Opcje menedżerskie giełdowych spółek

Celem działalności przedsiębiorstwa jest wzrost jego wartości. Jednym z narzędzi gwarantujących ten wzrost, jakie posiadają właściciele, są opcje menedżerskie. Menedżerowie stają się współwłaścicielami firmy i pracują na wzrost wartości akcji, bo sami je posiadają. Jest jednak wiele różnych możliwości takiego motywowania najważniejszych pracowników firmy.

Celem działalności przedsiębiorstwa jest wzrost jego wartości. Jednym z narzędzi gwarantujących ten wzrost, jakie posiadają właściciele, są opcje menedżerskie. Menedżerowie stają się współwłaścicielami firmy i pracują na wzrost wartości akcji, bo sami je posiadają. Jest jednak wiele różnych możliwości takiego motywowania najważniejszych pracowników firmy.

Kilkadziesiąt spółek wprowadziło już programy motywacyjne dla swoich strategicznych pracowników. Przeanalizowaliśmy te najbardziej ciekawe. Pominięty został przykład Agory, który jest stosunkowo - jeśli nie najlepiej - znany.

Zobacz również:

Akcjonariusze najczęściej godzą się, żeby kadra objęła walory za symboliczną cenę, ale stawiają warunki: zrealizowanie określonego poziomu sprzedaży czy zysku. Taki program (a nie dowolne rozdawanie akcji) jest korzystny również dla drobnych inwestorów. Lepsze wyniki spółek z reguły przekładają się na wzrost kursu. Analitycy mają jednak różne opinie na temat sposobu motywowania menedżerów. Niektórzy twierdzą jednak, że już sama obecność strategicznych pracowników w akcjonariacie jest korzystna dla spółki.

Prawie 60-krotna przebitka

Producent wyrobów z aluminium Kęty SA wprowadził 3-letni program motywacyjny. Zgodnie z nim, w latach 2004-2006 spółka miała wyemitować do 300 tys. akcji serii D (2,9% kapitału) dla kadry kierowniczej. Przydział walorów za dany rok w 50% zależał od wzrostu kursu na giełdzie, w 30% od wzrostu zysku operacyjnego grupy, powiększonego o amortyzację, a w 20% od wzrostu zysku netto.

Suma tych wskaźników wynosząca co najmniej 27,5% dawała prawo od zakupu 100 tys. akcji. W 2003 r. sięgnęła 76%. Zgodnie z regulaminem, osoby biorące udział w programie opcji menedżerskich uzyskały prawo do objęcia od razu wszystkich akcji serii D. Oznacza to, że 7 osób zakwalifikowanych do programu motywacyjnego zapisało się na 300 tys. walorów po cenie 2,5 zł za akcję (tyle wynosi wartość nominalna). Kadra wydała więc łącznie 750 tys. zł. Przy kursie Kęt w tamtym czasie cały pakiet był wart 43,2 mln zł. Dziś niewiele mniej. Warunek był jeden: przez dwa lata od dnia zakupu akcji serii D nie można ich sprzedać.

W Kętach to już druga opcja menedżerska. W pierwszej kadra obejmowała akcje po około 34 zł i część z nich sprzedawała po około 58 zł.

Nagroda dla Eliego Alroya

Podobny program do tego w Kętach przeprowadził Globe Trade Center. Nieco ponad 411 tys. zł zapłacił Eli Alroy, szef rady nadzorczej GTC, za akcje spółki, których wartość rynkowa przekraczała 9,5 mln zł. To nagroda za jego wkład w rozwój firmy. Na podobną może liczyć w kolejnych dwóch latach.

Eli Alroy zdecydował się wykorzystać pulę 148,8 tys. warrantów subskrypcyjnych. Papiery zostały wyemitowane dla niego w ubiegłym roku. Uprawniają do zakupu po atrakcyjnej cenie akcji serii F. Eli Alroy objął 89 tys. akcji po 1 zł oraz 7,72 tys. walorów, których cenę emisyjną ustalono na 41,71 zł. Dziś akcje te warte są już ponad 13 mln zł.

Ze względu na istotną różnicę między ceną akcji serii F a ceną z ubiegłorocznej oferty publicznej GTC (87 zł), Eli Alroy nie mógł sprzedać walorów przez 18 miesięcy od daty podjęcia uchwały o ich emisji (2 lutego 2004 r.). Emisja warrantów subskrypcyjnych jest elementem opcji, z której mógł skorzystać Eli Alroy. Zarząd GTC nie komentował, dlaczego przyznano to uprzywilejowanie, odsyłając do prospektu emisyjnego. Można w nim przeczytać, że akcjonariusze zdecydowali o emisji warrantów dla przewodniczącego rady nadzorczej "w uznaniu wkładu w założenie, rozwój i działalność spółki oraz istotną rolę, jaką będzie pełnił w jej dalszym rozwoju". Dokument szczegółowo opisuje sposób obejmowania akcji i ustalania ich ceny emisyjnej. Informuje, że Eli Alroy będzie mógł również wykonać po 148,8 tys. warrantów subskrypcyjnych w 2006 i 2007 r.

W Stomilu najdroższy program

Kolejny program motywacyjny, bardzo podobny do dwóch poprzednich, został przeprowadzony w Stomilu Sanok. Zarząd i dyrektorzy za 300 tys. zł objęli pakiet akcji spółki wart na giełdzie w ówczesnym czasie 18,2 mln zł. To była kontynuacja programu menedżerskiego z 2003 r.

Największe pakiety akcji objęli Marek Łęcki, prezes Stomilu, oraz dwaj członkowie zarządu: Marta Rudnicka i Gustaw Magusiak. Prezes, płacąc 100 tys. zł (2 zł za akcję, przy kursie giełdowym 122 zł), stał się właścicielem akcji wartych na rynku 6,1 mln zł. M. Rudnicka za 42 tys. zł stała się właścicielką papierów wycenionych w owym czasie na GPW na 2,6 mln zł, a G. Magusiak, wydając niewiele ponad 28 tys. zł, kupił pakiet o wartości 1,7 mln zł.

W programie wzięło udział 14 osób ze ścisłego kierownictwa spółki. Pracownicy objęli łącznie prawie 150 tys. papierów Stomilu. W ramach programu wartość walorów, które otrzyma 14 menedżerów, wynosi ok. 62 mln zł. To program o najwyższej wartości wśród spółek giełdowych.

Ten program i podobne negatywnie wpływają na wyniki spółek, gdyż zgodnie ze standardami MSSF opcje na akcje muszą być zaliczone na poczet kosztów. Przez cały czas obowiązywania programu, czyli od 2003 do 2006 r., zysk Sanoka na przykład obniży się z tego tytułu o przeszło 20 mln zł.

Opcje uchwalono w Stomilu w 2003 r. Kierownictwo mogło wtedy kupić obligacje (za symboliczny 1 gr), które uprawniają do zamiany na akcje Stomilu. Zamiana jest przeprowadzana po uprzywilejowanej cenie, właśnie 2 zł - tyle wynosi wartość nominalna walorów.

Opcje z trzech powyższych przypadków spółek są raczej formą nagrody niż programem motywacyjnym - wskazują analitycy. Mogą nie spodobać się mniejszościowych akcjonariuszom, którzy nie mają zbyt dużego wpływu na decyzję, czy taką opcję przyznać, czy nie. Tego typu programy nie mają aż tak istotnego wpływu na kurs akcji - zauważają specjaliści.