Banki nie kredytują wierzytelności

Krzysztof Matela, prezes zarządu Polskiego Związku Windykacji, opowiada w rozmowie z Lidią Zakrzewską (CFO) o teraźniejszościi perspektywach polskiego rynku wierzytelności.

Krzysztof Matela, prezes zarządu Polskiego Związku Windykacji, opowiada w rozmowie z Lidią Zakrzewską (CFO) o teraźniejszościi perspektywach polskiego rynku wierzytelności.

CFO: Jak wygląda dziś rynek wierzytelności i co się będzie działo w kilkuletniej perspektywie?

Zobacz również:



Krzysztof MatelaKrzysztof Matela- Na podstawie dostępnych danych finansowych mogę stwierdzić, że rynek nadal będzie rósł. Taka ocena wynika z wiedzy o przygotowywanych transakcjach sekurytyzacyjnych. Do tego trzeba doliczyć rosnącą sprzedaż detaliczną, która również zaowocuje sprzedażą wierzytelności na zewnątrz. Proszę wziąć pod uwagę choćby kredyty hipoteczne. Do tej chwili banki udzieliły ich na ponad 200 mld zł. Według różnych szacunków przyjmuje się, że 3 - 6% tej puli ulegnie dezintegracji, czyli nie będzie spłacana. Przy założeniu, że każdy punkt procentowy to 2 mld, można wyliczyć, że "wywróci się" od 6 do 12 mld. A ile naprawdę - można tylko spekulować. Według mnie więcej.

Dlaczego tak Pan sądzi?

- Nie mamy tradycji spłacania kredytów o tak długim okresie ratalnym. Dziś kre-dyty hipoteczne są udzielane na 30 - 40 lat, a już się mówi, że będą tworzone produkty wielopokoleniowe, czyli okres spłaty wydłuży się na 50 lat i więcej. Proszę powiedzieć, kto w takiej perspektywie jest zdolny przewidzieć przyszłość? A wydarzyć może się wszystko - choroba, rozwód, małżeństwo, trwałe inwalidztwo, trudności w zatrudnieniu, śmierć. Wiele zdarzeń może tak skomplikować sytuację materialną kredytobiorcy, że nie będzie mógł obsługiwać swojego zadłużenia. Banki w tej sytuacji będą pozbywały się kłopotu, sprzedając trudne wierzytelności do funduszy. Przecież same nie będą ich egzekwować, nawet korzystając z wewnętrznych procedur, bo to nie mieści się w ich PR. To samo dotyczy kredytów detalicznych w sektorze konsumenckim. Poza tym prawdopodobnie banki będą wyprzedzać zdarzenia, pozbywając się niepewnych wierzytelności.

To znaczy, że będą monitorowały sytuację kredytobiorcy?

Banki nie, choć powinny. Wiedzę na temat zachowań Polaków mają natomiast firmy windykacyjne. Potrafimy przewidzieć, kiedy Kowalski przekroczy punkt krytyczny i nie będzie już zdolny spłacać rat. Identyczne informacje możemy wygenerować w przypadku przedsiębiorstw. Możemy na bieżąco analizować przepływy finansowe w jednym i drugim sektorze i odpowiednio wcześnie zasygnalizować bankom, z którymi wierzytelnościami będą miały kłopot. Sądzę, że wtedy będą chciały jak najszybciej się ich pozbyć, bo nie będą musiały zawiązywać rezerw. Dla nas taka sytuacja też jest optymalna, bo im wcześniej zaczyna się proces windykacji, tym większe szanse na odzyskanie pieniędzy.

Jednym słowem, dobra sytuacja gospodarcza, wzrost akcji kredytowej na rynku konsumenckim i korporacyjnym zaowocuje wzrostem rynku wierzytelności. Jaka dziś jest jego wartość?



Sytuacja gospodarcza nie ma istotnego wpływu na nasz rynek. W okresie koniunktury gospodarczej rośnie liczba zaciąganych zobowiązań, co automatycznie wiąże się ze wzrostem spraw przyjmowanych do windykacji. Zwykle bowiem w miarę stały procent należności, z jakichś powodów (zwykle losowych lub ekonomicznych), nie jest spłacany terminowo. Z kolei w okresie dekoniunktury spadają możliwości płatnicze konsumentów i przedsiębiorców, co również przekłada się na wzrost zleceń dla firm zajmujących się obrotem wierzytelnościami. Na podstawie przyjętych do windykacji lub kupionych portfeli wierzytelności, szacujemy, że rynek ma dziś wartość 5 - 7 mld zł. Zakładamy, że rok do roku będzie rósł 15 - 25%.

Branża ma problemy z finansowaniem się. Z jakich źródeł ściąga kapitał?

Problemy z finansowaniem dotyczą tylko możliwości zaciągania w bankach kredytów pod kupione portfele wierzytelności. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiś bank w Polsce udzielił kredytu firmie windykacyjnej pod takie zabezpieczenie. Bank rozumuje tak - skoro portfel ma zerową wartość, nie może być żadnym zabezpieczeniem. Nie jest ważne, że właśnie z niego generowane są przychody, dla banku taki cash flow nie istnieje. Dlatego sięgamy po pieniądze do funduszy typu venture capital czy private equity, emitujemy obligacje do kwalifikowanych inwestorów, wpuszczamy zagraniczne podmioty do naszych firm albo idziemy na giełdę. Dziś dwie spółki są notowane na warszawskim parkiecie, a niedługo trzecia wejdzie na new connect.

Wspomniał Pan o wpuszczaniu obcego kapitału do firm. Myślę właśnie o zapowiadanych fuzjach, przejęciach, konsolidacji, z których na razie nic nie wyszło.

Faktycznie, ale to nie znaczy, że nie wyjdzie. Ten proces jest nieunikniony. Otwarta zostaje kwestia, kiedy to nastąpi. Konsolidacja będzie dotyczyła przede wszystkim średnich i dużych firm. Tych, które mają dostęp do kapitału i wdrożoną infrastrukturę windykacyjną. Dlatego można spodziewać się wzrostu ich przychodów i zysku. Pozostałe, kilkuosobowe albo upadną, albo będą operować na rynkach lokalnych bądź wyspecjalizują się w jednym typie obsługi wierzytelności, np. windykowaniu przedmiotów leasingu. Zatem przesuwając się na osi czasu o kilka lat, zapewne będziemy mieli do czynienia zaledwie z kilkoma dużymi firmami windykacyjnymi i kilkudziesięcioma lokalnymi, które z powodzeniem będą mogły obsłużyć polski rynek.

Z drugiej strony firmy z branży finansowej, takie jak banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, emerytalne, TFI, dążą do połączenia, bo to pozwala im działać bardziej efektywnie. Firma windykacyjna jest podmiotem o charakterze finansowym, tak więc pasuje do pozostałych.

Czy takie roszady zmienią ofertę usług firm windykacyjnych?

Myślę, że tak. Klasyczne usługi, polegające na ściąganiu wierzytelności na zlecenie i kupowaniu wierzytelności, zostaną uzupełnione o co najmniej kilkadziesiąt usług dotyczących relacji usługodawca--usługobiorca bądź dostawca-odbiorca. Będą miały charakter okołowindykacyjny - od ratingu, poprzez ubezpieczenia i kredytowanie, aż po niespotykane produkty, jakimi może być dynamiczne ważenie ryzyka niewypłacalności

o czym przed chwilą wspomniałem. Nie wiem dziś, na ile jesteśmy mentalnie przygotowani, żeby zaadaptować produkty, które z powodzeniem funkcjonują na innych rynkach, ale na pewno ich paleta będzie się rozszerzać.

Co najbardziej przeszkadza branży w rozwoju?

Nieuporządkowane przepisy podatkowe. Stosowane w Polsce rozwiązanie w zakresie podatku dochodowego nie dość, że jest unikalne na skalę światową, to drastycznie odstaje od przepisów europejskich, a dodatkowo jego efektywna stopa częstokroć wynosi ponad 50%.

W rezultacie polskie firmy windykacyjne tracą zbyt dużo gotówki na regulowanie nienależnego podatku dochodowego, i to nawet wówczas, kiedy ponoszą straty na działalności. Jeśli firma windykacyjna sprzedaje wierzytelność po niższej cenie niż cena zakupu, strata uzyskana w wyniku tej operacji nie jest kosztem uzyskania przychodu. To również ewenement na skalę europejską. Druga kwestia to podatek VAT. W dalszym ciągu niektóre urzędy skarbowe starają się go doliczyć do obrotu wierzytelnościami. Jako bazę przyjmują cenę, niekiedy dyskonto, czasem inną kwotę, która nijak nie może stanowić źródła VAT-u. Ten podatek jest przecież podatkiem od wartości dodanej (Value Added Tax). W przypadku sprzedawania i kupowania wierzytelności nikt nikomu nie świadczy żadnej usługi. Podobnie, kiedy np. biuro maklerskie, bank lub inny inwestor kupuje i sprzedaje obligacje. Ale tu fiskus VAT-u nie żąda. Na uporządkowanie czeka też PCC (podatek od czynności cywilnoprawnych - red.). Choć firmy windykacyjne przeprowadzając transakcje wykupu wierzytelności, jako podmioty wyspecjalizowane w tej branży, nie podlegają PCC, niektóre urzędy skarbowe i tak starają się go doliczyć. Chcielibyśmy, żeby minister finansów przyznał w końcu otwarcie, że zarówno VAT, jak i PCC nie dotyczą transakcji obrotu wierzytelnościami.

A przepisy, na których podstawie działacie, nie wymagają nowelizacji?

W zasadzie są one spójne, choć niektóre trzeba doprecyzować. Mam na myśli np. ustawę o udostępnianiu informacji gospodarczej, w której jest kilkanaście różnych błędów, z czego najistotniejszy uniemożliwia firmom windykacyjnym zgłaszanie firm i osób do rejestru nierzetelnych dłużników.

Dziękuję za rozmowę.