować. Nawet jeżeli audytor będzie miał dostęp do kodu źródłowego i wystawi certyfikat poświadczający o wysokim poziomie bezpieczeństwa, to takie działanie nigdy nie będzie miało takiej siły, jak wspólna praca całej społeczności, która na bieżąco reaguje na wykryte podatności i błędy.

Siła społeczności open source...

Proszę zwrócić uwagę, co działo się, gdy w kwietniu 2016 r. została uruchomiona pierwsza zdecentralizowana platforma crowdfundingowa pod nazwą The DAO (Decentralized Autonomous Organization). O podatnościach smart kontraktu The DAO na ataki było wiadomo już miesiąc później i ze względu na zaistniałe ryzyko, zachęcano autorów tego pionierskiego projektu do jego zamknięcia. Potem sprawy potoczyły się już szybko: 17 czerwca 2016 r. niezidentyfikowany do dziś haker wykorzystał tę lukę i wykradł cyfrowe udziały w projekcie o rynkowej wartości 50 milionów USD. Brak reakcji autorów projektu doprowadził do kompromitacji idei zdecentralizowanych społeczności i naraził na szwank reputację platformy Ethereum, z której The DAO korzystało.

A gdyby nikt tego kontraktu wcześniej nie zaudytował?

To pytanie retoryczne. Twórcy smart kontraktu mogliby się wyprzeć, że oni o podatności nie wiedzieli. Ze względu na innowacyjność materii, z jaką mamy do czynienia, audytor mógł nie posiadać wystarczającego doświadczenia, aby taką lukę odkryć własnymi siłami. W przypadku opisanym powyżej, autorzy projektu doskonale wiedzieli o tym problemie i to w momencie, gdy był jeszcze czas na reakcję. Gdy brak jest możliwości weryfikacji kodu źródłowego, czy protokołów kryptograficznych zarządzających siecią opartą o blockchain, to musi budzić naszą czujność.

W zasadzie powinno to wykluczać taką ofertę.

Decyzja zawsze należy do odbiorców. Chodzi o to, że

każdy element składowy platformy blockchain musi być transparentny, aby budzić zaufanie. W innym przypadku wystarczy nam zwyczajowa relacja typu klient-serwer, czyli powrót do zaufanej strony trzeciej.

Pozostaje jeszcze kwestia kompetencji.

Kompetencje będą musiały być bardzo szerokie. To będzie przecież nowy, idący wskroś proces. Jak go audytować?

Znajdą się ludzie posiadający kompetencje, jeżeli rynek takie zapotrzebowanie zasygnalizuje. Mogę w tym miejscu uspokoić decydentów – osób pasjonujących się blockchainem i programistów smart kontraktów jest w Polsce już całkiem sporo. Praktycznie co tydzień ma miejsce gdzieś w naszym kraju kolejny Meetup blockchainowy, który przyciąga kolejne masy zainteresowanych.

I mamy pierwsze start-upy, które tworzą telefony komórkowe wykorzystujące blockchaina.

Sami panowie widzą (śmiech) – tego nic nie powstrzyma. Nie obawiam się o kompetencje, bo one i tak muszą powstać od zera. Na pewno ogromnie przydatne będą i możliwe do wykorzystania kompetencje w zakresie procesów biznesowych oraz szerokie zrozumienie branży, w jakiej funkcjonuje potencjalny klient.

Blockchain działa na rzecz dalszego zbliżenia biznesu i technologii.

Pierwsze zbliżenie nastąpiło, kiedy pojawił się BPM. Teraz mamy jednolity proces biznesowy w federacji uczestników funkcjonujących w sieci, który nie modyfikuje już istniejących procesów realizowanych już za pomocą lokalnych instancji. Te mogą być zintegrowane ze smart kontraktami funkcjonującymi, jako warstwa przekazująca i ujednolicająca zestaw informacji dla wszystkich uczestników. Może być tak, że dla pewnych osób nic się nie zmieni, one będą dalej tworzyć modele biznesowe w BPM. Dla pewnych deweloperów też się nic nie zmieni, ponieważ tak, jak kiedyś pisali w Javie, tak dalej będą to robić.

Przeskok technologiczny jest dużo mniejszy od wysiłku mentalnego, aby wyjść poza wąskie ramy współpracy przy pomocy pośredników, którym płacimy za zapewnienie bezpiecznej i dyskretnej platformy do interakcji z kontrahentem.

Największe wyzwanie poznawcze czeka więc niestety biznes...

Odrobinę szerzej: największe jest wyzwanie komunikacyjne tam, gdzie w jednym pokoju spotkają się deweloperzy i osoby z biznesu, które muszą uzgodnić swoje oczekiwania wobec rozwiązania oraz poznać jego możliwości i ograniczenia. Ale i tutaj powstają pewne rozwiązania.

Samouczek czy wizard do tworzenia blockchaina na konkretny proces?

IBM oddał do społeczności projekt Hyperledger Composer. Jest to produkt podłączany do już funkcjonującej sieci rozproszonej, który wytwarza pewną warstwę abstrakcji, za pomocą której można wymodelować smart kontrakt praktycznie bez potrzeby angażowania w to programisty.

Bez znajomości języków programistycznych?

Osoba z biznesu, która zna proces, w prosty sposób definiuje trzy główne komponenty, które są zawsze potrzebne w tworzeniu sieci biznesowej. Definiuje uczestników, ich kompetencje - ich role i uprawnienia oraz - definiuje dobra, którymi się wymieniają; na sam koniec definiuje warunki biznesowe, za pomocą których uczestnicy mogą między sobą wchodzić w interakcje. I to rozwiązanie już funkcjonuje, świetnie integrując się z platformą Hyperledger Fabric. Jest tylko kwestią czasu, kiedy powstaną kancelarie prawne czy osoby odpowiedzialne za procesy biznesowe dołożą sobie do portfolio taką usługę. Pociąg dopiero rusza i jeżeli ktoś chce wsiąść do niego - może to zrobić.

Intuicyjnie wydaje się, ze istnieje duże pole do współpracy rozwiazań AI z blockchainem?

Z prostego powodu: sztuczna inteligencja jest na tyle inteligentna, na ile dane, z których korzysta są wiarygodne. Blockchain z definicji jest wiarygodny, oczywiście pod warunkiem, że informacje wprowadzane do niego są prawidłowe. Blockchain jest, jak…

Biała karta?

Raczej porównałbym go do marmuru. To może być problem, bo wyrytej w marmurze informacji nie można usunąć. Trzeba odpowiednio określić i zrozumieć, co w modelu biznesowym korzystającym z blockchain stanowi wartość dodaną.

To ciekawy aspekt, bo idąc tym tropem, ponownie odnajdujemy łącznik blockchain z RODO – blockchain wymusza higienę posługiwania się danymi.

Dodałbym, że pośrednio także higienę programowania. O konsekwencjach tego przekonali się twórcy projektu DAO. Ponadto zastosowania blockchaina wykraczają poza centrum sieci i coraz częściej wędruje do jej peryferiów, tam gdzie znajdują się urządzenia Internetu Rzeczy. Jest tu silne powiązanie z RODO, ponieważ te urządzenia są coraz lepiej zintegrowane z nami, a co za tym idzie, emitują nasze dane biometryczne do różnego rodzaju usługodawców. Kiedyś z pewnością będziemy chcieli je stamtąd usunąć i blockchain może nam w tym pomóc. Jednakże

Internet Rzeczy wymaga zaprzestania tworzenia zasobożernych programów, ponieważ urządzenia w IoT nie posiadają dużych mocy do ich przetwarzania. Zatem schludnie napisane smart kontrakty nie tylko będą w stanie automatyzować proces kontraktowania danych na nasz temat, ale ich dane wynikowe zostaną wpisane do niezaprzeczalnego rejestru, z którego skorzystamy, gdy pewnego dnia złożymy wniosek o „zapomnienie”.
Brak arbitrażu, wspólny punkt widzenia na stan rzeczy oraz usunięcie pośredników z procesu spowoduje, że ta operacja powinna być dla nas, oraz dla naszego usługodawcy, czystą przyjemnością.

Dziękujemy za rozmowę.

Maciej Jędrzejczyk, Senior IT Architect, IBM CEE Blockchain team

Stanowisko : Senior IT Architect, IBM CEE Blockchain team

Bio : Od 2011 związany z firmą IBM, gdzie pełni rolę głównego Architekta IT dla centralnej administracji państwowej w Polsce i eksperta ds. technologii blockchain na region CEE. Maciej odpowiedzialny jest za tworzenie innowacyjnych rozwiązań w zakresie architektury korporacyjnej z wykorzystaniem nowoczesnych technologii IBM, takich jak analityka poznawcza, Big Data, chmura hybrydowa, Internet Rzeczy i blockchain. Maciej reprezentuje firmę IBM w ramach prac Strumienia “Blockchain/DLT i Waluty Cyfrowe”, powołanym z inicjatywy Ministerstwa Cyfryzacji, oraz bierze aktywny udział w pracach grupy roboczej Fintech, utworzonej przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji. Ponadto promuje wykorzystanie tej technologii na licznych konferencjach, warsztatach oraz w mediach społecznościowych, jest współautorem wielu artykułów i analiz, dotyczących technologii blockchain w Polsce i za granicą.