Hardware i software Rzeczypospolitej

Jacek Bartosiak przebojem, przy pomocy książki „Pacyfik i Eurazja”, książki-alarmu o nadchodzącej wojnie handlowej USA – Chiny, wprowadził do mainstreamu język i pojęcia geopolityki. Jacek Bartosiak rzuca obecnie wyzwanie naszej wyobraźni, odwadze. Jego nowa książka jest poświęcona Polsce: „Rzeczpospolita między lądem a morzem”, premiera miała miejsce w końcu września. Główna teza: niezależnie od nas łamie się dotychczasowy ład światowy. Musimy na nowo się odnaleźć.

FOTO:

YouTube; Jacek Bartosiak podczas jednego z internetowych wykładów o geopolityce.

CEO: Dlaczego język geopolityki jest najlepszy do opisu dzisiejszego świata? Dlaczego powinni nauczyć się go CEO?

Jacek Bartosiak Najłatwiej reklamować coś, do czego samemu się przekonało. Moja fascynacja geopolityką i geostrategią zaczęła się mniej więcej dekadę temu. Zajmuję się od kilkunastu lat dużymi inwestycjami private equity w Polsce, w tym razem z największymi światowymi funduszami inwestycyjnymi z Londynu i Nowego Jorku. Kryzys lat 2008-2009 zmienił sytuację w strukturze porządku światowego i naprowadził mnie na geostrategię. Zaczęło się od prac klasyków geopolityki: Mackindera, Spykmana, Mahana, Haushofera – później po kolei poznałem właściwie wszystkich pozostałych jej luminarzy.

Zobacz również:

Te lektury skłoniły mnie do dyskusji i refleksji nad geopolityką w Polsce. Założyliśmy Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. Dużo dały mi wizyty w USA, które od wąskiej geopolityki wojskowej doprowadziły mnie z czasem do poznania geopolityki i geostrategii systemowej, która uwzględnia więcej: przewagi komunikacyjne, gospodarcze, handlowe, ładu przestrzennego. A w The Potomac Foundation w Waszyngtonie zacząłem się zajmować planowaniem strategicznym na Zachodnim Pacyfiku...

...efektem czego była napisana 3 lata temu książka „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”...

To było wtedy, kiedy Amerykanie zaczęli szykować się do wojny handlowej, a także do ewentualnej gorącej powietrzno-morskiej z Chinami. Pisałem książkę z potrzeby nadania temu w Polsce rozgłosu. Miałem wrażenie, że nikt o tym nie mówił ani nie myślał – chociaż na świecie to były rzeczy oczywiste. Nie mam też wątpliwości, że

do interpretacji i opisu faktycznej już dziś wojny handlowej wykorzystuje się właśnie język geografii strategicznej i geopolityki. To jest właśnie język opisu świata, najbardziej obiektywny, wykorzystujący przy tym najszerszy opis reguł, które rządzą światem.

„Pacyfik i Eurazja” okazała się bestsellerem.

„Pacyfik i Eurazję” pisałem w bardzo dużym pośpiechu. To było z jednej strony podsumowanie pewnego okresu w moim życiu, a z drugiej alarm - nadchodziła wojna handlowa i bardzo chciałem, żeby mój głos został usłyszany, żeby stało się to przedmiotem refleksji strategicznej rządzących. Pisałem szybko i dziś oceniam – to nie są fajerwerki, mogłem się postarać jeszcze bardziej. Choć oczywiście cieszę się z odbioru – rzeczywiście książka odbiła się bardzo szerokim echem. A jeszcze bardziej cieszy mnie, że wiele osób z grona przedsiębiorców i menedżerów odebrało ten język jako naturalny dla siebie, podświadomie dotąd formułowany sposób analizy wydarzeń i procesów zachodzących w gospodarce i na świecie.

Teraz wychodzi Pana druga książka, „Rzeczpospolita. Między lądem a morzem”.

Jest o wiele bardziej przemyślana, dojrzalsza, większa i - jest o nas. Miałem więcej czasu na pracę nad nią. Bardzo intensywną pracę.

Wprowadził Pan geopolitykę, język geopolityki do głównego nurtu. Posługiwanie się pojęciami typu „Rimland”, „Heartland”, „projekcja siły”, „software” i „hardware” w odniesieniu do przestrzeni, „strefa zgniotu”... Tytułowe „ląd” oraz „morze” z najnowszej książki to zresztą także terminy z pojęciowej siatki geopolityki.

Dużo więcej z zagadnień i pojęć geopolitycznych wprowadzam w nowej książce. Narracje i definicje, uporządkowujące i wyjaśniające świat oczywiście w paradygmacie geostrategicznym i geopolitycznym. Nasza przestrzeń opisana poprzez zewnętrzne i wewnętrzne pola. Poprzez nasze systemy komunikacyjne, społeczne. To pozwala na podsumowanie pozycji i statusu w systemie światowym.

Nowa książka powstała już w czasach lepiej dookreślonych.

Administracja w Waszyngtonie zmierza do zmiany systemu gospodarczego świata. Do przedefiniowania globalnych stosunków gospodarczych, aby przywrócić albo usankcjonować wynikający z pozycji morskiego imperium status Stanów Zjednoczonych, zagrożony dziś rozwojem i ambicjami Chin. Oczywiście, jak w „Lamparcie” Tomasiego: „Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko się musi zmienić”.
A więc po to, żeby utrzymać przewagę z właściwym, bezpiecznym marginesem. Aby utrzymać Pax Americana. Prezydent Trump robi to krok po kroku, wprowadza układ celowo w turbulencję.

Wiemy, także z biznesu, że takie łamanie struktur i zarządzanie poprzez zmianą nie jest łatwe ani bezpieczne.

Nie jest to zarazem nic niezwykłego. W geopolityce to jest określane terminem going concern, właściwie dokładnie coś takiego Brytyjczycy robili przed I wojną.

Jaki zatem jest „hardware” przestrzeni Polski i nasz „software” do jej obsługi w punkcie wyjścia do nowej wspaniałej historii, wejścia do gry?

Hardware jest wspaniały. Mamy położenie na głównej osi, w punkcie przecięcia szlaków łączących północ i południe, wschód i zachód. Komunikując Skandynawię z Nadczarnomorzem, doliną Dunaju i Morzem Śródziemnym, Europę morską z Eurazją, Francję i Niemcy z Rosją i Ukrainą, przez cieśniny duńskie z oceanem światowym z naszych portów Gdynia, Gdańsk, Świnoujście. Przez Bramę Morawską komunikując z doliną Dunaju populacje Europy Środkowej, będąc największym i najludniejszym już chyba krajem Międzymorza, oddziałując na resztę regionu.

Jesteśmy naturalnym zwornikiem i liderem tego regionu. Clausewitzowskim „punktem ciężkości” w wypadku jakiejkolwiek wojny na wschodzie kontynentu. Jesteśmy bardzo potrzebni Amerykanom w przypadku wojny na wschodniej flance, chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę – przez Polskę przebiega jedyna droga do krajów nadbałtyckich, Bałtyk będzie w takim wypadku no-go zone. Mamy wspaniałe granice na Odrze, dostęp do morza, wodne szlaki do komunikacji śródlądowej, surowce, piękną przyrodę i warunki dla rolnictwa, umiarkowany klimat. Punkt ciężkości kraju pod Warszawą w kierunku na Łódź, kształt państwa korzystny dla rozwoju komunikacji i organizacji wnętrza.

Jacek Bartosiak, Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju. Wydawnictwo Zona Zero, Warszawa 2018

Jacek Bartosiak, Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju. Wydawnictwo Zona Zero, Warszawa 2018

Przestrzeń daje nam naturalną możliwość budowania naszych wpływów na Wschodzie. Na Białorusi, która czeka na rozwój, na Ukrainie, która eksportuje ręce do pracy. To jest klasyczna geopolityczna układanka. Posiadamy możliwość oddziaływania na Rumunię, na Bramę Mołdawską i Konstancę, w delcie Dunaju, co z kolei nam da lewary na oddziaływanie na politykę w całym biegu Dunaju, aż po Austrię i Węgry.

Czy Centralny Port Komunikacyjny to jest „software’owy” projekt wpisujący się w realizację naszego potencjału, na miarę nadchodzącej sytuacji?

Jeśli Bizancjum miało swój Konstantynopol, Portugalczycy ujście rzeki Tag a Hiszpanie - Kadyks, Niderlandy miały Amsterdam i Rotterdam, Anglicy Plymouth, Londyn, Bristol, Cardiff, Liverpool, swoje okna na świat, wielkie okna na świat, to my poza Gdynią, Gdańskiem i Świnoujściem –

czemu nie mielibyśmy otworzyć własnego, wielkiego okna? Czemu, w ślad za tym, nie mielibyśmy za jakiś czas stworzyć metropolii Warszawa - Łódź, łącząc populacje i wykorzystać nasze doskonałe położenie na styku Eurazji, rozwinąć miasto w centralnym punkcie świata, jakim jest pomost bałtycko-czarnomorski? Metropolię, która będzie konsolidować obszar rdzeniowy Rzeczpospolitej.
Która będzie przyciągała, będzie tworzyła linie komunikacyjne i interakcje, handel w oparciu o tę bramę na świat i system komunikacji wewnętrznej. Stworzy więcej szans wymiany handlowej, przyciągnie więcej pieniędzy. Tak robi świat, tak robią wszyscy, a na wielką skalę obecnie Chiny oraz Turcja. Dlaczego mamy do reszty świata latać z lotnisk Europy Zachodniej, dlaczego tam mają być magazyny i centra logistyczne?

To nie jest strategia maksimum?

Możemy się też podporządkować, wtedy odbieramy pakiet modernizacyjny, montujemy w cudzych fabrykach, polscy przedsiębiorcy zaś mogą zaczepić się jakoś w łańcuchu dostaw, mogą nawet wybudować sobie ekskluzywne domy i jeść dobre, zdrowe włoskie jedzenie. Natomiast nie tak się buduje poważny kapitał, zwłaszcza inwestycyjny i tworzy szanse rozwojowe na lata.

Pomówmy więc o Rzeczpospolitej. Chcę powiedzieć, że nikt dawno tak o Polsce nie mówił – mam na myśli Pana wykłady o geopolityce - i nie pisał. Przyzwyczailiśmy się słyszeć, że mamy przeklęte miejsce geograficznie i niewiele możemy z tym zrobić. Na pierwszy rzut oka prawa i mechanizmy geopolityki także nie dają nam wiele szans. Pan tymczasem właśnie z tych praw i z metody geopolitycznej analizy dowodzi, że dysponujemy wielkim potencjałem. Na ile wola i idea, potrafią te prawidła geopolityczne zmieniać, kalibrować – brzmią one szalenie pesymistycznie, deterministycznie. Czy będąc w strefie zgniotu w ogóle da się coś zrobić?

Da się. Przestrzeń - geografia nie determinuje losu państw i narodów. Ona ułatwia albo utrudnia, ale nie determinuje. Określa pole gry, ale to nie jest marksistowski determinizm. Kształtowanie rzeczywistości wymaga woli, pracy, ale da się na nią wpływać. Nie ma narodów skazanych na klęskę.

Wielkie idee działają.

Dziełem człowieka jest nasza Gdynia. Wysiłek budowy Gdyni był wysiłkiem geostrategicznym młodego państwa polskiego. Wyrąbaniem okno na świat do handlu i interakcji ludzi. Aby nasz stos pacierzowy Wisły mógł połączyć nas z morzem i hinterland produkujący zboże i węgiel mógł uczestniczyć w rynku światowym. Jak podsumował Eugeniusz Kwiatkowski, „Gdynia ze swymi 5 mln ton obrotu prześcignęła Bremę, Królewiec, Sztokholm i Kopenhagę, stając się w ciągu 8 lat egzystencji jednym z najważniejszych portów na Bałtyku.” Zbudowaliśmy go i niejedna złotówka została zarobiona dzięki temu. A przecież była to decyzja człowieka i wysiłek. Jak w Rosji budowa Odessy nad Morzem Czarnym czy Petersburga w Zatoce Fińskiej, w Chinach Wielkiego Kanału , który połączył południe Chin z północą, czy budowa kanału suezkiego i panamskiego.

Tylko

trzeba też rozumieć swoją geografię. Nie ma czegoś takiego, jak mówią przeciwnicy geopolityki, że nie ma potencjałów, a jedynie siła, wykonująca jakąś pracę albo ścierająca się z drugą siłą. Tymczasem jest ona też równoważona albo „ograniczana” lub „zużywana” przez fizyczną przestrzeń. Każda decyzja polityczna, na przykład inwestycyjna, jest limitowana jakimś potencjałem geograficznym, przestrzennym.
Najlepszym przykładem jest Afganistan, którego nie mogło ujarzmić imperium brytyjskie, potem Sowieci a dzisiaj Amerykanie. Dlatego, że geografia uniemożliwia to – jest tyrania dystansu, są lokalne zależności, których nie da się przekroczyć. Podobnie wojna w Syrii, na Bliskim Wschodzie. Przestrzeń, odległość stwarzają ograniczenia.

Dlatego

analogicznie jak w biznesie bardzo niebezpieczne jest w geostrategicznym myśleniu twierdzenie, że przestrzeń jest nieistotna, liczą się tylko potencjały i jak się chce ich użyć.
To niebezpieczne założenie doprowadziło do zguby Napoelona, Hitlera, ale nie tylko. Odległość powoduje zawsze ograniczenia.

Dlatego też nie jest tak, że Amerykanie mogą przyjść z całą swoją siłą na wschodnią flankę NATO. Daleko od brzegów Ameryki muszą uwzględnić cieśniny duńskie, Bałtyk zresztą jest morzem z ograniczonym przez Rosję systemami antydostępowymi A2AD (Anti Access / Area-Denial), jest kwestia nastawienia Niemiec... Tyrania dystansu zabiera czas i pieniądze. Co z tego, że w tabelkach mają potencjał...

Zasoby nigdy nie są nieograniczone, ponadto często są one geograficznie podzielone. Podobnie jak w biznesie, ma się określone cele i priorytety i rozdziela się je, rozgrywa. Trzeba dokonać wyborów. I o tym jest geopolityka.

Od przedsiębiorców także dużo oczekujemy w tym ambitnym scenariuszu. Choćby na terenie dawnych Kresów i całego pomostu bałtycko-czarnomorskiego, gdzie jest naturalny teren naszego działania. Jaka jest ich recepcja takiej business opportunity sygnalizowanej przez Pana jeszcze przed wydaniem książki?

Moim zdaniem – tego się spodziewałem - jest najbardziej żywa i najbardziej pozytywna.

Przedsiębiorcy, którzy na co dzień płacą pensje, podejmują decyzje kosztowe i inwestycyjne, najlepiej te prawa geopolityki rozumieją. Nawet gdy tego tak nie nazywają, to na poziomie podświadomości działają w ten sposób: zabezpieczają pożądane lub niezbędne zasoby oraz rynki - linie komunikacyjne do nich prowadzące, czyli tzw. dostęp (w realnym bądź wirtualnym świecie) – chcąc uzyskać kontrolę zasobów, rynków i dostępu do nich, a jeszcze najlepiej – zdobyć tzw. „lewar” na interesariuszach i konkurentach, którzy mogą choćby teoretycznie temu działaniu przeciwdziałać. Nasi przedsiębiorcy to rozumieją.

Także i to, że w znacznym stopniu funkcjonujemy obecnie w systemie pod-dostaw dla gospodarki niemieckiej, który wynika z dualizmu rozwoju rozgraniczonego linią na Łabie. Oni to rozumieją, bo widzą jakie są marże w Niemczech, jaka jest przewaga kapitałowa i organizacyjna. Na jakich zasadach rynek po 1989 roku został otwarty. Widzą na co dzień, jak trudno jest polskiemu przedsiębiorcy na Zachodzie. Jak wyglądają koszty pracy, organizacja kapitałowa, progi inwestycyjne. Oni to rozumieją bardzo dobrze codziennie doświadczając na własnej skórze, na przykładzie swoich przedsiębiorstw. Recepcja książki była znakomita i firmy kupowały po kilkadziesiąt, czasem po kilkaset sztuk „Pacyfiku i Eurazji”. Mam nadzieję, ze recepcja ”Rzeczpospolitej” będzie także dobra.

Ta książka jest alarmem, nawoływaniem do wykorzystania ogromnego hardware’u, potencjału przestrzeni, który nam jest dany...

...którego nie wykorzystaliśmy do tej pory i o którym mało co dyskutujemy. Innymi słowy:

nasza przestrzeń daje nam niesamowite możliwości ale też w dobie szalonej rewolucji technologicznej, komunikacyjnej i transportowej, zmusza do myślenia, że nie możemy ciągle temu sprostać. Nasza przestrzeń, nasz hardware, jest większy niż aparat, którym możemy ją obsłużyć, niż nasz obecny software.

Zwolennicy konwergencji z Zachodem mówią, że okres po 1989 r. był najlepszy okres gospodarczy w historii Polski.

Sporo jest takich zwolenników. Jakość życia poprawiła się przecież znacząco, zaczęliśmy uczestniczyć w handlu i rynku światowym, powiązaliśmy się gospodarczo i instytucjonalnie z Unią. Niezależnie od nas jednak

ten świat się kończy, bo zaczyna się łamanie tego ładu. Czy tego chcemy czy nie. I musimy się w nowej rzeczywistości odnaleźć. A historia, los, nasz wysiłek dały nam taką a nie inną przestrzeń.
Musimy patrzeć, gdzie powstają nowe centra zasobowe. I teraz ta sytuacja nas premiuje w stosunku do Niemiec, tylko trzeba stworzyć software.

A jak w takim razie postrzegają nas Chińczycy?

Oni patrzą przestrzenią, mają w tym wielkie doświadczenie – w organizacji przestrzeni. Dlatego patrzą na potencjał organizacji przestrzeni, planują i myślą geostrategicznie, geopolitycznie.

Chińczycy patrzą na mapę z perspektywy Azji i widzą Polskę monopolizującą lub blokującą im wejście przez masy lądowe do Europy. Widzą faded empire, dawne imperium w przejściowej fazie słabości. Bo z potencjału wynika co innego, niż jest dziś. Nie tyle my jesteśmy dla nich ważni, co nasza przestrzeń z punktu widzenia skomunikowania się z Europą. Z punktu widzenia skomunikowana z oceanem światowym. To nie kwestia uczuć, sympatii. Nasza przestrzeń ma dla nich znaczenie.
Tak jak także dla Amerykanów.

A co z Amerykanami? Nowy Jedwabny Szlak to jest posunięcie w chińsko-amerykańskiej wojnie handlowej.

Chiny pracują w myśl wskazówek Mackindera, który mówił, że potęga, która będzie w stanie połączyć systemem komunikacyjnym, handlowym i zarządzić demograficznie i gospodarczo wnętrze Eurazji oraz połączyć Azję i Europę, zdominuje też Afrykę i będzie panem świata. Rzut oka na mapę wystarczy - Zbigniew Brzeziński też o tym mówił, że kto będzie kontrolował wnętrze Bliskiego Wschodu, będzie kontrolował też Afrykę, a za tym idzie kontrola i Suezu i przejść śródziemnomorskich.

To sprawiłoby, że Amerykanie przestaną być hegemonem. To jest chińska wielka strategia - grand strategy - rozpisana na długie lata. Pytanie, czy Chińczycy nie za wcześnie zaczęli, bo Amerykanie od stycznia 2018 roku zachowują się tak, jakby połapali się w ich grze.

Innymi słowy geopolityka zdecydowanie ruszyła. I pomiędzy tymi siłami Polska.

Ruszyła, na pociechę - nie tylko między Bugiem a Odrą. Wróci może wówczas tradycja imperiów lądowych, które Robert D. Kaplan nazywa faded empires: Turcji, Persji-Iranu, Rosji, Europy wokół rdzenia karolińskiego. Nie zapomnijmy, że my też byliśmy imperium, na naturalnych granicach strategicznych na Dźwinie i Dnieprze. Dlatego u nas jest obecne to napięcie imperialne. Nie bez przyczyny kanon naszych lektur stworzyli ludzie z Kresów, Mickiewicz, Słowacki, Mackiewicz, Miłosz.

W przedmowie "Pacyfiku i Euracji" wspomina Pan Józefa Mackiewicza. On potrafił pisać „osobno”, i chłodno o faktach, i gorąco – o ludziach.

Największy polski pisarz XX wieku. Jego myśli poświęcam dużo miejsca w nowej książce.

Dużo miejsca poświęcił tłumaczeniu różnicy między Rosją a Sowietami. Geopolityka wiążę się z ustrojem i kulturą?

Geopolityka jest związana z kulturą, jedno wynika z drugiego. Współczesny Mackiewiczowi Ryszard Wraga, polski dwójkarz i sowietolog, pisał o wielkich różnicach między imperializmem morskim i lądowym.

Imperializm morski, brytyjski, amerykański, buduje wpływy poprzez tworzenie regulacji, które sankcjonują ład a zabezpiecza go flota. Wpływy morskiego imperium rozchodzą się po liniach komunikacyjnych. Te imperia dbają bezwzględnie o własne korzyści finansowe, o eksploatację rynków, natomiast nie muszą poza miastami portowymi „trzymać za twarz”, sprawować rządów siły i strachu.

Imperia lądowe tworzą się koliście, okręgami powoli zwiększając swój wpływ. Jak Rosja. Władzę stabilizuje zapewnianie bezwzględnego posłuszeństwa. Niszczenie opornych ośrodków. Władza jest opresyjna, szczególarska, opresyjna. Cały czas przypomina podwładnym, gdzie jest obszar rdzeniowy. A gdy łagodnieje – ten twór rozpada się. Ostatni raz tak było za Jelcyna. Ale sądzę, że

za naszego życia także jeszcze będziemy świadkami rozpadu Rosji, być może nawet w większej skali niż w latach 90. I na to też musimy być przygotowani.

Dla Chestertona my byliśmy jej odwrotnością, republikańskim ideałem – krajem obywateli-drobnych posiadaczy ziemskich.

Tylko, że on Polskę kochał. W geopolityce nie ma takich sentymentów.

Musimy sobie zatem sami dać radę z Rosją, jeśli chcemy w nowym rozdaniu coś znaczyć.

Na pomoście bałtycko-czarnomorskim nie ma przebacz. Tak na pewno widzą to Rosjanie. A jeśli rządzimy na nim my – to dla nich jesteśmy wtedy śmiertelnym niebezpieczeństwem. Tak pisał i myślał Gorczakow i inni, aż po Dugina. Uważają, że mamy cały czas skryte intencje imperialne, dlatego że niemożliwe abyśmy byli idiotami i chcieli w grze o sumie zerowej przegrać.

To jest dowód, jak przestrzeń zmusza nas do myślenia w określonych kategoriach. Bo inni nas o to podejrzewają.

W związku z tym chcą nam coś odebrać i w ten sposób można sobie wiele rzeczy wytłumaczyć. Okres prymatu USA był dla nas bardzo dobry. To był w ogóle bardzo ciekawy okres w dziejach świata, do tego stopnia, że wszyscy uwierzyli, ze to będzie trwało wiecznie. Ale Rzym też miał być wieczny... W każdym razie Amerykanie podjęli walkę o obronę tego systemu.

Dla nas natomiast jedno jest stałe – interes trwałości i rozwoju Rzeczypospolitej. Pozostałe - to instrumenty.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Bartosiak

Jacek Bartosiak

JACEK BARTOSIAK

W połowie września 2018 powołany przez Ministerstwo Infrastruktury na stanowisko szefa spółki, która odpowiadać będzie za budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Wcześniej powołał do spółki z amerykańskim strategiem Georgem Friedmanem oraz przedsiębiorcą Zbigniewem Pisarskim firmę Play of Battle, która ma produkować gry strategiczne o bardzo wysokim poziomie odwzorowania realizmu.

Senior Fellow w The Potomac Foundation w Waszyngtonie oraz Dyrektor Programu Gier Wojennych i Symulacji w Fundacji Pułaskiego. Adwokat i Partner Zarządzający w kancelarii adwokackiej zajmującej się obsługą biznesu. Współpracuje na stałe z miesięcznikiem „Nowa Konfederacja”. W The Potomac Foundation oraz w Fundacji Pułaskiego zajmuje się geostrategią, bezpieczeństwem oraz konfliktami zbrojnymi, w tym planowaniem przyszłego pola walki. Doktor nauk społecznych. Autor bestsellera roku 2016 - „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”. Jego najnowsza książka, „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” ukazała się we wrześniu 2018.