Czy nastąpi dryf rozwojowy?

Szansę na awans cywilizacyjny można równie dobrze wykorzystać, jak i zaprzepaścić. Najwięcej zależy od wyobraźni i od sprawności rządów w działaniu.

Szansę na awans cywilizacyjny można równie dobrze wykorzystać, jak i zaprzepaścić. Najwięcej zależy od wyobraźni i od sprawności rządów w działaniu.

W trakcie debaty na tegorocznym krynickim Forum Ekonomicznym szef doradców strategicznych premiera zasygnalizował możliwość wejścia polskiej gospodarki w tzw. dryf rozwojowy. Scenariusz dryfu miałby polegać na utrzymywaniu się wzrostu gospodarczego na poziomie około 4% rocznie, bez unowocześniania gospodarki i bez głębszych zmian strukturalnych. Poziom rozwoju gospodarczego mierzony wielkością PKB na mieszkańca przybliżałby Polskę do krajów Europy Zachodniej, jednak przez długie dziesięciolecia nie udałoby się dogonić Europy. Sytuacja taka jest możliwa, gdyż polska gospodarka ma solidny potencjał wzrostowy związany z pomyślną transformacją systemową, akcesją do Unii Europejskiej oraz eksplozją przedsiębiorczości.

Zobacz również:

Dryf rozwojowy oznaczałby przede wszystkim zaprzepaszczenie historycznej szansy, jaka stanęła przed Polską dzięki transformacji i wsparciu finansowemu Unii Europejskiej. Przykłady innych krajów Unii Europejskiej pokazują, że pojawiającą się szansę na awans cywilizacyjny można wykorzystać albo zaprzepaścić.

Dobrze się stało, że niebezpieczeństwo pojawienia się w Polsce dryfu rozwojowego zostało zidentyfikowane w otoczeniu eksperckim premiera. Istnieje szansa, że potrzeba przyjęcia bardziej radykalnej strategii rozwojowej przebije się do świadomości decydentów, ale trudno sobie wyobrazić, żeby doprowadziło to do odważnych reform i do poważniejszych zmian systemowych. Działania koalicji rządowych w Polsce podlegają bowiem wielu ograniczeniom, wobec czego najczęściej przyjmowane są rozwiązania kompromisowe.

O potrzebie przyspieszania zmian w gospodarce nie warto już dyskutować. Rozwój gospodarki globalnej doprowadził do takiego natężenia konkurencji, że zwycięzcami zostają gospodarki, które jeżeli nie z wyprzedzeniem, to na pewno na bieżąco reagują na coraz to nowe wyzwania. Doskonale wiadomo, co trzeba robić dla sprostania wyzwaniom rozwojowym w Polsce. Najważniejsze sprawy to zwiększenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, poprawa poziomu edukacji, tworzenie innowacyjnej gospodarki opartej na wiedzy, utworzenie przejrzystego systemu prawnego, usprawnienie działania sądów czy odbiurokratyzowanie gospodarki.

Polską specjalnością powoli staje się trwanie w niemocy. Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, mimo woli politycznej kolejnych premierów, od lat nie może się przebić przez proces legislacyjny głównie z powodu oporu urzędników. Poziom edukacji pozostawia wiele do życzenia, między innymi przez niedofinansowanie oświaty. Nakłady na naukę i działalność badawczo-rozwojową pozostają na katastrofalnie niskim poziomie. System prawny staje się coraz mniej przejrzysty przy obniżającym się poziomie prac legislacyjnych w nadmiernie upolitycznionym parlamencie. Sądy nie są w stanie efektywnie się zachowywać. Ograniczanie wszechobecnej biurokracji odbywa się ślamazarnie.

Tak trudne otoczenie z jednej strony blokuje rozwój gospodarczy, a z drugiej zmusza przedsiębiorstwa do działania w nieprzyjaznych warunkach. Nie można wykluczyć, że przejście przez krajową "szkołę przetrwania" wielu firmom pomaga w poruszaniu się w bardziej dla nich przyjaznych systemach gospodarczych krajów Unii Europejskiej. Taka sytuacja w dłuższej perspektywie może jednak doprowadzić do odpływu polskich firm za granicę.

Premier ogłosił niedawno zamiar zakupu przez państwo laptopa dla każdego gimnazjalisty. Ta szlachetna akcja jest dramatyczną próbą nadrobienia niemożności przeprowadzenia gruntownych zmian w systemie edukacyjnym z nadzieją, że w ten sposób stworzy się młodym ludziom warunki do włączenia się do nowoczesnego społeczeństwa. Obawiam się, że bez reform w innych sferach taka nadzieja pozostaje płonna.

Nie ma możliwości naprawienia systemu gospodarczego Polski w drodze podobnych spektakularnych działań. Bez rzeczywistych radykalnych reform wiele się nie wskóra. Istnieje poważne zagrożenie, że zbyt wolny proces reform w porównaniu z resztą świata przyczyni się do spełnienia się scenariusza dryfu rozwojowego.

Autor jest wiceprezesem instytutu Badań nad gospodarką rynkową, wcześniej był m.in.prezesem GUS.