Zarządzanie sytuacją kryzysową

Od sześciu miesięcy saldo wpłat i umorzeń do funduszy inwestycyjnych jest ujemne. Jednak różnią się strategie towarzystw funduszy inwestycyjnych, dzięki temu siedem towarzystw osiągnęło dodatnie saldo. Wśród nich jest TFI PZU.

Od sześciu miesięcy saldo wpłat i umorzeń do funduszy inwestycyjnych jest ujemne. Jednak różnią się strategie towarzystw funduszy inwestycyjnych, dzięki temu siedem towarzystw osiągnęło dodatnie saldo. Wśród nich jest TFI PZU.

Towarzystwa funduszy inwestycyjnych boleśnie odczuły bessę na warszawskiej giełdzie. Spadki okazały się głębsze, niż przewidywano w funduszach, nawet w najgorszych przypadkach. Co kilka lat powtarza się taka sytuacja, nie tylko na polskim rynku. Zarządzanie sytuacją kryzysową to trudna umiejętność. O tym, dlaczego TFI PZU mniej boleśnie odczuło skutki załamania kursów akcji i odpływu klientów, rozmawiam z prezesem Towarzystwa, Piotrem Góralewskim.

Zobacz również:



Niedawno, gdy przemijała hossa, 246 funduszy inwestycyjnych działających w Polsce posiadało aktywa blisko 145 mld zł. Jakimi aktywami dysponowało wówczas TFI PZU?

- Na koniec 2007 r. mieliśmy w aktywach 2,6 mld zł.

Jaka jest obecnie wielkość tych aktywów?

- Podobna. I tu jesteśmy wyjątkiem wśród TFI posiadających aktywa głównie w funduszach otwartych. My właściwie nie zauważyliśmy umorzeń jednostek uczestnictwa naszych funduszy. Jak wiadomo, pozostałe firmy od początku tego roku do kwietnia notowały odpływ środków na poziomie średnio 20%.

Dlaczego?

- Najwięcej straciły fundusze, które były związane z bankami i wcześniej wartość ich aktywów rosła najbardziej dynamicznie. Banki przeżywają swoje pięć minut. Stopy procentowe są wysokie, kończy się cykl ich wzrostu, a do tego dochodzą zawirowania na giełdzie. Inwestorzy zniechęceni niepewnością na rynkach finansowych, zamieniają jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych na depozyty bankowe. Odbywa się to zwykle tam, gdzie całą operację można przeprowadzić w jednym miejscu, pod jednym dachem, przy jednym okienku.

Warto wiedzieć, że bankowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych są w Polsce największe i najsilniejsze. Im stosunkowo łatwo jest pozyskiwać klientów i kapitał, gdyż mają najbardziej rozwiniętą sieć dystrybucji.

Jednak tak jak łatwo wcześniej było im pozyskiwać pieniądze, tak szybko teraz je tracą. Tracą oczywiście na rzecz banków, z którymi związane są w grupach kapitałowych. Fakt ten potwierdzają statystyki. Okazuje się, że tylko znikoma grupa ludzi wycofywała pieniądze, by wydać je na bieżącą konsumpcję. Większość szukała po prostu nowego planu inwestycyjnego, nowych sposobów oszczędzania.

Konwersja w kierunku lokat jest o tyle zrozumiała, że w okresach niepewności dla wielu może być to atrakcyjna forma oszczędzania.

Ale to można interpretować też tak, że klienci TFI PZU nie umarzali jednostek w funduszach, bo przy tym samym "okienku" mogliby je zamienić... na polisy ubezpieczeniowe na życie, a osoby, które mają znaczące oszczędności, już takie zabezpieczenia mają. Czyli było im trudniej przeprowadzić konwersję i to okazało się bardzo istotne?

- Jestem przekonany, że w naszym przypadku o takim stanie rzeczy zadecydowało zaufanie klientów i poziom naszych usług: jakość produktów oraz jakość obsługi przez naszą sieć sprzedaży. Relacje z klientami wypracowane przez naszych przedstawicieli są naprawdę silne. Właśnie dzięki temu łatwiej było opanować emocje. Staraliśmy się, by wiedza naszych przedstawicieli o tym, co klient może zrobić w trudnej sytuacji, była możliwie najbogatsza i by byli oni w stanie udzielić rzetelnych informacji. Chcieliśmy wykorzystać po prostu wszystkie atuty sieci sprzedaży PZU i to się udało.

Spodziewałem się, że Pan przyzna, że kilka ostatnich miesięcy to zarządzanie sytuacją kryzysową.

- Rynek rzeczywiście spadł. W najbardziej dramatycznym miesiącu - styczniu - wartość aktywów funduszy inwestycyjnych w Polsce zmalała o prawie 20%, z czego umorzenia jednostek uczestnictwa przez klientów stanowiły spadek aktywów o 10%, resztę spowodował spadek cen akcji na giełdzie. Na tle rynku wyglądamy jednak dobrze. Nasz spadek sprzedaży był prawie dziesięciokrotnie mniejszy niż średnia dla wszystkich funduszy i wyniósł jedynie 1,2% wartości aktywów. Dodatkowym czynnikiem, który sprawił, że klienci od nas nie odchodzą, są wyniki zarządzania. Przeciętnie klienci funduszy w wyniku spadku cen tracili od stycznia do kwietnia w każdym miesiącu, natomiast nasi klienci w lutym i marcu odnotowali nawet niewielki wzrost wartości.

Zdecydowanie mniejszy spadek to również efekt struktury aktywów klientów TFI PZU. Znaczny odsetek aktywów bowiem jest ulokowany w inwestycjach długoterminowych, np. pracowniczych programach emerytalnych i indywidualnych kontach emerytalnych (tzw. "trzeci filar"). Z tych powodów u nas sytuacja kryzysowa trwała zaledwie miesiąc - w styczniu. Już w lutym okazało się, że nawet w "trudnych czasach" to my jesteśmy atrakcyjni dla rynku. Jednak chciałbym zwrócić uwagę, że zarówno teoria, jak i praktyka pokazują, iż długoterminowe inwestycje mają największy sens. Nic nie przynosi takich efektów, jak systematyczne i długotrwałe inwestowanie.

Nie powiedział Pan, czy była to dla TFI PZU sytuacja kryzysowa.

- Przyznaję, styczeń to okres zarządzania sytuacją kryzysową, bo aktywa nam spadły.

Co w czasach giełdowej bessy zmieniło się w procesie zarządzania firmą TFI PZU?

- W styczniu wyraźnie okazało się, że cały rynek funduszy nie jest przygotowany na bessę i na tak dramatyczne spadki. Po kilku latach hossy można się było tego spodziewać, jednak - ku zaskoczeniu wszystkich - spadki na GPW były wyjątkowo głębokie. Wielu ekspertom wydawało się, że tendencja spadkowa już wygasa, gdy nagle następowały kolejne, silne sesje spadkowe.

W efekcie - bo o to Pan przecież pyta - my zaczęliśmy jeszcze uważniej obserwować i analizować rynek, a także naszą sieć sprzedaży. Dlatego dziś jeszcze silniej i lepiej jesteśmy w stanie komunikować się z siecią. Szczegółowo ankietowaliśmy sieć sprzedaży, powstawały raporty o kwestiach, które nurtują klientów, rozważaliśmy ich przyczyny i staraliśmy się im zaradzić; zwiększyliśmy też częstotliwość bieżących raportów rynkowych do ludzi prowadzących sprzedaż.

Co ważne, w naszej ofercie pojawił się nowy produkt inwestycyjny, przygotowany specjalnie z myślą o sytuacji, z jaką obecnie mamy do czynienia. Mówię o Funduszu Optymalnej Alokacji. Główny zarządzający tym funduszem, po zaledwie 5 miesiącach funkcjonowania, już odniósł sukces.