IT: efektywność i innowacyjność muszą iść w parze

W 1924 r. Edward Eyre Hunt, doradca prezydenta Herberta Hoovera, wygłosił sentencję gloryfikującą Tayloryzm, który przez następne dziesięciolecie prowadził Stany Zjednoczone Ameryki ku globalnej dominacji. Według niektórych specjalistów, bazowanie na standardach mających wyłącznie maksymalizować efektywność pracy będzie powoli ustępować miejsca kreatywności i innowacyjności. Jednym z segmentów rynku, gdzie owa tendencja może przynieść pozytywne zmiany są nowoczesne technologie informacyjne.

Tayloryzm to nurt ekonomiczny, którego podstawowym założeniem jest intensyfikacja i optymalizacja pracy. Wśród głównych czynników poprawiających jej wydajność, Frederick W. Taylor wymieniał efektywne wykorzystanie czasu pracy i cięcie zbędnych kosztów. Taylor uważany jest za jednego z pierwszych ekspertów zajmujących się problematyką efektywności działań biznesowych.

Tezy amerykańskiego inżyniera, nawet u szczytu swojej popularności, budziły kontrowersje. Robert Kanigel, autor książki "The One Best Way: Frederick Winslow Taylor and the Enigma of Efficiency", zwracał uwagę na zróżnicowane postrzeganie Taylora przez poszczególne grupy społeczne. Dla robotników był bezdusznym panem, który zmuszał ich do cięższej pracy. Przedsiębiorcy widzieli zaś w nim ekscentryka i radykała. Nawet wśród bliskich znajomych bywał niezrozumiały, przywiązany do jedynie słusznej wizji świata.

Trudno jednak nie dostrzec wpływu Tayloryzmu na kształt współczesnych Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jeremy Rifkin w znanej książce "Time Wars: The Primary Conflict in Human History" wprost stwierdza, że Taylor "miał prawdopodobnie większy wpływ na życie kobiet i mężczyzn w XX wieku niż jakakolwiek inna osoba".

Większość organizacji we współczesnej Ameryce nadal jest wierna Tayloryzmowi. Richard Scase, brytyjski futurolog, wierzy jednak, że sytuacja ta zacznie ulegać poważnym zmianom. "Przyszłe firmy będą musiał porzucić tradycyjne systemy zarządzania, związane ściśle z utrzymywaniem hierarchicznych struktur i opieraniem się na standardach wykonywanej pracy. Takie rozwiązania były i są przydatne jedynie w dużych firmach produkcyjnych, gdzie głównym zadaniem jest powielanie zdefiniowanych wcześniej wzorców. Jakakolwiek kreatywność ze strony pracowników nie jest mile widziana, czasem wręcz przeszkadza." - uważa Scase.

Dynamiczny rozwój technologii informatycznych spowodował, że segment IT jest wysoce efektywną gałęzią gospodarki. Zdecydowana większość procesów ujęta jest w standardach i normach, a tam, gdzie jest to możliwe wkracza automatyka. Jak przekonują eksperci, w dzisiejszych, bardzo konkurencyjnych czasach sama efektywność już nie wystarcza. Jest to tylko część sprawnie funkcjonującego przedsiębiorstwa.

Proste wdrożenie mechanizmów zachęcających do innowacyjności i kreatywności do świata rządzącego przez zasady Tayloryzmu nie powiedzie się. W każdym przypadku okaże się bowiem, że innowacje nie są efektywne (jedne bardziej, drugie mniej, ale w ostatecznym rozrachunku są one sprzeczne z założeniami Taylora). Głównym powodem porażki jest fakt, iż świat nie jest deterministyczny (trudno dokładnie przewidzieć skutki wprowadzonych zmian).

James March, jeden z bardziej szanowanych głosów w toczącej się dyskusji o współczesnych systemach wspomagania decyzji biznesowych i zarządzaniu, twierdzi, że modelem przyszłości będzie "zorganizowana anarchia". Nad najlepszym rozwiązaniem, wpływającym bezpośrednio na działalność biznesową, będą myślały zróżnicowane zespoły ludzi. Pod uwagę będą brane nie tylko suche fakty, ale również analizy, prognozy, subiektywne odczucia.

Eksperci podkreślają, że sukces przyszłych korporacji będzie bezpośrednio związany ze znalezieniem złotego środka między efektywnością pracy a nastawieniem na innowacyjne, nieznane jeszcze rozwiązania.