Człowiek, który rozumiał

Zawsze, gdy odchodzi wielki człowiek, mam poczucie że kończy się jakaś epoka. Czasem myślę o tym bez żalu, jak o naturalnej kolei rzeczy. Lecz odejście Petera Druckera przerywa tak wiele istotnych wątków współczesności!

Zawsze, gdy odchodzi wielki człowiek, mam poczucie że kończy się jakaś epoka. Czasem myślę o tym bez żalu, jak o naturalnej kolei rzeczy. Lecz odejście Petera Druckera przerywa tak wiele istotnych wątków współczesności!

Drucker myślał inaczej niż wszyscy. Na przykład o przedsiębiorstwie - że jest organizmem społecznym, a nie bezosobowym mechanizmem. W 1945 r. to było stwierdzenie rewolucyjne, ujawniające istotność kultury przedsiębiorstwa i człowieka w przedsiębiorstwie. Każdego człowieka. Stwierdzenie burzące arogancki podział na dowódców i wykonawców, podważające sensowność autorytarnej hierarchii i kładące fundament pod koncepcję organizacji zdecentralizowanej. Dzisiaj ocenia się, że w krajach wysoko uprzemysłowionych już ok. 40% średnich i dużych przedsiębiorstw to organizacje zdecentralizowane. W 1945 r. natomiast książka pt. "Concept of the Corporation" zjednała Druckerowi wielkie rzesze entuzjastów, ale także zagorzałych przeciwników.

Zobacz również:

Idee odkrywcze są na wiele sposobów niewygodne. Drucker dokonał zamachu na ambicję i tradycyjnie pojmowaną pozycję szefa, lansując standard cywilizacyjny, w którym przykłada się wagę do głosu podwładnych, szanuje ich i ufa. Obarczył szefa obowiązkami organizowania pracy podwładnym, dawania im swobody w osiąganiu wyników, wzmacniania ich zdolności i neutralizowania słabości...

Dzisiaj widać, że jest to standard jeszcze zbyt wysoki dla wielu organizacji. Znamiennym tego przykładem może być los innego wynalazku Druckera - zarządzania przez cele. Oryginalna koncepcja przewiduje, że określanie zadań w organizacji rozpoczyna się od procesu w istocie społecznego: wyrażania, negocjowania i uzgadniania celów przez ludzi na wszystkich szczeblach. Dzisiaj można powiedzieć, że koncepcja ta nie przyjęła się, a nazwa "zarządzanie przez cele" została zawłaszczona przez konstruktorów rozmaitych przemyślnych procedur ukrywających zwyczajne odgórne wymuszanie posłuszeństwa. Nawiasem mówiąc, zdecydowana krytyka zarządzania przez cele przez Edwardsa Deminga wymierzona jest właśnie przeciwko praktyce, nie przeciwko oryginalnej idei.

Idee odkrywcze są na wiele sposobów trudniejsze od łatwych - chociaż pozornych - oczywistości. Koncepcja organizacji zdecentralizowanej nie broni się sama swą siłą, gdyż bardziej oczywiste wydają się zasady w rodzaju "jednolitego ośrodka kierowania" czy "podziału obowiązków i uprawnień". Dzisiaj nie wypada powoływać się na nie, ale w praktyce tysiące uczonych, wykładowców, konsultantów i dostawców oferuje tzw. "rozwiązania dla biznesu" zbudowane według tych nienazwanych wprost oczywistości, które świetnie prezentują się jedynie na slajdach Power Point.

Drucker pozostał z boku. W domu rodzinnym w Wiedniu zetknął się z intelektualistami tej miary co Zygmunt Freud. Zdobył gruntowne wykształcenie, słuchał wykładów Keynesa i Schumpetera. W młodości rozpoczął karierę naukową, uzyskał doktorat z prawa publicznego i międzynarodowego, przez kilkadziesiąt lat wykładał politykę, filozofię i zarządzanie na uniwersytetach amerykańskich. Jednakże nie wrósł w środowiska akademickie i nie ufał mu. W niektórych jego artykułach można natrafić na ton rozczarowania, że zbyt pośpiesznie i powierzchownie uczyniono z zarządzania lukratywną dyscyplinę badawczą. On sam stronił od skomplikowanych modeli teoretycznych, gdyż - jak sam wielokrotnie powtarzał - bardziej interesują go ludzie. Lecz myślicielem był wytrawnym. Czytelnicy Jego książek i osoby znające Go osobiście cenią Go za wielką erudycję, niezwykłą zdolność do znajdowania dalekich skojarzeń i analogii, gruntowność analiz oraz wspaniały styl wypowiedzi, trafiający wprost do przekonania. Natomiast w większości środowisk akademickich odnoszono się z rezerwą do Jego dorobku. Nie polecano Jego książek studentom.

Myślę, że z odejściem Petera Druckera tracimy być może jednego z ostatnich potężnych obrońców rzetelności umysłowej oraz surowych norm gruntownego myślenia i badania rzeczywistości społeczno-gospodarczej.

Wizjoner osadzony w przeszłości

Peter Drucker zmarł w piątek, 11 listopada. Tę smutną wiadomość otrzymałem od profesora Hermanna Simona trzy dni później, w poniedziałek. Profesor pisze, że w piątek dowiedział się o tym od żony Druckera, gdy zadzwonił, aby ustalić godzinę wcześniej umówionego spotkania. Dołączył do listu swój esej "Peter Drucker: człowiek przeszłości, człowiek przyszłości", napisany w 1999 r. z okazji 90. urodzin myśliciela.

W eseju prof. Simon korzysta z pretekstu - właśnie ukazała się książka Druckera pt. "Management Challenges for the 21st Century" - i stawia pytanie: co sprawia, że wizjonerstwo myśliciela jest niezmiennie najwyższej próby, od dziesięcioleci? Odpowiedzi szukał najpierw u źródła, gdy spytał Druckera, czy czuje się bardziej dziejopisarzem czy myślicielem zarządzania. Drucker ponoć bez wahania wybrał to pierwsze. Stąd zrodziła się hipoteza, że podstawą tego wizjonerstwa jest głębokie rozumienie mechanizmu dziejów, które Drucker wyniósł z własnej biografii, a przede wszystkim z kręgu intelektualnego dawnej monarchii austrowęgierskiej. Profesor opisuje galerię wybitnych postaci, z którymi Drucker zetknął się, z którymi korespondował i których dzieła studiował. Każdemu, kto chciałby zainteresować się dziedzictwem opisywanej formacji intelektualnej, profesor radzi przeczytać Druckera autobiografię "Adventures of a Bystander" i Stefana Zweiga "Die Welt von gestern - Erinnerungen eines Europäers".

Walory wizjonerstwa Petera Druckera dostrzega wielu współczesnych. We wczesnych latach 50., gdy prognozy wzrostu rynku komputerów były jednocyfrowe, Drucker przewidywał transformację paradygmatów prowadzenia biznesu pod wpływem rozwoju informatyki. W tym samym czasie wróżył szybki wzrost gospodarki japońskiej, ale w momencie jej największych sukcesów ostrzegał przed stagnacją z powodu braku elastyczności na rynku zatrudnienia. Pierwszy zauważył możliwość dominacji funduszy emerytalnych na rynkach finansowych. W 1959 r. pisał, że w nadchodzących latach wzrośnie znaczenie "pracowników wiedzy" w gospodarce. Postawił zagadnienia prywatyzacji i odpowiedzialności społecznej przedsiębiorstwa, wylansował pojęcie postmodernizmu, już przed rokiem 1970 pisał o globalnej konkurencji w sieci elektronicznej, o problemie nadzoru korporacyjnego, o spodziewanym wzroście udziału usług w globalnym dochodzie narodowym...

Jeden ze swoich artykułów Drucker rozpoczął spostrzeżeniem, że niewiele polityk jest dziś w stanie przetrwać dłużej niż 20-30 lat. Pod koniec życia, w jednym z ostatnich wywiadów, jakich udzielił prasie, wrócił do kontrowersji pomiędzy Jego koncepcją organizacji zdecentralizowanej a tradycyjną koncepcją organizacji hierarchicznej. W typowy dla siebie zwięzły sposób wyraził myśl, że wkrótce problem zmieni zupełnie swoje oblicze, ponieważ kończy się epoka, w której pracownik bardziej potrzebuje organizacji niż organizacja pracownika.

Innowator

Z pragmatycznego punktu widzenia największym i niekwestionowanym osiągnięciem Petera Druckera jest odkrycie i wylansowanie zarządzania jako osobnej dziedziny praktycznej, profesji i przedmiotu badań. Odkrył zarządzanie pod powierzchnią rytuałów i symboli w General Motors. Opisał polityki zarządzania we wspomnianej książce "Concept of the Corporation" w 1945 r., a potem w licznych artykułach. Media powtarzały za nim celne maksymy, komentatorzy dodawali entuzjastyczne albo sceptyczne uwagi. Świadkowie tamtych czasów mówią, że ta pierwsza praca badawcza w wielkiej firmie zapoczątkowała drugą profesję - konsultanta. Lecz brakowało kontynuatorów.

Gdy po dziewięciu latach Drucker pisał kolejne dzieło, "The Practice of Management", czynił to z pełną świadomością, że podjął opracowanie pionierskie, pierwszy systematyczny wykład zadań, obowiązków i praktyk menedżerskich.

Pamiętam głosy niedowierzania i spory tu u nas w Polsce, gdy ukazywały się pierwsze publikacje przekonujące, że tajemniczym czynnikiem, który wyróżnia bardzo dobre przedsiębiorstwa, jest bardzo dobre zarządzanie. Był to już chyba początek lat 70., gdyż nie spadło na te idee odium ideologiczne, tak jak wcześniej na cybernetykę. Niemniej jednak podsumowania pierwszych dyskusji na ogół przedstawiały zarządzanie jako nieszkodliwy, interesujący i cokolwiek egzotyczny pomysł zrodzony na obcym gruncie.

Druckera uważa się także za ojca współczesnego marketingu. To on pierwszy zauważył, że się zmienia rynek i coraz natarczywiej domaga się, aby producent słuchał głosu klienta. Spostrzeżenie wzmocnione druckerowskim wizjonerstwem brzmi: "Jest tylko jedna ważna definicja celu biznesu: kreować klienta".

Nie sposób podsumować wielości pionierskich idei i dokonań Druckera, zawartch w Jego kilkudziesięciu książkach i tysiącach artykułów, w wykładach, konsultingu i działalności na rzecz rozwoju sektora non-profit.

Obserwator

Mówi się o Druckerze guru zarządzania, największy spośród wielkich. On sam dodawał czasem, że to dziennikarze wylansowali słowo "guru", gdyż "szarlatan" nie mieści się w wąskich szpaltach gazet. Taki właśnie był Drucker - zawsze pełen humoru, skory do żartów, niebojący się ostrego podtekstu. Stworzył sobie sam najlepsze public relations spośród autorów książek dla biznesu, unikając eksponowania własnej osoby, ale zdecydowanie eksponując i promując swoje idee. Doradzał szefom największych korporacji na świecie, chociaż nigdy nie zabiegał o kontrakty konsultingowe. Można powiedzieć, że uprawiał marketing swoich usług inaczej, niż zwykło się myśleć o marketingu.

Inaczej także doradzał. Nie odpowiadał na pytania, lecz je zadawał. Prezesi wielkich korporacji wspominają, że pierwsze zetknięcie z postawą Druckera jako konsultanta było dla nich zaskakujące, czasem trudne. Lecz jest w tych wspomnieniach wspólny mianownik, czy może znak tej samej epoki. Drucker bowiem pytał ich o tożsamość. Pytał o tożsamość ich jako ludzi i o tożsamość biznesu, którym kierują. Zmuszał do refleksji i analizy, do poszukiwania konfliktu i harmonii obu tych tożsamości - do odkrywania w sobie potencjału przywódcy.

Swoją autobiografię Drucker zatytułował "Przygody obserwatora". Postawę obserwatora przybierał przede wszystkim w swojej pracy badawczej. Obserwatora biernego, nie ingerującego w bieg wydarzeń, stroniącego od eksperymentu. Lecz podłożem tej postawy, jak wspomina jeden z Jego znajomych, była metoda wzięta z filozofii Zen. Można powiedzieć - obserwacja w kilku wymiarach jednocześnie: ogarniająca całość i zarazem koncentrująca się na szczegółach, dążąca do ujęcia istoty zagadnienia w sposób jak najprostszy, ale respektująca złożoność rzeczywistości. Czekająca na olśniewające odkrycie. Może dlatego Drucker kiedyś napisał o innowacji, że jest zmianą kreującą nowy wymiar osiągnięć?

Gdy komuś wyjaśniał swoją myśl, krążył wokół niej w niezliczonych dygresjach, które wydawać się mogły niepotrzebnym popisem erudycji, ale w istocie poprzez dalekie i nieoczekiwane skojarzenia, zaskakujące interpretacje i perspektywy przecierały drogę do jasnej, trafiającej w sedno konkluzji. I zadziwial słuchaczy.

Ludzie, z którymi Drucker rozmawiał, wspominają te rozmowy jak wydarzenie bardzo ważne w życiu. Mówią, że myśliciel umacniał ich, napełniał energią, optymizmem i szerokim spojrzeniem w przyszłość. Niektórzy dodają, że w niezliczonych dygresjach najczęściej przywoływał historię.