Oscarowa strategia

Na szczęście, w pierwszej kolejności jest to problem wielkich wytwórni filmowych (śmiech). Nasze możliwości finansowe są bardzo duże, możemy zainstalować wiele projektorów cyfrowych. Z drugiej strony, gdzie i jak szybko to zrobić? To jest problem decyzyjny dla nas! Ale mamy kolejną przewagę konkurencyjną: budujemy tak wiele nowych ekranów, że mamy możliwości dokonania wyboru, co zrobimy z projektorami, które już są w kinach. Tak jak w warszawskiej Arkadii. Tam instalujemy cztery projektory cyfrowe, więc te "klasyczne" możemy zabrać z Arkadii, przenosząc je do innych kin, nawet w innych krajach. Konkurenci, którzy rozwijają się wolniej, nie mają takich możliwości. Projektory kupione zaledwie przed czterema laty mogą trafić do kin w Bielsku-Białej, Zielonej Górze czy Bytomiu, tam, gdzie CCI będzie otwierać kina. Budujemy 9 kin w Polsce z ponad 100 ekranami, niektóre z nich będą miały projektory cyfrowe już w dniu otwarcia, a niektóre będą miały projektory używane wcześniej w innych kinach.

Nie sadzę jednak, żeby cyfrowa technologia miała zdeterminować przyszłość w taki sposób, że przesądzi o sukcesach bądź upadkach firm z naszego rynkowego sektora. Ścianę budujesz z cegieł. To nie jest ta jedyna ważna cegła, od której zależy cały sens istnienia. To po prostu jedna z cegieł potrzebnych, aby powstała ściana. Zapewne nie jest to mała cegła. Jednak jeden projektor cyfrowy to poważna inwestycja, związana z kosztami 80 - 120 tys. euro.

Czy wobec takich kosztów stopa zwrotu z inwestycji okaże się atrakcyjna?

- Powiem tak: po pierwsze, pewną część kosztów wezmą na siebie studia z Hollywood. Ponieważ oni w ten sposób oszczędzają koszt wytworzenia kopii. Po drugie, technologia cyfrowa daje możliwość wyświetlania trójwymiarowego, co nie będzie dotyczyć wprawdzie większości filmów. Produkcja 3D będzie pokazywana nie we wszystkich kinach, ale zwiększy zyski. Po trzecie, potrzebujesz mniejszej siły roboczej, bo na przykład w Arkadii, gdy będzie 15 projektorów cyfrowych, ich obsługę zapewni mniej liczny personel.

Gdzie jest jeszcze wolne miejsce rynkowe na ekspansję, także z projekcją cyfrową? Multipleksy w coraz mniejszych miastach? Gdzie jest granica dla takiej drogi ekspansji?

- Nie wejdziemy do miast poniżej 100 tys. czy 80 tys. mieszkańców. Oczywiście, dolna granica jest atrakcyjna, ponieważ jesteśmy jedynym graczem z kinem z sześcioma czy ośmioma ekranami i inwestycja ta oznacza powstanie centrum rozrywki dla całej lokalnej społeczności. Ludzie chcą mieć kino blisko swego miejsca zamieszkania. Z Bielska-Białej nie będą jeździć do Krakowa. W swym działaniu musimy uwzględniać fakt, że duża część naszych klientów nie prawa jazdy, bo to są nastolatki. Dzieci wybierają się do kina z rodzicami, ale gdy mają 14 bądź 15 lat, chcą oglądać filmy ze swoimi rówieśnikami, a jeszcze nie mogą mieć prawa jazdy. W tym wypadku dobrym rozwiązaniem jest multipleks w centrum miasta, z dojazdem miejską komunikacją.

Kina IMAX nie wywołały rewolucji wśród widzów. Jak ocenia Pan udział kin IMAX w przychodach grupy CCI? Jakie obszary działalności firmy wpływają najkorzystniej na zysk netto i EBITDA?

- Przyznaję, IMAX nie był sukcesem w niektórych krajach, a to dlatego że popełniono błędy w strategii marketingowej. Jednak kina Cinema City IMAX w Warszawie czy Pradze należą do najlepszych na świecie. Niedawno powstało takie kino w Sofii i sukces mamy ogromny. Spodziewamy się, że podobnie będzie w Budapeszcie, gdzie takie kino zainaugurowało swą działalność w styczniu tego roku i wszystkie bilety są wyprzedane na każdy weekend na wszystkie filmy.

IMAX jest częścią biznesu kinowego, ale klasyczne filmy IMAXu są dla szczególnego audytorium: dla dzieci, a zwłaszcza szkolnych wycieczek. W Polsce bilety sprzedawane do IMAX dają nam 7% przychodów ze sprzedaży biletów, to dużo. Większość naszych przychodów, ponad 70%, pochodzi z działalności kinowej: sprzedaży biletów, przekąsek i reklamy, i ma ona także największy udział w naszym EBITDA. Nasza działalność deweloperska również przynosi zyski, ale ich poziom różni się w przypadku poszczególnych transakcji. Dystrybucja filmów to około 15% naszych przychodów, nie ma dużego udziału w zyskach, ale jest strategicznym narzędziem wspierającym liczbę sprzedanych biletów w naszych kinach.

Hoolywoodzkie ryzyko

Głównym czynnikiem ryzyka dla właścicieli kin jest repertuar kinowy. Czy z wielkimi emocjami analizuje Pan coroczne informacje o planach produkcyjnych wielkich wytwórni filmowych?

- O tak! Osobiście oglądam nowości przysyłane z dużych wytwórni filmowych. Sprawdzam, które projekty filmowe są opóźnione i dlaczego.

Czy oczekuje Pan powstania "Shreka V", kolejnych części "Piratów z Karaibów" albo "Epoki lodowcowej"? Czy to nie staje się nudne?

- Komercyjne produkcje przynoszą największe wpływy finansowe, zawsze ekscytujące jest, jakie superprzeboje mają powstać. Naturalnie, cała branża marzy o tym, aby powstawało jak najwięcej filmów dających taki sukces kasowy, jak "Shrek" czy "Piraci z Karaibów". Sequele też nas intrygują, na przykład "Harry Potter" czy "Indiana Jones". Na polskim rynku ważne są też polskie produkcje filmowe.

Czy branża kinowa może w jakiś sposób obniżyć ryzyko repertuarowe? Czy są jakieś sposoby dywersyfikacji działalności?

- Kiepskie filmy są niczym wakacje bez słońca - nadal się nimi cieszysz, ale nie jest idealnie. Jeżeli filmy zawodzą, frekwencja w kinach jest niższa, niż zakładaliśmy, możemy zrobić niewiele, aby zredukować utratę części przychodów.

Słaby sezon filmowy to główne ryzyko w branży, ale prawdopodobieństwo jego wystąpienia jest względnie małe. Na świecie jest przecież sześć wielkich wytwórni filmowych. Istnieje też 20 - 25 dużych niezależnych producentów. Jest jeszcze kino europejskie, są i lokalne produkcje. Dlatego ryzyko, że ci wszyscy producenci popełnią błędy w tym samym czasie, jest ograniczone.

Na Węgrzech CCI utworzyło w 2006 r. spółkę, która jest wyłącznym dystrybutorem filmów i DVD dwóch wielkich amerykańskich studiów filmowych: Warner Bros i Sony (Columbia). Czy to jest pomysł na obniżenie ryzyka działalności i czy będzie to powielane w innych krajach?

- Biznes to wynajdywanie nowych możliwości i chwytanie pojawiających się okazji. Na Węgrzech pojawiła się akurat taka okazja. Teraz wspólnie z Disney Company otwieramy dystrybucję DVD w Czechach.

Dla nas najważniejszym biznesem były i będą kina, ale zajmujemy się również, poprzez działalność spółek zależnych, reklamą kinową i sponsoringiem. Jesteśmy aktywni na rynku nieruchomości, to jest element naszej strategii. Właśnie budujemy centra handlowe w Płovdiv i Ruse, gdzie, po udanej realizacji centrum w Sofii, będą kolejne nasze multipleksy. Obok działalności kinowej zajmujemy się również dystrybucją filmów w Izraelu, Polsce i na Węgrzech. Jesteśmy wyłącznym dystrybutorem filmów Walt Disney Company na tych rynkach oraz dystrybutorem wielu innych niezależnych producentów. Bierzemy udział w działaniach marketingowych promujących filmy. Uważamy, że są to sposoby na dywersyfikację działalności.