Wyczerpuje się „paliwo” rozwojowe

Dlaczego w Polsce szwankuje innowacyjność? Co powoduje, że polska gospodarka jest w dalszym ciągu mało innowacyjna? Co trzeba zrobić, aby postęp techniczny stał się sprężyną rozwojową i napędzał wzrost gospodarczy w Polsce? To pytania, na które musimy szybko znaleźć odpowiedz.

Przez ostatnie 26 lat polska gospodarka rosła dzięki dwóm czynnikom: niskim kosztom pracy - po roku 1989 gwałtowanie wzrosła wydajność pracy polskiego społeczeństwa, co jednak nie wiązało się z poważną zwyżką wynagrodzeń (istniał wyzysk); wzrostowi gospodarczemu, którego powodem były dotacje i subwencje pochodzące z Unii Europejskiej, określane w języku kolokwialnym „sterydami”, a więc zewnętrznymi, sztucznymi źródłami rozwoju - jednak i tu występuje wiele wątpliwości, gdyż w opinii ekspertów środki europejskie były niewłaściwie wykorzystywane oraz kierowane na nieefektywne, nieracjonalne inwestycje.

Problem roku 2020

Obydwa zasoby ulegają wyczerpaniu. Polska wpadła w poważny kryzys. Praca powoli przestaje być kapitałem, z którego gospodarka może czerpać siłę. Prognozy są bezlitosne: w roku 2001 żyło w Polsce 5,6 mln osób nieaktywnych zawodowo, w roku 2030 będzie ich o 4 mln więcej (przyrost o ok. 80%). W roku 2008 na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 41 emerytów, w roku 2060 proporcje te zmienią się w relacji dramatycznie niekorzystnej: 100 do 91 (i to przy uwzględnieniu warunku, że dojdzie do wzrostu stopy urodzeń).

Zobacz również:

Również fundusze europejskie powoli zaczynają się kończyć. Na razie Polska jest płatnikiem netto, co oznacza, że ze wspólnego unijnego budżetu otrzymuje więcej niż wpłaca, ale już w niedługim czasie sytuacja ulegnie odwróceniu - po roku 2020 polityka budżetowa UE nie będzie dla naszego kraju tak korzystna, jak wcześniej.

Co będzie po roku 2020? Czy dla Polski nadchodzi, odwołując się do analogii biblijnej, siedem chudych lat? Czy grozi nam scenariusz grecki?

Czynniki rozwoju

Wybitny polski ekonomista prof. Krzysztof Rybiński wskazuje trzy generalne źródła rozwojowe: 1) praca, czyli wysiłek ludziki, wkład siły roboczej w rozwój gospodarczy, przysłowiową ilość rąk do pracy; 2) kapitał, inaczej urządzenia przemysłowe, fabryki i zakłady pracy, a także infrastrukturę komunikacyjna – drogi oraz połączenia kolejowe; 3) innowacje, a więc oparcie gospodarki na wiedzy, kapitale intelektualnym, co wtórnie przekłada się na nowoczesną ścieżkę produkcyjną. Wszystkie trzy czynniki łączy jeden wspólny mianownik: konkurencyjność gospodarki, a więc niskie ceny oferowanych produktów.

Duża liczba potencjalnych pracowników na rynku, to niskie koszty pracy, które przekładają się na niewielką cenę proponowanej oferty materiałowej bądź usługowej; dobrze rozbudowana infrastruktura komunikacyjna daje możliwość szybkiego poruszania, przemieszczania się, łatwego transportu, co także wpływa na niższe ceny; innowacje pozwalają szybciej lub taniej coś wytworzyć.

Niestety...

W Polsce do tej pory nie zidentyfikowano immanentnych źródeł rozwojowych. Praca była turbiną gospodarczą przez ostatnich 26 lat, przez cały okres transformacji ustrojowej państwa, jednak z uwagi na kryzys demograficzny, jej znaczenie gwałtownie maleje.

Jak widać, każdy z tych czynników daje to co nazywamy przewagą konkurencyjną. Niestety Polska nie posiada niczego, nie dysponuje żadnym z wymienionych powyżej argumentów. Poza tym tania praca negatywnie wpływa na innowacyjność - jeżeli można wytworzyć dany produkt albo usługę dzięki nakładom taniej pracy, to rezygnuje się z unowocześniania procesu produkcyjnego. W ten sposób przedsiębiorcy często rezygnują z modernizacji własnych firm - wolą bazować na niskich kosztach pracy. Z drugiej strony podnoszenie wynagrodzeń wymusza innowacyjność, choć jeżeli nakłady podatkowe na pracę są zbyt wysokie, może to zaowocować wzrostem bezrobocia albo wypychaniem ludzie w szarą strefę.

Kurs na innowacje

Wielu ekonomistów uważa, że budowanie innowacyjnej gospodarki jest jedynym rozsądnym źródłem rozwoju, jaki Polska może przyjąć na przyszłość, zwłaszcza w kontekście wyczerpywania zasobów pracy, kryzysu demograficznego, a także zbyt słabego kapitału infrastruktury.

Prof. Stanisław Gomułka uwypukla znaczenie inwestycji prywatnych, w jego opinii ich dynamiczny wzrost przyczynia się do automatycznej absorbcji innowacji z zewnątrz, a więc uczenia się korzystania z wynalazków oraz rozwiązań technologicznych kreowanych przez inne narody. Marek Zuber oraz wielu innych polskich ekonomistów, jako fundamentalną sprawę widzi konieczność silnego zaangażowania państwa w rozwój rodzinnej myśli technologicznej, a także asygnowania z budżetu państwa pokaźnych nakładów finansowych na kreowanie wynalazków technicznych. Jeszcze inni ekonomiści wskazują na potrzebę wytworzenia koherentnych relacji pomiędzy nauką, a biznesem, w taki sposób, aby nauka dostarczała biznesowi więcej patentów. Jednak z innowacyjnością jest w Polsce ogromny problem. Istnieją kilka głównych barier wzrostu innowacyjności.

Bariery wzrostu innowacyjności:

Obniżenie realnego poziomu wykształcenia.

Prof. Bogusław Wolniewicz mówi o kategorii półinteligentów, a zatem o ludziach, których formalne wykształcenie, a w ślad za tym również sfera definiowanych aspiracji, znacznie przewyższa posiadane predyspozycje intelektualne. Po roku 1989 mieliśmy do czynienia z procesem, w ramach którego dla celów czysto komercyjnych zwiększono dostępność do wyższego wykształcenia, kosztem jego poziomu. Jak argumentuje wspomniany Wolniewicz: masa ciągnie w dół. W efekcie zwiększenia dostępności do wyższego wykształcenie nastąpiły dwa wtórnie niekorzystne zjawiska: 1) statystyczny przyrost osób z wyższym wykształceniem o zdefraudowanej jakości; 2) upadek szkolnictwa zawodowego. To powoduję, że system kształcenia nie jest dopasowany do oczekiwań rynku pracy. Istnieje duży przerost ludzi z wykształceniem humanistycznym, zdobytym przy obowiązywaniu zaniżonych kryteriów edukacyjnych, a przy tym występuje deficyt pracowników predystynowanych do wykonywania zawodów technicznych.

Polski system edukacji reprodukuje bezrobocie. Logiczną konsekwencją obniżenia poziomu kształcenia jest również niższa jakość kadr naukowych, co z kolei przekłada się na impas w dziedzinie innowacji.

Drenaż umysłów.

Najważniejszym czynnikiem, który decyduje o rozwoju poszczególnych państw, zwłaszcza w dobie globalizacji jest kapitał ludzki. Niestety Polska wyprzedaje swój własny potencjał intelektualny. W tym miejscu relewantne wydaje się postawienie pytania o bilans przynależności do Unii Europejskiej? Z jednej strony otrzymujemy potężne pieniądze na rozwój materialny, na rozbudowę infrastruktury komunikacyjnej, ale z drugiej wyprzedajemy najważniejszy kapitał, którym współcześnie jest kapitał ludzki. Drogami i autostradami które budujemy młodzież ucieka do zachodniej Europy. Polska wydaje potężne pieniądze na wykształcenie młodych ludzi, którzy pracują później dla innych gospodarek, przyczyniając się często do produkowanych tam patentów.

Wyzysk.

Ludzie wyjeżdżają z Polski z powodu niskiej opłacalności pracy. Rozwój gospodarczy w Polsce, w całym okresie transformacji, był oparty na niskich kosztach pracy. Wynagrodzenia nie nadążały za wydajnością pracy, a to jak wiadomo nie jest dobrym impulsem dla dynamicznego wzrostu innowacyjności.

Korupcja.

O czym mówi nam niski poziom innowacji w Polsce? Czego jest wskaźnikiem? Dowodzi jednej fundamentalnej rzeczy: przyczyną impasu w dziedzinie innowacyjności jest gigantyczna korupcja. Zjawisko to powoduje, że pewne instytucje, narzędzia, komórki i procedury w sferze państwa oraz gospodarki nie mogą działać w sposób optymalny, i w ten sposób zostaje zahamowany rozwój. Korupcja, jest jak rak w organizmie człowieka - odwraca działalność państwa i wypacza zasady konkurencji. Przewagi konkurencyjne, które rywalizujące ze sobą firmy musiałyby zdobywać na polu postępu technologicznego, a także implementowania nowych rozwiązań, są osiągane na obszarze transakcji korupcyjnych.

Dzieje się tak dlatego, że korupcja jest zazwyczaj tańsza od inwestycji w nowe technologie. Firma, która musiałaby wydać kilka miliardów na modernizację procesu produkcyjnego, woli przeznaczyć parę milionów na lobbing legislacyjny i zapewnić sobie przewagę konkurencyjną kupując faworyzujące jej działalność biznesową ustawy.

Z tym wiążą się dwa pokrewne zjawiska hamujące innowacje:

1) Przeregulowanie

Prawo w Polsce jest za ciężkie, zbyt bardzo rozbudowane. Nieustannie tworzone są nowe przepisy. Przeciążenia legislacyjne zamiast rozszerzać, ograniczają wolność gospodarczą. Poszczególne akty normatywne kreuje się po to, aby spetryfikować stosunki gospodarcze, zaś określonym podmiotom zagwarantować pozycję monopolistów, którzy nie będą zainteresowani forsowaniem innowacji, gdyż przewagę konkurencyjną zapewniono im jakby z definicji - na poziomie prawa.

Wbrew werbalnym twierdzeniom w Polsce nie istnieje w pełni zdrowa konkurencja, bo pewnym przedsiębiorstwom bądź korporacjom w sposób sztuczny zapewniono pozycję monopolistów, dano im przewagi a priori, z góry narzuconą przez państwo, w zamian za otrzymanie tzw. renty korupcyjnej dla elit. Przeregulowanie prawne tworzy sprzężenie zwrotne z przerostem biurokracji. Czynnikiem, który łączy biurokrację z kapitałem, a więc z sektorem przedsiębiorstw i finansów, jest właśnie korupcja. Jak dowodzili Robert Michels w „Żelaznym prawie oligarchii”, czy James Burnham w „Rewolucji menadżerskiej”: rozrost struktur biurokratycznych powoduje konieczność delegacji elit, klasy zarządzającej instytucjami bądź majątkiem, swego rodzaju grupy dominującej, która jednak nie jest zainteresowana modyfikowaniem warunków gry (innowacjami), lecz konserwowaniem istniejącego status quo, a zatem utrwalaniem własnych pozycji.

2) Atawizm.

Drugim procesem ściśle związanym z korupcją jest coś, co można nazwać regresją ewolucyjną, a więc wytracaniem zdolności konkurencyjnej. Firmy uwikłane w korupcję oraz powiązania klientelistyczne uwsteczniają się zamiast rozwijać. Bazują na łatwych pieniądzach, np. z funduszy europejskich albo otrzymywanych poprzez przetargi udzielane w rezultacie transakcji korupcyjnych, a to nie daje impulsu do modernizowania infrastruktury technologicznej. Po ustaniu przewag uzyskiwanych na polu korupcji, nie będą w stanie efektywnie działać. Przegrają rywalizację z przedsiębiorstwami, które postawiły na naturalną, zdrową konkurencję.

Konkurencja rozwija

Dobrobyt jest tam, gdzie jest wolność. Poszerzanie wolności gospodarczej oraz tworzenie zasad zdrowej, wolnej konkurencji samo z siebie wygeneruje innowacje. Zdrowa konkurencja zawsze rozwija, czy to w sporcie, czy w nauce, czy w gospodarce. Nie ma lepszego impulsu do ulepszania niż konkurencja, wzajemna rywalizacja, zmagania.

Aby wytworzyć w Polsce presję innowacyjną należy przeprowadzić wiele zespolonych ze sobą i podążających w jednym kierunku, spójnych działań: 1) odbudować realną jakość wyższego wykształcenia – nauka nie może być powszechna, to zaprzecza jej naturalnej definicji, nauka ma być czymś elitarnym, dedykowanym dla elit w sensie predyspozycji intelektualnych a nie dla mas (postulat powszechnego wyższego wykształcenie jest czymś wewnętrznie sprzecznym); 2) zminimalizować korupcję, spowodować aby przewagi konkurencyjne nie były zdobywane na podstawie korupcyjnych transferów, ograniczyć lobbing w procesie legislacyjnym i przeciwdziałać tworzeniu monopoli; 3) zderegulować prawo i ograniczyć biurokrację, korupcja jest rezultatem patologicznych ustosunkowań pomiędzy biznesem i administracją (konsekwencją zbyt przeregulowanego prawa oraz uznaniowości urzędniczej); deregulacja gospodarki oraz niwelacja biurokracji automatycznie ograniczy korupcję i zaowocuje innowacjami; 4) odpowiednio powiązać naukę z biznesem, w taki sposób, aby ten pierwszy sektor odpowiadał na potrzeby gospodarki i rynku pracy; państwo polskie musi przeznaczać znacznie więcej pieniędzy na badania naukowe, ale także stworzyć warunki gospodarcze do szybkiego napływu innowacji z zewnątrz.

Ponadto należy zlikwidować nadmiar obciążeń podatkowych oraz wprowadzić zachęcające ulgi podatkowe dla najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw. Wzrost inwestycji prywatnych sam w sobie wygeneruje innowacje, wytworzy patenty, a także będzie dokonywał ich absorbcji z zewnątrz.

Wolny rynek oraz prawdziwie wolna, nieskrępowana konkurencja, jakby mimochodem, doprowadzą do dynamicznego wzrostu innowacyjności.

o autorze

Roman Mańka jest redaktorem naczelnym blogu eksperckiego fundacji FIBRE oraz dziennikarzem magazynu „Ambasador”. Jest również publicystą i pisarzem, autorem książek popularno-naukowych z zakresu socjologii i politologii. W przeszłości pracował w mediach lokalnych, opisywał sprawy z zakresu działalności zorganizowanych struktur przestępczych. Publikował również w mediach ogólnopolskich, pełnił funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej oraz szefa działu krajowego tegoż czasopisma, jego artykuły były publikowane w Onet.pl, Interia.pl, Forbes.pl, Inwestycje.pl. a także w magazynach Home&Market i Gentleman. Obecnie zajmuje się analizami z zakresu filozofii, socjologii, socjologii wiedzy, socjologii polityki, politologii, geopolityki i globalizacji.