Kapitał szansy dla wybranych

Czy mieliście klienta, który wpadł w tarapaty z powodu opcji walutowych?

- Niejednego, ale z żadnym z nich nie nawiązaliśmy współpracy. Zresztą ci klienci szybko doszli do porozumienia z bankami i przestali gorączkowo szukać pomocy w sektorze private equity. Zasadniczo właściciele firm nie chcą wpuszczać wspólników, dzielić się władzą. Gdy więc doszli do wniosku, że poradzą sobie bez nas, bo kryzys nie taki straszny, przestali zabiegać o względy. Jak do tej pory żaden z nich nie zbankrutował.

Kandydaci pod lupą

Czy z jakimkolwiek chętnym do współpracy, który zapukał do was na początku roku, podpisaliście umowę?

- Z żadnym. Oprócz nieszczęsnych ofiar spekulacji mieliśmy deweloperów z mieszkaniówki, głównie takich, którzy nie posiadali środków własnych. Jednak choć planowaliśmy przejęcia, bo mamy środki i wsparcie brytyjskiego partnera, funduszu znanego jako Patron Capital Partners, nie znaleźliśmy odpowiedniego kandydata. Przed kryzysem firmy deweloperskie czuły się bardzo pewnie, negocjowały twardo. Gdy kryzys się zaczął, my z kolei staliśmy się bardziej ostrożni.

Z jakich branż pochodzili kandydaci do ewentualnego przejęcia?

- Z różnych. Capital Park nie jest jednak funduszem uniwersalnym, specjalizujemy się w branży nieruchomości komercyjnych. Dlatego ci potencjalni partnerzy musieli mieć w swoim biznesie jakiś element nieruchomościowy. Można sobie wyobrazić na przykład firmę transportową, posiadającą centralę i magazyny w różnych miastach, z których część nie jest już potrzebna. Gdybyśmy się zdecydowali na takiego kandydata, przejęlibyśmy te nieruchomości i poddali restrukturyzacji. Nie wgłębiając się w szczegóły, niektóre z nich mogłyby zmienić przeznaczenie, zostać inaczej, efektywniej wykorzystane. Firma zaś miałaby dopływ gotówki, którą mogłaby przeznaczyć zgodnie z potrzebami swojego core biznesu. Nasza rola polega na uwalnianiu kapitału.

Dlaczego negocjacje z takimi firmami kończyły się fiaskiem?

- Głównym problemem jest wycena przejmowanego majątku. Brakuje transakcji, więc rynek nie działa sprawnie. Naszym niedoszłym kontrahentom nie podobały się wyceny. My zaś mieliśmy wrażenie, że i tak dużo ryzykujemy. Rynek zamarł i nie wiadomo było, kiedy znów ruszy. Sektor nieruchomości ucierpiał przecież na tym kryzysie najbardziej.

Ilu chętnych na kapitałowy zastrzyk odprawiliście z kwitkiem?

- Kilku.

Ile inwestycji rozpoczęliście w tym roku?

- Do portfela inwestycyjnego włączyliśmy w tym roku kilka nieruchomości komercyjnych. Są to jednak transakcje małe - takie nieruchomości łatwiej wycenić. Obecnie kupujemy na przykład działki pod budowę niewielkich galerii handlowych.