Paweł Stępień: kocham cyfry

Jest młody, a już zarządza finansami gdyńskiej spółki i przygotowuje się do habilitacji z ekonomiina Uniwersytecie Szczecińskim - Paweł Stępień, bo o nim mowa, CFO Portu Gdynia, dzieli życie między dwa portowe miasta. W pierwszym, na własnej skórze doświadcza reguł i zasad, których uczy studentów w drugim.

Jest młody, a już zarządza finansami gdyńskiej spółki i przygotowuje się do habilitacji z ekonomiina Uniwersytecie Szczecińskim - Paweł Stępień, bo o nim mowa, CFO Portu Gdynia, dzieli życie między dwa portowe miasta. W pierwszym, na własnej skórze doświadcza reguł i zasad, których uczy studentów w drugim.

Paweł Stępień - CFO musi mieć pojęcie o mechanizmie przepływów finansowych, sprawozdaniu finansowym, musi wiedzieć, jakie skutki w bilansie ma jego decyzja, umieć poruszać się po rynkach finansowych, interesować sferą prawną.

Paweł Stępień - CFO musi mieć pojęcie o mechanizmie przepływów finansowych, sprawozdaniu finansowym, musi wiedzieć, jakie skutki w bilansie ma jego decyzja, umieć poruszać się po rynkach finansowych, interesować sferą prawną.

Ani jedno, ani drugie miasto nie jest jego rodzinnym gniazdem. Urodził się w Krzepicach pod Częstochową. Jako dwulatek wylądował w Nakle nad Notecią, koło Bydgoszczy, bo tam zaniosły zawodowe wiatry jego ojca - lekarza. Dlatego na studia wybrał się do Torunia. Zaczął od matematyki. "Kocham cyfry i matematyka do dziś jest moją pasją - mówi - kiedy byłem dzieckiem, szukałem tablic rejestracyjnych na samochodach, żeby suma cyfr dawała coś, co da się podzielić przez inną cyfrę, a wynik po wymnożeniu przez kolejną dawał w końcu np. jakąś ważną datę". Po matematyce przyszła kolej na inną pasję - maszyny. Jednak po roku nauki na Politechnice Szczecińskiej musiał zrezygnować. "Zdarzyło się coś, co mnie zaskoczyło - rysunek techniczny" - wyjaśnia. "To był początek lat 90. i w Warszawie rodziła się giełda, a z nią analiza techniczna. I dlatego postanowiłem przenieść się na ekonomię. Wskoczyłem od razu na drugi semestr drugiego roku informatyki i ekonometrii, po drodze zaliczając cały pierwszy rok. Byłem w swoim świecie, bo znowu świat kręcił się wokół ukochanych cyferek. Na trzecim roku poznałem profesora Dziedziczaka. Akurat wtedy kończył staż w Szkocji. Dostał jakiś zakodowany program do zarządzania. Kiedy złamałem mu hasło, był w siódmym niebie. W ten sposób stałem się jego ulubionym studentem. W końcu zaproponował mi asystenturę" - uśmiecha się Paweł Stępień.

Zobacz również:

O pracy dydaktycznej

Niezdyscyplinowany student, już jako asystent Uniwersytetu Szczecińskiego, poznawał smak uczelnianego życia z drugiej strony. Dziś zna go doskonale. Pracuje na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania. Specjalizuje się w zarządzaniu finansami. W roku 2007 obronił doktorat z finansów "System wypłacalności kontrahenta w obrocie gospodarczym". Teraz powoli przygotowuje się do habilitacji.

"Praca ze studentami jest niebywale odświeżająca" - zapala się Paweł Stępień, pracownik naukowy. "Po kilku latach słabej młodzieży przychodzą roczniki, które naprawdę wiedzą, dlaczego studiują. W każdej grupie zawsze jest kilka osób, które interesują się tematem, które go zgłębiają, poświęcając więcej czasu niż ja. I to jest ta rzecz, która stawia człowieka na baczność i każe słuchać. Nigdy nie wiem, czym danego dnia mnie ktoś zaskoczy, jakie zada pytanie, przed jakim problemem postawi".

"Najbardziej się cieszę, kiedy widzę jak z nieopierzonych młodych ludzi wyrastają dojrzali, wiedzący czego chcą studenci czwartego, piątego roku. To jest ten moment, gdy muszą pomyśleć o pracy. Pytam: jak chcecie zwrócić na siebie uwagę przyszłego pracodawcy, skoro wasze CV jest puste? Macie dwa lata, żeby coś zrobić. Zachęcam ich do wysiłku, np. przy organizacji konferencji uczelnianych, a przy okazji napisania jakiegoś artykułu pod okiem profesora. Tłumaczę, że to fajna rzecz. Przyszły pracodawca zauważy, że taka osoba ma jakieś zainteresowania, ambicje, że warto z nią pracować. I udaje się. Mam kilku studentów, którzy już zrobili karierę. Mniejszą lub większą, ale karierę. Na przykład w waszym magazynie pisuje Jacek Folga. To mój dawny student. Zachęciłem go do współpracy, kiedy dostaliśmy grant na badania nad bankructwami firm. Dziś Jacek pracuje w Carlsbergu, publikuje teksty w znaczących tytułach i ma niebywały potencjał. Wiem, że go znakomicie wykorzysta. Marcin Dymnicki z kolei zaczął pracować w szczecińskim Bosmanie, przeszedł do Carlsberga. Później znalazł się w norweskim wydawnictwie Orkla. Moi byli studenci zdobywają również szlify u audytorów z tzw. wielkiej czwórki i w innych międzynarodowych firmach".

Doktor Stępień z dumą opowiada o kolejnych osobach, z którymi miał zajęcia i którzy dziś doskonale radzą sobie na rynku pracy. Niektórzy jako samodzielni przedsiębiorcy.

O kształceniu młodego biznesu

Pomysł, żeby przygotowywać młodych ludzi do prowadzenia własnych firm, zrodził się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Uczelnia szczecińska pozyskała stamtąd pieniądze na program "Pierwsze kroki w biznesie". Teraz trwa już druga edycja, choć pod zmienionym tytułem. Program jest dedykowany do osób, które mają mniej niż 25 lat i marzą o samodzielnej działalności. Na zajęciach poznają tajniki finansów, marketingu, zarządzania, elementów prawa, ale i radzenia sobie ze stresem, pokonywania trudności, umiejętności podejmowania decyzji. Ci, którzy mają najlepsze pomysły i potrafią je wybronić przed szacowną komisją, dostają 20 tys. zł na rozkręcenie własnego biznesu i przez pół roku 700 zł na ustawowe opłaty. "Razem z Andrzejem Łucem wymyśliliśmy program, który uczy przedsiębiorczości" - wyjaśnia Paweł Stępień. "Jest przeznaczony dla ludzi z województwa zachodniopomorskiego. Podobne funkcjonują w całej Polsce. Wiem, że części kursantów się udaje. W pierwszej edycji, bo teraz kończymy drugą, największe wrażenie zrobił na mnie osiemnastolatek, który jest programuje już od 15 roku życia. Napisał w program edukacyjno-rozrywkowy dla panów, który pokazywał, jak poderwać dziewczynę, stosując techniki NLP. Pomysł chwycił - program kupiła sieć marketów. Chłopak rozszerzył go o kilka wersji językowych. Wiem, że wersja demo była dołączona do jednego z pism. Jestem z tego dumny, bo to takie małe sukcesiki. Bo udaje się robić coś, co działa, coś, co ma sens".

O planach zawodowych

O studentach, ich sukcesach, karierach Paweł Stępień potrafi z zapałem opowiadać godzinami. Kiedy pytam o jego własną karierę, odpowiada od wahania: "Znalazłem się na tym etapie życia zawodowego, kiedy potrzebny jest epizod zagraniczny. Chcę się otrzeć o wielkie korporacje, poznać styl zarządzania, kulturę tamtejszych firm. Chcę zobaczyć, jakimi metodami uzyskują niebywałą często przewagę konkurencyjną nad rywalami. Chcę dotknąć tego wszystkiego, co w teorii przerabiam na uczelni. Marzę też o wyjeździe do Rosji. To niesłychany kraj, z niesamowitymi możliwościami, które sprawnie uruchomione zrobią z niego potęgę ekonomiczną. W Rosji przybywa młodych, prężnych ludzi, po studiach na zagranicznych uczelniach, którzy są żądni sukcesu. To właśnie oni mają szanse, by przekształcić krajowe przedsiębiorstwa w niezwykle groźne dla globalnych konkurentów firmy".

Na razie jednak Paweł Stępień pracuje w Porcie Gdynia. Znalazł się tam po konkursie. "Zarząd Morskiego Portu Gdynia jest spółką Skarbu Państwa, dlatego kadra zarządzająca często się zmienia. Jednak miała to szczęście, że kolejno przychodzili świetni menedżerowie" - tłumaczy. "Teraz jest podobnie. Choć wszyscy w zarządzie mają niewiele więcej niż po trzydzieści kilka lat, doskonale znają się na swojej robocie. Port ma dobre wyniki finansowe, zarządza majątkiem o wartości 800 mln zł, za ubiegły rok wygenerował 26,6 mln zł zysku po opodatkowaniu przy 135 mln zł przychodach. Ten rok zapowiada się rekordowo w jego 85-letniej historii, zarówno w wolumenie, jak i w przychodach".