Szanse prezydentury Trumpa

Wybór Donalda Trumpa na 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych bardzo wyraźnie ukazuje, że duża część społeczeństwa amerykańskiego pragnęła zmiany, długoletniej polityki która była prowadzona przez kolejnych prezydentów, a już z pewnością zmiany polityki demokratów, którzy przez dwie kadencje Baracka Obamy utrzymywali się w administracji amerykańskiej – mówi dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse w rozmowie z Patrycją Dziadosz.

Jak Pan ocenia kończącą się kadencję Baracka Obamy, jako prezydenta Stanów Zjednoczonych z polskiej perspektywy?

Jak wiadomo stosunki uległy ochłodzeniu z uwagi na zmianę władzy w Polsce i krytykę Baracka Obamy w sprawie sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, jaki ma miejsce. Z drugiej jednak strony, Polska robiła bardzo wiele aby wzmocnić NATO i współpracę transatlantycką, a także obecność NATO na tzw. wschodniej flance. Takie zachowania zyskiwały przychylność Baracka Obamy, aczkolwiek w praktyce implementacja tych wszystkich uzgodnień była przez administrację Obamy nieustannie opóźniana.

Zobacz również:



A czy był to dla nas Polaków lepszy prezydent, niż jego poprzednik George W. Bush?

Wydaje się, że był nieco lepszy, choćby dlatego że George W. Bush jest kojarzony z licznymi wojnami na Bliskim Wschodzie, których skutkiem był m.in. kryzys imigracyjny, z którym mamy do czynienia w Europie. Barack Obama w miarę możliwości starał się ograniczyć interwencje militarne na Bliskim Wschodzie i uspokoić tę sytuację. Pod tym względem być może był lepszym przywódcą amerykańskim, aczkolwiek należy pamiętać, że poniósł jednak porażkę w stabilizowaniu sytuacji na Bliskim Wschodzie, bowiem to w okresie jego prezydentury pojawiło się tzw. Państwo Islamskie.

Czy Pańskim zdaniem Amerykanie podjęli słuszną decyzje wybierając na 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa?

To pokaże historia. Myślę, że wybór Donalda Trumpa bardzo wyraźnie ukazuje, że duża część społeczeństwa amerykańskiego pragnęła zmiany długoletniej polityki która była prowadzona przez kolejnych prezydentów, a już z pewnością zmiany polityki demokratów, którzy przez dwie kadencje Baracka Obamy utrzymywali się w administracji amerykańskiej. Ta potrzeba wiązała się oczywiście z pewną nadzieją, na pokonanie różnych problemów, przede wszystkim tych wewnętrznych, które dotyczą samych Stanów Zjednoczonych, a które jak widzimy nie podobały się większości wyborców amerykańskich. Czy to był słuszny wybór? Okaże się za jakiś czas, na razie możemy tylko z odpowiednio dużą dozą ostrożności prognozować w jakim kierunku ta nowa prezydentura się potoczy. Szczególnie z punktu widzenia całokształtu spraw międzynarodowych.

Część ekspertów i polityków wybór Donalda Trumpa ocenia negatywnie z powodu jego pozytywnych opinii na temat Władimira Putina. Czy jest coś w tym złego, że przywódca jednego państwa popiera politykę prowadzoną przez przywódcę drugiego państwa?

To jest jeden z tych podstawowych czynników, gdzie nie do końca wiemy jak się potoczy polityka Stanów Zjednoczonych. Istnieje silna przesłanka za tym, że będziemy mieli do czynienia z próbą dogadania się i ułożenia stosunków międzynarodowych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją – a tak naprawdę pomiędzy całym Zachodem a Rosją – bowiem Stany Zjednoczone są liderem zachodniego świata. Natomiast po pierwsze nie mamy pewności czy do takiego porozumienia w ogóle dojdzie, a po drugie jeśli tak to na jakich warunkach.

Ostatnio spotkałam się z poglądem jednego z ekspertów, iż Donald Trump jest w stanie „pójść na układ” z Władimirem Putinem: Ukraina za Syrię. Co Pan o tym sądzi?

Aktualnie mamy dwa bardzo zaognione konflikty pomiędzy Zachodem a Rosją. Tak jak Pani zauważyła konflikt w Syrii i na Ukrainie. Zarówno z polskiego punktu widzenia jak i Unii Europejskiej, zaostrzenie tych dwóch konfliktów może wszystkich wiele kosztować. W związku z tym, powinniśmy kibicować aby nastał pokój w tych dwóch regionach. Jest na to szansa, jeśli wzięlibyśmy pod uwagę liczne zapowiedzi Trumpa z czasu kampanii wyborczej. Problem polega na tym, że my jako kraj sami usunęliśmy się od stolika negocjacyjnego. Polska dyplomacja nie ma żadnych szans, żeby uczestniczyć w tych nowych negocjacjach pokojowych, tak aby były one jak najbardziej korzystne dla nas, a skoro Ukraina jest naszym sojusznikiem – to również dla niej.

Na ten moment możemy tylko obserwować przebieg wydarzeń i oceniać czy zmierzają one w dobrym kierunku. Jeżeli chcielibyśmy się z powrotem znaleźć przy stoliku negocjacyjnym (co w tej chwili jest w praktyce niemożliwe) to musielibyśmy zrewidować naszą politykę zagraniczną. Pokazać, że tak jak Donald Trump jesteśmy otwarci na reset stosunków między Zachodem a Rosją. Moim zdaniem taka polityka byłaby najrozsądniejsza, w świetle wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump obiecał, że w ciągu pierwszych tygodni od objęcia funkcji Prezydenta Stanów Zjednoczonych doprowadzi do zniesienia wiz dla Polaków? Czy jego obietnica ma szanse spełnienia?

Z punktu widzenia polskich obywateli rząd ma pilnować naszych interesów, powinien troszczyć się po pierwsze o to żeby Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii nie byli po Brexicie poszkodowani i mogli dalej tam pracować. Na tej samej zasadzie rząd powinien się troszczyć o możliwości swobodnego podróżowania Polaków do innych krajów – w tym do Stanów Zjednoczonych, na podobnych zasadach, co obywatele innych państw członkowskich UE i w podobny sposób jak obywatele USA mogą podróżować do Polski. Jeśli nasz kraj jest jednym z najważniejszych sojuszników Ameryki w Europie, to osobiście dziwię się, że przez tyle lat kolejne polskie rządy nie były w stanie wynegocjować takiej drobnej rzeczy jak bezwizowe podróżowanie Polaków do Stanów Zjednoczonych. Należy dodać, że Polska jest w grupie tylko kilku krajów UE, których obywatele nadal potrzebują wizy do USA. Nie potrafiliśmy o ten dostęp zabiegać w samych Stanach Zjednoczonych, ani też naciskać na Komisję Europejską, aby podjęła odpowiednie kroki w negocjacjach na ten temat. Według mnie, przy okazji zmiany administracji w USA ten temat należałoby przypomnieć. Choć w świetle ogólnej dynamicznej sytuacji na świecie, być może są ważniejsze cele z punktu widzenia polskiej dyplomacji w relacjach pomiędzy Polską a USA.

Myśli Pan, że Donald Trump jest w ogóle w stanie przekonać Kongresmenów do zniesienia ruchu bezwizowego, pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi?

Nie jestem w stanie tego przewidzieć, lecz w założeniach Donald Trump będzie działać w dość komfortowej sytuacji, ponieważ Kongres nie jest przeciwko niemu. Zarówno Senat jak i Izba Reprezentantów ma większość republikańską. Z tego punktu widzenia powinno mu być łatwiej współpracować z Kongresem w każdej sprawie nie tylko tej, dużo łatwiej niż Barackowi Obamie, który jak wiadomo miał ogromne trudności i nie mógł realizować pewnych swoich pomysłów ze względu na silny opór Republikanów w Kongresie.

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump sugerował możliwość niedotrzymania zobowiązań sojuszniczych w przypadku ataku na jedno z państw NATO, podważając sens istnienia tej organizacji.

Decyzje w sprawie NATO należą nie tylko i wyłącznie do Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Oprócz niego jest również Kongres, który jest republikański, i bardzo silnie pro-NATO-wski. W tej mierze republikanie kontynuują pewną linię polityczną od dziesięcioleci. Po drugie jest Pentagon, który póki co nie zmienił się pod wpływem wyborów. Jest także ogromne zaplecze amerykańskich firm wojskowych, które mają bardzo duży wpływ na politykę w tym aspekcie, czyli kontynuacji współpracy z NATO. Istnieją zatem siły poza Trumpem, które są bardzo silnie zdeterminowane, aby współpraca transatlantycka oparta na NATO była kontynuowana. Należy również wspomnieć o nowym wiceprezydencie Stanów Zjednoczonych Michaelu Pence, który jest częścią republikańskiego establishmentu i popiera od sześciu kadencji w amerykańskim Kongresie tradycyjny kurs transatlantycki, opierający się na współpracy militarnej. To był jeden z największych sojuszników Geogre`a W. Busha, wspierający interwencje na Bliskim Wschodzie. Jest jeszcze jedna przesłanka, dzięki której raczej powinniśmy się spodziewać kontynuacji polityki Stanów Zjednoczonych w omawianym zakresie. Otóż wszyscy pamiętamy o tym, że prezydent elekt – Donald Trump w kampanii wyborczej w bardzo w ostrych słowach powiedział o tym, że Europejczycy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań budżetowych jeśli chodzi o to jakie środki przeznaczają na obronę kraju. Powiedział to w sposób zdecydowany, ale dokładnie to samo wcześniej mówił Obama i wielu innych przedstawicieli administracji amerykańskiej, którzy od wielu lat „grozili palcem” sojusznikom europejskim, że nie wypełniają swoich zobowiązań. W związku z tym to co powiedział Trump w kampanii raczej odbieram jako pewnego rodzaju kontynuację presji amerykańskiej na sojuszników europejskich, żeby się w końcu zaczęli wywiązywać z własnych zobowiązań i więcej środków przeznaczali na obronność. Celem polityki amerykańskiej jest zdyscyplinowanie i zmobilizowanie swoich sojuszników z UE do większego wysiłku, a nie to aby NATO osłabić lub wręcz rozwiązywać. Moim zdaniem tę kwestię niewłaściwe interpretujemy.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Grzegorz GrosseKliknij, aby powiększyćTomasz Grzegorz Grosse

Tomasz Grzegorz Grosse
Socjolog, politolog i historyk; stypendysta uniwersytetów w Oksfordzie, Florencji, Yale oraz Georgetown w Waszyngtonie; doktor habilitowany nauk politycznych, profesor nadzwyczajny i kierownik zakładu polityk Unii Europejskiej w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego; ekspert Instytutu Sobieskiego, Instytutu Kościuszki i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego; specjalizuje się w analizie polityk gospodarczych w Unii Europejskiej i państwach członkowskich, a także w zarządzaniu publicznym.