Esej: Ekscentryczna teoria biznesu

Wielkich ekonomistów dzieliło wiele, łączyło tylko jedno - europejskie wyobrażenie o świecie. Tak było do czasu, aż monopol ten złamał ekscentryk i kobieciarz Thorstein Veblen.

Wielkich ekonomistów dzieliło wiele, łączyło tylko jedno - europejskie wyobrażenie o świecie. Tak było do czasu, aż monopol ten złamał ekscentryk i kobieciarz Thorstein Veblen.

Skrajnie sprzeczne są opinie o Veblenie nawet dziś, choć akurat ostatnio popadł w niełaskę i rzadziej o nim się mówi i pisze. Jeden z największych krytyków gospodarki amerykańskiej i całego systemu kapitalistycznego, który z trudem opanowywał język angielski i amerykańskie zwyczaje - tak ocenia go profesor Wacław Stankiewicz. Thorstein Bunde Veblen (1857-1929) był szóstym z dwanaściorga dzieci rodziny norweskich emigrantów, którzy osiedlili się w stanie Wisconsin. Nawet po uzyskaniu doktoratu długo nie mógł znaleźć pracy i wrócił do Wisconsin, by siedem lat spędzić na farmie ojca. "Nie stworzył tradycyjnej szkoły ekonomicznej, ale jego śladem podążały kolejne generacje instytucjonalistów" - pisze W. Stankiewicz w książce "Historia myśli ekonomicznej". Instytucje zajmują w ich rozważaniach społeczno-ekonomicznych centralne miejsce, coraz powszechniej wykorzystują psychologię i socjologię w interpretowaniu zagadnień gospodarczych. Do swych poglądów bardzo szybko wkomponowali behawioryzm, który na początku XX wieku dominował w amerykańskiej psychologii.

Zobacz również:

Przeciw wszystkim

Status wyjątkowego krytyka kapitalizmu jest jednak krzywdzący dla Veblena, zwłaszcza jeśli miałby wywoływać skojarzenie, że był socjalistą lub że tworzył własną utopię. Marksa krytykował w nie mniejszym stopniu niż ekonomistów wywodzących swe myślenie z teorii Adama Smitha. Tyle że czynił to rzadziej, z mniejszym zainteresowaniem. Veblen uważał, że choć ortodoksyjna teoria ekonomiczna uległa zmianom od czasów Smitha, to jej założenia i koncepcje pozostały takie same. O ile analiza gospodarki i społeczeństwa była wywodzona z przeświadczenia, że społeczeństwem rządzą nadprzyrodzone siły, i to w sposób zapewniający osiąganie pożądanych wyników, o tyle odwoływanie się do sił nadprzyrodzonych, do Boga, zastąpiono przekonaniami, że najzdrowszą gospodarką rządzą prawa naturalne, tak samo jak w naukach fizycznych. Dlatego tez skandynawski emigrant dowodził, że Smith poprowadził ekonomistów do teorii ortodoksyjnej, którą nazywał teleologiczną, pozbawioną zdolności rozumienia tego, co później wniósł Darwin. Owa teleologiczność powodowała, że gospodarkę traktowano jako zmierzającą do jakiegoś sensownego celu. Według tego, jak Veblen interpretował Darwina, ewolucja jest czysto mechanicznym procesem, ludzkość rozwija się, reagując na zmiany w otoczeniu, tyle że w tej ewolucji nie istnieje żaden cel ani żaden wzór. Wedle marzeń Smitha (i całej ekonomicznej teorii ortodoksyjnej), człowiek w pogoni za zyskiem miał produkować przy możliwie najniższych kosztach te dobra, których potrzebują konsumenci, a jeżeli będzie to prawdziwy biznesmen (używając współczesnych nam określeń), to zamiast przejadać zysk - zadba o akumulację, by poprawić konkurencyjność swej firmy. Wolny rynek miał sprawiać, że egoistyczny interes biznesmena odpowiada interesowi społeczeństwa. To bzdura! Tak twierdził Veblen, może dlatego, że jego młodość to czas powstawania w Stanach Zjednoczonych olbrzymich trustów, w niczym nieograniczonych prawem antymonopolowym.

Uparcie twierdził, że ekonomia musi uwzględniać podejście ewolucyjne, pozbywając się swoich teologicznych pojęć naturalności, założeń o konkurencyjnych rynkach i racjonalności zachowań gospodarstw domowych. Jeszcze bardziej niż Smitha krytykował Alfreda Marshalla, oceniając, że właśnie on jest najważniejszym reprezentantem ortodoksyjnych poglądów ekonomicznych. "Chciał ten cały system wyrzucić na złom, ponieważ uważał jego podejście za niewłaściwe" - twierdzą Harry Landreth i David C. Colander w "Historii myśli ekonomicznej". W przeciwieństwie do Marksa, sugerującego, że kapitalizm przestanie istnieć na skutek bankructwa, Veblen twierdził, że ten kres istnienia może nastąpić z powodu wielkiego sukcesu kapitalizmu, gdy ludzie troszczyć się będą już tylko o swój dobrobyt - co ostatnio wspominani autorzy książki traktują jako "przykład paradoksalnego charakteru analizy Veblena".

Człowiek z Marsa

Przez innych postrzegany jest odmiennie. Jako błyskotliwy socjolog, zwolennik determinizmu technicznego. Ci uważają, że teoria klasy próżniaczej Veblena jest szyderstwem, dziś już anachronicznym, co nie pomniejsza wielkości tego ekonomisty (socjologa?), bo nie na szyderstwach Veblena warto dziś koncentrować uwagę. Szyderstwem posługiwał się nader chętnie, choć Robert L. Heilbroner w książce "Wielcy ekonomiści. Czasy, życie, idee" pisze o nim, że według "naszych norm z pewnością musiał być neurotykiem". Niezaangażowany. Niezwiązany. Odległy. Obojętny i obcy. Ale H. Landreth i D. C. Colander twierdzą, że to niektórzy ekonomiści chcieli w Veblenie widzieć tylko socjologa, czyli "mętnie rozumującego przedstawiciela nauk społecznych". I piszą, że Veblen był wyjątkowy, gdyż domagał się połączenia ze sobą różnych nauk społecznych. Pewien znany w czasach Veblena ekonomista, Wesley C. Mitchell tak charakteryzuje swego nauczyciela: "Niepokojący wpływ wywierał Thorstein Veblen - ów przybysz z innego świata, który poddawał drobiazgowej analizie obiegowe komunały, nieświadomie przyswajane sobie przez studentów, jak gdyby najpowszechniejsze z ich codziennych myśli były dziwnym wytworem zewnętrznych sił. W naukach społecznych nie znano drugiego takiego wyzwoliciela umysłu spod niewidocznej tyranii okoliczności ani kogoś, kto rozszerzyłby obszar objęty analizą". Harry Landreth i David C. Colander twierdzą, że Veblen musiał sprawiać wrażenie człowieka z Marsa.

Nie zgodził się na zainstalowanie telefonu. Deklarował, że codzienne ścielenie łóżka jest stratą czasu. Gdy goście zgromadzili się, by wysłuchać jego poglądów - milczał godzinami. Zmywał naczynia i sztućce, używając gumowego węża, i to dopiero gdy kredens był pusty. Z wyglądu przypominał wieśniaka (niektórzy dodawali, że norweskiego), a wszystkie wspominane cechy powodowały irytację u innych mężczyzn, gdyż Veblenem zachwycały się najładniejsze kobiety.

Omal nie wyrzucono go z kolejnego uniwersytetu, za kolejny skandal (za romans), gdy w druku ukazała się jego książka "Teoria klasy próżniaczej", budując sławę Veblena i University of Chicago. Według Veblena człowiek kieruje się w swych działaniach czterema głównymi instynktami: opiekuńczą skłonnoscią wobec rodziny i wspólnoty rodowej, instynktem dobrej roboty, czystą ciekawością poznania, zachłannością. Są postawy, które z czasem stają się zwyczajem, a sposoby myślenia tworzą ogólne wzorce dla wspólnoty i "prowadzą niejako samodzielny żywot, aż ulegną ewolucyjnym zmianom lub zanikną". Takie skojarzenia i przemyślenia dały mu podstawę do określenia pojęcia "instytucja". Instytucje są zawsze produktem bliższej lub dalszej przyszłości, ale przemiany instytucjonalne nie nadążają za zmianami w technice wytwarzania. To instytucje potrzebują czasu na dostosowanie się do nowych warunków. Z rozbieżności w tempie przemian w technice i instytucjach wynikają konsekwencje dla ewolucji społecznej. W erze pokojowej dzikości wspólnoty kierowały się przede wszystkim instynktem opieki nad rodziną i plemieniem oraz instynktem dobrej roboty, prymitywna technika wytwarzania pozwalała funkcjonować bez potrzeby posiadania instytucji własności prywatnej. Z wolna zyskujące na dynamice zmiany technologiczne powodują, że dominującymi instynktami stają się czysta ciekawość i dobra robota i zaczyna się faza łupieżcza, z jej instytucjami własności prywatnej i państwowej. Grabież stała się zwyczajem, gdyż pojawiła się nadwyżka bogactwa, o którą warto walczyć, by uzyskać przewagę nad innymi. Polowania i wojny przekształcają się w instytucję społeczną, sankcjonując jako zwyczaj podstęp i przemoc. To wówczas pojawiają się dwie klasy: pracująca i próżniacza. Zmianę przynosi ustrój feudalny, działalność łupieżcza jest wypierana przez działalność industrialną, coraz bardziej pokojową i z coraz większym znaczeniem własności środków produkcji. Pomijając już kolejne okresy dziejów, warto jeszcze dojść do Veblena prognozy na przyszłość: postępuje proces koncentracji i centralizacji kapitału, a taka przedsiębiorczość pomniejsza znaczenie dobrej roboty, gdyż celem samym w sobie jest pomnażanie pieniędzy.