Gdy licencja jest problemem

Potrzeba dobrego uregulowania kwestii zachowania praw licencyjnych i zakresu korzystania z oprogramowania na wypadek upadłości producenta-licencjodawcy – mówi radca prawny Włodzimierz Głowacki w rozmowie z Łukaszem Ziają.

Jest Pan specjalistą ds. wdrożeń IT. Jak wyglądają ramy prawne dla takich wdrożeń?

Ramy prawne dla wdrożeń IT wyznaczają regulacje zawarte w różnych aktach prawnych. Sama umowa wdrożeniowa nie została jednak uregulowana ustawowo. Umowa wdrożenia zaliczana jest do umów nienazwanych.

Tym samym pewnym problemem jest ustalenie jakie regulacje winny być brane pod uwagę przy konstruowaniu takiej umowy. Z prawnego punktu widzenia umowa wdrożeniowa reguluje szereg kwestii, jednak centralnym zagadnieniem jest ułożenie zasad przeprowadzenia wdrożenia systemu informatycznego w taki sposób, aby zamawiający uzyskał satysfakcjonujący go rezultat.

Zobacz również:

  • Blockchain premiuje pionierów

Wszystkie pozostałe kwestie związane ze świadczeniem w trakcie wdrożenia jak np. przeprowadzenie usług szkoleniowych, tworzenie dokumentacji czy nabycie praw do korzystania z systemu są podporządkowane wskazanemu celowi głównemu. To wszystko przesądza o zasadności poglądu, iż dominujący charakter w umowie wdrożeniowej mają elementy umowy o dzieło. To nakazuje w pierwszej kolejności mieć na względzie regulację Kodeksu cywilnego, który normuje ten typ umowy.

Czy umowy wdrożeniowe wymagają autonomicznej regulacji?

W mojej ocenie nie. Wystarczającym jest świadome adoptowanie na potrzeby tych umów regulacji Kodeksu cywilnego i ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – pamiętając, że nie wszystkie regulacje dotyczące tworzenia utworów znajdują zastosowanie do programów komputerowych.

Tak samo przedstawiają się kwestie tzw. kontraktów agilowych?

Nieco odmiennie, bowiem przy umowach regulujących wdrożenia realizowane zgodnie z metodyką agile zdecydowanie ważniejsze od ewentualnej próby regulowania tego typu umów jest właściwe zrozumienie odmienności podejścia agile. Umowy tego typu ukierunkowane są bardziej na określony model współpracy, niż na końcowy efekt.

Jak Pańskim zdaniem kształtują się wyzwania kodyfikacji prawnych związane z sektorem IT?

Przede wszystkim konieczne jest uregulowanie kwestii zachowania praw licencyjnych i zakresu korzystania z programu komputerowego na wypadek upadłości producenta/licencjodawcy oprogramowania albo wdrożenia w stosunku do niego procedury sanacyjnej. Otwarcie w stosunku do producenta/licencjodawcy oprogramowania postępowania sanacyjnego, podobnie jak w przypadku ogłoszenia upadłości czy układu, stwarza ryzyko rozwiązania umowy licencyjnej i pozbawienia zamawiającego możliwości korzystania z wdrożonego z dużym wysiłkiem finansowym i organizacyjnym systemu.

Na ile doniosłe jest to ryzyko?

Coraz częściej korzystany z wdrożeń ofertowanych przez krajowych producentów programów komputerowych, których potencjał ekonomiczny bywa ograniczony; globalni dostawcy z kolei coraz częściej korzystają z procedur restrukturyzacyjnych. To wszystko generuje określone ryzyka w zakresie korzystania z zakupionych rozwiązań informatycznych.

Problem, który Pan poruszył, został dostrzeżony w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat 80. w związku z głośną sprawą Lubrizol Enterprises Inc. Wprowadzono wówczas do prawa upadłościowego rozwiązania pozwalające zachować licencjobiorcy prawo do korzystania z oprogramowania na wypadek odstąpienia od umowy przez syndyka.

Analogicznie kanadyjski Companies' Creditors Arrangement Act w 2005 roku został wzbogacony o szczególne regulacje dotyczące przedmiotów własności intelektualnej pozwalające zachować uprawnionemu prawo korzystania z programu tak długo jak długo nie narusza on warunków licencji.

Wprowadzenie tego rozwiązania do naszego prawa niewątpliwie uspokoiłoby licencjobiorców. Należałoby się również zastanowić nad rozszerzeniem uprawnień licencjobiorcy w przypadku zaprzestania świadczenia usług rozwoju oprogramowania i usuwania błędów z uwagi na poddanie licencjodawcy procedurom sanacyjnym albo upadłościowym. Konieczne jest również pochylenie się nad problemem zachowania praw licencyjnych w razie sprzedaży przedsiębiorstwa licencjodawcy w ramach tych procedur.

Kwestia licencji jest dosyć problematyczna – szczególnie w momencie, gdy firma wdrażająca nie jest producentem oprogramowania ani jego licencjobiorcą, a wyłącznie „przekazuje” licencje producenta w postaci ogólnych warunków albo innego gotowego formularza określającego zasady licencji.

Tak, to prawda. Dokumenty te niejednokrotnie nie precyzują ani stron umowy licencyjnej ani tym bardziej sposobu licencjonowania. Sam fakt, że oprogramowanie w rzeczywistości pochodzi od jego producenta i uiszczenie opłaty licencyjnej może nie być wystarczający do wykazania, że w wyniku tych czynności doszło do zawarcia umowy licencyjnej. Jeśli nie zawieramy umowy wdrożeniowej z producentem programu warto na tę kwestię zwrócić szczególną uwagę i zadbać o potwierdzenie praw licencyjnych bezpośrednio przez producenta, chociażby w postaci certyfikatu licencyjnego.

Odrębnym problemem jest to, że umowy licencyjne z reguły zawierają nienegocjowalne klauzule odsyłające w kwestiach nieuregulowanych do prawa obcego państwa, co dodatkowo utrudnia ustalenie czy doszło do skutecznego nabycia licencji i jaka jest jej trwałość w czasie.

Poza tym dosyć istotne są zagrożenia związane z trwałością prawa do korzystania z oprogramowania. Regulacje wynikające z prawa autorskiego stanowią, iż umowa licencyjna zawarta na okres dłuższy niż 5 lat po upływie tego okresu traktowana jest jak umowa zawarta na czas nieoznaczony.

Co z tego wynika dla stron umowy?

Różnice pomiędzy umową zawartą na czas oznaczony, a umową zawartą na czas nieoznaczony mają zasadniczą doniosłość z punktu widzenia trwałości prawa do korzystania z oprogramowania. Umowa zawarta na czas oznaczony co do zasady nie może zostać rozwiązana przed upływem wskazanego okresu, podczas gdy umowa zawarta na czas nieoznaczony może zostać w każdym momencie rozwiązana w drodze wypowiedzenia i wygasa z upływem oznaczonego w umowie albo ustawowo okresu.

Są jakieś alternatywne, ciekawe rozwiązania prawne w stosunku do kwestii licencjonowania?

Tak, chociażby użytkowanie czy nabycie autorskich praw majątkowych.

Z uwagi na nietrwałość praw licencyjnych poszukuje się innych niż licencja rozwiązań pozwalających na zachowanie prawa do korzystania z oprogramowania w sytuacji, w których licencja wygasa albo może zostać rozwiązana.

Jak się kształtuje kwestia sprzedaży autorskich praw majątkowych w sytuacji zagrożenia licencji?

Jest to dosyć ciekawy temat. Wymuszenie sprzedaży autorskich praw majątkowych w sytuacji zagrożenia licencji jest istotne w przypadku, gdy wdrażany system jest tak stworzony, że jego wykorzystanie przez innego przedsiębiorcę jest niemożliwe. W większości przypadków mamy jednak do czynienia ze standardowymi rozwiązaniami. Tego typu oprogramowanie jest powszechnie licencjonowane.

Skutkiem przeniesienia autorskich praw majątkowych do oprogramowania na rzecz jednego z klientów byłaby utrata uprawnień licencyjnych przez pozostałe podmioty korzystające z niego na zasadzie licencji. To oczywiście wyklucza takie rozwiązanie w praktyce.

Innym zagadnieniem natomiast jest sprzedaż autorskich praw majątkowych w ramach sprzedaży całego przedsiębiorstwa. Wówczas nabywca winien kontynuować zawarte przez zbywcę umowy. Związanie nabywcy przedsiębiorstwa zawartymi umowami licencyjnymi warto rozważyć jako postulat dotyczący sprzedaży egzekucyjnej i innych przypadków przymusowej sprzedaży przedsiębiorstw.

Kiedy kwestia licencji ustawowej ma zastosowanie?

Przede wszystkim licencja ustawowa znajdzie zastosowanie w tych przypadkach, w których dochodzi do legalnego nabycia programu komputerowego bez zawarcia umowy licencyjnej. Dotyczyć to będzie zarówno oprogramowania nabywanego bezpośrednio od producenta jak również oprogramowania nabywanego na rynku wtórnym. Warunkiem uzyskania uprawnień płynących z licencji ustawowej jest nabycie oprogramowania zgodnie z prawem tj. od osoby uprawnionej do jego sprzedaży.

A jakie jest Pańskie zdanie nt. problematyki deponowania kodu źródłowego?

Kwestia dostępu do kodu źródłowego często jest łączona z problemem utraty praw z licencji do oprogramowania komputerowego. W mojej ocenie dostęp do kodu źródłowego nie jest rozwiązaniem zastępującym uprawnienia licencyjne.

Dostęp do kodu źródłowego nabiera znaczenia wówczas, gdy firma wdrażająca zaprzestanie świadczyć usługi utrzymania i rozwoju oprogramowania. Wtedy dostęp do kodu źródłowego w istotny stopniu warunkuje zarówno samodzielne wykonywanie tych czynności jak i tym bardziej powierzenie ich jakiejkolwiek inne firmie.

Dlatego też tak istotnym zagadnieniem jest ustalenie bezpiecznych zasad deponowania kodu źródłowego. O ile interes korzystającego z oprogramowania wymaga zapewnienia mu łatwego dostępu do kodu o tyle interes producenta nakazuje ograniczyć ten dostęp wyłącznie do skrajnych sytuacji. Z tego względu właściwy nadzór i zarządzanie depozytem kodu stanowi tak istotny problem. Niewątpliwie należy dążyć do wypracowania w tym zakresie zasad godzących interesy obu stron, być może w ramach specjalnie powołanych do tego celu instytucji jak to się dzieje w innych krajach.

Dziękuję za rozmowę.

Włodzimierz Głowacki

Włodzimierz Głowacki

Włodzimierz Głowacki

Radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawniczej Głowacki i Wspólnicy, od wielu lat arbiter domenowy w Sądzie Polubownym przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji oraz arbiter przy Sądzie Arbitrażowym przy Konfederacji Lewiatan, członek Stowarzyszenia Ochrony Własności Przemysłowej wchodzącego w skład AIPPI, specjalizuje się między innymi w problematyce prawa własności przemysłowej i prawa autorskiego; posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie tworzenia kontraktów oraz rozwiązywania sporów w obszarze IT.