Certyfikat stabilności firmy

Ostatnio o ból głowy przyprawiają dyrektorów finansowych rosnące płace.

Ostatnio o ból głowy przyprawiają dyrektorów finansowych rosnące płace.

Wynagrodzenie, poza miesięczną pensją, przybiera różne formy. Nadal mało popularną formą, choć dającą firmie korzyści, są Pracownicze Programy Emerytalne. Mogą sobie na nie pozwolić te organizacje, które mają stabilną sytuację, ale wcale nie muszą to być wielkie koncerny zatrudniające tysiące osób. Informacja, że spółka prowadzi program pracowniczy, dobrze wpływa na jej wizerunek. "To działa jak certyfikat ISO" - uważa Piotr Góralewski, wiceprezes TFI PZU. "Klienci, kontrahenci, a w przypadku spółki giełdowej rynek kapitałowy, wiedzą, że na to może sobie pozwolić tylko firma, które wie, że w dłuższej perspektywie nic jej nie zagraża. Ani konkurencja, ani koniunktura rynkowa, ani drastyczne zmiany w prawie. Że zarząd określa sytuację w perspektywie jako stabilną".

Korzyść z prowadzenia PPE jest podwójna. Po pierwsze przy sztywnych budżetach płacowych z jednej strony i ciągłej presji na wynagrodzenia z drugiej dyrektor finansowy może zatrzymać pracowników w swojej firmie lub zachęcić nową kadrę do przyjęcia propozycji zatrudnienia. Nie musi się tłumaczyć radzie nadzorczej, że dynamicznie rosną mu wskaźniki płac. Po drugie PPE są zwolnione z tzw. narzutów płacowych, bo składki nie są obłożone tymi samymi elementami co wynagrodzenia, np. nie trzeba od nich odprowadzać składek do ZUS. "Programy emerytalne przede wszystkim powstają w firmach, w których działają związki zawodowe - twierdzi Piotr Góralewski - jeśli myślą o długoterminowym interesie pracowników, są stymulatorem tego rozwiązania. One negocjują warunki przystąpienia do PPE, wysokość składki. Pracodawca chcąc w końcu usatysfakcjonować pracowników, a jednocześnie nie podnosić wynagrodzenia, na to się decyduje".

Zobacz również:

Programy wymagają od władz firmy nieco wysiłku. Nie można ich uruchomić natychmiast, jak choćby opieki medycznej, ale bez wątpienia są wyrazem prowadzenia biznesu z ludzką twarzą. Dlaczego zatem jest ich tak mało? "To wynika ze specyfiki patrzenia na rynek kapitałowy" - mówi prezes Góralewski. "Polacy nadal mają krótki horyzont inwestycyjny. Nie tak dawno bardzo dużą popularnością cieszyły się fundusze akcyjne, bo pokazywały, że w krótkim czasie mogą zarobić ponad 40%. Wynik działał na wyobraźnię. Inwestorzy nie zastanawiali się, co się dzieje z poziomem ryzyka, i teraz to boleśnie odczuwają. Uważam, że oni często nadal nie rozumieją ryzyka związanego z funduszami akcyjnymi. Nie widzą długoterminowego oszczędzania jako atrakcyjnej formy inwestowania, bo nie jest ono tak spektakularne, bo nie daje pobudzających wyobraźnię tu i teraz stóp zwrotu. Dlatego nie ma presji na pracodawców. Obietnica pieniędzy w przyszłości jest zbyt słaba, żeby zachęcić do długoterminowego oszczędzania".

Uruchomienie PPE praktycznie poza pracą, przy zebraniu dokumentacji i negocjacjami ze związkami, nic nie kosztuje. Działający program można również zawiesić na 6 miesięcy albo zamknąć, gdyby sytuacja w firmie drastycznie się pogorszyła. Jednak nic takiego dotąd się nie zdarzyło. "Sygnały są pozytywne, ale musimy jeszcze poczekać na zmianę mentalności ludzi, żeby programów było więcej. Do tej pory w TFI PZU zgromadziliśmy w tych aktywach około 500 mln zł i choć już teraz jest to spora kwota, to z pewnością za kilkanaście lat będzie wielokrotnie więcej".