Bełkot wyroczni

Współczesne finanse, oderwane od fundamentów bardziej przypominają wirtualne kasyno niż coś, co niektórzy kojarzą z krwiobiegiem gospodarki.

Współczesne finanse, oderwane od fundamentów bardziej przypominają wirtualne kasyno niż coś, co niektórzy kojarzą z krwiobiegiem gospodarki.

Kiedy za pierwszym razem Izba Reprezentantów odrzuciła plan Paulsona, indeks Dow Jones w ciągu kilkunastu minut zanurkował o około 300 punktów, spadając 3%. Był poniedziałek 29 września 2008 r. Do końca dnia było już tylko gorzej, indeks z ogromną amplitudą podążał na południe. Pięć dni później, w piątek, kiedy zmodyfikowany plan Paulsona został przyjęty, reakcja rynku była podobna. Dow Jones zawrócił i w kilkanaście minut poszybował w dół o około 300 punktów. Do końca dnia spadki jeszcze się pogłębiły przy silnych wahaniach indeksu. Jeśli pierwszą reakcję rynku na brak planu łatwo zrozumieć, to z drugą mogą być pewne kłopoty. Czyżby inwestorom nie spodobały się zmiany wprowadzone do planu Paulsona w postaci gwarancji depozytów bankowych i ograniczenia premii dla kierownictwa firm, które skorzystają z pomocy? Wątpliwe. Skoro ma być źle, to będzie - zarówno z planem, jak i bez niego. Siedemset miliardów dolarów nie czyni różnicy. Taka jest konkluzja rynku, współczesnej wyroczni. I może nie ma się co dziwić, skoro w tym samym czasie Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacował wartość strat na amerykańskich toksycznych aktywach na kwotę dwukrotnie wyższą.

Polscy inwestorzy zareagowali nawet szybciej. W poniedziałek feralnego dnia, zanim dowiedzieli się o decyzji Izby Reprezentantów, indeks WIG20 konsekwentnie spadał, by tego dnia sięgnąć dna na koniec notowań ponad 5% poniżej otwarcia. Decyzję ogłoszono później. Ciekawe, że kiedy następnego dnia inwestorzy już byli pewni, że planu nie ma, WIG20 wspiął się w górę o ponad 2%. Podobnie zresztą zareagowali tego dnia Amerykanie. W piątek z powodu różnicy czasu nie było jeszcze wiadomo, co z planem i notowania pozostały prawie neutralne, na niewielkich spadkach. Ale za to w poniedziałek, kiedy pokrzepiające wiadomości zostały przez weekend gruntownie przeanalizowane, indeks WIG20 już na otwarcie rynku poszybował o ponad 5% w dół i tam pozostał.

Z rynkiem się nie dyskutuje. Można przyjąć do wiadomości jego reakcje i ocenę sytuacji albo odrzucić ten mechanizm ustalania wartości jako wadliwy. Tylko co wtedy? Z braku lepszego pomysłu ci, którzy do tej pory tylko regulowali ruchem, postanowili bardziej aktywnie włączyć się do tej zadziwiającej gry świata finansów. Ponieważ pompowanie kolejnych setek miliardów w mniej lub bardziej skoordynowanych akcjach otwartego rynku wciąż nie dawały satysfakcjonujących rezultatów, banki centralne i organy nadzoru finansowego postanowiły zadziałać bardziej bezpośrednio. Ograniczono krótką sprzedaż akcji. W zamian za natychmiastowe zasilenie gotówką rozpoczęto przejmowanie udziałów, nacjonalizując w praktyce niektóre instytucje, które utraciły płynność. Z reguły te największe. Kiedy okazało się, że i to nie pomaga, dochodzi do kolejnej fazy i Fed włącza się bezpośrednio do obrotu instrumentami finansowymi, dla których dotąd z SEC tworzył tylko reguły obrotu. Bo mechanizm coraz bardziej szwankuje i jawi się widmo totalnej destabilizacji systemu. A rynkowa wyrocznia co chwilę pokazuje, że jest jeszcze gorzej. Więc tu i ówdzie przejściowo się ją knebluje, co na niewiele się zdaje, bo po otwarciu na powrót gada bez sensu. Że mechanizm działa źle, widać gołym okiem. W Moskwie zamknięto nawet parkiet z powodu... wzrostów. A przecież jeszcze do niedawna uważano, że od giełdowej wyroczni można się dowiedzieć nie tylko tego, ile co kosztuje, ale i co będzie w przyszłości w realnej gospodarce. Nawet postrzegano ją jako barometr. Ale dzisiaj najwyraźniej zepsuty i wygląda na to, że nie da się go naprawić i trzeba będzie poszukać innego.

Czy kiedyś rynek działał lepiej? Wątpliwe. Ale i świat, i rynek, i finanse są dziś inne. Rynek finansowy zareagował zbyt późno, by cały układ gospodarczy mógł pozostać stabilny. Czy mechanizm regulacji został źle skonstruowany, czy może źle użyty? Po trosze jedno i drugie. Zwłaszcza mechanizmy regulacyjne nie zostały w porę dostosowane do tego, czym stały się współczesne finanse. Oderwane od fundamentów bardziej przypominają wirtualne kasyno niż coś, co niektórzy kojarzą z krwiobiegiem gospodarki. Krwiobieg jeszcze jest, ale trochę pusty lub przytkany. Aktywa o trudnej do wyobrażenia wartości okazały się toksyczne i trzeba je z tego układu usunąć, jeśli ma on nadal pełnić swoją funkcję. Zresztą, czy jest inne wyjście? Alternatywny system wymaga koncepcji, projektu i realizacji. To musi potrwać. Tymczasem widać coraz więcej pacjentów bliskich zapaści. Na razie tych z kasyna.

Autor jest wykładowcą Warsaw Illinois Executive MBA University of Illinois i Uniwersytetu Warszawskiego oraz pracownikiem naukowym Akademii L. Koźmińskiego.