Dylemat więźnia

Grupa Lotos uzyskuje dobre wyniki finansowe, podobnie jak Orlen. Choć jest niemal trzykrotnie mniejszą korporacją od Orlenu, spółka z Gdańska ma ekspansywną strategię. Trwa rywalizacja o rynek, a eksperci są zgodni, że nie jest to łatwiejsze, gdy akcjonariuszem jest Skarb Państwa. Ale to jest problem wspólny dla obu firm.

Grupa Lotos uzyskuje dobre wyniki finansowe, podobnie jak Orlen. Choć jest niemal trzykrotnie mniejszą korporacją od Orlenu, spółka z Gdańska ma ekspansywną strategię. Trwa rywalizacja o rynek, a eksperci są zgodni, że nie jest to łatwiejsze, gdy akcjonariuszem jest Skarb Państwa. Ale to jest problem wspólny dla obu firm.

Stabilność cen to tylko jeden z możliwych skutków istnienia oligopolu, najbardziej teoretyczny. Na rynkach zwykle występuje konkurencja cenowa. Konflikt celów coraz częściej nazywany bywa dylematem więźnia. Termin ten nawiązuje do strategii, jaką mogą przyjąć dwaj aresztowani, oskarżeni o popełnienie przestępstwa i umieszczeni w odrębnych celach. Nie mają pewności, że współoskarżony nie przyzna się do winy, by zyskać złagodzenie kary. Jeżeli wspólnik będzie milczał, przyznanie się zapewni najniższą karę. Ale drugi oskarżony powinien postąpić podobnie. Konsekwencje ryzyka są takie, że każdemu opłaca się przyznać do winy, ze względu na różne wysokości kary. Oczywiście, w biznesie tę sytuację z teorii gier traktować należy jako dylemat strategiczny, a nie jako przypadek patologiczny. Jaka polityka cenowa jest najlepsza? Oba przedsiębiorstwa powinny zdecydować się na niską cenę, Niezależnie od tego, co uczyni konkurent. O strategii Lotosu, o konkurencji rynkowej z Orlenem "CEO" rozmawia z Pawłem Olechnowiczem, prezesem zarządu i dyrektorem generalnym Grupy Lotos.

Zobacz również:



Czy bycie drugim graczem na rynku jest dyskomfortowe?

- Świat jest tak zbudowany, że ktoś jest pierwszy i ktoś drugi. Lotos jest firmą osiągającą dobre rezultaty, dynamicznie się rozwijającą, a to powinno zadawalać menedżera.

Czy Lotos musi pozostać drugim graczem?

- Przez wiele lat wszystkim wydawało się, że pozycja Boeinga jest nie do zakwestionowania, aż okazało się, że większe udziały w rynku ma Airbus.

Czy Lotos kiedyś będzie większy od Orlenu?

- Na świecie jest sporo takich przypadków, że firmy dużego formatu zmieniały swój zakres działania, a firmy małe wyrastały do potęg. Wszystko jest możliwe...

A w kategoriach zjawisk realnych?

- Zakładam, że na polskim rynku, niezależnie od tego, jak szybko będziemy się rozwijać jako Grupa Lotos, Orlen nadal będzie większy. Jednak my możemy ciągle się do niego zbliżać. Dla mnie najważniejszym celem jest, żeby Lotos bezpiecznie umiał się poruszać na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Chcę, abyśmy powiększali nasze rynkowe pole manewru.

Rynek w warunkach oligopolu

Jaki jest polski rynek w Pana branży? To oligopol, a właściwie duopol?

Paweł OlechnowiczPaweł Olechnowicz- Ciągle słyszę te narzekania, że na polskim rynku mamy tylko dwie firmy. A jest ich wiele: jest BP, jest Shell, Statoil, Neste. Łukoil gdzieniegdzie się pojawia. Nie zapominajmy, że Możejki czy Slovnaft, czy małe firmy ukraińskie dostarczają niektóre produkty i paliwa na polski rynek. To dla nas jest konkurencja.

Sięgając jednak po bardzo dobrą książkę, po "Ekonomię menedżerską" Williama Samuelsona i Stephena Marksa: jeżeli na cztery największe firmy przypada powyżej 60%. rynku, to mamy do czynienia ze ścisłym oligopolem. Zsumowane udziały Lotosu i Orlenu przekraczają 60-proc. wskaźnik CR4. Czy tak pozostanie?

- Dlatego dla konkurencyjności rynku byłoby jeszcze gorzej, gdyby Lotos został przejęty przez Orlen. Niedawno przejęliśmy małe rafinerie na południu Polski, zbyt małe i źle zlokalizowane, aby były w stanie sprostać regułom zdrowej ekonomii na europejskim rynku, gdyż trzeba było dopłacać do transportu ropy naftowej do tych rafinerii. Zrezygnowaliśmy z przerobu ropy naftowej w tych rafineriach, żeby odejść od nieefektywności.

Przemysł przerobu ropy naftowej w Polsce to dwa koncerny, rzeczywiście tylko Lotos i Orlen. Gdyby nie nasze sukcesy w ostatnich czterech latach, byłaby tutaj tylko Rafineria Gdańska, którą w końcu ktoś by przejął. Jako grupa kapitałowa jesteśmy już znacznie silniejszym rynkowym graczem. Jednak nie wykluczam, że będą nam potrzebne jakieś dobre mariaże, jakieś alianse.

Stopień koncentracji rynku jest ważnym czynnikiem wpływającym na ustalanie cen i poziom osiąganego zysku. Czy ta prosta reguła przekłada się na sytuację na polskim rynku?

- Tak, to teoria, z którą trudno się nie zgodzić. W tej branży istnieją jednak wyjątkowe zjawiska, które bezpośrednio przekładają się na podaż i popyt, na ceny i zyski. To wojny, terroryzm czy zaburzenia pogodowe. Mają wielki wpływ na ceny ropy naftowej i jej produktów. Mogą powodować zagrożenia dla funkcjonowania rynku. W konsekwencji, przy skrajnych poziomach cen ropy naftowej może się pojawiać skłonność do sterowania ręcznego. Nie sposób też pominąć tego, że na ceny wpływają nie tylko firmy z tej branży, bo to także jest świat dyplomacji, czyli pośród czynników ryzyka jest także czynnik polityczny. Jak w każdej branży, jednak w naszej rola tego czynnika jest większa.

Teoretycznie efektywność ekonomiczna oligopoli nie musi być niższa, gorsza dla rynku. Wynik porównań cenowych między ścisłym oligopolem a rynkiem wolnokonkurencyjnym zależy od tego, który czynnik okaże się silniejszy: spowodowana powstaniem oligopolu obniżka kosztów czy też narzucony przez niego wzrost cen. Proszę o komentarz do sytuacji na polskim rynku. Który czynnik dominuje?

- My nie mamy części wydobywczej, bardzo ważnej, która daje istotne przepływy, zwiększając zyskowność. Rosnące ceny ropy na świecie dla takich firm jak nasza oznaczają, że marże spadają do niskiego poziomu. W ostatnim czasie mamy do czynienia ze zwiększaniem kosztów inwestycyjnych, a to powoduje wzrost kosztów wytwarzania. Musimy więc walczyć o ekonomizację procesów, o poprawę efektywności. I znów pojawia się problem pola manewru - przy obecnej sytuacji cenowej na światowych rynkach ono się zawęża. Dążenie do zwiększania efektywności jest więc teraz szczególnie wymuszone. Nie jest to czas łatwego zwiększania zysków, co nie oznacza, że jest to gorszy okres dla naszych akcjonariuszy.

Czyli jest Pan przekonany, że Orlen i Lotos prowadzą między sobą rywalizację o wyższą efektywność?

- Wprawdzie nie znam szczegółów gry, którą prowadzi Orlen, ale jednak trudno sobie wyobrazić, aby było inaczej. Mamy sukcesy. Orlen jest o wiele większą korporacją od Lotosu, dlatego reakcja na duże zmiany musi być tam wolniejsza niż w naszej Grupie, tę szansę wykorzystujemy.