Esej: Ekscentryczna teoria biznesu

Ustrój przyszłości to feudalizm przemysłowy. Skrajny pesymizm wielkiego ekscentryka? Pamiętajmy jednak, że żył w czasach, gdy gra o pieniądze w Nowym Świecie była o wiele ostrzejsza i mniej elegancka niż na Starym Kontynencie. Robert L. Heilbroner, charakteryzując tamte czasy, przedstawia takie wydarzenie: "(...) walka o władzę nad linią kolejową Albany-Susquehanna, stanowiącą ważne ogniwo sieci, rozdartej między Jima Fiska i patrycjuszowskiego Morgana. Jedna z końcowych stacji linii była w rękach Morgana, druga stanowiła twierdzę Fiska. Spór rozstrzygnięto, uruchamiając z obu stron lokomotywy i wysyłając je naprzeciw siebie, jak gigantyczne zabawki, by się zderzyły. Nawet wtedy strona przegrana nie zrezygnowała, zrywała podkłady i niszczyła estakady".

Veblen twierdził, że na każdą społeczność można spojrzeć jak na mechanizm gospodarczy, złożony z instytucji ekonomicznych. Instytucje można podzielić na społeczne i ekonomiczne. Instytucje ekonomiczne to przyjęte zwyczajowo sposoby regulowania procesów życiowych społeczeństwa. Jego "instytucja" przypomina Wacławowi Stankiewiczowi konstrukcje genetyczne lansowane przez kierunek historyczny w postaci ducha gospodarczości, idealnego typu i stylu gospodarowania.

Ekonomia opisywana szyderstwem

Gdy jednak łączy się jego styl życia z licznymi opublikowanymi tekstami, znaczenia nabiera jego oryginalność myślenia, wyrażana poprzez sarkastyczny ton, ale w oryginalnym, i to nie zawsze ponurym, wydaniu. Był kpiarzem. W "Teorii klasy próżniaczej" można znaleźć takie porównanie: "Ktoś powiedział - i zupełnie słusznie - że stosunek piłki nożnej do kultury fizycznej jest taki sam, jak walki byków do kultury rolniczej". Filantropię nazywał "próbami pragmatycznego romantyzmu". Szydząc z klasy próżniaczej, potrafił snuć dywagacje o laskach noszonych przez dżentelmenów: "Laskę nosi się po to, by pokazać, że ma się ręce zajęte czym innym niż pożyteczną pracą". O organizacjach kościelnych pisał jako o "sieciach magazynów", a o poszczególnych kościołach jako o "punktach sprzedaży detalicznej". Pobożną studentkę zapytał, jaką wartość wyrażoną w baryłkach piwa ma dla niej jej kościół. Zwolennicy jego poglądów zakładali kluby Veblena, z powodu jego popularności na rynku pojawiły się ponoć leki Veblena na wszystkie choroby świata. Ponoć na jego wykłady przychodziły tłumy studentów i ponoć na wykłady te przychodzili tylko nieliczni, co wykorzystał, by na drzwiach swego uniwersyteckiego pokoju wywiesić informację, że studentów przyjmuje tylko przez pięć minut tygodniowo (w poniedziałki). Gdy Amerykańskie Towarzystwo Ekonomiczne zaproponowało mu prezesurę, odmówił, argumentując, że propozycji tej spodziewał się znacznie wcześniej. Na widok swojego popiersia w holu wpadał w takie onieśmielenie, że władze uczelni musiały je przenieść w mało widoczne miejsce w bibliotece. Uniwersytet w Chicago był jego pierwszym stałym miejscem pracy (spędził tam czternaście lat, osiągając imponujące wynagrodzenie miesięczne) - miał wtedy 35 lat. Rok wcześniej, podczas rady familijnej, zmuszono go, by podjął studia podyplomowe, gdyż rodzina była zdegustowana jego siedmioletnim lenistwem. Wcześniej, o krótkiej karierze na kolejnej uczelni, gdzie miał romans z siostrzenicą rektora, która została jego żoną. Veblen twierdził, że przekonał ją (podobnie jak siebie samego), że pochodzi z rodu pierwszego bohatera Wikingów. Zdradzał ją wielokrotnie, nie dbał nawet o to, by po powrotach do domu wyjmować z kieszeni listy od innych kobiet. Zanim doszło do rozwodu, rozstawali się wiele razy. Kompletną katastrofą było jednak jego drugie małżeństwo w 1914 r. - żona cierpiała na urojenia prześladowcze i została umieszczona w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.

Jego "Teoria przedsiębiorstwa" nie powtórzyła rynkowego sukcesu "Teorii klasy próżniaczej", a przecież zajmował się tak obecnie frapującymi problemami cyklu koniunkturalnego, analizując długookresowe tendencje. Dostrzegał, że w okresie prosperity występuje nadmierna ekspansja kredytów, gdyż przywiązuje się nadmierną wagę "do nieuchwytnej zdolności korporacji do osiągania zysków". Ujawnia się luka między dochodowością dóbr kapitałowych i ich wartością wyrażoną poprzez cenę akcji. Wówczas spadek produkcji i zatrudnienia oraz redukcja kredytu prowadzą do wyznaczenia wartości przedsiębiorstwa w sposób bardziej realistyczny.

Jednego nie można mu odmówić - zajął miejsce szczególne pośród wielkich ekonomistów. W odróżnieniu do współczesnych mu ekonomistów zdecydowanie silniej uwzględniał tezy psychologii społecznej, dowodząc, że człowiek w swych zachowaniach nie zawsze jest racjonalny, bywa, iż nie dokonuje wyborów opartych na rachunku strat i korzyści, w konsekwencji dla maksymalizacji dobrobytu.

Uzasadnień oryginalności Veblena zapewne jest znacznie więcej. Pora przypomnieć, że doktorat, który otworzył mu karierę akademicką jako ekonomisty, dotyczył... filozofii. Podobnie jak choćby Adam Smith był więc filozofem. Byłby więc ostatnim filozofem pośród wielkich ekonomistów, ze swym stwierdzeniem, że prawdziwa ekonomia powinna łączyć w sobie wszelkie inne ważne nauki?