Giełda i gospodarka

Od trzech kwartałów rynki kapitałowe na całym świecie przeżywają trudny okres. Główną przyczyną zawirowań jest kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych, którego efekty "rozlały się" na rynek kapitałowy.

Od trzech kwartałów rynki kapitałowe na całym świecie przeżywają trudny okres. Główną przyczyną zawirowań jest kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych, którego efekty "rozlały się" na rynek kapitałowy.

Zjawisko takie szczególnie boleśnie zostało odczute na polskim rynku kapitałowym. Przy dobrej i stabilnej koniunkturze makroekonomicznej i przy dobrych wynikach finansowych większości spółek giełdowych od początku 2008 r. polskie indeksy giełdowe straciły około 20% wartości. Taki wskaźnik trzeba też zastosować do wyceny strat inwestorów. Zapaść na polskim rynku kapitałowym należy w większym stopniu tłumaczyć "importem" złej sytuacji na światowych giełdach niż pęknięciem krajowej bańki spekulacyjnej.

Zobacz również:



Gorsza sytuacja na warszawskiej giełdzie doprowadziła do częstych spekulacji i dyskusji nad przeniesieniem się negatywnych impulsów z giełdy do gospodarki. Wśród uczestników życia gospodarczego panuje bowiem dość powszechnie przekonanie, że koniunktura giełdowa stanowi barometr dla koniunktury makroekonomicznej. Przekonanie takie znajduje uzasadnienie w badaniach empirycznych, chociaż trzeba podkreślić, że mechanizm wyprzedzania przez koniunkturę giełdową koniunktury makroekonomicznej nie jest uniwersalny, co oznacza, że nie działa on we wszystkich okolicznościach.

Spotkałem się z opinią wyrażaną przez różne osoby związane z GPW, że wydarzenia na tej giełdzie wyprzedzają o około pół roku zmiany koniunktury makroekonomicznej. Osoby te nie potrafiły jednak wskazać źródła ani autorów formułujących taką prawidłowość, twierdząc jedynie, że właśnie tak przedstawia się powszechne przekonanie rynku. W Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową kilka lat temu analizowano taką zależność na ponad dwudziestu najważniejszych rynkach kapitałowych świata w ciągu kilkunastu lat. Przeprowadzone badania szeregów czasowych potwierdziły istnienie statystycznie istotnego związku między koniunkturą giełdową i makroekonomiczną. Nie potwierdziły jednak tezy o półrocznym wyprzedzaniu przez giełdy koniunktury gospodarczej. Silniejszy związek korelacyjny dotyczył kwartalnego, a nie półrocznego działania giełdy jako barometru giełdowego. Okazało się również, że bardziej wyraźne jest wyprzedzanie przez wskaźniki makroekonomiczne wskaźników giełdowych.

Badanie pokazało także, że wzajemne oddziaływanie na siebie giełd i gospodarek jest silniejsze w rozwiniętych i ustabilizowanych gospodarczo krajach, takich jak Stany Zjednoczone czy Niemcy, i słabsze w gospodarkach wschodzących, w tym także w Polsce. Okazało się mianowicie, że indeks WIG zachowuje się wyprzedzająco (o jeden kwartał) wobec zmian PKB w dolnych punktach zwrotnych polskiego cyklu koniunkturalnego, a zmiany w górnych punktach zwrotnych cyklu koniunkturalnego są równoczesne w obu przypadkach.

W bieżącym roku trudno mówić o trwaniu zależności miedzy koniunkturą giełdową i koniunkturą makroekonomiczną w Polsce, jak również w innych krajach Jest kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, pogorszenie sytuacji na GPW wynikło z czynników zewnętrznych, a nie z wydarzeń w krajowej gospodarce. Po drugie, polska gospodarka w 2008 r. rozwija się nadal w tempie ponad 5-proc., a w pierwszym kwartale PKB wzrósł o 6,1%. Czynniki fundamentalne napędzające wzrost gospodarczy są na tyle silne i trwałe, że zawirowania na rynkach kapitałowych tylko w niewielkim stopniu mogą osłabić ich oddziaływanie. W żadnym z ważniejszych krajów ani nie pojawiła się recesja, ani nikt poważny jej nie prognozuje na 2008 r. Po trzecie, zapaść na rynkach kapitałowych w dużej mierze wynika z czynników psychologicznych i skłonności do gwałtownych reakcji ze strony inwestorów giełdowych. Ich reakcje często bywają przesadne i nie są adekwatne do rozwoju sytuacji. Taką sytuację mamy teraz Polsce, a wynika ona głównie z braku dojrzałości uczestników rynku kapitałowego. Okres hossy na GPW przyzwyczaił inwestorów do szybkich i łatwych zysków i niektórzy uwierzyli, że jest to stan normalny. Kiedy nadszedł trudniejszy okres, zaczęto masowo wycofywać pieniądze z giełdy i z lokujących środki na giełdzie funduszy inwestycyjnych.

Obserwowane przez lata prawidłowości gospodarcze przestają działać w pewnych sytuacjach, choćby przy odchyleniach od stanu określanego mianem równowagi. Wiele wskazuje na to, że rozchwianie sytuacji na rynkach finansowych nie jest w stanie przyczynić się do recesji. Fundamenty makroekonomiczne tak w Polsce, jak i w wielu krajach są bowiem trwałe i odporne na kapryśne zachowania rynków kapitałowych. Oznacza to, że giełdy przestały czasowo być barometrami gospodarki.

Autor jest wiceprezesem instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wcześniej był m.in.prezesem GUS.