Debiut z zagranicznym paszportem

Zagraniczne spółki, które pojawiły się na warszawskim parkiecie, bardzo korzystnie wpłynęły na kapitalizację giełdy, mniej na jej płynność, bo też i różne były powody debiutów.

Zagraniczne spółki, które pojawiły się na warszawskim parkiecie, bardzo korzystnie wpłynęły na kapitalizację giełdy, mniej na jej płynność, bo też i różne były powody debiutów.

Kilkanaście zagranicznych spółek zadebiutuje w tym roku na GPW. To ważne, bo przez wiele lat było ich niewiele, a stworzenie regionalnego parkietu w Warszawie pozostawało w sferze marzeń.

Zobacz również:



Pierwszą spółką, której pojawienie się wywołało wiele emocji, był węgierski MOL. Stało się to w grudniu 2004 r. MOL wprowadził na warszawską giełdę wszystkie swoje akcje (110 mln), ale nie przeprowadzał nowej emisji. GPW stała się czwartym miejscem notowań MOL, po giełdzie w Budapeszcie, Luksemburgu i Londynie.

Poszukiwano uzasadnienia debiutu na kolejnym rynku. Trudno było doszukiwać się, że w ten sposób spółka buduje prestiż. Kolejny rynek notowań ma zapewnić MOL większą płynność - uzasadniał József Molnár, wiceprezes koncernu MOL. Podczas konferencji prasowej Molnár potwierdził, że MOL przygląda się polskiemu rynkowi paliwowemu, "jednak ewentualne decyzje o zaangażowaniu się podejmie po wypracowaniu przez polski rząd strategii dla sektora". Według analityków obecność nad Wisłą mogła zwiększyć szansę na połączenie w przyszłości z PKN Orlen.

Debiuty wizerunkowe

Do debiutu MOL dobrze pasuje określenie, że miał charakter wizerunkowy. W branży paliwowej nie przeprowadza się wielkich przejęć bez pozyskania przyzwolenia rządu. MOL chciał się pokazać jako transparentny dla polskich władz koncern, bo miał ambicje akwizycyjne. Oficjalnie największym akcjonariuszem MOL była wówczas węgierska państwowa agencja prywatyzacyjna APV (12% akcji), ale niewiele mniej miał austriacki gigant naftowy OMV (9,1%). Rynek ekscytowały transakcje M&A, w których Orlen nie uczestniczył, co tym bardziej czyniło z niego obiekt do przejęcia, rozważano fuzję "równoprawnych" MOL-Orlen, ale do tego nie doszło. Gdy Orlen przejmował najpierw Unipetrol, a później Możejki Nafta, o fuzji już nie wspominano. Znaczenie wizerunkowej obecności straciło na znaczeniu. MOL pozostał po prostu trzecią zagraniczną spółką w historii GPW, rok wcześniej szlak przetarł Bank Austria Creditanstalt, a na miesiąc przed MOL w Warszawie pojawił się węgierski gigant chemiczny BorsodChem.

W 2006 r. rynek zafascynował inny debiut, także wizerunkowy. W październiku pojawił się czeski koncern energetyczny CEZ (notowany na giełdzie w Pradze), a wrażenie robiło to, że jak zapowiadał prezes CEZ Martin Roman, debiut ten zwiększy kapitalizację warszawskiego parkietu o 15% (zwiększył w niewiele mniejszym stopniu, bo prawie o 14%). Prezes GPW, Ludwik Sobolewski stwierdził, że Grupa CEZ mogłaby z powodzeniem wejść do notowań w Londynie czy Frankfurcie. Fakt, że wybrała GPW świadczy, jak silny jest polski rynek, który bez trudu jest w stanie zaabsorbować tak dużą spółkę. "Debiut największej spółki Europy Środkowo-Wschodniej na naszej giełdzie to kolejny certyfikat siły polskiego rynku. Wejście CEZ na warszawską giełdę to znakomite wydarzenie dla inwestorów. Świadczą o tym obroty już w pierwszych godzinach debiutu" - mówił Ludwik Sobolewski.

CEZ już wcześniej był obecny w Polsce, Bułgarii i Rumunii, interesował się rynkiem ukraińskim i rosyjskim. W Polsce miał udziały w dwóch spółkach energetycznych, przygotowywał się do przejęcia kolejnych. Złożył ofertę zakupu pakietu akcji w Zespole Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Niedawno CEZ zakupił także pakiet akcji w Elektrowni Skawina i Elektrociepłowni Elcho w Chorzowie.

Po wejściu na GPW czeski holding przyciągnął więcej zagranicznych inwestorów. Przed debiutem w Warszawie w ich rękach było 19% kapitału. Ich udziały podmiotów zwiększyły się do 21%. Pomimo to był to przede wszystkim debiut wizerunkowy.

Gdy czeski CEZ wchodził na warszawską giełdę, na GPW notowanych było 271 spółek, w tym 9 zagranicznych. Jest już ich więcej: AmRest (Holandia), Astarta (Ukraina z siedzibą w Amsterdamie), Asseco Slovakia (Słowacja), Bank Austria Creditanstalt (Austria), Automotive Components Europe (Luksemburg), BorsodChem (Węgry), BMP (Niemcy), CEDC (USA), CEZ (Czechy), Cinema City (Izrael), Immoeast (Austria), MOL (Węgry), Pegas Nonwovens (Czechy), Sky Europe (Słowacja), Warimpex (Austria).

Od przejęcia do parkietu

Większość zagranicznych spółek debiutuje w Warszawie, by pozyskać kapitał. Bywa jednak, że spółki te mają inne powody. I tu ciekawym przykładem jest Asseco Slovakia, spółka wchodząca w skład Grupy Asseco Poland, która weszła na warszawski parkiet w październiku 2006 r. Listowanie na GPW było konsekwencją serii przejęć, które zaskoczyły rynek. Przede wszystkim z tego powodu, że rzeszowska spółka przejęła Softbank, choć to Softbank oficjalnie przygotowywał się do akwizycji Asseco Poland. Porządkując grupę po tym przejęciu, prezes Adam Góral postanowił wprowadzić na GPW swą spółkę zależną na Słowacji, ponieważ uznał, że bratysławska giełda oferuje znacznie mniej korzyści (akcje Asseco Slovakia są w obrocie jedynie w Polsce). Do Asseco Poland należy też spółka w Czechach, więc ona również powinna trafić na GPW.

Asseco Slovakia pozyskane z polskiej giełdy 90 mln zł postanowiła przeznaczyć na akwizycje w Czechach i na Słowacji. Podczas debiutu zapowiadała przejęcie dwóch spółek na Słowacji, z których jedna specjalizuje się w oprogramowaniu ERP, a druga w rozwiązaniach dla sektorów finansowego, ubezpieczeniowego, usług medycznych i publicznego. Następne tran-sakcje M&A finansowane z publicznej oferty miały dotyczyć przejęcia 2-3 spółek na rynku czeskim, by wzmocnić Asseco Slovakia. Adam Góral, prezes Asseco Poland, planuje także inwestycje Grupy na Bałkanach i na Węgrzech. Kolejnymi kierunkami ekspansji mają być kraje nadbałtyckie - Litwa, Łotwa, Estonia oraz Ukraina - aby przed wejściem na rynek rosyjski wzmocnić pozycję grupy. Stąd szansa na debiuty innych, zagranicznych spółek grupy Asseco.