Coraz droższe zdrowie

W większości krajów OECD koszty ochrony zdrowia rosną szybciej, niż następuje rozwój gospodarczy. Co ciekawe, wielkość środków przeznaczanych na lecznictwo nie ma bezpośredniego przełożenia na jakość funkcjonowania całego systemu.

W większości krajów OECD koszty ochrony zdrowia rosną szybciej, niż następuje rozwój gospodarczy. Co ciekawe, wielkość środków przeznaczanych na lecznictwo nie ma bezpośredniego przełożenia na jakość funkcjonowania całego systemu.

Wminionych dziesięcioleciach obserwujemy znaczący wzrost wydatków na ochronę zdrowia w krajach OECD - w 1990 r. było to średnio 7,1%, w 1970 - 5% PKB, zaś w 2003 r. ok. 8,8% PKB. Najwięcej w proporcji do PKB na ochronę zdrowia wydawały USA, Szwajcaria i Niemcy, a najmniej Słowacja i Korea Północna - po 6% PKB (dane pochodzą z raportu Health at a Glance: OECD Indicators - 2005 Edition). W Polsce w 2002 r. całkowite wydatki na opiekę zdrowotną sięgnęły ponad 10,5% PKB (dane WHO - Core Health Indicators in the WHO European Region 2005).

Zobacz również:

Ponieważ starzeje się właśnie pokolenie wyżu demograficznego i jego przedstawiciele już za dwa lata zaczną osiągać wiek 65 lat, wzrost wydatków na ochronę zdrowia będzie w krajach rozwiniętych coraz szybszy.

W większości państw OECD obowiązuje model publicznego finansowania ubezpieczeń zdrowotnych, często jest to też bezpośrednie finansowanie opieki zdrowotnej z państwowych pieniędzy (inaczej jest tylko w USA, Meksyku i Korei Północnej).

Państwowe zdrowie Wyspiarzy

Jednym z najbardziej znanych systemów ochrony zdrowia na świecie jest system brytyjski (wzorowały się na nim m.in. Włochy, Szwecja, Dania i Hiszpania). Funkcjonuje w kształcie podobnym do dzisiejszego od 1948 r., kiedy to państwo przejęło pełną odpowiedzialność za zdrowie swoich obywateli. Najważniejszą instytucją jest Narodowa Służba Zdrowia (National Health Service), która finansowana jest przede wszystkim z podatków - odpłatność za usługi medyczne jest rzadkością w Wielkiej Brytanii. Ten system sprawdzał się bardzo dobrze, mimo dość ograniczonych środków pochodzących z publicznej kasy, aż do końca lat 80. Później jednak jakość usług zaczęła się obniżać, a pacjenci oczekiwali na zabiegi nawet po kilka lat.

Reformy zaczęły się w 1991 r. Przychodnie i szpitale zostały zmuszone do konkurowania o pacjentów. Zaczęły, na początku nieśmiało, działać mechanizmy rynkowe. Pod koniec lat 90. koszty usług medycznych wzrosły do tego stopnia, że państwo zaczęło wycofywać się z całościowego ich finansowania, przerzucając część kosztów na pacjentów.

Zaczęły się także oszczędności, polegające np. na zmniejszaniu liczby łóżek szpitalnych. Także personel medyczny jest w Wielkiej Brytanii mniej liczny niż średnio w Unii Europejskiej, liczba lekarzy zaś w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosi 1,7 - co należy do najgorszych wyników. Pięć pielęgniarek przypada na tysiąc mieszkańców. Na służbę zdrowia Wielka Brytania przeznacza rocznie 7% PKB.

Decentralizacja

Niemcy w służbę zdrowia inwestują intensywniej od Brytyjczyków - ok. 10% PKB, sposób wydawania pieniędzy też znacząco się różni. Kraj podzielony jest na 16 landów i system opieki medycznej jest zdecentralizowany. Na lokalnych władzach spoczywa część odpowiedzialności za budowanie i utrzymywanie szpitali, natomiast nadzorowani przez państwo dostawcy ubezpieczeń medycznych sprawują częściową kontrolę nad kosztami. Niemcy mają ok. 2 tys. szpitali, z czego 790 jest w rękach państwowych, 820 - prywatnych non profit, a 420 ma status instytucji prywatnych przynoszących zyski. Wiele szpitali prowadzonych jest przez kościół katolicki i protestancki, z pomocą federalnych lub lokalnych subsydiów. Niemcy mają średnio (wg danych Światowej Organizacji Zdrowia) ok. 3,6 lekarzy na tysiąc mieszkańców.

W Niemczech są dwa podstawowe rodzaje ubezpieczenia zdrowotnego: prywatne i powszechne obowiązkowe. Opieka medyczna finansowana jest ze składek osób do 65. roku życia, płacących w ramach planów ubezpieczeniowych, od 1994 r. dostępne są także dodatkowe plany długoterminowe. Mogą to być polisy państwowe lub prywatne.

Tylko niektóre grupy są uprawnione do wyboru prywatnych polis. Większość musi korzystać z planów wyznaczanych przez państwo, ale można wybierać z ok. 400 opcji. Rząd reguluje opłaty za te plany. Niektórzy lekarze przyjmują tylko prywatnych pacjentów, jednak niemal każdy podpisuje umowę ze wszystkimi ubezpieczycielami. Coraz częściej Niemcy narzekają na dodatkowe koszty związane z leczeniem i milowymi krokami zbliża się konieczność reformy niemieckiego systemu.

Najbliżej ideału

Światowa Organizacja Zdrowia w 2001 r. uznała francuski system za najlepszy na świecie dzięki uniwersalnemu działaniu, odpowiedzialnym dostawcom usług medycznych, wolności dla pacjentów i dostawców oraz statystycznie wysokiego poziomu zdrowia i długowieczności Francuzów (dla porównania: USA zajęły 37. miejsce).

Nie jest to jednak system tani. Kosztuje ok. 3,5 tys. USD od osoby, co stawia go w rzędzie jednego z najdroższych w Europie, choć wciąż znacznie tańszych niż w USA, gdzie wskaźnik ten wynosi 6,1 tys. USD na osobę.

Narodowy zakład ubezpieczeń zdrowotnych nosi nazwę Sécurité Sociale i należą do niego niemal wszyscy francuscy lekarze. Statystyczny lekarz amerykański zarabia pięć razy więcej, niż wynosi średnia krajowa, francuski tylko dwukrotnie więcej. Jednak w przeciwieństwie do amerykańskich, francuskie akademie medyczne nie pobierają czesnego od studentów. Amerykańscy lekarze rozpoczynają swoją karierę od spłacania kredytu zaciągniętego na studia, francuscy zaś z czystym kontem.

Oszczędności we francuskim systemie to przede wszystkim bardzo mały udział personelu medycznego - Sécurité Sociale stworzył standardowy i bardzo szybki system wystawiania rachunków za usługi medyczne, a pacjenci zaopatrzeni są w elektroniczne karty. We francuskich przychodniach często w ogóle nie ma zaplecza biurowego. Pacjenci nie muszą także oczekiwać w długich kolejkach na zabiegi. Wszystkie procedury są maksymalnie uproszczone, obowiązuje też zasada, zgodnie z którą "pieniądze idą za pacjentem".