Paweł Stępień: kocham cyfry

O początkach kariery

Zanim jednak Paweł Stępień, CFO Portu Gdynia, wygrał konkurs, zaczynał jak tysiące młodych ludzi - był asystentem dyrektora handlowego. Tydzień. Po miesiącu został w tej samej firmie już informatykiem. Szkołę życia dały mu jednak lata spędzone u producenta sprzętu gospodarstwa domowego. "To był moment, kiedy na rynek wchodziły sieci handlowe" - opowiada. "My, producenci mopów, szczotek, wiader, pojechaliśmy na negocjacje do Warszawy. Chcieliśmy swoje wyroby sprzedawać w marketach. Przyjechaliśmy dzień wcześniej, uzgodniliśmy między sobą wszelkie warunki kontraktu, który zamierzaliśmy wynegocjować. W umówionym dniu stawiliśmy się 15 minut przed czasem. Wtedy pojawiła się pani, która z góry przeprosiła za zwłokę, tłumacząc, że w pokoju obok prowadzi negocjacje. Zostawiła nas w pomieszczeniu bez okien, o powierzchni 4 x 4 mkw., ze stolikiem pośrodku i światłem jarzeniowym z góry. Jarzeniówka dodatkowo ciągle brzęczała. Po półtorej godziny byliśmy ugotowani. Pani załatwiła dokładnie wszystko, jak chciała. Nawet nie mrugnęliśmy. Ochłonęliśmy dopiero po wyjściu. Kolejne spotkania, z kolejnymi sieciami, szły nam lepiej. Poznawaliśmy techniki negocjowania w taki sposób, o jakim nigdzie byśmy nie przeczytali. Teraz sprzedaję tę wiedzę studentom".

Pierwszy kontrakt, który podpisał był fatalny, ale w sumie stał się początkiem sukcesu. Zaczynał pracę, kiedy przychody ze sprzedaży wynosiły 270 tys. zł miesięcznie. Gdy odchodził, firma generowała ich ponad milion. Stępień zajmował się nie tylko finansami czy źródłami finansowania rosnącej gwałtownie sprzedaży, ale i negocjował kontrakty, organizując kanały dystrybucji. Wtedy też poznał system podatkowy w praktyce, sztuczki księgowe, do których państwo zmusza przedsiębiorców, żeby ich biznes w ogóle był rentowny, a które robi się majestacie prawa, oraz konsekwencje "rachunkowych zabaw", gdy firma stara się o kredyty. To tam nauczył się również, jak zdobywać unijne pieniądze. Był początek lat dwutysięcznych i polskie przedsiębiorstwa mogły się starać o fundusze preakcesyjne. Stępnia wkurzyły maleńkie firmy doradcze, które reklamowały usługi doradcze przy pisaniu wniosków. Sprowadzało się to do zebrania w całość materiałów wcześniej przygotowanych przez firmę i napisania kilku zdań podsumowania. Podziękował im i zabrał się za to sam.

Prawie dziesięć lat życia zawodowego wystarczyło, żeby w każdym miejscu czuł się pewnie. "Zarządzanie finansami wszędzie wygląda podobnie. Różni się specyfiką firmy, jej skalą. Jeśli ktoś wie, skąd i jak zdobyć pieniądze na rozwój, na inwestycje, nie ma znaczenia, o jaką kwotę się stara" - wyjaśnia dyrektor Stępień.

Wiedza zarządcza, z obszarów psychologii, wiedza finansowa, informatyczna pomaga mu współrządzić Portem Gdynia. Jest jednym z czterech członków zarządu i odpowiada za finanse, IT, telekomunikację oraz nieruchomości. "Najbliższe lata to istotne wyzwanie dla portu i pracowników. Zaczynamy największy program inwestycyjny w historii spółki, na ponad 600 mln zł. Na mnie spocznie odpowiedzialność za finansowanie. Kolejnym wyzwaniem jest zainicjowany proces wymiany zintegrowanego systemu zarządzania spółką. Teraz poddajemy audytowi poszczególne komórki w celu oceny i zasadności outsourcingu" - mówi.

O kompetencjach CFO

Na pytanie, jaką wiedzą powinien dysponować CFO, żeby spokojnie kierować finansami przedsiębiorstwa, odpowiada: rachunkową, finansową i zarządczą. " CFO musi mieć pojęcie o mechanizmie przepływów finansowych. Mieć wyobrażenie o sprawozdaniu finansowym, wiedzieć, jakie skutki w bilansie może mieć decyzja, umieć poruszać się po rynkach finansowych, interesować całą sferą prawną, od której zależy funkcjonowanie finansowe jego firmy" - tłumaczy.

CFO, zdaniem Pawła Stępnia, choć funkcjonuje tylko w sferze finansów, nie może obyć się od wiedzy zarządczej i bieżącej z różnych sfer - polityki, gospodarki, społecznej czy np. prawa. Powinien błyskawicznie kojarzyć fakty, wydawałoby się, zupełnie odległe i je interpretować na wiele sposobów. Musi mieć w zanadrzu co najmniej dwa dodatkowe rozwiązania, kiedy okaże się, że pierwsze nie wypali.

Zapytany z kolei o predyspozycje osobowe dyrektora finansowego, marszczy czoło i po namyśle odpowiada: "Na pewno powinien błyskawicznie, jak komputer przetwarzać wszelkie sygnały, ale niezwykle wstrzemięźliwie się do nich odnosić. Nerwowe reakcje tylko niepokoją ludzi i niczego dobrego nie przynoszą".

Poza tym dyrektor finansowy, jego zdaniem, musi mieć wyobraźnię, zdolności analityczne i interpersonalne, a byłoby cudownie, gdyby jeszcze potrafił czarować ludzi. "Naprawdę duże interesy robi się na polach golfowych, na prywatnych jachtach czy przy innych towarzyskich okazjach" - mówi. Przy pewnej skali firmy powinien bywać na takich spotkaniach, kształcić umiejętności zupełnie pozabiznesowe, na przykład styl, wdzięk, klasę, sztukę konwersacji. Bo tylko w takich miejscach, pilnie nastawiając ucho, można usłyszeć ploteczkę na miarę miliardów. "Jak ktoś na polach golfowych postanowi w rozmowie z innym, że np. portem w Polsce dla jego firmy będzie Szczecin, to będzie. Nawet gdyby wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że nie jest to najlepsze rozwiązanie" - uważa.

O związkach zawodowych

Paweł Stępień zarządza finansami w Porcie Gdynia ponad rok. To jego pierwsza firma w życiorysie zawodowym o takiej skali. Czy coś go w niej zaskoczyło? Nic, co wiązałoby się z merytoryką. Jak powiada, zasady prowadzenia finansów są podobne, różnią się tylko skalą właśnie i szczegółami branży. Szok przeżył z innego powodu. "Zanim zjawiłem się w firmie, przeglądałem setki dokumentów, żeby zorientować się, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Lektura nieodparcie nasuwała mi myśl, że poprzedni zarząd dość lekko, by nie powiedzieć mocniej, traktował przedstawicieli załogi. Zadawałem sobie pytanie: dlaczego? Sytuacja firmy bardzo stabilna, przepływy co najmniej zadowalające, więc co? Po dwóch miesiącach wiedziałem już dlaczego. Związki mają na względzie tylko partykularny biznes. Czy wszystkich pracowników? - nie wiem. Tysiące zrzeszonych ludzi ma ogromną siłę nacisku. Jeśli zarząd, zgodnie z dobrze pojętym interesem ekonomicznym spółki, chce przeprowadzić zmiany, które naruszają ich status quo, spotka się z niesłychanym oporem".

O marzeniach

Prywatnie finansista Stępień ma fioła na punkcie psów. Odkąd pamięta, zawsze były w domu. Albo jeden - śmieje się - albo co najmniej dwa. Nie wyobraża sobie bez nich życia. Marzy, że za 10 - 15 lat kupi dom niedaleko dużego miasta, raz, może dwa razy w tygodniu pojedzie na uczelnię prowadzić zajęcia ze studentami, zajmie się konsultingiem, będzie pisywać artykuły do prasy branżowej, i w końcu znajdzie czas na podróże i spacery ze sforą czworonożnych przyjaciół.

Pomarzyć Paweł Stępień może...