Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

Bespoke tailoring, made to measure czy szycie seryjne? Dziś, po szarych latach socjalizmu, mamy coraz więcej możliwości zaopatrzenia się w garnitur. I coraz częściej mamy możliwość kreowania naszego wyglądu, wyboru tkaniny, dodatków, a przede wszystkim dopasowanego kroju. Ten zaoferuje nam krawiectwo miarowe.

Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

FOTO

Przemysław Pokrycki

Nauczyliśmy się już, które auta są dobre, które warte są swojej nawet wysokiej ceny. Gorzej nam idzie z ubraniami. Te, jeśli mają być tak jak niektóre auta z najwyższej półki, muszą kosztować. Naprawdę trudno być Jamesem Bondem w niedopasowanym garniturze z „sieciówki”...

Coraz więcej osób to rozumie, choć bariera kilku tysięcy złotych, które trzeba wydać na garnitur szyty na miarę, bywa czasem nie do pokonania. Często dotyczy to dobrze zarabiających, którzy po prostu uważają, że ubranie, garnitur, powinno być tańsze. Z zasady. Nie dziwią więc widoki luksusowych samochodów, z których wychodzą polscy milionerzy, ubrani w garnitury z przydługimi nogawkami czy rękawami marynarki, szyte z tkaniny o bardzo dużej zawartości sztucznych włókien...

Ostatni raz w Polsce mężczyźni lepiej ubierali się przed wojną…

Włoscy Chińczycy, chińscy Włosi

Czy krawiectwo miarowe w Polsce zanika? I tak, i nie. Krawców z prawdziwego zdarzenia, którzy potrafią uszyć garnitur, jest coraz mniej. Starzy umierają, młodych ludzi, którzy interesują się tworzeniem odzieży od podstaw, nie ma zbyt wielu. Z drugiej strony, jeśli ktoś wie, gdzie szukać, w każdym większym mieście znajdzie przynajmniej jednego krawca, zajmującego się bespoke tailoring, czyli szyciem na miarę. W ostatnich latach, powstają butiki krawieckie, które ogłaszają się, że szyją na miarę. Z tym jednak trzeba uważać, ponieważ wiele tych „szyć na miarę” to MTM (made to measure), zwane też szyciem dopasowanym. Krawiec, a raczej sprzedawca, zdejmie podstawową miarę z klienta (obwody, długości), ustali wykończenie (spodnie z mankietami czy bez mankietów; klapy marynarki w szpic czy nie, wykończenie kieszeni, zakładki w pasie spodni itp.), materiał, po czym – w zależności od sklepu-pracowni, wyśle formularz z rozmiarami do fabryki w Polsce, we Włoszech czy w Chinach. A tam, „na taśmie”, powstanie nowy garnitur według wytycznych z formularza.

Mistrzami są Chińczycy, ich produkcja jest tania (ok 100 euro za garnitur), jednak nie jest pozbawiona błędów. Mistrzami azjatyckich mistrzów są Włosi, którzy albo wyjechali do Chin, by tam nadzorować swoje biznesy MTM, albo sprowadzili Chińczyków do Włoch, gdzie w wielkich halach dzień i noc pracują maszyny krawieckie.

Polskie marki odzieżowe, znane od lat na naszym rynku, również od przynajmniej dekady zajmują się szyciem dopasowanym. W wielu salonach odzieżowych można zamówić garnitur MTM, który szyty jest w polskich zakładach.

Koszt garnituru MTM to ok. 2000 zł (w zależności od tkaniny i wykończenia). Za takie pieniądze można mieć garnitur, który będzie dopasowany do naszych wymiarów. Nie będzie jednak dopasowany do naszego ciała, bo tym zajmuje się już szycie miarowe.

Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

Sebastian Żukowski, FOTO: Przemysław Pokrycki

Niewidzialna rewolucja

Poszukując informacji wiedzy z zakresu krawiectwa miarowego, trafiliśmy do warszawskiej pracowni Sebastiana Żukowskiego. Brodaty, uśmiechnięty 42-letni mistrz krawiecki konstruowaniem i szyciem odzieży zajmuje się od 16 roku życia. Wiedzy, którą dziś wykorzystuje, nie otrzymał w szkole. Zdobył ją od mistrzów krawieckich, u których terminował, ucząc się na stole, szyjąc, projektując, krojąc. Terminował w Gdyni u Wiśniewskiego, w znanym, starym zakładzie klasy S. „Jest S klasa w samochodach i S klasa w garniturach” – śmieje się. „Dziś brakuje uczących rzemiosła szkół, są ewentualnie kursy projektowania. Krawiectwo miarowe staje się powoli wiedzą tajemną”. Wiele technik i rozwiązań Sebastian Żukowski przejął od starych krawców, ale nie wszystko mu się spodobało i nie wszystko stosuje.

Wydaje się, że garnitury klasyczne, od lat wyglądają tak samo, cały czas przechodzą jednak zmiany. Dziś ubieramy się w marynarki krótsze, skrojone bliżej ciała, węższe spodnie, zmieniają się też cały czas wkłady marynarek, powstają nowe sploty i kombinacje włókien dla płócien usztywniających. Pod smukłą taflą ubrania cały czas toczy się niewidzialna dla nas rewolucja technologiczna.

Sebastian Żukowski pokazuje nam stare krawieckie podręczniki, w których opisane jest ludzkie ciało. Z nich czerpie wiedzę o tym, jak uszyć np. marynarkę dla danej sylwetki. Zmiennych jest bardzo dużo, tyle, ilu klientów, nie uda się ich zamknąć w jednym kroju marynarki. Sprzedawca w sklepie nie ustawi nas przed lustrem i nie omówi naszej sylwetki. Ale zrobi to krawiec.

Nostalgia z telewizora

Sebastian Żukowski zaczynał szycie w latach 90. Widział zmiany każdej dekady potransformacyjnej. „Na początku lat 90. w garnitury ubierali się głównie politycy, bankowcy, prawnicy, pierwsi biznesmeni oraz ci, którzy jeździli za granicę i mieli dostęp do sklepów. W Polsce nie było jeszcze takiego nasycenia odzieży, ludzie kupowali wszystko, co trafiało do nas z zagranicy. Pamiętam biznesmenów ubranych w kolorowe garnitury z dwurzędową marynarką. To chyba do nas z Włoch trafiło na rynek. Zielenie, pomarańcze, czerwienie, fiolety…” – wspomina. „Dziś na szczęście Polacy mają inne możliwości i przy odrobinie wiedzy i świadomości są w stanie ubrać się dobrze. Na pewno pomogła w tym telewizja, wzbudzając w wielu z nas nostalgię za eleganckim mężczyzną, takim, jakiego widzi się w filmach z Zachodu, gdzie ludzie po prostu wyglądali lepiej. Każdy mężczyzna ubrany był inaczej, każda marynarka, kamizelka, była inna. Mężczyźni interesujący się swoim wyglądem z krajów nieco bardziej rozwiniętych nie chodzą tylko w jednakowych, szarych garniturach produkowanych seriami…

Warszawski krawiec zwrócił też uwagę na wpływ otwarcia granic. Polscy menedżerowie zaczęli podróżować po świecie, spotykać się z zagranicznymi partnerami. „Gdy kilka dekad temu Polacy w końcu trafili do innych krajów, zauważyli, że wygląd ma znaczenie. Obecnie wszelkie rodzaje stylu i kanony ubioru można śledzić w internecie” – stwierdza Sebastian Żukowski.

Dziś, według niego, wiele się zmieniło. Możliwości dobrego ubrania się są, ale nie każdy z nich skorzysta. Najczęściej ze względu na cenę. Średnio koszt szycia na miarę to 4500 zł. Do tego dochodzi cena materiału. Spodnie – ok. 120 cm, marynarka – 180 cm, kamizelka (wraca do mody) – 0,80 m. Wliczając zapas na dopasowanie np. wzoru w kratę, to 4 metry bieżące materiału (z beli o szerokości przeważnie 150–160 cm). Jego cena jest różna. „Mam u siebie kilka tysięcy próbek materiałów garniturowych w cenie od kilkuset złotych do 5000 euro za metr. Nikt nie szył u mnie jeszcze garnituru z najdroższego materiału, jednak jeśli kiedyś do tego dojdzie, na pewno za szycie zastosuję inną stawkę, ponieważ to ogromna odpowiedzialność za materiał. Aż boję się pomyśleć, jakie straty miałbym przy zmarnowaniu metra tkaniny…” – mówi Sebastian Żukowski.

Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

Nie tylko maskowanie

Zakładając, że wybierzemy nie najdroższy materiał, za garnitur zapłacimy ok. 6000 zł. Co za to otrzymamy? Czy warto?

„Warto” – śmieje się Sebastian Żukowski. „Co ja tu robię? Zaspokajam potrzeby ludzi, którzy mają większe wymagania lub mają nietypowe sylwetki. Jeśli ktoś ma 150 cm wzrostu i 150 cm w pasie, to trudno mu coś znaleźć. Oczywiście, są sklepy, które oferują duże rozmiary, ale czy dla niego? Trzeba dla takiej osoby stworzyć konstrukcję, zbudować, zaprojektować ubiór, w którym wszystko będzie na swoim miejscu – talia będzie w talii, łokieć tam gdzie łokieć. To oczywiście ekstremalne przypadki. Szycie na miarę to nie tylko maskowanie, ale też podkreślenie walorów. Nie trzeba maskować sylwetki sportowca, bo to walor. Nie podkreśli jej szycie przemysłowe, nawet MTM. Różnica między talią a klatką piersiową może być np. tak duża, że tylko specjalna konstrukcja i modelowanie płótna pozwalają wydobyć piękno wysportowanej sylwetki” – tłumaczy.

Bespoke tailoring jest odpowiedzią na ludzkie ciało. „Sylwetka zmienia się, rośnie, ok. trzydziestki następuje często ‘tąpnięcie’ w trybie naszego życia, spędzamy więcej czasu w pracy, przed komputerem, w samochodzie. Ktoś robi się okrągły na plecach od siedzenia przy biurku, ktoś przytyje, miał wypadek na nartach i ma inaczej ułożony bark. I w tym momencie stajemy się już inni od większości ludzi. Od tego szablonu, jaki zaplanowali producenci ubrań. Nawet jeśli w masowo szytych ubraniach, czy też w MTM zgadzają się nasze obwody i wzrost, to nikt w fabryce nie zaplanuje garnituru dla kogoś, kto ma jedno ramię wyżej. Ciała ludzkiego się nie oszuka. Ludzie praworęczni mają prawe ramię niżej, leworęczni odwrotnie. Jeśli jesteś sportowcem, to ramiona są równo zbudowane, ale podniesione do góry. Nasze ręce też zwykle nie są równej długości, niektórzy mają zapadnięte klatki piersiowe, inni uwydatnione. Nawet przy nienagannej sylwetce wymiary mogą po prostu między szablonowymi rozmiarami. Na potrzeby tych wszystkich ludzi nie odpowie fabryka. Oczywiście, nie ma nic złego w kupowaniu gotowych garniturów, o ile ma się potrzebne wiadomości i akceptuje swoją figurę lub ma się znajomego krawca, który podpowie, co kupować i jakie poprawki da się zrobić” – opowiada Sebastan Żukowski. „Powtarzam to moim klientom: musisz najpierw zobaczyć siebie, by się dobrze, umiejętnie ubrać. Klienci, którzy do mnie przychodzą, przeważnie wiedzą czego chcą, są świadomi swojego wyglądu. Czasem trafia się jednak ktoś, kto próbuje narzucić mi swoje marzenia, by wyglądać jak osoba na przyniesionym zdjęciu. A na fotografii przyniesionej przez mężczyznę 40+ z brzuszkiem jest model, 20 lat młodszy, który ma 96 obwodu w klatce i 186 wzrostu… W ten sposób nigdy nie dobierzemy sobie ubrań”.

Kupić wszystko od wszystkich

Szycie na miarę to przede wszystkim praca ręczna. Im więcej robi się ręcznie, tym lepiej dla odzieży. Niektóre szwy w marynarce muszą być wykonane ręcznie, by poprowadzić ułożenie materiału w konkretnym kierunku, a szycie maszynowe nie dopasuje tak materiału do ciała. Na przykład klapy marynarki przyszywa się kawałek po kawałku, by odpowiednio ułożyły się na ciele i nie odstawały. No i materiał. W pracowni Sebastiana Żukowskiego jest w czym wybierać spośród kilku tysięcy próbek. „Kiedyś był u mnie ambasador jednego z zachodnich krajów, by zamówić sobie garnitur. Miałem pewnie 1/3 dzisiejszej liczby próbników, czyli i tak było to kilkaset materiałów. Ambasador stwierdził, że to za mało, by coś sensownego wybrać i nic nie zamówił. Od tamtej pory staram się mieć próbki materiałów wszystkich liczących się w świecie producentów. Od przybytku głowa nie boli, a lepiej mi się z tymi próbnikami rozmawia z klientami, którzy nie są jeszcze pewni, w czym będą się lepiej czuli. Dziś można kupić właściwie wszystko i od wszystkich, nie należy trzymać się tradycyjnych podziałów – tkanina brytyjska czy włoska, ponieważ Brytyjczycy produkują dla Włochów, Włosi u Brytyjczyków i sprzedają na tamtejszym rynku. Granice się zacierają. Jeśli Włoch zaprojektuje kolor i materiał, wyprodukuje go z merino australijskich owiec w Wielkiej Brytanii, to jak to dziś nazwać?”

Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

Kanon biznesmena i skutery

Jakie kolory wybierają klienci? Królują odcienie granatu i szarości. Nieprzypadkowo. „Te dwa kolory to must-have każdego biznesmena. Powstało wiele publikacji na ten temat. Człowiek w granatowym garniturze jest odbierany jako przebojowy mężczyzna, który zdobywa zarówno rynek, jak i sympatię klientów. Granat podkreśla charyzmatyczność osoby. Drugi szablon to szary garnitur. Zwykle noszą go ludzie, którzy chcą przekonać innych, że są osobami spokojnymi, stonowanymi, że są przyjacielscy, wysłuchają i pomogą. Te dwa garnitury powinny wisieć w każdej szafie. Oprócz czarnego, który jest zarezerwowany na wieczór i wyjątkowe okazje” – tłumaczy krawiec.

Coraz częściej Polacy sięgają też do odważniejszych kolorów (w pracowni wisi prawie skończony nieformalny różowy garnitur w kratę dla jednego z klientów), wracają do łask kratki i prążki.

„Pokolenie czterdziestolatków wychowywało się w czasach, gdy krata kojarzyła się obrusem czy ręcznikiem kuchennym. Młodsze pokolenie ma więcej odwagi i wie, że na spotkanie można przyjść w kracie. Swoją drogą ta podobno sprawia, że osoba, która ją nosi, odbierana jest jako pewna siebie” – mówi Sebastian Żukowski. Młodsi w Polsce wybrali też styl włoski. Według Sebastiana Żukowskiego w Polsce granica dwóch czołowych stylów: włoskiego i angielskiego, została nałożona na granice wiekowe. Starsze pokolenie woli ubierać się w stylu angielskim – stonowanym, w kolorach ziemi (szarości, granaty, brązy, zielenie, pastele), młodzi wolą zwariowany świat południa. „Czasem są wyjątki, np. młodzi adwokaci często wybierają styl angielski, by być odbierani jako poważni i godni zaufania” – wyjaśnia krawiec. „Reszta młodego pokolenia, która zdecyduje się już na noszenie garniturów, wybiera południowy luz. Włosi bawią się garniturami, nie przejmują się, że się gniecie, w garniturze jeżdżą na rowerach, skuterach. Szyją ubrania w kolorowe kraty, prążki, nie boją się posądzenia o przerysowanie. Brytyjczycy są stonowani, dla nich ekstrawagancją w garniturach jest już krata księcia Walii… Za to uwielbiają tweedowe kraty na marynarkach”.

Wyzwania ciekawych figur

Do pracowni Sebastiana Żukowskiego trafiają politycy, menedżerowie korporacji, prywatni przedsiębiorcy, aktorzy, prawnicy, artyści, sportowcy. Z każdym nowym klientem pracę krawiec zaczyna od zbadania szafy, od ustalenia, jakie ma w niej ubrania, jak łączy kolory, jak buduje zestawy i do czego będzie potrzebował nowego garnituru. Na pewno ludziom biznesu doradzi, jeśli nie mają kanonu lektur, garnitury szary i granatowy. „A potem można się już bawić prążkami, kratami, marynarkami dwurzędowymi. Po prostu odkrywać siebie” – mówi. Bawić można się też samym materiałem – wełna, jedwab, len, w zmiennych proporcjach, gramaturach i splotach, w zależności od pory roku i stopnia formalności ubioru. Jesienią i zimą w ubraniach Żukowskiego królują tweedy i flanele wełniane, latem i już wiosną wkraczają materiały przewiewne.

Największe wyzwanie z klientem? „Co chwilę spotykam się z wyzwaniami w postaci ciekawych figur, ale taka jest moja praca, którą wręcz kocham” – przyznaje Sebastian Żukowski. Dwie sytuacje zapamiętał jednak szczególnie. „Przyjechał kiedyś do mnie do Sopotu mężczyzna z Anglii. Człowiek z zamkami i tytułami. Chciał uszyć garnitur na ślub, pilnie. Umówiliśmy się na zdjęcie miary następnego dnia, jednak wieczorem Anglik poszedł zwiedzać miasto, najadł się jakiejś kiełbasy i wylądował w szpitalu z zatruciem. Leżał wśród stoczniowców, a ja go leżącego i obolałego mierzyłem pośród przyglądających się z zaciekawieniem robotników stoczniowych. Wyzwaniem dla mnie było też uszycie garnituru dla mężczyzny na wózku inwalidzkim. Na człowieku siedzącym inaczej układa się materiał, trzeba było zrobić krótszą marynarkę i inne spodnie. To był dla mnie niezły trening” – opowiada.

Krawiectwo odpowiedzią na ludzkie ciało

Koszula? Może kiedyś...

Ambicją Sebastiana Żukowskiego jest też szycie koszul na miarę. Ale do tego potrzebna jest osobna „linia produkcyjna” w pracowni. „Koszule bespoke szyje się w białych rękawiczkach, w pomieszczeniach, gdzie nie może być styczności z garniturami i pyłkami z materiałów garniturowych. Dziś nie jestem w stanie zapewnić takich warunków, pozostaje więc zamawianie koszul MTM” – tłumaczy krawiec.

Odrębną kwestią jest cena koszuli bespoke. Sebastian Żukowski, oglądając pracę krawca koszulowego we Włoszech, skalkulował swój cennik na taką usługę: 1800–2000 zł. „Nie wiem, czy znaleźliby się chętni, by zapłacić tyle za koszulę. Tak wysoka cena wynika z procesu powstawania koszuli. Trzeba tworzyć konstrukcję tak jak w przypadku garnituru, później robi się formę z materiału zastępczego, wszystko dopasowuje na kliencie, a dopiero potem szyje. W Polsce nie ma na takiego produktu na rynku, więc zamawiam dla swoich klientów koszule gotowe szyte według wymiarów. Koszt takiego produktu to 500–700 zł. W MTM też kroi się każdą koszulę osobno, ale z pozyskanych wymiarów i informacji. Więc im więcej zakład informacji dostanie, tym bliżej ideału może być koszula. Jestem konstruktorem, wybrałem do współpracy polską firmę szyjącą MTM, której właściciel też jest konstruktorem. Mamy wspólny język, potrafimy się porozumieć. Jeśli podaję mu wymiary klienta z uwagą, że ma wysokie ramiona i dodam do tego jego zdjęcie, to ten konstruktor już wie, gdzie musi dać więcej materiału, by dobrze leżało” – tłumaczy.

Swoją drogą sprzedaż koszul czy garniturów MTM to świetny biznes. Klient, zamawiając na stronie produkt klika komunikat, że zapoznał się z regulaminem i bierze odpowiedzialność za to, co napisał w formularzu zamówienia. A że nie pasuje, cóż, to już jego problem, nie sklepu. Ten zwrotów nie przyjmuje...