Złoto Meksyku

Kiepsko mówi po angielsku i nie używa komputera, pracuje po czternaście godzin na dobę. Jego zasada działania jest prosta: tanio kupować spółki i szybko je rozwijać. Konsekwentne jej stosowanie dało mu drugą co do wielkości fortunę na świecie.

Kiepsko mówi po angielsku i nie używa komputera, pracuje po czternaście godzin na dobę. Jego zasada działania jest prosta: tanio kupować spółki i szybko je rozwijać. Konsekwentne jej stosowanie dało mu drugą co do wielkości fortunę na świecie.

Meksykanin Carlos Slim, zwany królem Midasem Meksyku, wyprzedził w tym roku na liście najbogatszych na świecie Warrena Buffeta i poważnie zagraża królującemu na niej od lat Billowi Gatesowi. Jego imperium jest w stanie zaoferować wszystko - od tanich lotów, przez połączenia telefoniczne, po papierosy i komputery. Tylko w ciągu ostatniego roku wzbogacił się o kolejne 19 mld USD dzięki dobrej koniunkturze gospodarki meksykańskiej i rosnącym cenom akcji jego spółek. Jak wyliczył w ubiegłym roku Belfast Telegraph, imperium Slima rośnie co godzinę o 2,2 mln USD. Jego majątek oceniany jest na 53 mld USD.

Zobacz również:



Nos do interesów

Fenomenalne wyczucie, jakie akcje i jakie firmy warto kupić, sprawiło, że często mówi się o nim, iż jest Warrenem Buffetem Ameryki Południowej. Sam jednak twierdzi, że nie jest podobny do słynnego finansisty (CEO, maj 2006), ponieważ w większym stopniu zajmuje się zarządzaniem swoimi firmami. Kupuje spółki z powodów strategicznych i sprawnie nimi kieruje.

Jego intuicji giełdowej dowodzi choćby historia zakupu papierów jednej z największych światowych firm technologicznych. W 1997 r. kupił po 17 USD 3% akcji Apple Computer, zanim Steve Jobs (CEO, luty 2006) powrócił do firmy i wprowadził iMaca. W ciągu roku wartość akcji spółki podskoczyła do 100 USD.

Carlos Slim już w dzieciństwie usiłował zarabiać, sprzedając słodycze swoim starszym braciom. W wieku 15 lat posiadał 44 udziały w Banamex (największy meksykański bank w owym czasie) i 5,5 tys. pesos oszczędności. Gdy w wieku 17 lat rozpoczynał studia, oszczędności wzrosły już do 32 tys. pesos.

Urodził się w Meksyku w 1940 r. w rodzinie imigranta z Libanu. Ojciec prowadził sklep o wdzięcznej nazwie La Estrella del Oriente, a w 1911 r. kupił nieruchomości w centrum miasta. Ożenił się z córką innego zamożnego kupca, również Libanką z pochodzenia, mieli sześcioro dzieci, Carlos był najmłodszy. Ojciec zmarł w 1952 r., zostawiając rodzinie spadek, pozwalający Carlosowi na rozpoczęcie kariery prowadzącej do oszałamiającego sukcesu finansowego. Uważał ojca za swojego najważniejszego nauczyciela biznesu, handlu i finansów.

W 1961 r. ukończył z tytułem inżyniera Universidad Nacional Autonóma de México. Prowadził wykłady w licznych instytucjach prywatnych i państwowych, także międzynarodowych, takich jak Economic Commission for Latin America and the Carabbean. W wieku 26 lat Slim posiadał już 400 tys. USD. Zaczął kupować podupadające firmy, które doprowadzał do rozkwitu.

Telefoniczna fortuna

Przełomowym okazał się dla niego rok 1990. Wraz z innymi inwestorami przejął Telmex, wówczas jeszcze państwową firmę telekomunikacyjną. Spółka miała monopol na sieć połączeń stacjonarnych w Meksyku. Audytorzy ocenili jej wartość na 10 - 12 mld USD. Slim przejął nad nią kontrolę za 1,7 mld USD, płacąc 80 centów za akcję. W 2004 r. akcje Telmeksu były sprzedawane już po 24 USD.

Przejęciu firmy towarzyszyły plotkio przyjaźni Slima z ówczesnym prezydentem Meksyku, Carlosem Salinas de Gortari. Slim zawsze pozostawał w świetnych stosunkach z politykami i nie wahał się przed używaniem swoich wpływów i znajomości w celach biznesowych. Przeznaczył 50 mln USD na wyremontowanie starówki w Meksyku, w zamian burmistrz miasta i prywatnie przyjaciel Slima, Andrés Manuel López Obrador zagwarantował mu prawo pierwokupu kilku budynków. Gdy odnawianie zostało zakończone, budynki kupione przez Slima były warte znacznie więcej niż w momencie, w którym je kupował.

Telmex był nieustannie krytykowany za postawę monopolisty (należy doń 90% linii telefonicznych). OECD ustaliła, że Meksykanie płacą najwyższe stawki za rozmowy telefoniczne na świecie. Interwencje meksykańskiej komisji antymonopolowej i presja ze strony opinii publicznej zaowocowały obniżeniem taryf.

Platoniczna internetowa miłość

Chwali się, że dzieci podarowały mu na Gwiazdkę laptopa, ale nauczył się tylko go włączać i wyłączać. Twierdzi, że, tak jak nauka golfa, opanowanie komputera wymaga czasu, zwłaszcza w jego wieku, natomiast młode pokolenie radzi sobie z nowymi technologiami o wiele lepiej.

Slim sam nie używa komputera, ale docenia ważność Internetu i oferuje go abonentom swojej firmy, wierząc, że, szczególnie dla ich młodszej części, jest to przyszłość. Nadal jednak większość jego przychodów pochodzi z telefonii stacjonarnej. Slim uważa, że tradycyjna telefonia ma kiepskie perspektywy i nawet w Trzecim Świecie dominującą technologią stanie się Internet. "Kluczem jest Internet. USA są najbardziej zaawansowanym krajem w kulturze cyfrowej, my musimy podążać w tym kierunku. Internet jest sercem nowej cywilizacji, a telekomunikacja jest systemem nerwowym i krążeniem" - powiedział Slim w wywiadzie dla BusinessWeek w 2000 r.

Liczy też na telefonię mobilną. W 2000 r. stworzył firmę America Movil, która przegoniła już swojego największego w Ameryce Południowej rywala - hiszpańską Telefonicę. Spółka Slima stara się nie płacić wysokiej ceny za pozyskanie subskrybentów, choć w 2004 r. zapłaciła 368 USD za jednego abonenta podczas przejęcia brazylijskiego operatora komórkowego BCP. Pod koniec 2006 r. America Movil miała ponad 113 mln użytkowników. Telefonica zapłaciła innemu operatorowi, BellSouth, ponad 500 USD za jednego aktywnego abonenta.

Na początku bieżącego stulecia Slim zaczął dokonywać bardzo wielu niewielkich inwestycji w firmy technologiczne, tak aby móc korzystać w przyszłości z potencjalnych efektów synergii.