Polityka fiskalna en vogue

Po obniżkach stóp procentowych, dokapitalizowaniu banków, ogromnych gwarancjach kredytowych i wykupie złych aktywów, aby uspokoić panikę i zapaść na rynkach finansowych, pora na politykę fiskalną.

Po obniżkach stóp procentowych, dokapitalizowaniu banków, ogromnych gwarancjach kredytowych i wykupie złych aktywów, aby uspokoić panikę i zapaść na rynkach finansowych, pora na politykę fiskalną.

Listopad był fatalny dla gospodarki realnej. Okazało się, jak kulminacja kryzysu finansowego pociągnęła w dół nastroje. Po ocaleniu światowego systemu finansowego przed załamaniem robi się teraz prawie wszystko, aby pobudzić dostęp do kredytu dla przedsiębiorstw i konsumentów i przerwać spiralę spadku popytu. Bez dostępu do kredytu jest to trudne. Czołowym przykładem, do czego prowadzi wyschnięcie kredytu, stał się przemysł samochodowy. Dramatyczny spadek sprzedaży samochodów w USA, ale i w Europie spowodował w dużej mierze zablokowanie kredytu. „Wielka trójka” koncernów z Detroit udała się do Waszyngtonu prosić o państwową pomoc finansową. I otrzyma ją pod określonymi warunkami. Rząd będzie mógł wnioskować o bankructwo firm samochodowych, jeżeli koncerny nie przedstawią programu naprawczego.

Zobacz również:

Opanowanie chaosu dzięki wymienionym na wstępie krokom zbiło stawki Libor i Euribor z rekordowych poziomów powyżej stóp banków centralnych (blisko 3 punkty procentowe). Dalsze głębokie obniżki stóp procentowych w listopadzie i na początku grudnia też były pomocne, aby kredyt dla gospodarki realnej nie drożał, ale banki w dalszym ciągu zaostrzają kryteria przyznawania pożyczek.

Racjonowanie kredytów jest na porządku dziennym. Przybiera dwie formy: odmowy pożyczek, co spotyka zwłaszcza małe i średnie firmy, albo przyznanie mniejszych kwot kredytu niż żądane, mimo że firmy akceptują wyższe stopy procentowe. Banki nadal gromadzą gotówkę; obawiają się nasilenia wypłat depozytów. W konsekwencji firmy też chomikują gotówkę. Ponad 50 korporacji o kapitalizacji powyżej 1 mld USD ma już jej zapasy przewyższające wartość firmy akcji i długu, czyli można je, de facto, kupić za darmo! A to powoduje implozję popytu.

Fala coraz gorszych danych i prognoz na lata 2009 – 2010, sugerujących najgłębszą światową recesję od co najmniej początku lat 80., zachęcają do energicznych działań. I tu wkracza polityka fiskalna. Była odstawiona do kąta po jej nadużyciu w latach 60. i 70., kiedy doprowadziła do dużych deficytów fiskalnych i w następstwie – wysokiego publicznego zadłużenia w wielu krajach. Jej wada to długi proces legislacyjny. Targi w parlamentach mogą spowodować, że decyzje podjęte są źle zsynchronizowane z cyklem koniunkturalnym, czyli go pogłębiają. Polityka fiskalna wykorzystuje trzy instrumenty: wydatki rządu na dobra, podatki i transfery do ludności oraz firm. Obniżki podatków trudno jest odwołać, kiedy należy przestać pobudzać koniunkturę, a podwyżki jest trudno uchwalić, kiedy trzeba ją schładzać, bo to jest politycznie niepopularne.

Ograniczenia polityki fiskalnej po negatywnych doświadczeniach powinny być dobrze znane. Najlepiej jest zwiększyć inwestycyjne wydatki rządu, bo po pierwsze, są elementem całkowitego popytu w gospodarce, a po drugie, projekty mają określone ramy czasowe. Wydatki typu konsumpcyjnego są mniej pożądane. I wydatki inwestycyjne, i konsumpcyjne prowadzą do wzrostu deficytów rządowych, ale te pierwsze tworzą podwaliny długookresowego wzrostu gospodarczego i częściowo mają szansę na spłatę, natomiast te drugie poza pobudzeniem koniunktury nie przynoszą długoterminowych korzyści. Obniżki podatków zwiększają dochód do dyspozycji ludności czy zyski netto firm, nie są więc elementem popytu. Mogą być zaoszczędzone albo wydane. To pierwsze jest możliwe, kiedy stresuje niepewność jutra. Poza tym, jeśli już stosować obniżki podatkowe, to powinny być adresowane do warstw o niższych dochodach, bo one mają wysoką skłonność do konsumpcji z dodatkowych dochodów.

Różne kraje mają różne możliwości podjęcia impulsu fiskalnego w zależności od poziomów ich aktualnych deficytów i długu. Niemniej jednak nowa administracja USA i Wielka Brytania uznały, że trzeba uniknąć depresji za wszelką cenę; ryzykują wielkie deficyty fiskalne w 2009 r. W sukurs przychodzi też Komisja Europejska z proponowanym pakietem rzędu 1,5% PKB UE.

Rynki finansowe postawiły trochę na pozytywne efekty tych bodźców. Nastąpiło techniczne zakończenie bessy na giełdzie akcji w Nowym Jorku; po osiągnięciu dna indeksy podniosły się o ponad 20%, choć nadal trwa huśtawka notowań. Wybór Baracka Obamy na prezydenta przyniósł zatem oczekiwaną zmianę pod tym względem. Ciekawe, czy dno już było?