Połknęli rybaka, czyli... Zaskakujące połączenie

Prymat Rzeszowa

Przepraszam, ale właśnie wyobraziłem sobie miny top menedżmentu Softbanku, gdy się o tym dowiedział, a i w całym Prokomie zdumienie musiało być duże, choć nominalnie to firma związana z Trójmiastem, z Sopotem, gdzie mieszka prezes R. Krauze. Czy przeżyli szok?

- Zapewniam, że Ryszard Krauze bardzo dobrze rozumie, że nieszczęściem dla kraju będzie jeżeli wszystkie dobre firmy przemieszczać się będą do stolicy.

Czy teraz nie mówimy o ideach społecznych, a przecież to jest biznes?

- Będziemy w Rzeszowie, bo to jest biznes. Tu są niższe koszty. Ale jest też kilka wyższych uczelni, z którymi we współpracy możemy uzgadniać programy kształcenia, by te uczelnie kończyli absolwenci, którzy będą mieli duże szanse na atrakcyjną pracę. Przez dziesięć lat byłem pracownikiem naukowym wyższej uczelni, minęło od tego czasu kilkanaście lat, ale uczelnie wcale tak bardzo się nie zmieniły. I to jest także problem dotyczący informatyków, bo uczelnie polskie nie przygotowują studentów do pracy w firmie. Gdybym takiego absolwenta od razu wysyłał do klienta, to skończyłoby się to źle dla kontraktów. I to jest ta krzywda dla studentów i dla firm.

Muszę znaleźć w Softbanku wszystko, co najlepsze w tej giełdowej, podobnie jak my, spółce. Gdybym te wartości lekceważył, byłby to wielki błąd. W Warszawie potrzebujemy odważnych, dynamicznych ludzi, którzy szybko analizują sytuację na rynku, każdy potencjalny kontrakt, a my - tu, w Rzeszowie - jesteśmy spokojniejsi, bardziej cierpliwi, budowanie programów software'owych wymaga wielkiej pokory i cierpliwości. Mamy więc pewną przewagę nad Warszawą.

Trudniejsze były wcześniejsze przejęcia innych polskich firm. Trudniejsze, bo to była akwizycja firm o podobnym produkcie, które musiały przyjąć nasz produkt jako lepszy.

I jeszcze wracając do teorii: dobrze przeprowadzona fuzja czy przejęcie musi mieć jednego lidera. I wszyscy muszą wiedzieć, że jest jedynym, który ma doprowadzić do zakończenia transakcji M&A. To, że nie zawsze tak się dzieje, jest główną przyczyną niepowodzeń przy takich przedsięwzięciach.

- Szybka odpowiedź: czuję się tym liderem. I to jest ustalone. Nasz przyszły Zarząd będzie liczniejszy, ale biorąc pod uwagę zwielokrotnioną skalę działania, nie powinno to dziwić. Oczywiście, później będziemy wybierać ludzi, którzy potrafią realizować nasze cele i pewnie dziś o wiele więcej osób martwi się o swą pracę tam, w Warszawie, niż tu, w Rzeszowie.

Wpływ na wiele procesów będzie miała struktura akcjonariatu. Jaka ona jest?

- Prokom będzie miał 25,43% akcji, do mnie będzie należało ok. 20%. Reszta to free flow.

Czy Asseco będzie w grupie Prokomu, bo co do tego też pojawiały się wątpliwości?

- Jesteśmy w grupie Prokomu i do Prokomu należą prawa do konsolidacji i 25% zysku netto będą mogli przypisywać do swej grupy.

Na globalnym rynku

Eksperci twierdzą, że przejęcia przy globalnym rynku dają wyjątkowe korzyści. Pomimo tak wielu statystycznych niepowodzeń, zapewniają redukcję ryzyka. Zmniejszone ryzyko operacyjne wynika z tego, że kupujący unika problemów związanych z rozpoczęciem nowych inwestycji. Uzyskuje też pełną kontrolę nad firmą. Wykorzystuje dźwignię finansową: część opłaty za nabywaną firmę może zostać pokryta z pożyczonych pieniędzy. Przez zwiększenie wartości firmy po M&A może też polepszyć wyniki finansowe przejętej organizacji. Które z wymienionych korzyści najlepiej oddają sens przejęcia obu firm? Jak zostanie sfinansowane to połączenie?

- To zostanie przeprowadzone dzięki emisji akcji Softbanku. Akcje zostaną zamienione. Tu nie ma wydatków gotówkowych czy kredytów na przejęcie. Nie ma więc wykorzystania dźwigni finansowej.

Z czego wynika przyjęty parytet wymiany akcji? Ponad pięć akcji Softbanku za jedną Asseco, ta proporcja nie wynika z porównania wartości aktywów?

- Oczywiście, ważne były kursy akcji na GPW, ale one przez te tygodnie się zmieniały, relacje między nimi też, czyli trzeba było się jakoś umówić. Przy wymianie akcji są to również pieniądze w jakimś stopniu wirtualne. I to nie jest istotne. Pewnie wiele osób wyobraża sobie, że my godzinami kłóciliśmy się o ten parytet, a tak nie było. Dla nas dwóch istotne jest, że razem zaczęliśmy budowanie firmy o kapitalizacji wkrótce może nawet 8-10 mld zł. Pamiętajmy też, że Ryszard Krauze ma teraz właśnie olbrzymi inny sukces, to Bioton, pierwsza polska spółka, która ma szanse stać się firmą globalną.

To która spółka będzie najważniejsza inwestycyjnie dla Prokomu, Bioton czy Asseco?

- To jest niebezpieczne pytanie. Bo tu nie ma konfliktu interesów. Dla mnie najważniejsze jest budowanie wartości firmy dla akcjonariuszy. My tę wartość szybko zwiększamy dzięki akwizycjom.

Dlatego ustaliliśmy, że Prokom wniesie też aport, na którym mi bardzo zależy. Tym aportem jest czeska firma PVT. Wcześniej było tak, że ja chciałem PVT kupić od Prokomu, bo to jest największa firma IT w Czechach, z długą tradycją, a przed kilkoma laty nie była w najlepszej kondycji finansowej. Prokom przez ostatnie trzy lata odniósł tam sukcesy restrukturyzacyjne (zatrudnienie zmniejszono z 1400 do 750 osób). Do PVT chcemy dokupić trzy czeskie firmy software'owe, te firmy na to już czekają. Dzięki temu będziemy mieli największą w Czechach firmę zarówno pod względem produkcji oprogramowania, jak i tzw. projektów integracyjnych. I tego gracza chcemy wprowadzić w 2007 r. na warszawską giełdę.

Fuzja z Softbankiem da nam ogromne przyspieszenie rozwoju Grupy Kapitałowej w kolejnych krajach. Gdyby nie połączenie z Softbankiem, musielibyśmy poczekać jakiś czas z kolejnymi planami zagranicznymi. A tak nasza strategia międzynarodowa nabiera rozpędu. Po Czechach przyjdzie czas na kraje bałkańskie - Rumunię, Bułgarię, a także Serbię.