Elektroniczne gęsie pióro

Może na usprawiedliwienie sytuacji w Polsce warto przypomnieć, że i w Unii Europejskiej czy w USA podpis elektroniczny też upowszechnia się wolniej, niż to kiedyś przewidywano?

- W USA podpis elektroniczny dobrze się rozwinął i nadal popularyzuje w zastosowaniach przede wszystkim korporacyjnych. A poza tą sferą ma on z założenia niewielkie perspektywy rozwoju, gdyż ze swej prawnej istoty stosunki gospodarcze w USA nie wymagają odpowiednika europejskiego podpisu kwalifikowanego!

Natomiast w Europie spowolnienie w upowszechnianiu się podpisu elektronicznego to przede wszystkim konsekwencja niepowodzeń towarzyszących wdrażaniu Strategii Lizbońskiej, a w tym też i e-gospodarki jako całości. Na wcześniej planowaną skalę nie funkcjonuje w UE e-administracja, która niewątpliwie byłaby czynnikiem wymuszającym i upowszechniającym podpis elektroniczny. Także banki zachodnioeuropejskie, na co liczono, nie rzuciły się do masowego wprowadzania podpisu elektronicznego. A dlaczego? To delikatna sprawa, ale w praktyce wprowadzenie podpisu elektronicznego wzmacniałoby pozycję klienta wobec jego banku, i dlatego część banków wdrożyła rozwiązania przejściowe, np. tokeny.

Wspomniana likwidacja spółki Centrast i gotowość ustawodawcy do modyfikacji przepisów prawa regulujących funkcjonowanie podpisu elektronicznego w Polsce oznaczają chyba nowe otwarcie w tej sprawie?

- Niewątpliwie tak, bo doświadczenie straconych lat ma swoją wymowę, podobnie jak liczne wykonane w tym czasie analizy i propozycje zmian. Trzeba też dodać, że wspomniane kłopoty z wdrażaniem podpisu elektronicznego w krajach UE doprowadziły tam również do bardziej liberalnego podejścia do tej tematyki. A dokonane już włączenie Polski w struktury UE też każe nam dziś inaczej patrzeć na to zagadnienie czy to w wymiarze teoretycznym, czy komercyjnym. Jakby nie było, mamy nadal w Polsce 4 działające komercyjne centra certyfikacyjne, które w swoim czasie zainwestowały po minimum 10 mln zł w budowę swojej infrastruktury. Jednocześnie technologia tanieje, opłaty licencyjne pozostały, a konkurencja ze strony innych unijnych centrów certyfikacyjnych jest po prostu faktem...

Sprzyjającą okolicznością będzie zapewne rychłe przekazanie problematyki podpisu elektronicznego w Polsce w gestię Ministerstwa Informatyzacji, gdzie w ramach szerokiego spojrzenia i kompetencji tego resortu w kwestiach dotyczących rozwoju IT w Polsce należy oczekiwać modyfikacji ustawy z września 2001 r. Kamieniem milowym powinna też być decyzja o uwolnieniu kodów stosowanych przez Unizeto dla potrzeb deklaracji ZUS-owskich i zastąpienia ich kwalifikowanym podpisem elektronicznym pochodzącym od dowolnego centrum certyfikacyjnego.

A jak się Pan zapatruje na pomysły upowszechnienia podpisu elektronicznego poprzez dołączenie go jak np. w Estonii do tamtejszego dowodu osobistego lub do np. przygotowywanej do wydania masowej karty zdrowia w Polsce?

- Tak naprawdę zawarty w pytaniu problem wyboru metody szybkiego upowszechnienia podpisu elektronicznego w Polsce ma kilka aspektów. Pierwszy to kwestia nośnika tego podpisu, który miałby szansę masowego rozpowszechnienia się. Drugi aspekt jest zawsze bardzo istotny, czyli kto pierwszy zdecyduje się wyłożyć na ten cel duże pieniądze bez gwarancji zarobienia na tym przedsięwzięciu jeszcze większych pieniędzy... I jest jeszcze trzeci ważny aspekt, który już wspominaliśmy, a mianowicie obszar zastosowania, czyli stworzenie przez parlament kompleksowych prawnych warunków do stosowania w administracji publicznej dokumentu elektronicznego.

Co do nośnika: od strony technicznej problemu w istocie nie ma. Można w tym celu wykorzystać nowy dowód osobisty, ale na ten z uwzględnieniem biometrii poczekamy w Polsce jeszcze kilka dobrych lat, więc pomysł z ulokowaniem podpisu na nowej powszechnej i wcześniej emitowanej karcie zdrowia ma wiele zalet... Ale z drugiej strony już teraz można na przykład wykorzystywać w tym celu, tyle że po wymianie dotychczasowej karty SIM na inną, masowo użytkowane telefony komórkowe. Ten ostatni wariant jest o tyle jeszcze zasadny i prawdopodobny, że to firmy telekomunikacyjne są dziś nie tylko użytkownikiem i skutecznym propagatorem nowoczesnych technologii, ale przede wszystkim dysponują bardzo dużymi środkami finansowymi. Pytanie tylko, czy właściciele telekomów będą chcieli w tego rodzaju przedsięwzięciu grać rolę pierwszoplanową, czy będą woleli zostać w tle. Ale chociaż dziś ciągle jeszcze nie widać tych pierwszoplanowych graczy, albo przynajmniej nie ujawniają oni swoich biznesplanów w tym zakresie, to nie mam wątpliwości, że ten stan może się zmienić każdego dnia. Cyfrowe, elektroniczne uwierzytelnienie, podpis elektroniczny jest koniecznością i nieuchronnością w otaczającym nas elektronicznym świecie. Efekt śniegowej kuli w odniesieniu do podpisu elektronicznego to kwestia najbliższego czasu. I tak jak dziś trudno nam przypomnieć sobie epokę sprzed wprowadzenia telefonów komórkowych, tak już niedługo wszelkie dyskusje o problemach związanych z wdrażaniem podpisu elektronicznego też przykryje kurz zapomnienia!