Łatwo przespać okazję

Nie ma rozwoju gospodarczego bez inwestycji, nie ma efektywnej gospodarki bez nowych technologii i wzrostu produktywności. Czy tej prostej prawdy nie rozumieją kapitanowie naszego przemysłu? Mimo dobrej koniunktury wewnętrznej i zewnętrznej firmy nie są skore do inwestowania oraz do wydatków na cele badawczo-rozwojowe. Dlaczego?

FOTO: Picography / Dave Meier
FOTO: Picography / Dave Meier

FOTO: Picography / Dave Meier

W 2016 r. przeżyliśmy prawdziwy krach inwestycyjny – w Polsce nakłady inwestycyjne spadły o 5,1 proc. w porównaniu z 2015 r. Tyle tylko, że w tym feralnym roku inwestycje zanurkowały we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej, oprócz Rumunii, a spośród krajów starej Unii także w Portugalii. Na Węgrzech, Łotwie czy Słowacji odnotowano nawet dwucyfrowe spadki. Wszystkie te gospodarki łączył wspólny mianownik – luka w napływie funduszy unijnych. Nowa perspektywa finansowa zaczęła się w 2014 r., a wraz z nią zmieniły się procedury, do których nasz region musiał się dostosować. Trwało to długo – w efekcie do końca listopada 2016 r. Komisja Europejska przekazała krajom Europy Środkowo-Wschodniej zaledwie 0,64 proc. puli środków do rozdysponowania. Ucierpiały na tym inwestycje publiczne, a w dalszej kolejności również prywatne, bo nie było zamówień z sektora publicznego.

Lekkie odbicie

W ubiegłym roku stopniowo zwiększała się skala wykorzystania funduszy unijnych. W rezultacie spadek inwestycji był mniejszy, ale trwał aż do trzeciego kwartału. Inwestycje publiczne zaczęły wtedy odbijać, o czym świadczy wzrost produkcji budowlano-montażowej (12,9 proc.), natomiast inwestycje prywatne nadal się kurczyły. Na przykład w przetwórstwie przemysłowym, a więc w branżach, które pchają gospodarkę ku nowoczesnym technologiom, inwestycje w trzecim kwartale ciągle się zmniejszały, choć w słabnącym tempie (minus 0,8 proc., wobec minus 1,6 proc. w drugim kwartale). Według danych GUS, w trzecim kwartale inwestycje ogółem wzrosły o 3,3 proc., co było zasługą inwestycji publicznych, głównie samorządowych. Zgodnie z prognozami, w czwartym kwartale 2017 r. nakłady inwestycyjne w całej gospodarce powinny przekroczyć 5 proc. Ostatecznych danych jeszcze nie ma. Ale to i tak wciąż mało.

Zobacz również:

Zdawałoby się, że koniunktura wewnętrzna, jak i zewnętrzna sprzyja inwestowaniu. Rośnie produkcja i eksport, zwiększa się dynamika PKB – w trzecim kwartale tempo wzrostu wyniosło 4,7 proc. i było najwyższe od sześciu lat. Mamy także budżet w dobrej kondycji oraz malejące bezrobocie. W wyniku uszczelnienia systemu podatkowego wzrosły dochody państwa, a wskutek spadającego bezrobocia zmalała dotacja do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, do którego zaczęły napływać większe składki. Sejm przyjmuje kolejne ustawy z pakietu Konstytucja dla Biznesu. Koniunktura u naszych gospodarczych partnerów jest bardzo dobra, z czego skwapliwie korzystają eksporterzy. O co więc chodzi?

Kij ma dwa końce. Nadwyżka budżetowa na koniec października wynikała z tego, że wpływy podatkowe były wyższe niż zakładano, a wydatki mniejsze z powodu niskiego poziomu inwestycji publicznych. Jednak zmiany prawno-podatkowe, które wspierają dobrą kondycję budżetu, wywołały niepewność w sektorze przedsiębiorstw i ostatecznie zniechęciły do inwestowania.

I to pomimo tego, że dzięki dobrej koniunkturze firmy zwiększały sprzedaż krajową i zagraniczną, rozgrzewając do czerwoności produkcję (wykorzystanie mocy produkcyjnych szacuje się na około 80 proc.). Właśnie ta niepewność otoczenia jest zdaniem ekonomistów i komentatorów główną przyczyną inwestycyjnego zastoju.
Pytanie, jak firmy widzą przyszłość? Czy można oczekiwać znaczącego przyspieszenia nakładów inwestycyjnych w obecnym roku?

Trochę słodko, trochę gorzko

Wprawdzie zmniejsza się luka w napływie funduszy unijnych, ale niepewność inwestycyjna pozostaje, choć jej siła stopniowo maleje. Z ostatniego badania Deloitte przeprowadzonego wśród dyrektorów finansowych (CFO Survey) w listopadzie ubiegłego roku, wynika, że poziom optymizmu w Polsce rośnie, podobnie zresztą jak w całej Europie z wyjątkiem Wielkiej Brytanii. W porównaniu z wiosenną edycją raportu poprawa nastrojów dyrektorów finansowych jest w Polsce znacząca – 80 proc. badanych uważa, że obecnie mamy do czynienia z normalnym, a nie z podwyższonym poziomem niepewności, a 70 proc. planuje wzrost przychodów, co dobrze świadczy o dobrej kondycji finansowej firm, którymi zarządzają. Jednak w sferze inwestycji lody jeszcze nie zostały przełamane. Wprawdzie planuje je 49 proc. firm, ale pół roku wcześniej deklaracje takie składało 53 proc. Główne cele strategiczne to wzrost organiczny i wprowadzanie nowych produktów. Badania i rozwój znalazły się na dalekim planie, jeśli w ogóle ktoś o nich myśli.

Wyniki te są spójne z innym badaniem przeprowadzonym przez Deloitte, opisującym sferę badawczo-rozwojową w przedsiębiorstwach w 2016 r. Pokazuje ono, że 44 proc. firm w Polsce nie wdrożyło w ogóle strategii badawczo-rozwojowej, a działania prowadzone są jedynie doraźnie, jeśli zarząd podejmie taką decyzję. Ponad połowa firm na cele badawczo-rozwojowe przeznacza mniej niż 5 proc. wydatków inwestycyjnych. Większość środków pochodzi z publicznej kasy, tymczasem, zdaniem specjalistów, proporcje powinny być pół na pół. Ogółem wydatki krajowe na badania i rozwój stanowią obecnie około 1 proc. PKB, średnia unijna to 2 proc., a kraje innowacyjne, takie jak Szwecja czy Finlandia wydają ponad 3 proc. W rankingach innowacyjności Polska znajduje się zwykle na szarym końcu. W Europie wyprzedzają nas nie tylko kraje wysoko rozwinięte, ale na przykład również Czechy, Słowenia, Łotwa, a za nami pozostaje jedynie Chorwacja, Bułgaria i Rumunia.

Według planów rządowych Polska w 2020 r., a więc już niedługo, na badania i rozwój przeznaczy 1,7 proc. PKB. Byłby to wzrost znaczący, zważywszy, że PKB rośnie z roku na rok i ostatnio w coraz szybszym tempie. Ale to i tak niewiele, bo cel unijny na 2020 r. zakłada wzrost do 3 proc. PKB. Jednak nawet ten skromny plan rządowy może okazać się nierealistyczny, bo przedsiębiorstwa nie widzą korzyści z inwestowania w innowacje. W 2016 r. wprowadzono ulgę podatkową dla wydatków ponoszonych na B+R. Od razu pojawiły się głosy, że to za mało. Oprócz przywilejów fiskalnych przedsiębiorstwa domagają się również dotacji. Upowszechnienie dotacji byłyby jednak rozwiązaniem wadliwym z punktu widzenia polityki innowacyjnej państwa. Specjaliści z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju nie wykluczają konieczności większego wsparcia, ale w myśl zasady – przywileje fiskalne dla wszystkich, dotacje dla wybranych, realizujących perspektywiczne projekty. Mówi się również o konieczności innego podejścia do firm dużych i małych. Dla dużych firm, bardziej aktywnych w dziedzinie innowacji, wsparcie powinno być uzależnione od współpracy z małymi. Chodzi o większą aktywizację małych i średnich firm.

Co sprzyja innowacjom

Przywileje to jednak nie wszystko. Nic tak nie zmusza do inwestycji innowacyjnych i wprowadzania nowych technologii, jak twarde warunki ekonomiczne. Badani przez Deloitte dyrektorzy finansowi nie kryli, że sen z powiek spędza im sytuacja na rynku pracy, brak wykwalifikowanych pracowników i konieczność podnoszenia wynagrodzeń. Paradoksalnie to, co stanowi problem dla firm, powinno sprzyjać proinwestycyjnej i proinnowacyjnej polityce państwa. Zgodnie z zasadami ekonomii, wysokie koszty pracy wymuszają wprowadzanie pracooszczędnych, bardziej zaawansowanych technologii. Niektórzy ekonomiści (na przykład Cezary Mech, wiceminister finansów w latach 2005-2006) mówią wprost, że rząd hamuje wzrost inwestycji, bo hamuje wzrost wynagrodzeń, ułatwiając zatrudnianie taniej siły roboczej zza naszej wschodniej granicy.

Innymi słowy, firmy zamiast zastanawiać się nad redukcją kosztów, co zwykle robią z upodobaniem, powinny dążyć do wzrostu wydajności pracy, a jedyną drogą do tego celu są inwestycje. Te firmy, które dziś podejmą takie decyzje, będą w lepszej sytuacji konkurencyjnej w przyszłości. Wzrost inwestycji ma również kapitalne znaczenie z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Obecnie jest on napędzany konsumpcją i eksportem, ale te motory będą słabnąć. Jedynym sposobem na utrwalenie wysokiej dynamiki PKB są inwestycje. Zachęty w formie przywilejów mają drugoplanowe znaczenie, ważniejszy jest przymus ekonomiczny, którego nie należy osłabiać. Jeśli rząd decyduje się na import siły roboczej, to powinien to robić selektywnie, a więc ściągać do kraju naukowców (matematyków, fizyków, chemików, biologów) i wysokiej klasy specjalistów (zdolnych inżynierów i lekarzy), a nie wszystkich, którzy garną się do każdej pracy za każdą cenę.