3 miliony koszul

Na salony

Wólczanka pracuje nad poprawą wizerunku marki, choć od lat ten wizerunek bezsprzecznie ma. Gorzej z siecią sprzedaży. Trwa rozbudowa sieci dystrybucji, w tym roku otwarto już 15 nowych sklepów, w przyszłym dojdzie kolejnych 40. Spółka wpadła na pomysł tworzenia kiosków z koszulami o powierzchni od 30 do 55 m2 w centrach handlowych, zamierza też otwierać sklepy w małych miastach. Salon firmowy w dużym centrum handlowym to inwestycja rzędu kilkuset tysięcy złotych, jednak opłacalna - sprzedaż w przeliczeniu na metr kwadratowy powierzchni sklepu jest znacznie lepsza niż w innych punktach.

"Najważniejsza jest sprzedaż, a przez ostatnie 15 lat Wólczanka nie zmieniała kanałów dystrybucji, miała salony firmowe na ulicach miast, nie zauważyła, że najlepiej tego typu produkty sprzedaje się w centrach handlowych. Kioski koszulowe to dobry pomysł" - mówi Marcin Materna, analityk Domu Maklerskiego Millennium.

Do sklepów dopiero teraz wprowadzany jest system komputerowy, tak aby codziennie do centrali napływały dane, co się w której placówce sprzedało. "Ta spółka powinna wiedzieć wszystko o swoim odbiorcy od wielu lat, ale nie dbała o niego, będziemy starali się nadrobić te zaległości" - twierdzi Rafał Bauer.

Wólczanka sprzedaje nie tylko w salonach firmowych. "Ciężko znaleźć sklep z koszulami, w którym nie ma Wólczanki, ale w wielu jest podawana źle albo jest jej za mało, poza tym nękają nas problemy z windykacją należności. Z drugiej strony niezależna sieć sprzedaży to prosta operacja - wyprodukowana koszula - sprzedana koszula. A własna sieć to kwestia zarządzania zapasami i nieustających dyskusji o ilości towaru" - uważa Rafał Bauer.

Zmienia się również logistyka. Do tej pory 3 zakłady produkcyjne szyły różne programy koszulowe, w efekcie były 3 dystrybucje z 3 zakładów, trudne do skoordynowania. Lekarstwem na to ma być utworzenie magazynu centralnego w Ostrowcu Świętokrzyskim, który ma pomóc w optymalizacji dostaw. W ramach oszczędności restrukturyzuje się system zakupów materiałów. Rozpoczęto także wydzielanie zakładów produkcyjnych w spółki przerobowe, co da im większą samodzielność.

Dyskretny urok wielkich marek

Spółka chce wprowadzać swoje produkty bezpośrednio na rynek zachodni, zwłaszcza że koszty utrzymania sklepów w niektórych europejskich miastach są niższe niż w Warszawie. Dawniej Wólczanka była głównym dostawcą koszul na rynek radziecki, ale teraz zwrócona jest wyraźnie w przeciwnym kierunku, w kierunku rynków, gdzie kupowanie koszul jest codziennym nawykiem.

Na razie najbardziej spektakularny jest eksport siły roboczej dla najsłynniejszych światowych marek. Wólczanka to jedna z największych szwalni w Europie Wschodniej. Rocznie powstaje w niej prawie 3 mln koszul. Szyje dla najbardziej znanych i luksusowych europejskich firm. "Szkoda, że ta spółka, mając taki dostęp do najnowszych trendów, nigdy ich nie prezentowała w swoich własnych sklepach. Wejście Polski do Unii Europejskiej to dla nas ogromna korzyść. Znamy całą europejską konkurencję, ponieważ sami ją produkujemy, wiemy wszystko o materiałach, o sposobie szycia, cenach, dostawach itd. Jesteśmy przygotowani do funkcjonowania na konkurencyjnym rynku" - chwali się Rafał Bauer. Wartościowo eksport to dla Wólczanki 35% produkcji, a ilościowo - połowa.

Wólczanka nie jest oczywiście jedyną polską firmą odzieżową, która szyje dla zagranicznych ekskluzywnych projektantów - np. ubrania Escady powstają w Rawie Mazowieckiej (Rawa Moda). "Szyjemy na rynek polski, ale nie zaniedbujemy eksportu" - mówi Ireneusz Krawczyk, prezes zarządu firmy Kastor, szyjącej ok. 1 mln koszul rocznie, eksportująca do Niemiec, Danii, Holandii, Belgii i Francji.

W Polsce stosunek ceny do jakości pracy jest korzystny, w Azji takiej jakości jeszcze osiągnąć nie można, a poza tym firmom, które nie szyją masowo (tzn. setki tysięcy sztuk, a nie miliony) bardziej opłaca się zlecać produkcję firmom z Europy Wschodniej. "Branża tekstylna w Europie jest trudna. Szansę mają spółki, które oferują wysoką jakość produktów, niemożliwą do uzyskania np. w Chinach, czyli takie firmy jak Wólczanka czy Vistula. Naturalną drogą ewolucji dla takich firm jest tworzenie bardzo silnej marki i dobrej sieci sprzedaży. Szwalnie mają zapewnić tej sieci tylko zaopatrzenie, więc jeśli w Chinach da się to samo wyprodukować taniej, produkcja będzie tam przenoszona. Na razie Wólczanka nastawia się na sprzedaż droższych produktów lepszej jakości, coraz bardziej poszukiwanych przez klientów, a to dobry kierunek" - uważa Marcin Materna.

Obecnie trwa intensywna restrukturyzacja Wólczanki i usuwanie wieloletnich zaniedbań. "W tym roku spółka osiągnie zysk, w przyszłym będzie jeszcze lepiej" - zapowiada Rafał Bauer

<hr size=1 noshade>Przemysł lekki:

3 miliony koszul

Eksport przemysłu lekkiego w Polsce (w mln euro)

W państwach dawnej unijnej Piętnastki przemysł lekki rozwija się głównie w Hiszpanii, Włoszech, Portugalii i Belgii. Niemcy przekazują produkcję do innych krajów, u siebie tworząc jedynie centra zarządzania.

W 2005 r. ma nastąpić pełna liberalizacja w światowym handlu wyrobami przemysłu lekkiego. Może to skończyć się zalewem produktów azjatyckich. USA i Turcja (tekstylni giganci) otworzyły już częściowo swoje handlowe granice i w USA po dwóch latach Chińczycy zwiększyli udziały w rynku z 9% do 65%. Inne państwa, liczące się w branży przemysłu lekkiego, nauczone tym przykładem, starają się opóźnić liberalizację rynku, przekonując Światową Organizację Handlu o przesunięcie terminu o 3 lata.

W Polsce tradycje przemysłu lekkiego sięgają pierwszej połowy XIX wieku. Wtedy to osada rękodzielnicza Łódka (dzisiejsza Łódź) rozrosła się w jeden z największych ośrodków włókienniczych w Europie. W tej chwili przemysł lekki to praca dla ok. pół miliona kobiet w Polsce. Największą szansą dla firm z tej branży jest eksport, zwłaszcza na rynki europejskie, który w tym roku wzrósł, choć nie tak wyraźnie jak np. w branży spożywczej.