Oscarowa strategia

Właściciele Cinema City, izraelskiej spółki notowanej na GPW, ogłosili właśnie, że przygotowują się do kinowej ekspansji w Europie Zachodniej. Plany uzależnione są od repertuaru filmowego, bo w tej branży najważniejszym czynnikiem ryzyka jest sukces premier. Oscarowe produkcje są szczególnie istotne.

Właściciele Cinema City, izraelskiej spółki notowanej na GPW, ogłosili właśnie, że przygotowują się do kinowej ekspansji w Europie Zachodniej. Plany uzależnione są od repertuaru filmowego, bo w tej branży najważniejszym czynnikiem ryzyka jest sukces premier. Oscarowe produkcje są szczególnie istotne.

Międzynarodowa ekspansja Cinema City rozpoczęła się od Polski. Strategia wejścia na nowe rynki powtarzana była w kolejnych państwach. Nowe plany ekspansji firmy dotyczą Ukrainy i Indii, ale także Europy Zachodniej. Wkrótce ciekawa gra o rynek znów rozegra się w Polsce, należąca bowiem do ITI sieć Multikino zapowiedziała przejęcie Silver Screen. O strategii ekspansji i przewagach konkurencyjnych Cinema City International N.V. "CEO" rozmawia z prezesem spółki, Mooky Greidingerem.

Zobacz również:

Cinema City International ogłosiło właśnie: chcemy zostać graczem numer jeden na całym europejskim rynku, a więc już nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej. To bardzo interesujące, także dlatego że CCI jest spółką notowaną jedynie na warszawskiej giełdzie. Jak zamierza Pan wywalczyć pozycję lidera w Europie?

- Działamy w tych krajach, gdzie jest dużo miejsca do wzrostu - taka właśnie jest natura Cinema City International. Jeśli operator sieci kin dziś chciałby otworzyć kino we Francji czy Anglii, to istnieje tam już wiele multipleksów, przez co potencjał rozwoju jest dość ograniczony.

Naszymi terytoriami ekspansji są przede wszystkim Polska, Czechy, Węgry, Bułgaria, Rumunia i Izrael. Przekonaliśmy się, że są to kraje, gdzie jest duży potencjał do rozwoju. W Polsce pierwszy multipleks zbudowaliśmy w 2001 r. W ciągu siedmiu lat otworzyliśmy 25 multipleksów z 256 ekranami. To pokazuje, jak duże są możliwości wzrostu. W Rumunii myślimy o 200 nowych ekranach - obecnie jest zaledwie 12. Wielki jest więc rynek do zdobycia.

CCI odnosi sukcesy, rosną nasze finansowe możliwości ekspansji. Do 2010 r. chcemy mieć od 950 do 1000 ekranów w Europie Środkowej, dzięki temu w skali całego tego kontynentu będziemy na drugim bądź trzecim miejscu pośród firm o takim profilu działalności. Szanse na stanie się graczem numer jeden w Europie są bardzo dobre, a my lubimy odważne wyzwania. Musimy je sobie stawiać. Wyzwania i cele, a później jest realizacja planów. Mamy bardzo duży potencjał rozwoju na terytoriach, na które dotąd jeszcze nie wkroczyliśmy. Jednak przypomnę, że nie obiecywaliśmy inwestorom CCI, iż będziemy graczem numer jeden w Europie, powiedzieliśmy tylko, że takie są nasze marzenia, które chcemy zrealizować.

CCI rozpoczęło międzynarodową ekspansję od Polski. Później były Czechy, Węgry, Bułgaria, ostatnio Rumunia...

- Ponieważ nasze wejście na polski rynek okazało się największym sukcesem, zwykle ekspansja CCI kojarzona jest w pierwszej kolejności z tym właśnie krajem. Ale naszą obecność w Europie zaczęliśmy od dwóch multipleksów na Węgrzech.

Strategia zdobywania rynków

Czy różne były strategie wejścia CCI na rynki tych państw? Co było podobne? W którym z nich ekspansja okazała się trudniejsza i dlaczego?

- Wejście firmy do nowego kraju nie jest łatwe. Za każdym razem jest inaczej. To tylko z pozoru jest budowanie takich samych kin, z tymi samymi ekranami czy fotelami dla widzów. Są takie same są projektory, ten sam system odtwarzania dźwięku. Z technicznego punktu widzenia jest to powielenie tego samego modelu zdobywania rynku. Uwarunkowania kulturowe każdego kraju są inne. W USA w 2006 r. liczba sprzedanych biletów kinowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca to 4,8, ale w Wielkiej Brytanii wynosi ok. 3 i jest bliska średniej dla UE (2,50). Statystyki w Polsce, na Węgrzech i w Czechach to odpowiednio: 0,84, 1,15 i 1,15. Ale już w Bułgarii czy Rumunii wskaźnik jest wielokrotnie niższy. Potrzebna jest wiedza, jakie filmy ludzie lubią. Istnieją także różnice. Dotyczą tego, kiedy ludzie lubią chodzić do kina, a kiedy nie. Na przykład na Węgrzech tydzień świąteczny to najlepszy czas dla branży kinowej. Podczas gdy w Polsce jest to czas spotkań rodzinnych, co sprawia, że nie jest to silny tydzień. Inna polska specyfika: bardzo ważne są polskie filmy.

Są więc istotne różnice, ale trudno byłoby mi określić, które z tych państw jest najtrudniejsze w kinowej ekspansji. W Polsce i na Węgrzech nasza ekspansja była szybka i przyniosła duży sukces finansowy. Czechy były dla nas rynkiem wolniejszego wzrostu, dlatego że rozwój centrów handlowych w Czechach był wolniejszy, gdy weszliśmy na ten rynek. Na Rumunię i Bułgarię patrzymy teraz jak na dwa nowe terytoria, tam wzrost dopiero się zaczyna, ale według naszych analiz rozwój będzie bardzo szybki.

Czy chcecie być rynkowym graczem numer jeden w każdym z tych sześciu krajów Europy Środkowej? Czy pozycja gracza numer dwa zadawala CCI?

- Nie przeszkadza nam, jeżeli czasem nie jesteśmy na pierwszym miejscu. Nawet jeżeli jesteśmy na trzecim miejscu, postrzegamy to jako stan tymczasowy i będziemy przesuwać się na początek listy. Zależy nam na tym, by być liderem, a jeżeli nim nie jesteśmy, to stan przejściowy dla CCI. W całym regionie Europy Środkowej jesteśmy graczem numer jeden, to nasza pozycja strategiczna. Na Węgrzech przez dłuższy czas byliśmy na niezagrożonej pozycji drugiego gracza, ale właśnie stajemy się rynkowym liderem. Zajęło nam to więcej czasu, wymagało więcej cierpliwości, ale właśnie osiągamy ten cel. W Polsce we wrześniu 2000 r. też zaczynaliśmy z pozycji początkującego, tyle że szybko wyprzedziliśmy Multikino i Silver Screen i zajęliśmy pierwsze miejsce. W Czechach jesteśmy drudzy, ale wierzymy w nasz plan rozwoju na tym rynku.

Grupa ITI ogłosiła w grudniu, że poprzez swą sieć kin Multikino chce przejąć Silver Screen od funduszu Apollo Real Estate Fund z Nowego Jorku. Negocjacje są zaawansowane. ITI byłaby właścicielem dziewiętnastu multipleksów. Czy jest to zagrożenie dla lidera, który będzie musiał bronić swej pozycji?

- Obecnie transakcja ta musi być zaakceptowana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Polsce. Jeśli do niej dojdzie, Multikino znajdzie się na drugim miejscu, podczas kiedy CCI pozostanie numerem jeden w Polsce. My także rozwijaliśmy się przez przejęcia, kupiliśmy w Polsce sieć kin Ster Century oraz kino Kinepolis, ale od kilku lat stawiamy na rozwój organiczny - powstaną wkrótce kina w Bydgoszczy, Zielonej Górze, Rzeszowie, Bielsku-Białej, Bytomiu, Płocku, Krakowie, Gdańsku i Częstochowie. Pozostajemy przy ogłoszonych planach ekspansji, te zapewnią nam szybszy wzrost niż sieci kin rynkowych konkurentów.

Dotychczasowa ekspansja CCI na nowe rynki nie wywołała wojen cenowych. Dlaczego? Zbyt wielu jest graczy o wyrównanych siłach, o podobnych możliwościach finansowych? Wojny cenowe są kosztowne. Ich brak świadczy o racjonalnym zachowaniu graczy.

- Trudno określić, jak zaczyna się wojna cenowa. Czy ceny za bilety są w Polsce za wysokie? Nie sądzę. Każdy z graczy ma swoją politykę różnicowania cen, a konkurencja jest silna. My mówimy, że najwyższa cena jest w weekend wieczorem. Ale jeżeli przychodzisz do kina z rodziną, bilety dla dzieci są tańsze. Są też specjalne ceny dla studentów i grup. Wojny cenowe nie są dobre dla żadnej branży w długim okresie, przede wszystkim dlatego, że koszty wojen cenowych muszą być poniesione przez wszystkich uczestników.