Stres menedżera

Do czego taka sytuacja może doprowadzić?

- Pojawiają się jeszcze inne objawy - zaburzenia popędowości, organizm zaczyna oszczędzać na wszystkim, co nie jest potrzebne do życia, zaczynają wypadać włosy, osłabia się wzrok, pamięć, możliwości intelektualne. Skrajny objaw to zespół depresyjno-lękowy. Wszystko, co wydawało się łatwe, zaczyna wydawać się trudne, ocenia się nisko własne możliwości, ogarnia nas pesymizm. Organizm odmawia posłuszeństwa, bo nie widzi już innego wyjścia. Wysyła tak silny sygnał, jak źle eksploatowany samochód, który w końcu się psuje i odmawia dalszej jazdy. Są to ostateczne sposoby, do jakich ucieka się organizm, żeby się obronić, żeby nie dać się zabić pracą i przeciążeniem. Wtedy okazuje się, że ciałem trzeba się zająć, zmienić tryb życia, zmienić system wartości i hierarchię celów. Jest to szansa na opamiętanie, choć czasami trudno naprawić do końca zaistniałe szkody.

Niedobrze jest dochodzić do ściany, doprowadzać do sytuacji, gdy jedynym ratunkiem jest już tylko kompletne wycofanie. Jeśli już trafiliśmy na swoją drogę zawodowego rozwoju, na to, co niesie satysfakcję i pieniądze, to trzeba umieć rozkładać siły, traktować pracę i życie jak bieg długodystansowy. Sytuacja, w której mamy wszystkiego dosyć, oznacza, że w lekceważeniu najważniejszych własnych potrzeb zaszliśmy za daleko. Na ogół towarzyszy nam przekonanie, że dopiero wtedy, gdy zupełnie nie dajemy rady, wolno nam wypocząć. To jest fałszywe, groźne przekonanie, które należy zmienić i dać sobie prawo do wypoczynku wcześniej, nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się być w porządku. Warto brać pod uwagę to, że, być może, nie jesteśmy świadomi własnego zmęczenia. W sytuacjach walki często nie zauważamy sygnałów przeciążenia, co jak już powiedzieliśmy, może prowadzić do energetycznej katastrofy. Wtedy podejmujemy nieracjonalne decyzje, np. porzucamy miejsce pracy, zmieniamy zawód, wyjeżdżamy na koniec świata. To bywa ciekawe, ale jeśli będzie się często powtarzać, może nam bardzo skomplikować życie. Dlatego w sporcie i w wojsku to mądrzy trenerzy i dowódcy decydują o tym, kiedy wysłać na urlop pochłoniętych walką ludzi, za których odpowiadają.

Jak permanentny stres działa na relacje z innymi ludźmi, czy utrudnia codzienną pracę?

- Zaczynamy reagować z niechęcią i z rozdrażnieniem na kontakty z ludźmi, bo nas męczą. Podejrzewamy, ze inni kontaktują się z nami tylko dlatego, że czegoś od nas chcą. Jeśli zajmujemy się wyłącznie pracą, to lekceważymy nasze ludzkie otoczenie. Szczególnie tę jego część, która mogłaby nas zasilać i wspierać. W rezultacie - nie mamy drugiej linii, nie mamy się gdzie wycofać, jesteśmy ciągle na pierwszej linii. Zaczyna wokół nas brakować ludzi, którym naprawdę ufamy, którzy szczerze chcą nas wspierać, którzy niczego od nas nie chcą. A nawet jeśli tacy ludzie są, to przestajemy im ufać.

Pojawiają się też hipochondryczne lęki o zdrowie. Ludzie, którzy mają tendencję do przeciążania się stresem, nie rozumieją swojego ciała, mają do niego specyficzny stosunek, traktują je jak przedmiot, który można bezkarnie eksploatować. Nie znają jego możliwości ani ograniczeń. Nie reagują na wczesne sygnały zagrożenia. Stąd alarmujące, medyczne interpretacje różnych niewinnych sygnałów ciała, często uniemożliwiające rozpoznanie prawdziwej przyczyny, która leży w psychice i trybie życia.

W jaki sposób można pomóc zestresowanym menedżerom?

- Terapia jest potrzebna, kiedy ktoś ma już poważne objawy syndromu wypalenia. My nastawiamy się na profilaktykę, chcemy ludzi uczyć, szkolić, pomagać im w formie coachingu, uczyć mądrej troski o siebie. Nasz program ma służyć zapobieganiu przeciążeniu stresem. Adresowany jest przede wszystkim do tych ludzi, którzy mają dostatecznie dużo wyobraźni, żeby uświadomić sobie przed szkodą, co może im grozić.

Ale nawet z syndromu przeciążenia długotrwałym stresem można wyjść. Osobom zdeterminowanym i zdyscyplinowanym udaje się to średnio w ciągu 4 do 6 miesięcy. Potrafimy skutecznie w tym pomagać.

Jaki jest stopień uświadomienia niebezpieczeństwa związanego z przeciążeniem stresem w polskich firmach?

- Bardzo mały. Dlatego chcemy wpływać na kulturę pracy firm. Dążymy do tego, aby w etosie menedżerskim został dopisany rozdział pt. "Troska o siebie". Żeby dbanie o siebie przestało być uznawane za wyraz słabości, lecz za wyraz odpowiedzialności, tak jak w sporcie. Staramy się uświadamiać ludziom i firmom, że sprawa jest poważna, że można się nią zająć, wyprzedzając negatywne symptomy. Jeśli dobrze zarządzamy naszą energią życiową, to wystarcza jej dla wszystkich, a jakość życia wyraźnie wzrasta.

Nie należy się wstydzić uczucia przeciążenia stresem. Rozpoznawanie naszych możliwości i optymalizowanie naszego energetycznego potencjału jest wyrazem rozwagi i odpowiedzialności. Jeśli ktoś sobie z tym nie radzi, to świadomy szef i dział HR powinien na to zwracać uwagę - wiedzieć, ile i jakie zadania dany pracownik jest w stanie udźwignąć i kiedy powinien wypocząć.

Coraz więcej firm na świecie zaczyna dostrzegać potrzebę dbania o pracowników. "Care pays off" (troska popłaca) staje się popularnym hasłem w amerykańskich korporacjach. Coraz więcej firm przygotowuje programy antystresowe, bo to zdecydowanie podnosi wydajność pracowników i zyski firmy.

Ile można zyskać, ucząc się zarządzania własną energią i odreagowywania stresu?

- Zyskać można bardzo dużo. Codziennie tracimy mnóstwo energii zupełnie niepotrzebnie, zachowujemy się bardzo rozrzutnie. W niektórych wypadkach aż 80% tego, co jest subiektywnie odczuwane jako obciążenie, to tzw. autostres, który wynika z tego, że nasz umysł negatywnie i zagrażająco interpretuje rzeczywistość, przeszłość i przyszłość i utrzymuje organizm w ciągłej gotowości do walki i ucieczki. To są zupełnie niepotrzebne, ogromne straty.

Dlatego nasz główny kierunek działania to uczenie kontroli umysłu, czyli "obecności". Uczenie ludzi umiejętności zakotwiczania uwagi w tym, co realnie się dzieje, w tym, co tu i teraz robią i doświadczają. To najlepszy sposób pozytywnego wpływania na przyszłość. Negatywna projekcja w przyszłość bardzo osłabia jakość naszego działania teraz i uruchamia mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Jeśli teraz kiepsko coś zrobimy, to w przyszłości będzie się to musiało jakoś zemścić. Z kolei teraz robimy coś kiepsko nie dlatego, że nas na więcej nie stać, ale dlatego, że część naszej energii jest już wyekspediowana w przyszłość, a ciało i umysł walczą z czymś, co się jeszcze nie wydarzyło i nie wiadomo, czy się wydarzy. Unikanie negatywnej projekcji w przeszłości i w przyszłości to ogromne oszczędności. Nawet minimalne oszczędności w tej sprawie znakomicie podnoszą jakość pracy i satysfakcję z niej płynącą.

Jak poradzić sobie z ciągłą, niezależną od nas presją i stresem?

- Wiadomo, że dorosły człowiek po półtorej godziny pracy powinien mieć 10-minutową przerwę, bo organizm musi się "zresetować". W przeciwnym razie wydolność fizyczna i intelektualna spada. Komputer się zawiesza, odmawia posłuszeństwa, jeśli dostaje zbyt dużo komend naraz i zbyt dużo informacji do przetworzenia, musi mieć czas na zajęcie się sobą, na samouporządkowanie się. Uczymy na naszych warsztatach, jak w ciągu 10-15 minut skutecznie odprężać się i resetować.

Są sposoby na stres. Od lat uczy się tego ludzi, którzy działają w ekstremalnych sytuacjach obciążenia, np. kosmonautów, komandosów, sportowców. Najwyższy czas, żeby środowisko menedżerskie też mogło z tej wiedzy skorzystać.

Dziękuję za rozmowę.

Stres i antystres

Najbardziej stresogenne okoliczności:

  • śmierć lub odejście bliskiej osoby
  • udział lub bycie świadkiem tragicznych wydarzeń
  • zachorowanie na groźną dla życia chorobę
  • utrata sprawności
  • rozwód
  • utrata pracy
  • radykalna zmiana środowiska i otoczenia
  • chroniczny brak satysfakcji z pracy
Metoda na stres Wojciech Eichelbergera:

"Osiem razy O"

Obecność - świadomy kontakt z rzeczywistością tu i teraz

Oddychanie - świadome, pogłębione, przeponowe

Odpoczywanie i regeneracja

Oparcie w sobie

Odreagowywanie negatywnych emocji

Odpuszczanie - umiejętność mówienia NIE

Odżywianie się

Opiekowanie się sobą - mądre troszczenie się o siebie