Hipoteza "superbańki"

Przedstawiamy fragmenty najnowszej książki George'a Sorosa "Nowy paradygmat rynków finansowych. Kryzys kredytowy 2008 i co to oznacza", która ukaże się nakładem wydawnictwa MT Biznes.

Przedstawiamy fragmenty najnowszej książki George'a Sorosa "Nowy paradygmat rynków finansowych. Kryzys kredytowy 2008 i co to oznacza", która ukaże się nakładem wydawnictwa MT Biznes.

Jesteśmy w samym środku krachu finansowego, jakiego świat nie widział od czasów Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych dwudziestego wieku. Ale to nie jest preludium kolejnego Wielkiego Kryzysu. Historia się nie powtarza. System bankowy nie upadnie jak 1932 roku, właśnie dlatego, że wtedy jego upadek wywołał Wielki Kryzys. Z drugiej strony, obecny kryzys nie jest podobny do poprzednich, które wstrząsały poszczególnymi segmentami systemu finansowego od lat 80. Mam na myśli kryzys bankowości międzynarodowej z 1982 roku, kryzys instytucji depozytowo kredytowych z 1986 roku, krach ubezpieczeń portfeli z 1987 roku, klęskę banku inwestycyjnego Kidder Peabody z 1994 roku, kryzys rynków wschodzących z 1997 roku, porażkę funduszu hedgingowego Long-Term Capital Management i boom spółek technologicznych w okolicach 2000 roku. Obecny kryzys nie ogranicza się do poszczególnych firm ani wybranych segmentów rynku, ale przenika i wyniszcza cały system finansowy, a władze praktycznie go nie hamują. Ta sytuacja będzie miała dalekosiężne konsekwencje. To nie jest zwykły kryzys, ale koniec obecnej ery.

Zobacz również:



Wyjaśnię tę dość szokującą tezę, posługując się teorią zwrotności oraz modelem samowzmacniającej i samowygaszającej się fali [...]. Jednak wyjaśnienie na kolejnych stronach będzie dalekie od prostego. Mamy do czynienia nie z jedną samowzmacniającą i samowygaszającą się falą, ale z dwiema. Pierwsza to "bańka" na rynku nieruchomości, a druga to ta, którą nazywam "superbańką". "Bańka" na rynku nieruchomości jest dość prosta. "Superbańka" jest dużo bardziej złożona. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę, powiem, że te dwie "bańki" nie rosły w oderwaniu od otoczenia - stoi za nimi historia ostatnich lat. Obecną sytuację na rynkach da się zrozumieć tylko, biorąc pod uwagę siłę gospodarczą Chin, Indii i krajów bazujących na wydobyciu ropy oraz innych surowców. Trzeba uwzględnić w tej analizie boom na rynku surowców, system kursów walutowych, który w części jest uwolniony, w części związany z dolarem, a w części waha się gdzieś pośrodku. I wreszcie, musimy wziąć poprawkę na to, że całkiem spora część świata odżegnuje się od trzymania dolarów.

"Bańka" na amerykańskim rynku nieruchomości

Po krachu spółek technologicznych w 2000 roku i ataku terrorystycznym z 11 września 2001 roku Fed obniżył stopę funduszy federalnych do 1 punktu procentowego i utrzymał ją na tym poziomie do czerwca 2004 roku. To umożliwiło powstanie "bańki" na amerykańskim rynku nieruchomości. Podobne "bańki" można było zaobserwować w innych częściach świata, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Australii. Tym, co odróżnia "bańkę" amerykańską od innych, jest jej rozmiar i wpływ na globalną gospodarkę oraz na międzynarodowy system finansowy. W Hiszpanii rynek nieruchomości odwrócił się i zaczął spadać szybciej niż w USA, ale to było dostrzegane tylko lokalnie. Tymczasem instrumenty finansujące kredyty hipoteczne udzielone w USA były szeroko rozdystrybuowane na całym świecie. W Niemczech inwestorzy instytucjonalni wchodzili w te instrumenty z jeszcze większym zaangażowaniem niż w Ameryce.

Wzrost "bańki" nieruchomości w USA wiernie oddawał kształt krzywej w modelu samowzmacniającej i samowygaszającej się fali. Przeważający trend - totalne rozluźnienie standardów oceny zdolności kredytowej i wzrost relacji wartości kredytów do wartości zabezpieczeń - był wzmacniany przez powszechny błąd przekonania, że wzmożona skłonność udzielania kredytów nie wpływa na wartość zabezpieczeń. To właśnie ten błąd percepcji pompował powietrze do poprzednich "baniek", zwłaszcza na rynku nieruchomości. Zadziwiające, że nie wyciągnięto wniosków z tych lekcji. [...]

Przez pierwszych kilka lat "bańka" napełniała się powoli i nie zmniejszyła się od razu, gdy zaczęły rosnąć stopy procentowe. Tym, co dalej pompowało powietrze do "bańki", był popyt spekulacyjny napędzany przez coraz bardziej agresywne praktyki udzielania kredytów hipotecznych i przez coraz bardzie wyrafinowane sposoby sekurytyzowania hipotek. W końcu, wiosną 2007 roku nadeszła chwila prawdy, kiedy problem kredytów subprime doprowadził do bankructwa New Century Financial Corporation. Zaraz potem zapadł "zmierzch" - ceny nieruchomości już spadały, ale ludzie jeszcze nie zorientowali się, że wzrost się skończył. Cytowa-no wypowiedź Chucka Prince'a, dyrektora zarządzającego Citibank: "Kiedy muzyka ucichnie w sensie, że skończy się płynność finanso-wa, sprawy się skomplikują. Ale do-póki gra muzyka, musisz tańczyć. My wciąż tańczymy"<sup>1</sup>. Kiedy w sierpniu 2007 roku wreszcie nastąpił punkt zwrotny, spadek katastrofalnie przyspieszył, dotykając coraz to no-wych segmentów rynku. To było jak kryzys rynków wschodzących z 1997 roku, kiedy potężny efekt domina rujnował giełdy kolejnych państw, jedną po drugiej. Lecz mimo to rynki akcji odbiły w górę w okresie sierpień-październik 2007. Tego mój model nie przewidywał. Z mojego modelu wynikało, że powinien nastąpić krótki i gwałtowny spadek, a potem po-wolny i mozolny powrót do stanu bliskiego równowadze. Tymczasem nastąpił niekompletny spadek w sierpniu 2007, a potem kolejny w styczniu 2008. W obu tych przypadkach Fed interweniował i obniżał stopę funduszy federalnych, a inwestorzy dawali się przekonać, że władze monetarne uchronią gospodarkę przed konsekwencjami kryzysu finansowego tak, jak to było w przeszłości. Uważam, że to było błędne przekonanie. Fed ma ograniczone możliwości chronienia gospodarki dlatego, że robi to tak często. Z mojego punktu widzenia, obecny kryzys finansowy nie jest takijak te, które miały miejsce w ostatnich latach.

Kryzys według Sorosa
George SorosGeorge SorosJesteśmy w środku najgroźniejszego od kilkudziesięciu lat krachu finansowego. George Soros, jeden z najsłynniejszych na świecie finansistów, w swojej najnowszej książce bada jego przyczyny i potencjalne skutki w przyszłości.

Przedstawia swoją teorię samowzmacniających i samowygaszających się fal, które co najmniej od stu lat dominują globalną gospodarkę. On sam bada te zjawiska od kilkudziesięciu lat, bacznie obserwując rekcje ludzi i instytucji.

Twierdzi, że obowiązujący do tej pory paradygmat finansowy, który zakłada, że rynki dążą do równowagi, a odchylenia od stanu równowagi są losowe, jest fałszywy. Przedstawia nową koncepcję, jak funkcjonują rynki, i uważa, że przyjęcie jej może pomóc w uniknięciu katastrofy gospodarczej.