Powrót do rzeczywistości

Potrzeba urealnienia biznesu prowadzonego przez banki wyrażona została w wytycznych do Nowej Umowy Kapitałowej. Szybkość i jakość implementacji tych wytycznych rzutować będą na ryzyko i wyniki sektora bankowego. Polskie banki, wdrażając rozwiązania podstawowe, uosabiają źle pojętą ostrożność.

Potrzeba urealnienia biznesu prowadzonego przez banki wyrażona została w wytycznych do Nowej Umowy Kapitałowej. Szybkość i jakość implementacji tych wytycznych rzutować będą na ryzyko i wyniki sektora bankowego. Polskie banki, wdrażając rozwiązania podstawowe, uosabiają źle pojętą ostrożność.

Od 2007 r. sektor bankowy podlega zasadom tzw. Nowej Zasady Kapitałowej (NUK), opracowanym przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego. Celem NUK, zwanym też Bazyleą II, jest zabezpieczenie systemu bankowego poprzez adekwatne do rzeczywistości szacowanie ryzyka transakcji. NUK opiera się na trzech filarach: wymogach kapitałowych, instytucjach nadzoru oraz sprawozdawczości.

Zobacz również:



Polskie banki w zdecydowanej większości zaimplementowały lub są w trakcie implementacji NUK. Korzyść z wdrożenia wytycznych polega na urealnieniu działalności banku poprzez oparcie jej na faktycznych danych o klientach. Dokonuje się tego m.in. poprzez wprowadzenie mechanizmu szacowania ryzyka, który służy do oceny wielkości wymogów kapitałowych. Zgodnie z NUK, ilość kapitału zarezerwowana na zabezpieczenie transakcji ma być bezpośrednio uzależniona od jej ryzyka (obejmuje takie parametry, jak ryzyko kredytowe, rynkowe i operacyjne danej firmy-klienta banku). Możliwa jest jednak adaptacja metody standardowej, która posługuje się uśrednionymi parametrami, określonymi przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego, albo metody zaawansowanej, opierającej się na algorytmie stworzonym przez bank i zasilanym faktycznymi danymi o jego klientach.

Ponieważ jest to regulacja, tak też potraktowała ją większość polskich banków. Do obliczania wymogów kapitałowych banki wybrały metodę prostszą, standardową. Zdaniem analityków, w Polsce, gdzie większość banków to oddziały zagranicznych central, koszt wdrożenia zgodnie z metodą zaawansowaną sięga kilku milionów euro. Nie są to kwoty zawrotne w porównaniu z wydatkami marketingowymi, ale, jak się okazuje, w tym wypadku ręka banków nie jest tak hojna. Pozytywny wpływ central znajduje odzwierciedlenie w aktywności krajowych oddziałów. Jako przykład może służyć GE Money albo Raiffeisen. Występuje jednak bariera kosztu utrzymania i inwestycji. Znaczenie odgrywa także skala działalności. "Bardzo dużym bankom wprowadzenie metod zaawansowanych do NUK bardziej się opłaca, ale też zajmie więcej czasu. Podobnie więcej problemów przysporzy to małym bankom, jednak już z innego powodu - z racji skomplikowania zagadnienia. Najlepiej przygotowane zatem wydają się i najszybciej powinny wdrażać, osiągając wartość dodaną, banki średniej wielkości. Dość małe, aby szybko uporać się z projektem, a jednocześnie wystarczająco duże, aby wydzielić stosowne zasoby organizacyjne na potrzeby takiego wdrożenia" - mówi Zbigniew Szczerbetka, partner zarządzający w Deloitte Polska.

Krótko- i długowzroczna ostrożność banków

Z czego wynikają te wybory i jakie są ich konsekwencje? W 2006 r., jak szacowało badanie firmy Algorithmics, polskie banki nie były przygotowane do wdrożenia NUK ze względu na jakość danych. Metody zaawansowane wymagają posiadania dokładnych danych, odnoszących się do określonego, odpowiednio długiego przedziału czasowego.

Dlatego tym chętniej posłużono się regulacją, aby wdrożyć metodę standardową i z czasem uporządkować dane o odpowiedniej jakości. "Była to zatem motywacja nieco krótkowzroczna. Zapewnienie zgodności z wymogami, przy najmniejszych nakładach. Było to zarazem świadectwo pewnej nieufności banków w stosunku do własnego portfela kredytów, jakości gromadzonych danych i szacowania ryzyka na podstawie realiów biznesu. Banki nie do końca są przekonane, że wymóg kapitałowy wyliczony metodą zaawansowaną będzie dla nich korzystniejszy, ale też nie chcą się o tym dowiedzieć" - uważa Monika Reszka, CEO z firmy konsultingowej Positive Advisory.

Do czynników niesprzyjających szybszemu i bardziej zaawansowanemu wdrażaniu Bazylei II należy silna konsolidacja sektora, której efektem jest potrzeba integracji często różnych pod względem poziomu rozwoju informatycznego firm. W tej sytuacji przykładów pełniejszego wdrożenia regulacji, z zamiarem wykorzystania w pełni stwarzanych możliwości, dostarczają mniejsze banki, np. Zrzeszenie Banku Polskiej Spółdzielczości.

W Europie jest zdecydowanie więcej banków, które przejęły się ideą Bazylei II. "Pewien duży austriacki bank, w którym wprowadzaliśmy wytyczne Bazylei II, zdecydował się na równoległe wdrożenie metody standardowej i zaawansowanej w określaniu wymogów kapitałowych. To pozornie rozrzutne działanie ma pragmatyczne uzasadnienie. Bank chce porównać, jak w obecnej sytuacji bardziej opłaca mu się szacować wymogi kapitałowe, czyli w skrócie: w jaki sposób będzie mógł prowadzić działalność o szerszej skali dysponując określonym kapitałem" - mówi Monika Reszka.

Doprowadzenie do wyczyszczenia istniejących danych oraz przygotowanie procesu akwizycji nowych danych na te potrzeby było dla polskich banków ogromnym wyzwaniem - oceniają analitycy.

Następny krok

Przyjęcie metod bardziej skomplikowanych, które pozwoliłyby bankom zbliżyć się do rzeczywistych uwarunkowań działalności, a nie z konieczności korzystać ze standardów ustalonych przez Bazyleę, to kolejny, nieunikniony krok w rozwoju sektora bankowego. "Z pewnością obecny kryzys, który dotknie także polskie instytucje finansowe, skłania do przyjęcia bardziej dokładnych metod szacowania ryzyka" - twierdzi Daniel Stalmach z Positive Advisory.

Kryzys finansowy wystąpi także w polskim sektorze finansowym, zatem w Komisji Nadzoru Finansowego podnoszą się coraz silniej głosy o konieczności zobligowania banków do dokładniejszej analizy klientów. Spodziewane są konkretne wytyczne KNF odnośnie kontroli kredytów, najlepszym rozwiązaniem będzie więc przejście na metody zaawansowane.

Lepsze poznanie własnego biznesu, swoich klientów, w efekcie lepsza ochrona depozytów i całościowe zarządzanie ryzykiem w skali banku - to nie jedyne przewidywane korzyści z pełnego wprowadzenia Bazylei II.

Dane gromadzone na potrzeby regulacji mogą zostać wykorzystane do zaawansowanej analityki, która przyczyni się także do większej elastyczności w modelowaniu produktów. Zmiany, jakie dzięki Bazylei II mogą dokonać się w sektorze bankowym, nazywa się największym przełomem w historii od czasu wprowadzenia czeków. "Bez bardziej kreatywnego sposobu wykorzystania zbieranych danych Bazylea II pozostanie jedynie zbiorem danych, użytecznym w celach sprawozdawczych. Związanym przy tym ze znacznym kosztem wprowadzenia oraz utrzymania infrastruktury i procesów gromadzenia danych" - podsumowuje Monika Reszka.

Nowa umowa, nowe relacje

Dla rynku - klientów indywidualnych i firm - wprowadzenie pełnych ustaleń Bazylei II oznaczać będzie trudniejszy dostęp do kapitału i wzrost kosztu kapitału, przynajmniej początkowo. Najlepszym przykładem będzie rynek kredytów hipotecznych, którego uwarunkowania przełożą się z kolei na sytuację sektora przedsiębiorstw budowlanych.

Należy spodziewać się szybszego rozpatrywania kredytów. Do pozytywów można też zaliczyć lepsze rozpoznanie przez banki sytuacji przedsiębiorstw i bardziej elastyczne dostosowywanie oferty. Metody zaawansowane teoretycznie powinny obniżyć koszt kapitału, na zasadzie premii dla najlepszych, sprawdzonych klientów. W ocenie analityków, zanim do tego dojdzie, koszt kapitału wzrośnie.

Spadek dostępności kredytów w skali gospodarki przyniesie zapewne spowolnienie wzrostu. Sektory i branże, które nie będą nadążać za wymogami informacyjnymi i za wymogami bezpieczeństwa, stracą najwięcej. Być może pozwoli to odkryć nowe, ciekawe i niedostatecznie obsłużone przez sektor bankowy branże i nisze. Z pewnością spowoduje większe zainteresowanie banków lokowaniem pieniędzy poza gospodarką, w papierach dłużnych państwa. Kontrola i redukcja apetytu banków na ryzyko schłodzi zatem gospodarkę. Z drugiej strony pozytywny wpływ na stabilność systemu bankowego jest nie do przecenienia. Eliminacja spektakularnych bankructw pozwoli utrzymać zaufanie klientów do sektora bankowego.

Na razie jest to cel do zrealizowania w przyszłości. "Banki w Polsce i na świecie nie są jeszcze gotowe, aby każdą transakcję pod względem ryzyka szacować indywidualnie i uzależniać marżę od oszacowanego poziomu ryzyka. Częściowo wynika z natury rynku i prostego faktu zabiegania, konkurowania o klienta" - mówi Daniel Stalmach.

W Polsce świadomość biznesu dotycząca zagadnień Bazylea II i zmian, jakie wniesie ona do relacji z bankami, jest jeszcze niewielka. Nie widać, aby bankom zależało na szerszym informowaniu biznesu o uwarunkowaniach i konsekwencjach tych zmian.

Dzięki wprowadzeniu NUK banki w większym stopniu będą kierować się kredytową wiarygodnością klienta. Kwestia dostępu do kapitału przetasuje gospodarkę. "Spółki z obecnej pierwszej ligi, cieszące się z racji skali działalności specjalnymi relacjami z bankami, mogą znacznie pogorszyć swoje warunki współpracy, jeśli ich indywidualna sytuacja nie będzie dość dobra" - mówi Zbigniew Szczerbetka.

Koszt kapitału wzrośnie, ale jest jeszcze czas na przygotowanie. Spółki powinny przyjrzeć się źródłom finansowania i zastanowić się, które z nich są niepewne. Być może powinny przystąpić do renegocjowania współpracy z bankiem. Muszą przyjrzeć się własnej polityce zarządzania ryzykiem, hedgingowi walutowemu, powinny pomyśleć o tworzeniu planów awaryjnych. "Nie ma co liczyć, że wszystko będzie jak dawniej. Firmy muszą przygotować się na restrukturyzację i poważnie rozważyć inwestycje w całym systemie zarządzania ryzykiem i kapitałem" - mówi Zbigniew Szczerbetka.