DO WIDZENIA, PANIE GALT

W ostatnich 20 latach zbudowaliśmy solidny kapitał edukacyjny. Zapomnieliśmy jednak o kapitale społecznym, ponieważ politycy nie zwracali na niego uwagi.

Michał Protasiuk


Pisarz. Za powieść "Struktura“ uhonorowany w 2010 roku Nagrodą Literacką im. Jerzego Żóławskiego. Zawodowo jest badaczem marketingowym. Literacko - wielbiciel Dostojewskiego i Lema, Gibsona i Pynchona.


Najlepiej sprzedająca się książka wszech czasów w Stanach Zjednoczonych, po Biblii oczywiście, to "Atlas Zbuntowany" Ayn Rand. Napisana w latach 50. powieść jest fabularyzowanym wykładem poglądów filozoficznych autorki. Systemu, w którym na centralnym miejscu stoi człowiek i jego wolność do prowadzenia nieskrępowanej przez państwo działalności gospodarczej.

Wśród najważniejszych bohaterów powieści jest John Galt, genialny inżynier, twórca rewolucyjnego silnika samochodowego, napędzanego elektrycznością statyczną. Galt nie używa umysłu do rozwiązywania palących problemów ludzkości, a ogłasza strajk, protestując przeciwko nadmiernie interwencjonistycznej polityce państwa. Namawia też innych przedsiębiorców, aby wycofali się z życia publicznego i z satysfakcją obserwowali świat, który przestaje sobie bez ich geniuszu radzić i chyli się ku upadkowi. W końcu to oni są silnikiem popychającym ludzkość do przodu.

Zobacz również:

Przez ostatnie dziesięciolecia żyliśmy w świecie, który zaprojektowany został na kartach "Atlasa Zbuntowanego". Do inspiracji myślą Ayn Rand przyznawał się od zawsze Alan Greenspan, szef Rezerwy Federalnej, którego decyzje, zdaniem wielu ekonomistów, doprowadziły do dzisiejszego kryzysu. A teraz świat ten świat kończy się na naszych oczach. Jak to się stało?

Pamiętajmy, że Ayn Rand tworzyła w czasach triumfu kapitalizmu drugiej fali, w okresie świetności przemysłu ciężkiego, kiedy masowo stawiano huty i walcownie stali. I jej bohaterowie, z Johnem Galtem na czele, byli ludźmi swojej epoki - samotnymi wynalazcami, genialnymi innowatorami, niechętnie współpracującymi z innymi, osobami, które potrafią wziąć na swoje barki milion rzeczy i ciężar ten udźwignąć (niczym Atlas).

Od tamtej pory kapitalizm się zmienił i John Galt nie miałby dziś czego szukać. Głównym symptomem zmiany jest złożoność problemów. Wszystko, co mógł wymyślić pojedynczy człowiek, zostało wymyślone. Przełomowe wynalazki powstaną jako efekt pobudzenia sił kreatywnych, ukrywających się w różnych konfiguracjach społecznych sieci.

W świecie oplątanym gęstą siecią zależności, aby coś osiągnąć, trzeba ze sobą współpracować. Kooperacja i co-kreacja to warunek konieczny. Dopiero wówczas można stworzyć rzeczy przełomowe.

Tymczasem nie jesteśmy do tego kompletnie przygotowani. System edukacji dostrojony jest do potrzeb kapitalizmu drugiej fali, czyli świata takiego, jakim widziała go Ayn Rand. W szkołach dzieci wykuwają encyklopedyczne fakty, zamiast poznawać zasady współdziałania w grupie, uczyć się wspólnego rozwiązywania problemów i tego, jak ważne w stosunkach międzyludzkich jest zaufanie.

Jakie są efekty? Brak zaufania do innych ludzi i umiejętności współpracy stanowią potężną blokadę stopującą naszą innowacyjność - niezbędną do podtrzymywania słabnącego wzrostu gospodarczego.

John Galt w dzisiejszym świecie może i sprawdziłby się na stanowisku charyzmatycznego CEO. Ale do CEO nigdy by nie doczłapał, bo jego kariera w korporacji skończyłaby się na stanowisku młodszego menedżera, na którym złożoność zadań nie przekracza zdolności poznawczych jednej osoby. Pora powiedzieć panu Galtowi i jego koncepcjom "do widzenia". Nowy kapitalizm stawia przed nami nowe wyzwania, których nie rozwiążemy za pomocą dawnych recept.