Rynek dla domów maklerskich

Jeśli bessa na warszawskiej giełdzie będzie dłużej trwała, bardziej zmieni tę część sektora finansowego, jaką tworzą domy maklerskie. O tym "CEO" rozmawia z Katarzyną Iwaniuk-Michalczuk, dyrektorem zarządzającym Domu Maklerskiego PKO BP.

Katarzyna Iwaniuk-Michalczuk

Katarzyna Iwaniuk-Michalczuk

W "CEO" publikujemy trzecią edycję rankingu TSR. Bessa spowodowała pogłębienie różnic między spółkami. Czy to oznacza, że spółka może skutecznie bronić się przed skutkami bessy?

-Takie narastające różnice widać pomiędzy spółkami nawet z tych samych branż. Co więc decyduje? Na pewno fundamenty. Wiele spółek przeinwestowało w latach hossy. Rynek rósł, ponoszono bardzo dużo wydatków na inwestycje, zawyżono oceny wielkości rozwoju rynku. Wielu spółkom pozostało po tym duże zadłużenie, zła struktura bilansów. Niektóre zaangażowały się w opcje walutowe, jednak nie w celu zabezpieczenia transakcji, ale spekulacji. Teraz coraz więcej firm ma kłopoty z płynnością.

Zobacz również:

W okresie hossy inwestorzy premiowali fuzje i przejęcia. Za co są skłonni zapłacić premię w bessie?

-Za zachowanie płynności. Gotówka w kasie jest dziś najważniejsza. Zwłaszcza że obecny kryzys jest przede wszystkim kryzysem sektora bankowego (kryzysem zaufania i płynności).

Prezes Elektrobudowy, spółki, która awansowała w rankingu TSR, w wywiadzie publikowanym przez nas w niniejszym numerze "CEO", mówi, że jego firma jest w korzystnej sytuacji, bo ma gotówkę i nie potrzebuje kredytów.

-Ten, kto w obecnych czasach ma gotówkę, zachowuje płynność, może również inwestować, przejmując aktywa, które teraz są tanie. Kryzys umożliwia nabywanie bardzo przecenionych aktywów.

Sytuacja jest szczególna także dla domów maklerskich. Może nawet trudniejsza niż dla giełdowych spółek? Jak dom maklerski może radzić sobie w tak trudnych czasach, gdy od wielu miesięcy trwa bessa na GPW?

-Najważniejszym źródłem przychodów jest dla nas obrót akcjami. Zarabiamy na prowizji, gdy obrót jest duży ze względu na optymizm wynikający z hossy bądź z powodu narastającego pesymizmu w czasach bessy. Trudny jest okres spadków obrotów, a tak się stało w 2008 r., gdy na warszawskiej giełdzie były one o 30% niższe. Biura maklerskie pokazały swoje wstępne wyniki za miniony rok i okazało się, że niektóre z nich mają spadki przychodów o 50 czy 60%. Wielkość obrotu akcjami oraz sytuacja na giełdzie ma więc największy wpływa na sytuację domów maklerskich.