Szukanie dna

Przegląd aktualnych prognoz gospodarczych dla Europy i świata pokazuje oczekiwania, że 2009 będzie rokiem nieomal powszechnej recesji, w 2010 r. zaś nastąpi wyraźne ożywienie i o kryzysie będzie można szybko zapomnieć. Można sądzić, że scenariusz stosunkowo szybkiego wychodzenia kryzysu wynika z przyjmowania optymistycznych założeń do prognoz. Źródeł takiego podejścia jest kilka.

Bohdan WyżnikiewiczBohdan WyżnikiewiczOczekuje się przede wszystkim dość szybkiego zakończenia kryzysu jako efektu całej gamy pakietów oraz programów ratunkowych i stabilizacyjnych przedsięwziętych przez rządy wielu krajów oraz przez banki centralne. Bezprecedensowe wpompowywanie w gospodarki pieniędzy idących w setki miliardów dolarów czy euro powinno dać zauważalne rezultaty w realnej gospodarce, nie tylko w sektorze finansowym. Przeszkodą nie powinna być świadomość, że spora część pakietów ratunkowych zostaje zmarnowana, w takim sensie, że przeznaczana jest na cele nie prowadzące do powrotu na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Wcześniej czy później dodatkowe pokaźne środki finansowe powinny doprowadzić do pobudzania popytu konsumpcyjnego. Zupełnie inną sprawą są przyszłe negatywne skutki akcji ratunkowych.

Nie należy też zapominać o próbach podejmowania skoordynowanych działań na arenie międzynarodowej. Mamy za sobą dwa szczyty grupy G-20. Istotne są deklaracje podejmowania działań systemowych, co samo w sobie powinno dać odpowiednie efekty wyprzedzające ewentualne ich wprowadzanie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy pozostaje aktywny we wspieraniu gospodarek zagrożonych kryzysami walutowymi. Dzięki temu uratowane mogą zostać gospodarki znajdujące się w najgorszym położeniu i ograniczone zostać negatywne efekty ich oddziaływania na otoczenie międzynarodowe. Nie zasypia gruszek w popiele Komisja Europejska ani Europejki Bank Centralny. Byliśmy też świadkami wspólnych równoczesnych działań banków centralnych wielu krajów przy obniżaniu stóp procentowych.

Zobacz również:



Za stosunkowo szybkim wychodzeniem z kryzysu przemawiają też logika i natura cykli koniunkturalnych. W drugiej połowie XX wieku ukształtowała się tendencja wydłużania okresów dobrej koniunktury i skracania trwania recesji do najwyżej roku lub do sześciu kwartałów. Prawidłowość taka tym razem może zostać zakłócona, choć nie musi, głębokością i powszechnością obecnego kryzysu.

Gospodarce globalnej przypisuje się częściową winę za rozprzestrzenianie się obecnego kryzysu choćby przez brak regulacji w transakcjach realizowanych w skali globalnej. Teraz można mieć nadzieję, że będzie ona pomocna przy wychodzeniu świata z kryzysu. Bez wątpienia działają w niej mechanizmy konkurencji rynkowej i tym samym uruchamiane są jej zdolności, jeżeli nie do samooczyszczania się, to z pewnością do wysyłania sygnałów popytowych a także do mobilizowania efektywności. Ponadto handel międzynarodowy jest sprawdzonym mechanizmem rozwoju gospodarczego, a jego tempo wzrostu zwykle przewyższa tempo wzrostu krajowych PKB.

Kolejnym czynnikiem, który może przyczynić się do poprawy sytuacji makroekonomicznej, jest niecierpliwość rynków kapitałowych. Przez więcej niż dwie dekady zostały one przyzwyczajone do ciągłych wzrostów i chciałyby jak najszybciej ponownie móc się rozwijać. Nie ulega wątpliwości, że wieloletnie wzrosty na giełdach światowych doprowadziły do przewartościowania rynków. Z drugiej jednak strony spadki, które nastąpiły w ostatnich kwartałach doprowadziły do niedowartościowania wielu walorów. Oznacza to, że na rynkach kapitałowych istnieje potencjał wzrostowy, czego przejawy ujawniają się od czasu do czasu w postaci szaleńczych wzrostów indeksów na jednej lub dwóch sesjach, po czym następuje powrót do stagnacji notowań lub spadków. Wybuchy entuzjazmu powodowane są najczęściej pozytywnymi informacjami czy to o wskaźnikach makroekonomicznych, czy to o działaniach systemowych.

Można spodziewać się nadejścia stabilnego wzrostu indeksów giełdowych, jeżeli informacje pozytywne zaczną dominować nad negatywnymi. Nie można oczywiście oczekiwać powrotu do poziomu notowań sprzed kryzysu. Sektory, w których ceny akcji były przewartościowane (np. banki), nie mogą liczyć na powrót do dawnych dobrych czasów. Nastąpi urealnienie wycen rynkowych oparte, tym razem, na racjonalnych przesłankach. Ożywienie na giełdach może też nadejść niepostrzeżenie jako powolny wzrost cen akcji. Faktem jest jednak, że większość giełd światowych odbiła się już od dna, co jest także przypadkiem GPW.

Przedstawione tu przesłanki optymizmu mogą, ale nie muszą, doprowadzić do realizacji scenariusza wychodzenia gospodarki światowej z kryzysu w roku 2010. Decydujące znaczenie będzie miała poprawa nastrojów w pierwszej kolejności wśród konsumentów, a w drugiej wśród inwestorów.

Au­tor jest wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wcześniej był m.in.prezesem GUS.