Zielone IT

VistaPrint unowocześniło swoje centrum przetwarzania danych z uwagi na rosnące koszty energii. Przysłużyło się to zarówno środowisku naturalnemu, jak i wynikom finansowym firmy.

VistaPrint unowocześniło swoje centrum przetwarzania danych z uwagi na rosnące koszty energii. Przysłużyło się to zarówno środowisku naturalnemu, jak i wynikom finansowym firmy.

Wendy Cebula, COO w VistaPrint, firmie oferującej przez Internet druk na życzenie, w życiu prywatnym wybiera produkty i usługi przyjazne środowisku naturalnemu. Uważa, że to jej obowiązek, jako istoty ludzkiej. Służbowo, wcześniej jako CIO, a obecnie COO w VistaPrint, Cebula nie może jednak kierować się w swoich decyzjach sercem, tylko dobrem firmy. Sprowadza się to do logiki działań i pieniędzy, a nie rozważań nad tym, co jest dobre dla naszej planety. Obecnie obie rzeczy można jednak połączyć.

Zobacz również:

W końcu 2005 r. Wendy Cebula zaobserwowała, że koszty centrum przetwarzania danych rosną. Firma, której działalność jest prawie całkowicie zautomatyzowana, zyskuje co miesiąc sto tysięcy klientów z rocznym tempem wzrostu przychodów rzędu 60%. Nie było oznak, aby liczba danych potrzebnych do obsłużenia tej liczby klientów miała się ustabilizować. Kiedy Cebula i Aaron Barnham, wiceprezes VistaPrint ds. technologicznych i operacyjnych, przyjrzeli się działalności centrum dokładniej, szybko zorientowali się, że wyjątkowo szybko rosły koszty energii. Gdyby zatem zwiększyli wydajność wykorzystania energii albo zmniejszyli jej zużycie, mogliby znacząco obniżyć koszt działalności.

Do niedawna wpływ działalności centrum przetwarzania danych na środowisko naturalne był ignorowany. Obecnie eksperci w sprawach energii szacują, że centra te wykorzystują od 1,5 do 3% energii elektrycznej wytwarzanej w Stanach Zjednoczonych. IDC ocenia, że na świecie w 2005 r. firmy wydały łącznie 26 mld dolarów rocznie na napędzanie i chłodzenia serwerów. To więcej niż wydano na zasilenie energią elektryczną wszystkich budynków komercyjnych w 17 stanach USA - ocenia amerykański Departament Energii.

Na tym nie koniec. Według Uptime Institute, konsorcjum firm powołanego do badania możliwości zwiększania efektywności centrów przetwarzania danych, ponad 60% energii wykorzystanej do chłodzenia jest marnowane. Koszt energii wyprzedził w zestawieniu kosztów prowadzenia centrum koszt nieruchomości. "Centra przetwarzania danych, które kosztowały 10 mln dolarów, obecnie kosztują 100 mln. To w końcu musiało zwrócić uwagę zarządzających z najwyższych szczebli w firmie" - stwierdza Jonathan Koomey, naukowiec z Lawrence Berkeley National Laboratory.

Zainteresowało to także instytucje rządowe. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska jest zobowiązana na mocy prawa federalnego do badania poziomu zużycia energii w centrach danych i oceny działań producentów na rzecz podniesienia wydajności wykorzystania energii, jakich zachęt używają do nakłonienia firm do wykorzystania technologii przyjaźniejszych dla środowiska. W Unii Europejskiej prowadzone są projekty badania poziomu emisji dwutlenku węgla przez sprzęt komputerowy. Rządy w wielu krajach mogą przyjąć rozwiązanie, że nieefektywne centra będą karane ustawowo.

"Połączenie presji finansowej, ekologicznej i legislacyjnej zmusi organizacje IT do przejścia na ‘zielone' centra przetwarzania danych" - ocenia Rakesh Kumar, wiceprezes do spraw badań w Gartnerze. Do 2011 r., jak ocenia Gartner, co czwarte centrum przetwarzania danych będzie zaprojektowane z myślą o jak najoszczędniejszym wykorzystaniu energii oraz zniwelowaniu wpływu na środowisko. Środki do realizacji tych celów mogą różnić się zależnie od organizacji. Nie ma bowiem standardu przyjaznego środowisku centrum.

W VistaPrint adaptacja przyjaznego środowisku naturalnemu modelu działania okazała się łatwiejsza, niż wcześniej przypuszczano. Firma zakupiła oszczędniejsze serwery i poprawiła wykorzystanie swojego centrum na Bermudach, zmniejszając zużycie energii o 75%. W efekcie spodziewa się oszczędności rzędu pół miliona dolarów na przestrzeni trzech lat. Redukcja emisji dwutlenku węgla powinna wynieść tylko w bieżącym roku kilkaset ton. To tak, jakby z dróg zniknęło nagle 100 samochodów. VistaPrint zdecydowało ponadto o budowie kolejnego centrum przetwarzania danych w Kanadzie, gdzie prąd pochodzi z odnawialnych źródeł energii. Jej wykorzystanie przynosi stabilizację kosztów energii - VistaPrint ma szansę na obcięcie rachunków za elektryczność nawet o 70%. "Te oszczędności udało nam się poczynić w czasie, gdy każdy zaoszczędzony dolar bardzo się dla nas liczył" - dodaje Cebula.

Skok napięcia

W 2000 r. Robert Greene, CEO i założyciel VistaPrint, przeniósł siedzibę firmy z Paryża do Waltham w Massachusetts. Wielkość przychodów sięgała tylko 6 mln dolarów rocznie. W ciągu następnych pięciu lat zarejestrowana na Bermudach firma odnotowała lawinowy wzrost sprzedaży. Z przedmieść Bostonu przeniosła swoje biura do Lexington, na ośmiokrotnie większą powierzchnię.

Firma w tych latach koncentrowała się na automatyzacji i optymalizacji wzornictwa produktu, a także procesów w swojej drukarni w holenderskim Venlo. Jedynym kryterium przy zamówieniach sprzętu - do centrum danych na Bermudach (które obsługuje serwis internetowy VistaPrint oraz system transakcyjny, którym zarządza Cable&Wireless) albo do Lexington (obsługa systemów wewnętrznych i produkcji IT) - była niezawodność. W rezultacie VistaPrint jest w posiadaniu serwerowego miszmasz: systemy back-end, front-end, bazodanowe obsługiwane są przez różne typy urządzeń. W 2004 r. firma uległa także powszechnej modzie na serwery kasetowe (blade) i zamówiła takie maszyny w IBM.

Jesienią 2005 r., wkrótce po nominacji Cebuli na CIO, ówczesny COO firmy, Alex Schwotka, zatrudnił Barnhama na stanowisku dyrektora ds. IT. Barnham był zdania, że przejście na serwery kasetowe było błędem. "Te serwery świetnie się prezentują, ale na papierze. Kiedy podłączy się taką szafę do prądu, nagle okazuje się, że pożera całą energię" - mówi Barnham.

VistaPrint nie było jedyną firmą, która miała problem po podjęciu decyzji o zakupie upakowanych gęsto serwerów. "Najważniejszym wyznacznikiem miała być przestrzeń zaoszczędzona w centrum danych, nikt nie przywiązywał znaczenia do kosztu energii" - podsumowuje Rakesh Kumar.

Serwery kasetowe potrzebują o wiele więcej mocy niż tradycyjnie, luźno upakowane. Szafa zapełniona serwerami potrzebuje od 20 do 30 kilowatów, podczas gdy w tradycyjnym centrum danych od 2 do 3 kilowatów. Według Uptime Institue, gęsto upakowana architektura trzy- albo nawet czterokrotnie zwiększa nakłady na urządzenia chłodzące. Rośnie też koszt energii potrzebnej do ich działania.

CIO zakładali, że koszty centrum przetwarzania danych będą obniżać się, w miarę jak spadną ceny serwerów, a urządzenia staną się potężniejsze. Tymczasem czekało ich brutalne przebudzenie. Kenneth Brill z Uptime Institute nazwał to "stopieniem prawa Moore'a". Wartość energii potrzebnej do działania i schłodzenia sprzętu wartości 1000 dolarów wystrzeliła z 8 watów do 109 watów. Zdecydowanie nadszarpnęło to obraz oczekiwanych korzyści z instalacji potężnych maszyn. W najlepszym wypadku w ciągu pięciu lat sprzęt wartości 1000 dolarów będzie potrzebował 157 watów. W najgorszym - 1650 watów. Wtedy najważniejsza zaleta systemów kasetowych - mniejsza powierzchnia - traci znaczenie dla części potencjalnych nabywców. Centra przetwarzania danych w efekcie wykorzystują po dwa serwery w szafach zaprojektowanych nawet na dziesięć serwerów. Upakowanie więcej niż dwa serwery utrudnia ich schłodzenie.

Przed takim też dylematem stanęło VistaPrint. Jako pierwszy klient bermudzkiego centrum Cable&Wirelless zainstalowało serwery kasetowe. Firma zarządzająca centrum nie była przestraszona perspektywą ich obsługi. Chciała jednak ograniczenia liczby serwerów w szafie do jednego. VistaPrint znalazło usługodawcę, który zgodził się na zmieszczenie dwóch serwerów, ale pod warunkiem dopłaty za dodatkowe zużycie energii. Wcześniej przez lata właściciele centrów przetwarzania danych pobierali opłatę z jednego metra kwadratowego zajmowanej powierzchni. Opłata nie uwzględniała kosztu energii elektrycznej. "To sami outsourcingowcy stworzyli tę przewrotną zachętę do większego upakowania maszyn" - zauważa Jonathan Koomey.