Koniec miesiąca miodowego

Patrząc na perspektywy rozwoju z punktu widzenia zarządzania finansami firmy, nie sposób nie zadawać sobie pytania: co będzie dalej z polską gospodarką? W ostatnich latach niemal wszędzie odnotowywaliśmy poprawę sytuacji.

Patrząc na perspektywy rozwoju z punktu widzenia zarządzania finansami firmy, nie sposób nie zadawać sobie pytania: co będzie dalej z polską gospodarką? W ostatnich latach niemal wszędzie odnotowywaliśmy poprawę sytuacji.

Rosły dynamicznie popyt rynkowy i sprzedaż. Zwiększały się inwestycje i wydajność pracy. Spadało bezrobocie. Poprawiały się wyniki finansowe i rentowność przedsiębiorstw. Umacniała się konkurencyjność gospodarki na rynku międzynarodowym. Ceny pozostawały stabilne, pieniądz mocny, stopy procentowe umiarkowane.

Zobacz również:



Wszystkie te zjawiska mogły cieszyć makroekonomistę - choć nie dla każdej firmy oznaczały same korzyści. Mocny złoty nie bardzo podobał się eksporterom. Spadające bezrobocie coraz częściej powodowało kłopoty ze znalezieniem pracowników. Wzrost presji konkurencyjnej na szybko rozwijającym się rynku oznaczał często konieczność podejmowania intensywnych działań dostosowawczych. Ale mimo wszystko saldo było korzystne.

Czy znakomite warunki będą się utrzymywać i przez następne lata? I tak, i nie. Przed nami jeszcze dość długi okres szybkiego wzrostu popytu i sprzedaży, a więc dobrej koniunktury. Ale już w obecnym roku można zauważyć, że coś w gospodarczej atmosferze zaczyna się powoli psuć, a rosnącej sprzedaży towarzyszą coraz większe kłopoty i zmartwienia.

Rzecz w tym, że w gospodarce rynkowej mamy zawsze do czynienia z dwoma istniejącymi obok siebie zjawiskami. Z jednej strony mamy wzrost gospodarczy, falujący w miarę przebiegu cyklu koniunkturalnego. Po latach tłustych przychodzi kilka lat chudych, a po nich znowu okres przyspieszonego rozwoju. Nie ma wątpliwości, że obecnie w takiej właśnie fazie cyklu znajduje się nasza gospodarka.

Niestety, zjawiskom wzrostu towarzyszą zawsze zjawiska nierównowagi. Nierównowaga to efekt niedopasowania tempa wzrostu popytu i podaży. To właśnie popyt zachowuje się w sposób cykliczny, raz silnie przyspieszając, a raz spowalniając. Zdolności podażowe gospodarki rosną natomiast w sposób bardziej stabilny, bez gwałtownych zmian tempa. W okresie recesji, gdy popyt spada, producenci z łatwością mogą go zaspokoić (zmartwieniem jest wówczas niepełne wykorzystanie zdolności produkcyjnych wiodące do spadku rentowności firm). Nierównowaga wiec zanika. Odwrotnie natomiast dzieje się wówczas, gdy dynamika popytu silnie przyspiesza. Choć znika zmora kłopotów ze sprzedażą, pojawia się za to nierównowaga - przegrzewanie się rynku tam, gdzie podaż zaczyna wyraźnie nie nadążać za popytem.

Wzrost i nierównowaga w polskiej gospodarceKliknij, aby powiększyćWzrost i nierównowaga w polskiej gospodarceOstatnie dwa, trzy lata były najszczęśliwszym okresem, jaki występuje w cyklu koniunkturalnym. Popyt gwałtownie przyspieszał, ale przedsiębiorstwa mogły zazwyczaj z łatwością go zaspokoić, zwiększając stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych. Bezrobocie spadało, ale nie powodowało to jeszcze silnych napięć na rynku pracy. Wpływy rosły szybciej od kosztów, więc poprawiła się sytuacja finansowa firm.

Słowem, z jednej strony mamy już szybki wzrost, z drugiej skala nierównowagi jest jeszcze umiarkowana. Taki okres beztroskiego rozwoju to swoisty miesiąc miodowy gospodarki. Okres ten jednak dobiega w naszym kraju końca. Czeka nas teraz raczej gospodarcza codzienność małżeńskich kłótni.

Co oznacza rosnąca nierównowaga dla firm? Przede wszystkim spotykają się one z nią na rynku pracy. Spadające bezrobocie i rosnące kłopoty ze znalezieniem pracowników prowadzą do szybkiego wzrostu płac i kosztów pracy. Prędzej czy później musi to uderzyć w rentowność przedsiębiorstw. Na rosnące koszty nałoży się również zaostrzenie relacji pracy. W okresie recesji strajki są czymś w praktyce nieznanym, gdyż ludzie boją się o swe miejsca pracy. Obecnie strajki płacowe staną się najprawdopodobniej codziennością. Do tego dojdzie zwiększająca się stopniowo inflacja, prowadząca do wzrostu stóp procentowych, oraz coraz trudniejszy dostęp do kredytu. A wyższe stopy procentowe i rosnący koszt pracy wiodą do realnego wzmocnienia waluty, utrudniając konkurencję z zagranicą.

Te wszystkie zjawiska będą nam prawdopodobnie od tej pory coraz wyraźniej towarzyszyć, wzmacniając się z roku na rok. To nie jest jeszcze wcale koniec dobrej koniunktury w gospodarce. Ale jest to oznaka, że miesiąc miodowy minął..y

Autor jest profesorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej,głównym doradcą ekonomicznym PricewaterhouseCoopers.