Blockchain poszerza świadomość

Andrzej Horoszczak jest założycielem i prezesem firmy Billon, która dokonuje właśnie przełomu na rynku rozwiązań blockchain. Billon jest w stanie rozwijać konkurencyjną pod względem jakości technologię i znajdować dla niej zastosowanie, którego potencjalny klient nie do końca może się domyślać, albo którego nawet nie dostrzega.

Projekt zastosowania blockchainu w Biurze Informacji Kredytowej, projekt dla globalnego potentata tytoniowego, operatora usług komunalnych, elektronicznego pieniądza czy potentata mediowego... Pierwszy polski start-up w rankingu FinTech 50, zdobywca międzynarodowych nagród… Rozmawiamy o tym, jak doszło do realizacji sztandarowych już przedsięwzięć Billona, o perspektywach blockchain, roli start-upa i polskim ekosystemie innowacyjnym. O nowych horyzontach, jakie wyznacza dobrej jakości i dobrze zastosowana technologia blockchain.

CEO: Czy zgodzi się Pan, że największy problem z blockchainem to wymyślić dla niego zastosowanie?

Zobacz również:

Andrzej Horoszczak: To nie problem, to największy fun. To jest intelektualne wyzwanie dla osób znających tę technologię i dla osób, które znają swój biznes.

Ale problem, do czego przyłożyć tę „nową innowacyjną technologię” jest jeszcze bardziej po stronie dostawcy niż w przypadku innych rozwiązań IT. Abstrahuję, jaką markę zyskał sobie blockchain – technologii kryptowalutowej.

Nie przeczę. Trzeba mieć podejście. Dlatego kluczowy dla nas jest dziś dział Business Solutioning, zespół ludzi, którzy mają za zadanie odkrywać sposoby, w jaki nasza technologia blockchainowa może rozwiązać różne problemy klientów. To specyficzna, nowa kategoria. Liczna i przyznaję nietypowa „dywizja”, nietypowa dla dostawców mniej innowacyjnych technologii.

Z perspektywy wyzwania zawodowego i niełatwa, i fascynująca. Trzeba posiadać umiejętność rozumienia w lot, co jest istotą problemu u klienta. Wiele z tych spraw przecież wcale nie wygląda na możliwe do rozwiązania przez adaptację blockchain. Ale naszym biznesem nie jest też promowanie blockchain jako szczepionki na wszystko. To podejście nastawione na efektywność, w którym jest specjalnie wyznaczona grupa osób zajmująca się bardzo dobrym opisaniem problemu, zawężeniem go, doprecyzowaniem, a następnie dopasowaniem rozwiązania technologicznego. I rozwiązywanie go w sposób miażdżąco lepszy, niż mogą to zrobić dostępne technologie alternatywne. Trudno mi powiedzieć, czy to podejście uniwersalne dla start-upów, ale na pewno potrzebne w przypadku technologii blockchain.

Skąd biorą się ludzie do tej dywizji specjalnej? Czy to są osoby wyedukowane na produkcie, inżynierowie z żyłką sprzedawcy – biznesową?

To w największym skrócie są ludzie nietypowi, utalentowani i często... uratowani z polskiego rynku.

Start-upowy azyl talentów

W jakim sensie uratowani?

Odpowiem nieco naokoło. Chodzi mi o pewien historyczno-psychologiczny rys polskiego ekosystemu start-upowego. My, jako kraj, wychodzimy nadal z pozycji biednego państwa. Ukształtowały nas lata kryzysowe, ai później lata na dorobku. Jest to element mocno wbity w tożsamość współczesnego Polaka, co się przekłada na przekonanie, że najlepiej jest pracować dla dużej zagranicznej korporacji. Właśnie to nastawienie wymaga zmiany.

Ma Pan na myśli brak odwagi?

Brakuje nam dobrych wzorców sukcesu indywidualnego. Dla większości to mit. W Stanach Zjednoczonych tak nie jest. Ludzie potrafią odejść z dobrej i znanej korporacji typu Google i próbować własnych sił. Dlatego że wierzą w swój pomysł.

I nie jest to w USA mit, mają przykłady takich ucieczek z peletonu.

W Polsce ludzie nie mają jeszcze tej świadomości, że naprawdę wysoka nagroda jest tylko za rozwiązanie wielkich problemów. Że stanowisko w korporacji to nie jest duża nagroda. Bycie małym pionkiem w dużej układance jest komfortowe, ale nudne. To bezpieczeństwo i zarazem marnowanie talentu.

Korporacje przyciągają ludzi utalentowanych, ale niekoniecznie odważnych. Ale Wy przecież takich nie poszukujecie.

Nadal ważniejszy jest dla nas ich talent. Ale faktycznie, aby konkurować z korporacjami, szukamy ludzi, którzy nie dążą do zmiany pracy dla pieniędzy. Oni nie wytrzymaliby rozczarowań, porażek, trudności. Szukamy zatem wśród ludzi, którzy albo bardzo szybko zrobili karierę, osiągnęli pewien pułap i nie mogą przebić jakiegoś organizacyjnego sufitu, albo są entuzjastami technologii. Są z nami osoby, które wyszły z banków – mniej więcej połowa w naszej części biznesowej. Są byli pracownicy wielkich firm konsultingowych, telekomów. Wiele z tych osób osiągnęło w karierze plateau i głodni są udziału w wielkich sprawach. Często też odnaleźli w sobie odwagę.

A kwestia dopasowania do modelu pracy, który wydaje mi się w dużym stopniu DevOpsowy?

Niezwykle trudno jest znaleźć dobrych inżynierów systemowych. Różnica produktywności pomiędzy wybitnym inżynierem i inżynierem przeciętnym jest 10-krotna – to moje obserwacje. Decydują kwestie umysłu, inteligencji.

Bardzo wiele osób trafiło, jak wspomniałem, na niedobrą, hamującą rozwój ścieżkę kariery. Szacuję, że ok. 95% ma takie doświadczenie. Po studiach albo na studiach znaleźli pracę w jednym z wielkich bodyshopów podnajmujących ludzi albo bezpośrednio ich zatrudniających. Tam w pierwszej kolejności odbiera się tym ludziom zdolność kreatywnego myślenia.
Zaczynają obsługiwać klienta i mają jasny przykaz, żeby zrobić od A do B. Ta ścieżka kariery ciosa ich w kołeczki, które wkładane są w projekty zarządzane waterfallowo. A nawet jeśli ktoś próbuje Agile, to w bardzo odgórny sposób, z architektem, specyfikacją klienta i robią tak, jak każą, choć serce podpowiada im co innego. I jeszcze rozliczają się za linijkę kodu. Ci ludzie są kompetentni, ale mają złe nawyki. I uporać się z tym jest potem trudno. Nie mówiąc już o pracy w zespole agile’owym, devopsowym.

Co ich przyciąga do start-upa blockchainowego?

Ci najlepsi w głębi ducha pozostają ciekawi świata i często sami próbują się dostać do takich firm jak nasza, poszukują ciekawych projektów. Szczególnie ci 10 razy lepsi. Rozumieją, jak gigantyczną zmianą inżynierii oprogramowania jest nasze środowisko. Nie idą po pieniądze, często nagradzamy akcjami. 80% pracowników jest właścicielami firmy. To istotna część ich pakietu wynagrodzenia, nie jest to jedna akcja na otarcie łez.

Druga grupa to ludzie, którzy są amatorami programowania, szczególnie w warstwach webowych. Wszystkich testujemy i – to zaskakujące – łatwo można określić, kto z jakiej przychodzi uczelni. Mogę powiedzieć, że są szkoły, które robią wielu swoim absolwentom krzywdę. Trudno – wielkie wyzwanie menedżerskie – aby z ekstremalnych introwertyków z niskimi umiejętnościami społecznymi zrobić zespół potrzebny takiej firmie jak nasza. Ale nie narzekamy, to cecha zawodowa skorelowana ze zdolnościami analitycznymi. Takich cech u ludzi, którzy pracują nad jądrem silnika, nie wyrugujemy, ale łagodzimy je, uczymy współpracy w zespole. Trudno jest mieć zrozumienie wielu domen pojęciowych.

Jak wynika z Pana słów, przychodzący do Billona programiści zwykle nie zastanawiali się nad problemami biznesowymi.

To się niekiedy wręcz ociera o sytuacje anegdotyczne. Na przykład są to ludzie kryształowo uczciwi, więc kiedy w procesie dostosowania rozwiązania (solutioningu) dochodzimy do tematu fraudów, kradzieży, problemów, które blockchain dobrze rozwiązuje, oni nagle pytają: ale dlaczego ktoś miałby to zrobić? Dlaczego chciałby ukraść 100 zł? To dla nich często abstrakcja. Z drugiej strony są to też ludzie samomotywujący się, także w sferze nabywania umiejętności pracy w modelu wymagającym uwzględniania perspektywy biznesowej, klienckiej.

Źródła pomysłów na blockchain

Gdyby zechciał Pan opisać, najlepiej w praktyce, jak proces budowy rozwiązania – solutioning –zadziałał w projektach z klientami.

Stworzenie takiego działu było możliwe dzięki temu, że dostosowaliśmy metodykę Agile do projektów R&D. To było bardzo trudne. Agile dobrze się sprawdza w przedsięwzięciach łatwych biznesowo do podzielenia. Twarde projekty technologiczne takie nie są. My tę metodę projektową dostosowaliśmy do pracy R&D zagadnienia struktur przechowywania abstrakcyjnych danych, których nie da się skasować. To był pierwszy krok. Firma powstała w 2012 r. i nauczenie się tego, zajęło nam trochę czasu. Ale teraz z tej nauki cały czas korzystamy. Mieliśmy wypracowany pewien sposób prototypowania Agile’owo i doszlifowaliśmy go na produktach e-pieniądza. Potem dowiedzieliśmy się o projekcie RODO i zagadnieniu trwałego nośnika. W RODO tak naprawdę chodzi o to, aby była lepsza kontrola nad danymi. Idea jest słuszna, może tylko nieprzejrzyście zapakowana. Poza tym realizowanie jej w starej technologii jest trudne. To prowadzi do utrwalenia niesymetrycznej sytuacji, w której firmy są „królami danych”, a klient jest petentem. Sprzyja też patologiom typu handel danymi z mediów społecznościowych.

Za projektem RODO stoi dobra idea demokratyzacji dostępu do danych.

Tylko że w systemach centralnych pozostaje to trudne. Nadal po stronie firmy jest administrator, a użytkownik po prostu dostaje więcej checkboksów do odhaczenia. My zauważyliśmy ten problem. Ponadto, co ma znaczenie kluczowe, przy okazji zmian doprecyzowano definicję trwałego nośnika. Kiedyś to było enumeratywnie określone: pendrive, dyskietka, płyta. Kropka. Dlatego PKO BP rozesłało jakiś czas temu 6 mln CD-ROM-ów. Pomińmy milczeniem absurd tej sytuacji.

W tym czasie w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu doszło do rozstrzygnięcia w sprawie definicji dyrektywy trwałego nośnika. Przypomnę, że nie jest to już definicja enumeratywna, tylko spełniająca trzy testy: po pierwsze, czy jest technicznie niemożliwe, żeby informację skasować lub uczynić niedostępną; po drugie, nie można zmodyfikować informacji bez zgody drugiej strony; trzeci test, najtrudniejszy: system trwałego nośnika musi być poza kontrolą banku lub innej korporacji. To dobrze opisuje sposób przechowywania pieniędzy na blockchainie. Zaczęliśmy więc proces solutioningu i szybko się okazało, że brak nam kompetencji – kompetencji prawnych.

Gdzie odnaleźliście te kompetencje?

Dużo dobrego odegrali regulatorzy oraz Związek Banków Polskich, który pomógł rozpocząć negocjacje z bankami. Nasi negocjatorzy pod auspicjami ZBP, z przychylnym nastawieniem KNF-u, w trybie spotkań co dwa tygodnie dokonali solutioningu rozwiązania trwałego nośnika. Nastawienie regulacyjne się zmienia. Dzięki temu udało się na tych warsztatach wypracować rozwiązanie łączące cechy pozornie niemożliwe do połączenia.

Proszę wyjaśnić, na czym polega pomysł Billona na trwały nośnik uwzględniający prawo do zapomnienia.

Połączyliśmy siłę technologii z zaawansowaną kryptologią: nie trzeba (skoro się nie da) kasować samej informacji w blockchain, tylko sposób jej odszyfrowania. Ideą jest nie to, aby zniknęła, ale aby nie było do niej dostępu. To podejście skutkowało zgłoszeniem siedmiu patentów w tym obszarze w Stanach Zjednoczonych. Udało nam się przekonać do rozmów sektor bankowy. Przyjęły one formę warsztatów pod auspicjami ZBP, pięć miesięcy z udziałem menedżmentu IT i prawników. Oni często nawet się nie znali, chociaż byli w jednej firmie. To inicjatywa, jakiej dawno nie było na rynku.

Do jakich problemów w bankach pozwolono zastosować blockchain?

Oczywiście na początek – do tych mniejszych. Mały, ale dotkliwy był problem regulaminów. UOKiK ukarał banki za to, że publikowały regulaminy w serwisach bankowości elektronicznej lub w swoich skrzynkach pocztowych. To nie był trwały nośnik, bo bank mógł w każdej chwili zmienić lub usunąć dany dokument. I przygotować nowy regulamin. Zdarzały się takie sytuacje. Blockchain daje przegląd każdej edycji dokumentu. Z rozwiązania tego problemu wyrósł cały system zarządzania bezpieczną informacją w banku.

Ten właśnie sukces przekonał do współpracy BIK?

Tak, dostaliśmy szansę na wypróbowanie koncepcji z Biurem Informacji Kredytowej. Oni postrzegają siebie jako firmę zarządzającą danymi. Produkt pasował jak ulał do ich filozofii. Wprowadziliśmy system bezpiecznego zarządzania indywidualną historią finansową, rozwiązujący inne pokrewne problemy, np. gdzie przechowywać wyciągi rachunków bankowych.

Andrzej Horoszczak, CEO Billon Group

Andrzej Horoszczak, CEO Billon Group

Powstał system z radykalnie lepszym user experience. Jednym hasłem można wejść na stronę BIKu z dowolnego źródła, uzyskać uporządkowane dane od wszystkich firm. Dodane jest cyfrowe potwierdzenie, adekwatne do czasów digital transformation, że informacja dociera na komputer klienta. W rejestrze nadpisują się wszystkie transakcje. Zapewnia to dużo większą transparentność.
Każda transakcja jest zamykana osobnym kluczem, a potem te klucze zamykane są w dwóch kopertach. Jedna koperta jest przekazywana klientowi, druga jest publikatora – banku. A jeśli chcemy udostępnić komuś trzeciemu, aby zbadał np. historię kredytową, jedna ze stron musi się zgodzić, żeby utworzyć tę trzecią „kopertę”. I ten fakt jest zapisywany w rejestrze. Pan Kowalski ma pełną wiedzę, kto uzyskał dostęp do tej informacji. Znakomicie poprawia to przejrzystość i równo uprawnia strony.

W planach rozwoju mamy też zdolność do zdalnego zawierania umów. Dodanie tej funkcji sprawi, że firmy uzyskają w pełni cyfrowy przepływ informacji. A zarazem schemat powstały dla BIKu można przyłożyć do różnych firm, różnych relacji z klientem.

Wdrożenie produkcyjnie w BIK kończy się w listopadzie. Wymiar edukacyjny dla rynku będzie bardzo duży.

Sądzę, że dokonało się ostatecznie rozróżnienie pomiędzy bitcoinem a blockchainem. I wystarczająco dużo ludzi sceptycznych przyjrzało się tej technologii, dostrzegło zmianę architektury przetwarzania informacji. Kiedy z architekturą i technologią blockchain oswoili się CTO w bankach, to zaczęto się tego uczyć. Teraz rozpoczyna się współpraca, w pierwszej kolejności w obszarach niskiego ryzyka dla biznesu. To jest klasa problemów, które pozwalają otwierać następnie furtkę szerzej, na inne banki, firmy pożyczkowe, telekomy, mamy też w gronie klientów dużego dostawcę utility.

Przeszczep serca i arterii informacyjnych

W jaki sposób postrzegają wdrożenie blockchain ci, którym najłatwiej zrozumieć stronę techniczną, CTO, CIO?

Jako naturalny sposób na powiększenie własnych kompetencji. Lekko licząc, 1/3 całej technologii informatycznej, a ja sądzę, że nawet 40–50% wszystkich procesów można przetransponować na rozproszoną księgę główną. To nam mówi o potencjale blockchain.

A w jaki sposób komunikują to swoim CEO i CFO, COO?

Szerokie, systematyczne otwarcie na blockchain spowoduje wycięcie całej dotychczasowej architektury informacji. Pomyślmy tylko o bankach, np. w kontekście przekazów transgranicznych. Tam największym problemem jest back office, najgorszy z możliwych. Tu blockchain eliminuje potrzebę back office. Istotny jest uzysk efektywnościowy – operacyjny i kosztowy.

Ta zmiana przynosi kapitalną poprawę jakości informacji. Na przykład

blockchain stwarza w ten sposób podwaliny pod szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji. Metainformacje dotyczące danych z blockchain mogą przecież zasilić systemy sztucznej inteligencji – bez obawy o naruszenie RODO. W związku z tym zyskujemy ogromne pole do poprawy w rozmaitych niewydolnych dzisiaj rejestrach w sferze administracji publicznej.

Ile czasu zajmuje taka hipotetyczna transformacja układu informacyjnego będąca przeszczepem układu krwionośnego, nerwowego firmy?

Powiem, ile trwała rzeczywista transformacja. Odbył się POC od listopada do lutego, z udziałem ośmiu banków. Zaczęliśmy od przetestowania blockchainu do publikowania dokumentów publicznych, jego praktycznej użyteczności, możliwości integracji z istniejącymi procesami i bankowością elektroniczną. W POC zaangażowali się zarówno pracownicy banków, jak i eksperci Związku Banków Polskich oraz przedstawiciele regulatorów, dla których blockchain jest też nową technologią, z jaką muszą się zmierzyć. Podczas tego procesu potwierdziliśmy bezpieczeństwo, spójność danych oraz niespotykaną wydajność (jak na blockchain) i funkcjonalne przewagi naszej technologii. Od kwietnia zaczęliśmy pracę z BIK nad wdrożeniem komercyjnym blockchain do publikowania dokumentów prywatnych, czyli z danymi osobowymi. Kończymy teraz, w tym kwartale, ale mamy apetyt na więcej. Jest już uzgodniona roadmapa otwarcia przedsiębiorcom nowego, w przeciwieństwie do zwykłego internetu, bezpiecznego kanału dwustronnej komunikacji z ich klientami. Co więcej, ten blockchainowy kanał w pełni zastępuje cały backoffice do dokumentowania relacji umownych, włącznie z tożsamością blockchainową umożliwiającą zawieranie umów z dowolnego miejsca, nawet spoza kraju.

Można zatem powiedzieć, że są to projekty, które mają widoczne, możliwe do określenia i osiągalne horyzonty czasowe. Chodzi przecież o to, aby korzyści zaczęły pojawiać się jak najszybciej.

Z branżą bankową udało się przeprowadzić warsztaty o wymiarze edukacyjnym. Czy i w innych branżach uda się zrealizować podobny scenariusz?

Rozmawiamy z przedstawicieli różnych branż, m.in. z pokrewnym sektorem ubezpieczeniowym, pożyczkowym. Pojawiają się pomysły z dużych firm, takich jak PGNiG czy telekomów. Naszym celem jest teraz eksport jak najszybciej i jak najdalej rozwiązania opracowanego w BIK. BIK ma także kompetencje do włączania w system kolejnych instytucji, do dalszego rozwoju platformy blockchain. Szukamy za granicą partnerów o profilu podobnym do BIK. Udało się: FIS, globalny provider rozwiązań softwarowych, wybrał nas do ścisłej czołówki tegorocznego akceleratora w USA.

Kierunek rozwoju naszej platformy technologicznej to dostarczać klientom gotowe rozwiązania, in the box.

Blockchain in the box.

De facto tak to wygląda. BIK, japońskie Mitsui i mamy nadzieję, że w następnym roku także amerykańskie FIS, przychodzi z rozwiązaniem gotowym, do którego dodłącza partnerski bank. Ich ludzie będą przywozić „pudełka”, tj. prekonfigurowane serwery z naszym blockchainowym oprogramowaniem gotowym do podłączenia i zintegrowania z istniejącymi systemami IT.

Przetrwać i zwyciężyć w ekosystemie

Pojawia się pewien ekosystem blockchainowy, sektorowy albo ponadsektorowy. Wydaje mi się, że to właściwy moment, aby blockchain Billona został otwarty dla społeczności deweloperskiej. Korzyści z takiego wzmocnienia rozwiązania pozwolą skalować jakość, upowszechnienie, kolejne wdrożenia.

Otwarty blockchain ma pewne zalety, ale trudno wprowadzać taki model, kiedy działa się w branży finansowej. Pracujemy nad tym, aby otworzyć się na open community. Ale nasza strategia jest uwarunkowana realiami. Otwarta platforma wymaga zupełnie innego mindsetu.

Przewiduję, że w perspektywie roku takie otwarcie zacznie stopniowo następować. Jądro będzie wewnętrznie rozwijane przez nasz zespół, a solutioning będzie mogło powstawać także na zewnątrz. Deweloperzy będą mogli nas wyprzedzać, adaptować jądro do branż i przypadków, które nam nie przyszłyby do głowy, na które nie mielibyśmy czasu albo zabrakłoby wyobraźni. Ale trzeba przygotować bazę, podstawę. Teraz wkładamy sporo wysiłku w modularyzację i wypracowanie intuicyjnych API, wszystko po to, aby uczynić łatwiejszą pracę innych programistów.

Zdajemy sobie również sprawę z tego, że naszą blockchainową innowację trzeba cały czas intensywnie rozwijać. Wynalazek nie jest jak rzeźba, to proces, cały czas coś się zmienia. Jeśli firma zbyt szybko odda kod do otwartej społeczności, strzela sobie w kolano. Do pewnego momentu potrzeba jasnego przywództwa, ultraszybkiej decyzyjności.
Na pierwszym etapie technologicznym musi być jeden, wyraźny ośrodek decyzyjny.

Zastanawiam się, czy dla polskiej gospodarki blockchain może być takim istotnym zagadnieniem, jakim stała się elektromobilność. Którego sukces zmieni efektywność różnych sektorów, stanie się wizytówką innowacyjnej gospodarki. Co rząd myśli o blockchain?

Mało kto sobie zdaje w Polsce sprawę, że cały piękny Silicon Valley to nie były środki venture capital, prywatne pieniądze, tylko rządowe. O tym się wygodnie zapomniało. Mnóstwo celowych lub rozproszonych grantów, stymulujących rozwój technologii. Izrael zrobił to samo. Mają dziś prężny sektor VC, ale wcześniej przez 15 lat promowały to rządowe fundusze. A jeszcze 40 lat temu produkt eksportowy Izraela to były pomarańcze i pomidory.

Postuluje więc Pan, aby państwo roztoczyło parasol ochronny nad ryzykownymi, niepewnymi przedsięwzięciami?

Jeśli rząd podejmuje decyzje niedotyczące technologii, tylko tempa adaptacji technologii, to ryzyko nie jest aż tak wielkie. To jest właśnie m.in. blockchain, ta technologia ma już w sumie 10 lat. Tak robią Chińczycy, oni w tym przodują.

Dobra wiadomość jest taka, że z elektromobilnością i z blockchainiem jest podobnie: to się wydarzy pomimo tego, co zrobi rząd, więc to istotnie niweluje ryzyko. To nie jest technologia spekulacyjna. Ona przekroczyła już próg adaptacji.

Blockchain i tak się wydarzy, ale rząd może podać pomocną dłoń, zamknąć oczy – bo to nie wpisuje się w zamówienia publiczne – i podjąć pewne ryzyko. Nagrodą jest efektywność i wydajność w sektorze administracyjnym i powstanie sektora nowej klasy rozwiązań, który odnosi globalne sukcesy.

Są różne mechanizmy, ekosystem, który powstaje dzisiaj, wygląda podobnie jak w Izraelu czy w Wielkiej Brytanii. Dwa założenia uzupełniające: uruchomienie ekosystemu innowacji należy robić szeroko. I potrzeba do niego zarówno ludzi, którzy odnieśli sukces, jak i – może przede wszystkim – ludzi, którzy ponieśli porażkę. W Polsce zbyt mało uczymy się na błędach, na porażkach.

Co jeszcze może wywrócić blockchain?

Bilon otworzył różne drzwi i na bazie projektu w BIK rozmawia z różnymi branżami, aby zrealizować podobne przedsięwzięcia bezpiecznego systemu informacji. A inne koncepcje wykorzystania blockchain?

Mamy linię produktów pieniężnych też wymagającą solutioningu. To de facto nasza główna linia produktowa. Tu interesującym produktem jest motywacja pracowników pracujących nieregularnie i z wynagrodzeniem z wielu źródeł. W skrócie: w tzw. gig economy długo czeka się na wynagrodzenie, średnio po dwa, trzy miesiące, co jest demotywujące. W naszym systemie blockchainowym proste smart contracty zwalniają pieniądze automatycznie, kiedy w rejestrze blockchain pojawi się dowód ukończenia pracy. Pracownicy dostają od swojego pracodawcy aplikacje na telefon, w której jest nasze lekkie konto bankowe. W Philipp Morrisie mamy taki przykład rozwiązania działającego dla multum osób zatrudnionych na umowy o dzieło, merchandiserów, kierowców czy sprzedawców na prowizji. Dlaczego blockchain? Tradycyjnymi masowymi przelewami czy przedpłaconą kartą nie da się tego ekonomicznie obsłużyć bez narażania się na wyłudzenia czy niewykryte ludzkie błędy. Nasz system na smartfonie rozlicza środki, wyniki pracy i całą niezbędną dokumentację w ciągu paru minut. Wyeliminowaliśmy zapory z arkuszy kalkulacyjnych i papierowych dokumentów i daliśmy księgowym znacznie więcej czasu na zajmowanie się innymi sprawami. I blockchainowy system motywuje lepiej.

A czy więksi klienci to także większe, wyzwania całkiem zmieniające warunki gry? Blockchain ma potencjał, żeby wywracać rynki, modele, jego drugie imię to „disruptor”. Czy nikt nie przychodzi do dostawcy szybkiego, elastycznego blockchaina, aby porozmawiać o naprawdę wielkich przedsięwzięciach?

Nie rozczaruję Pana, jeśli powiem, że

naszym najbardziej obiecującym klientem jest koncern medialny, który chce zmienić model biznesowy. Dzisiaj ta branża, czego pewnie i Pan doświadcza, żyje w modelu umierającym. W dogorywającym, według mnie, modelu reklamowym i nierokującym modelu sztywnych subskrypcji. W modelu reklamowym karty rozdają wielkie platformy agregujące treści. Układ niesymetryczny. Z kolei model subskrypcyjny jest dobry dla księgowych, ale nie dla zwykłych ludzi. Na szczęście jest alternatywa: freemium.
I jeden z czołowych koncernów medialnych na świecie chce go spróbować. Zasadne, możliwe podejście, które ma zrewolucjonizować przychody. To jest oczywiście biznesowa niewiadoma – my dostarczamy platformę i technologię, oni treść i psychologię, która w tym modelu jest niezwykle ważna. Myślę, że potrafią zrobić to dobrze, jesteśmy pod wrażeniem rozmachu i odwagi tego przedsięwzięcia. Cała branża dostarczająca kontent cyfrowy może nagle mieć platformę blockchainową do dostarczania treści. Taki model może przeorać świat mediów, zgodzi się Pan?

Takie przełamanie byłoby prawdziwą zasługą blockchaina dla zmiany obiegu informacji.

Mamy 300 lat historii korporacji. Po raz pierwszy mamy zmianę jakościową w obiegu informacji. Dotąd był on pionowy. Od czasu Tindera, Twittera, które same w sobie są nowymi sposobami zarządzania informacją, mamy nowy wzór dla obiegu informacji, przekazu, wpływu, technik zarządczych w firmie. Blockchain rozszerzy i usankcjonuje tę zmianę, zapobiegnie rysującemu się na horyzoncie monopolowi informacyjnemu Google’a, Facebooka.

Mnie Pan przekonał. Ale czy jest szansa na polskiego unicorna w kategorii blockchain? Billon ma wszelkie zadatki.

Mamy pewne zalety. Jak się je umiejętnie wykorzysta, można dużo osiągnąć. To nie kwestia wielkości kraju czy położenia, tylko czy uda się zaistnieć.

Bynajmniej, nie przypadkiem próbuje się jednak sklonować Silicon Valley czy Silicon Wadi...

No więc dobrze. To rzeczywiście nie chodzi o to, abyśmy mieli jednego unicorna. Liczę, że będziemy jednym z pierwszych, ale byłoby mi niezmiernie smutno, gdybyśmy byli jedynym. Zgadzam się z tym, co mówił Paweł Pisarczyk z Phoenix Ssytems w wywiadzie dla CEO, podpisuję się obiema rękami.

Czy mamy szansę uczynić z IT nasz towar eksportowy i znak firmowy na świecie?

To możemy sobie wspólnie na szybko oszacować. Obok nas jest Rosja, która tak jak my ma świetne uczelnie techniczne, ale gdzie jedynym unicornem jest gaz. W efekcie nawet tak dobra firma jak Kaspersky jest domniemanym agentem, więc świat boi się kupować ich software. Europa Zachodnia – mają różne inne problemy. W Londynie problemem jest City, które wysysa zdolnych ludzi do wąskiej i prozaicznej działki optymalizacji Excela – znam to z autopsji. Niemcy mają z kolei problem sukcesu, tam jest światowe centrum przemysłu maszynowego, więc każdy rozsądny pójdzie zakładać spin-off z Daimlera.

Europejska branża IT z pewnością nie została jeszcze opanowana przez jedną firmę czy rynek narodowy. Palma pierwszeństwa jeszcze nie została przyznana. Świat to oczywiście system naczyń połączonych, ale ekosystem, pieniądze, cierpliwość dla porażek mogą z polskiego rynku uczynić lidera IT w Europie. Ważne, aby przyznać się, że może mi się coś nie udać, a po drugie, żeby nie potępiać każdej porażki i nie widzieć w każdym start-upie drugiego GetBacku czy Amber Gold. Na przykład we Francji nie ma kultury akceptacji porażek. O tytuł lidera IT konkurują zatem Skandynawia i Słowianie, ale to my mamy największy głód sukcesu.

Andrzej Horoszczak

Andrzej jest czołowym ekspertem z zakresu technologii blockchain. Spędził 10 lat na Wall Street, później odnosił sukcesy jako przedsiębiorca. Jest założycielem firmy Billon oraz, wspólnie z polskimi matematykami i kryptografami, twórcą wykorzystywanej przez nią technologii. Pracując na Wall Street, Andrzej doświadczył na własnym przykładzie zagrożeń i niedoskonałości przestarzałej technologii finansowej. W Polsce, wspólnie z wybitnymi specjalistami stworzył technologię blockchain następnej generacji, której używają już klienci na 3 kontynentach .