Transformacja cyfrowa całkiem na chłodno

Transformacja cyfrowa, digital disruption, Internet Rzeczy, Big Data i jeszcze parę podobnych pomysłów, którymi systematycznie zasypują słuchaczy firmy doradcze oraz dostawcy produktów informatycznych, przynieść mają sukcesy każdemu biznesowi. Im szybciej i więcej „tego” łyknie, tym sukcesy większe. A jeśli ktoś się nie zdecyduje? To jego biznes raczej upadnie – może nawet już upadł, tylko biedak o tym nie wie, bo cóż on może wiedzieć nie stosując „Big data”?

Foto: Gratisography

Foto

GRATISOGRAPHY

Oczywiście wierzę, że wiara może być bardzo pomocna i w życiu, i w biznesie, co ilustruje poniższa krótka historyjka.

Dawno temu, koło miasteczka na uboczu stał kościół, a naprzeciwko niego karczma, pomiędzy nimi biło czyste źródełko. Kiedyś był tu wielki ruch, ale ostatnio miasteczko zaczęło podupadać, więc słabo się wiodło i proboszczowi i karczmarzowi bo mało kto tam zaglądał. Martwili się tym obaj, ale cóż mogli zrobić? Cudów nie ma…..

Zobacz również:

Zdarzyło się pewnego ranka, że gdy młoda, pobożna Marysia, pracująca w karczmie, po porannej modlitwie w kościółku, nabierała wody ze źródełka, pokazały się jej trzy anioły, wkładające skrzydła do źródełka. Zaraz potem, kolano które Marysię bolało od roku i nie dawało się wyleczyć nijak, cudownie ozdrowiało. Gdy wieść o tym obiegła okolicę do źródełka zaczęli ściągać chorzy, oczywiście każdy także szedł się pomodlić w kościele. Mszy w intencji ozdrowienia trzeba było odprawiać coraz to więcej, datków, mających wspomóc prośby o zdrowie nikt nie żałował. Zdrożeni pielgrzymi musieli się posilić, a przybywali coraz liczniej. Przedsiębiorczy właściciel musiał karczmę rozbudować, a kościół został pięknie odnowiony przez energicznego proboszcza.

Nie wszyscy jednak byli przekonani co do mocy źródełka, jeden z pielgrzymów wręcz wziął na spytki karczmarza i bardzo nalegał: „powiedz mi prawdę, przysięgnij, czy to naprawdę wszystkim pomaga?”. Karczmarz, człowiek uczciwy i rzetelny, pomyślał chwilę i rzekł: „Czy wszystkim, to ja Ciebie nie mogę przysiąc, ale wiem i mogę przysiąc, że dwóm na pewno pomogło”.

Czy „cyfrowa transformacja internetu rzeczy w big data digital disruption” pomoże wszystkim, czy tylko dwóm? Jakie są realne potrzeby biznesu, a jakie realne możliwości magów-wizjonerów z branży doradczo-informatycznej? Spróbujmy spojrzeć chłodnym okiem. Punktów odniesienia poszukajmy w energetyce – potrzebnej i znanej wszystkim, a często ocenianej jako wspaniałe pole do transformacji cyfrowej.

Cyfrowa transformacja energetyki?

Na początek, dla porządku proste fakty. Uważam, że energetyka jest innowacyjna, w swoim zdrowym rytmie czasowym. Może to pokazać choćby przykład zaczerpnięty w dużym skrócie z niedawnej informacji polskiego oddziału RWE.

Po okresie kilkuletniej eksploatacji linii kablowych 110 kV z systemem do wzdłużnego pomiaru temperatury, RWE Stoen Operator dokonał oceny zastosowanego rozwiązania. Układ pozwala na precyzyjny pomiar rozkładu temperatury, z rozdzielczością do 1m, wykorzystując do tego celu światłowód umieszczony w żyle powrotnej kabla 110kV. Z oceny wynika, że stosowanie takich linii kablowych daje możliwość wykorzystania dynamicznej obciążalności linii oraz zwiększenie jej przepustowości w związku z podwyższoną obserwowalnością parametrów kabli. To z kolei przekłada się na wzrost efektywności wykorzystania majątku sieciowego, i zapewnia jeszcze wyższe bezpieczeństwo dostaw energii dla klientów.

Innowacja bez cyfryzacji

Systemy SCADA nie powstały na fali „digital transformation”, a urządzenia energetyczne wymieniały między sobą dane zanim termin „Internet rzeczy” zapełnił setki prezentacji.

Takich przykładów mógłbym dawać setki, bo od lat nowoczesne rozwiązania informatyczne wspomagają sterowanie skomplikowanymi instalacjami i usprawniają codzienną pracę energetyków. Systemy SCADA nie powstały na fali „digital transformation”, a urządzenia energetyczne wymieniały między sobą dane zanim termin „Internet rzeczy” zapełnił setki prezentacji.

Pragnę jasno stwierdzić, że jestem przeciwnikiem obecnych prób, zmasowanego, bezkrytycznego „wmasowania” energetyce „digitaj disruption”, transformacji cyfrowej itp. innowacji, bo (podobno) gdzieś, w jakiejś innej branży, się sprawdziły. Szanowni Państwo, energetyka operuje na ogromnych instalacjach, obejmujących cały kraj, włączonych w sieć kontynentu. Pochopne zmiany grożą nieobliczalnymi skutkami. Dlatego energetyka w podstawowych obszarach działalności musi być bardziej konserwatywna niż internetowy sprzedawca piosenek!

Nieprzejednanym propagatorom gruntownej przebudowy energetyki według nowych innowacyjnych modeli pragnę przypomnieć, że nawet według opinii środowisk innowacyjnych, statystycznie 9 na 10 innowacyjnych pomysłów upada. Czy takiej energetyki, dostarczającej skutecznie energię raz na dziesięć prób chcemy? Ja nie! Jako odbiorca chcę mieć prąd, 100 razy na 100.

Czy ktoś jeszcze powinien być konserwatywny?

Skoro możemy wskazać dwa punkty o naturalnie różnych skłonnościach do transformacji cyfrowej (energetyka i sklep internetowy z niczym szczególnym), to może znajdzie się takich punktów więcej? Moim zdaniem możemy mówić tu o pewnej skali. Z jednej strony skali energetyka, kolej, itp., a z drugiej, internetowe efemerydy, bez majątku, nie biorące odpowiedzialności za żadne skutki swej działalności, a jeszcze skrajniej, nie będące w stanie specjalnie znaczących materialnych skutków wywołać, ani swoją działalnością, ani jej niespodziewanym zaniechaniem.

Apka dobra na wszystko?

Czy Uber jest bezsprzecznym sukcesem transformacji cyfrowej, czy po części sposobem nieuczciwego konkurowania (omijane podatki i koncesje)? Czy to dobry model dla wszystkich i na wszystko - jak wszyscy przestaną płacić podatki, to kto i za co odśnieży taksówkom Ubera drogi zimą? Chyba, że liczymy na globalne ocieplenie, albo może ktoś napisze odpowiednią apkę...

Mając taką skalę, wcale niekoniecznie certyfikowaną przez „Wielką Czwórkę”, ale we własnej głowie, na własny użytek, można w gronie CxO określić na niej orientacyjną pozycję swojego biznesu, obecną i planowaną. A wtedy z kolei można już spokojniej oceniać wszystkie wspaniałe oferty, obiecujące nam (cyfrowe) niebo na ziemi.

To co mnie osobiście razi (i zraża), to obserwacja, że liczne próby namówienia tej naturalnie, zdrowo i słusznie, konserwatywnej części skali na „disruption”, są ilustrowane przykładami sukcesów (lub „sukcesów”) odniesionych w tej części skali, która każdy problem rozwiąże sobie z łatwością przy pomocy jakiejś „apki”.

Bo np. czy Uber jest bezsprzecznym sukcesem transformacji cyfrowej, czy po części sposobem nieuczciwego konkurowania (omijane podatki i koncesje)? Czy to dobry model dla wszystkich i na wszystko - jak wszyscy przestaną płacić podatki, to kto i za co odśnieży taksówkom Ubera drogi zimą? Chyba, że liczymy na globalne ocieplenie, albo może ktoś napisze taką apkę, która zmienia cyfrowo status drogi z zaśnieżonej na odśnieżoną. (To drugie wydaje się nawet szybsze, bo potęga „apki” jest ogromna.)

Mały problem – mała apka

Duży problem – duża apka.

W świecie cyfrowym nie ma problemów, które dotąd nękały ludzi i ludzkość. Kończy ci się paliwo w baku, to łatwo możesz dokupić, np. 10 litrów za jeden topór, lub 200 litrów za księżniczkę, i to bez konieczności szukania stacji benzynowej, nawet będąc w połowie drogi miedzy Ziemią a Marsem (jeśli księżniczka z dobrego rodu). To oczywiście wariant dla świata wirtualnego, w którym coraz to więcej osób przebywa „bardziej” niż w rzeczywistym.

Przełom w... percepcji

Głównym składnikiem subiektywnej wartości produktu ma być doświadczane wrażenie (customer experience), nie tyle liczy się sam but, ale bardziej kto jeszcze w takim bucie biega i dokąd pobiegł w zeszłym tygodniu. Pole do cyfryzacji i „przełomowych” innowacji jest większe, można sobie pohulać.

Jeśli w świecie rzeczywistym, to niestety musisz prozaicznie znaleźć jakąś stację benzynową. Ale przecież to też żaden problem – niejedna smartfonowa apka znajdzie ją dla ciebie z łatwością. Tylko skąd bierze się paliwo w zbiorniku tej stacji? Chciałbym wierzyć, że nikomu nie przychodzi do głowy spontaniczna odpowiedz: „na pewno jakaś inna, specjalna apka je tam zrobiła. Może na drukarce 3D?”. Ale im więcej oglądam prezentacji o tym, jak cały świat wkrótce gładko zmieni się w cyfrowy, tym trudniej taka wiara mi przychodzi.

Wszędzie tam gdzie głównym składnikiem subiektywnej wartości produktu ma być doświadczane wrażenie (customer experience), nie tyle liczy się sam but, ale bardziej kto jeszcze w takim bucie biega i dokąd pobiegł w zeszłym tygodniu. Pole do cyfryzacji i „przełomowych” innowacji jest większe, można sobie pohulać.

Na pewno wymyślenie czegoś przełomowego się komplikuje jeśli odpowiadam np. za cały łańcuch przetwarzania i transportu ropy czy gazu, od wiertni do kurka u użytkownika. I już stosuję w tym procesie dobre rozwiązania teleinformatyczne. Słowo „odpowiadam” nieprzypadkowo, bo ewentualne problemy takiego biznesu, to nie tylko straty finansowe firmy i właściciela, ale potencjalnie ogromne, czasem wręcz śmiertelne, problemy milionów ludzi.

Kłopotliwe pytanie 1 – skuteczność

Wyobraźmy sobie, że jako poważny manager mamy do podjęcia trudną decyzję: przyszli do nas renomowani, markowi , światowej sławy, magicy, i opowiadają, że wykonując kilka proponowanych przez nich zakupów, wkrótce zaczniemy zarabiać krocie. Przecież nie skorzystać z takiej okazji to jak sabotaż. Ale z drugiej strony, zarobki są na slajdach, czyli szacowane i hipotetyczne, a koszty będą na fakturach, czyli pewne. Cóż robić? Nie chcę zostać dozorcą skansenu, ale czy za jedyną motywację wystarczyć ma mi owczy pęd?

Na pewno może tu pomóc w ocenie myślowa konstrukcja skali, o której pisałem powyżej: w jakim stopniu mój obecny i przyszły biznes jest zakotwiczony w świecie materialnym. Co w istocie jest moim produktem? Gdzie ma sens walczyć o koszulkę lidera zmian a gdzie muszę być konserwatywny.

Szewc bez butów chodzi?

Jeśli ktoś ma wspaniałe pomysły, pozwalające zarobić Mega albo Giga pieniądze, to dlaczego tych pieniędzy nie zarabia sam, tylko opowiada o tym na konferencjach? Albo konkretnie: czy jest gotów podjąć się wykonania dla nas projektu wyłącznie za udział w wygenerowanych zyskach?

Ale mamy też inne dobre, proste ćwiczenie myślowe: popatrzmy z boku na te sytuację, i pomyślmy o wiarygodności oferenta. Jeśli ktoś ma wspaniałe pomysły, pozwalające zarobić Mega albo Giga pieniądze, to dlaczego tych pieniędzy nie zarabia sam, tylko opowiada o tym na konferencjach? Albo konkretnie: czy jest gotów podjąć się wykonania dla nas projektu wyłącznie za udział w wygenerowanych zyskach?

Pewna odmianą tego podejścia jest zadanie pytania (choćby tylko sobie), czy założyciele Google, Facebooka, Ubera i wszystkich pozostałych „historii sukcesu” zaczynali od zlecenia jakiejś firmie informatycznej czy doradczej analizy rynku, biznes planu, strategii, taktyki, wdrożeń, itd.?

Trochę inną wersję powyższego problemu mają dyrektorzy IT czy też CIO. Mianowicie jaka ma być moja rola? Czy mam pociągnąć za sobą firmę w stronę cyfrowej transformacji? Szukać wzorców, propagować, edukować, agitować, zmuszać? Czy też powinienem (lub powinnam) czekać na inicjatywy ze strony biznesu i ograniczyć się do wskazywania optymalnych metod realizacji, a potem skutecznie zrealizować i utrzymywać? Ale i im opisane pomysły mogą pomóc we wstępnym pozycjonowaniu. Zajmiemy się tym jeszcze w podsumowaniu.

Kłopotliwe pytanie 2 – bezpieczeństwo

Jedną z wielkich obietnic i faktycznych zalet cyfrowej transformacji jest wygoda i ogromna łatwość z jaką każdy będzie miał dostęp do wszystkiego. No dokładnie tak, to żadne przejęzyczenie – każdy do wszystkiego, sam widziałem (na slajdach). I to będzie „spoko”, do momentu jak zostanie wdrożone i zafakturowane. Wtedy z innego działu firmy, która nam to wykonała (albo podobnej firmy), przyjdzie do nas ktoś od bezpieczeństwa i powie: „jak mogliście dopuścić do takiego zagrożenia, wasz system jest podatny na to, że każdy ma dostęp do wszystkiego. Przecież to oznacza, że każdy zły haker może łatwo mieć dostęp do wszystkich waszych tajemnic! To trzeba natychmiast zabezpieczyć, musicie kupić … i tu zaczynają padać liczne zawiłe techniczne termin typu: trzy specjalne firewalle z portami ksenonowymi, z podwójna konfiguracją SIEM, CIEM, KAPCIEM, dodać SOC pomidorowy, maść na podatności, subskrypcję, gwarancję, testy penetracyjne i dożywotnią opiekę na to wszystko – ojej, przy tej cenie co tu wyszła to damy naprawdę dobry upust (oczywiście procentowy, patrzcie ile procent dostaliście, a nie ile milinów macie zapłacić)”.

Cyfryzacja drogo strzeżona

Po cyfryzatorach przychodzą specjaliści od bezpieczeństwa... Trzy specjalne firewalle z portami ksenonowymi, z podwójna konfiguracją SIEM, CIEM, KAPCIEM, dodać SOC pomidorowy, maść na podatności, subskrypcję, gwarancję, testy penetracyjne i dożywotnią opiekę na to wszystko – ojej, przy tej cenie co tu wyszła to damy naprawdę dobry upust.

Pozwoliłem sobie aż podkreślić, bo rzadko kto to podkreśla – mamy tutaj systemową, koncepcyjną, a nie drobną techniczną, sprzeczność. To co jest celem, zaletą, istotą, mającej powstać przewagi, jest również źródłem najpoważniejszych zagrożeń.

To bardzo trudne wybrać optymalny punkt w takiej sytuacji. I na pewno warto zastosować tu coś więcej niż bezgraniczną wiarę, że cyfrowe na pewno jest lepsze i już.

Szacując mające nadejść zyski, pamiętajmy o skali zagrożeń, o stworzeniu listy kategorii ryzyka, o oszacowaniu (także w pieniądzach) strat, gdyby ryzyka się jednak (odpukać) zmaterializowały. Pamiętajmy o pytaniu czy w najgorszym przypadku w ogóle przetrwamy. Może znów przyda się odtworzenie w głowie takiej prostej skali pozycjonującej zdrowy stopień konserwatyzmu – na ile powinniśmy być konserwatywni, ważąc ryzyko.

Odwołać rewolucję?

Przecież to nie możliwe, ona już się toczy, ba już w wielu miejscach się dokonała i sprawdziła. Sprawdziła, czyli przyniosła wymierne korzyści. Nie tylko w mediach, handlu, bankach internetowych, ale choćby we wspomnianej wcześniej energetyce. Aczkolwiek w energetyce, i wielu podobnych obszarach wolniej, w innym stylu, i z dużo mniejszym szumem.

Gdzie jeszcze znajdziemy przykłady sukcesów? Najczęściej chyba tam, gdzie nie stawiano wozu przed koniem, mówiąc „idzie transformacja cyfrowa, wymyślmy jak powinnyśmy się w ten nowy trend najlepiej włączyć”. Tam, gdzie mądrzy przywódcy rozumieli swój biznes, widzieli problemy czy nadchodzące wyzwania i okazje, i potrafili znaleźć w technologiach informacyjnych silne, szerokie wsparcie dla budowanych rozwiązań.

CIO a cyfrowa transformacja

Sama znajomość technologii i możliwości tzw. rewolucji cyfrowej to za mało żeby być dobrym partnerem biznesu, a tym bardziej za mało, żeby być partnerem wiodącym. Aby przewodzić ewentualnej przemianie trzeba połączyć wiedzę o przyszłości (czyli tutaj wyobraźnię), z rzetelną wiedzą biznesową i dobrym zrozumieniem co technologia informatyczna może zrobić.

Jeśli chodzi o zmiany bardziej technologiczne, mniej specyficzne dla konkretnych obszarów biznesowych, to one także raczej dokonywały się ”zdroworozsądkowo”, bez rewolucyjnych sztandarów. Przykładem jest mała poligrafia (desktop-publishing) - po prostu do robienia drobnych prac ogromna większość firm ma kolorowe drukarki, skanery, mniej czy bardziej profesjonalne programy graficzne. Skala zmiany, która się dokonała jest w sumie rewolucyjna, ale wydarzyło się to przez lata, jako suma decyzji, wynikających z czystego rachunku ekonomicznego, a nie z podatności na rewolucyjne hasła.

Pokuszę się o następujące podsumowanie.

Nie wszyscy chodzimy w takich samych butach, nie wszyscy musimy mieć taką samą transformację cyfrową, na wzór kilku pomysłów opowiadanych wciąż od nowa przy każdej okazji.

Sukcesy przynosi ocena nowości przez pryzmat przyszłości własnego biznesu. (Oczywiście każdy może także założyć zupełnie nowy biznes w zupełnie nowym obszarze, ale to całkiem inna rozmowa).

Stąd ważna uwaga dla CIO. Sama znajomość technologii i możliwości tzw. rewolucji cyfrowej to za mało żeby być dobrym partnerem biznesu, a tym bardziej za mało, żeby być partnerem wiodącym. Aby przewodzić ewentualnej przemianie trzeba połączyć wiedzę o przyszłości (czyli tutaj wyobraźnię), z rzetelną wiedzą biznesową i dobrym zrozumieniem co technologia informatyczna może zrobić. Mniej istotne jest, jak technicznie IT może to zrobić, czyli domena wielu dzisiejszych dyrektorów informatyki. Wnioski ostateczne pozostawiam zainteresowanym.

A co do popierania czy hamowania rewolucji cyfrowej:

tam gdzie ma sens - będzie się dokonywać , nawet bez wielkiej propagandy. Tam gdzie się dokonuje wolniej lub inaczej, lepiej nie wpychajmy jej na siłę. Bo jeśli na przykład pochopna innowacja w energetyce będzie aż tak skuteczna, że prąd przestanie płynąć, to świat cyfrowy czeka prawdziwa tragedia: apki przestaną się ściągać.

Andrzej Pilaszek

Andrzej Pilaszek

O Autorze

Andrzej Pilaszek ukończył na Uniwersytecie Warszawskim studia informatyczne oraz organizację i zarządzanie a podyplomowo program MBA z University of Illinois.

Doświadczony manager w obszarze IT, przede wszystkim w zakresie zastosowań biznesowych. Skutecznie łączy wiedzę i duże doświadczenie informatyczne, z doświadczeniem w zakresie zarządzania biznesowego, rozwiązując problemy na styku informatyki i biznesu.

Na początku lat 90. z firmą analityczną IDC, przygotowywał pierwsze raporty o polskim rynku IT. Współpracował z polskim „Computerworld” od wydania nr 1.

Przez wiele lat zaangażowany w rozwój zastosowań IT w elektroenergetyce i gazownictwie, pracując jako manager w dużych firmach informatycznych, a potem jako niezależny konsultant i project manager.

Od roku 2012 dyrektor informatyki w PGE Energia Odnawialna SA, a następnie (do lutego 2016) dyrektor Departamentu Strategii IT w PGE SA.

Wprowadzenie do zagadnienia cyfrowej transformacji znajdziesz w opracowaniu Cyfrowa transformacja od podstaw.