Mąż opatrznościowy AIG

Edward M. Liddy może okazać się wybawcą American International Group (AIG). Zgodził się kierować stojącą nad przepaścią firmą, za rządową pensję wynoszącą 1 USD rocznie. W wywiadzie dla BusinessWeeka stwierdził, że on i inne osoby w firmie chcą spłacić 80 mld USD, które podarował jej rząd do tej pory i pomóc w zarobieniu na kolejnych 50 mld USD, które rząd amerykański zainwestował w operacje związane z AIG.

Edward Liddy był przyzwyczajony do znacznie wyższych zarobków. W poprzedniej firmie - Allstate - zarobił przez 8 lat ponad 130 mln USD. Pochodzi z ubogiej rodziny i twierdzi, że rozumie teraz doskonale obawy amerykańskich podatników i ich lęk przed poważnym kryzysem i zwyczajną biedą.

AIG obecnie koncentruje się na odpieraniu ataków opinii publicznej. Liddy stara się jednak, aby firmy należące do grupy przetrwały, 116 tys. pracowników na całym świecie utrzymało swoje posady, a posiadacze polis mogli się czuć bezpiecznie.

Zobacz również:

Negatywny bohater mediów

Jego kadencja w AIG od początku naznaczona była piętnem katastrofalnych stosunków z opinią publiczną. Kilka dni po tym, jak we wrześniu 2008 r. amerykański rząd przyznał firmie pieniądze na ratowanie się przed bankructwem, zarząd (bez udziału Liddy'ego) wyjechał z niezależnymi agentami na tygodniowe luksusowe wczasy, pod pretekstem szkolenia, które kosztowały ok. 443 tys. USD. Kolejny skandal wybuchł, gdy okazało się, że ze 173 mld USD, które pochodziły z pieniędzy podatników, aż 165 mln USD firma przeznaczyła na nagrody dla 418 menedżerów AIG, wspaniałomyślnie zapominając, że to oni byli przyczyną jej kłopotów (73 z nich otrzymało jednorazowo kwoty przekraczające mln USD). Cień padł także na gabinet prezydenta Baracka Obamy, który wiedział o planowanych nagrodach na dzień przed ich przyznaniem. Warto podkreślić, że aż 80% udziałów w firmie należy już do skarbu państwa. Liddy musiał publicznie przyznać, że premie były błędem i że było to bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Jeden z członków Kongresu zarzucił publicznie AIG "arogancję, niekompetencję i chciwość".

Po serii nacisków z zewnątrz i prośbach Liddy'ego, 15 spośród 20 największych beneficjentów zgodziło się oddać sporne sumy w całości. Kongres chce, aby obciążyć pozostałe premie 90-proc. podatkiem.

Skrzywdzeni i poniżeni

Natomiast Jake DeSantis, wiceprezes AIG, skrytykował Edwarda Liddy'ego za wypłacenie premii, które uznał za "niesmaczne". W liście opublikowanym w New York Times zapowiedział, że swój bonus w całości przekaże na cele charytatywne. Po 11 latach pracy dla ubezpieczyciela stwierdził, że "nie może już dłużej pełnić swoich obowiązków w tym dysfunkcyjnym środowisku i nie jest za to opłacany. Przedstawiciele działu produktów finansowych zostali zdradzeni przez AIG i są niesłusznie oskarżani przez przedstawicieli rządu". Jego pensja wynosiła 1 USD rocznie, ale wielokrotnie obiecywano mu, że zostanie wynagrodzony w marcu 2009 r.