IT łączy firmę

Michał Warkoczyński-Prochownik, dyrektor informatyki w Grupie Powen-Wafapomp SA, budował pierwsze wspólne dla połączonej spółki i jej pracowników przedsięwzięcie: IT. Poczynając od zrębów i podstaw, doprowadził do udanego wdrożenia ERP.



Zarząd Powen-Wafapomp SA postawił na połączenie poprzez objęcie wszystkich zakładów wspólnymi rozwiązaniami IT. Integracja po fuzjach i akwizycjach nie jest prosta. Nad głową integratora wisi cień ryzyka utraty ciągłości procesów czy oporu ze strony organizacji. Komunikacja i obieg informacji wymagają mediów, dlatego Michał Warkoczyński-Prochownik zaproponował osiągnięcie biznesowej spójności poprzez budowę pierwszego wspólnego dla połączonych spółek IT. Nadrzędnym celem pozostaje stworzenie kultury organizacyjnej, która skłania do współpracy, budowania korzyści i synergii biznesowych. W przypadku integracji Grupy Powen-Wafapomp SA proces musiał dojrzewać kilka lat.

Nadzieja na nowe

Do 2006 roku w skład firmy wchodziły trzy organizacje, z siedzibami w Warszawie, Zabrzu i Świdnicy. Wykorzystywano w nich pojedyncze, niezależne systemy IT oraz system księgowy, ale procesy miały "papierowy" przebieg.

Zobacz również:



"Głównym wyzwaniem było skłonienie załogi do stworzenia i realizacji wspólnego standardu działań, z poszanowaniem tradycji i odmienności każdego z zakładów. Nie byliśmy w sytuacji dużego koncernu, który kupuje parę zakładów i wykonuje roll-out kompletnego standardu zarządzania wraz z systemami IT. Musieliśmy budować go wspólnie i stopniowo, poznając specyfikę połączonej firmy oraz potencjał rozwiązań IT" - tłumaczy Michał Warkoczyński-Prochownik. Przymiarki do zintegrowania organizacji zaczęły się kilka lat temu. "Utrudnieniem było to, że nie zidentyfikowaliśmy różnic między zakładami. Pierwszym krokiem na drodze do scentralizowania zarządzania IT było wprowadzenie wspólnego systemu pracy". Szef IT wybrał środowisko Lotus Domino.

"To spowodowało, że firma lepiej zaczęła się komunikować, a w wielu ludziach wdrożenie obudziło przeświadczenie, że coś się zaczęło dziać, że możliwe są zmiany. Pracownicy zaczęli się sami zgłaszać ze swoimi pomysłami, i to pomogło urzeczywistnić zebranie zespołu, który mógł przeprowadzić dalsze etapy projektu" - opowiada.